Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Zwolennicy ruchu „narodowo-konserwatywnego” (ang. National Conservative, „NatCon”), który uzyskał ostatnio duży wpływ na Partię Republikańską, oskarżyli niedawno libertarian o to, że ich „fundamentalizm rynkowy” uniemożliwia podejmowanie przez polityków praktycznych działań mających na celu uratowanie amerykańskiego społeczeństwa przed problemami, przed jakimi stoi. W przedmowie do swojej książki Rebuilding American Capitalism Oren Cass – główny ekonomista wpływowego think tanku American Compass – opowiada się za polityką interwencjonistyczną:
Odbudowa amerykańskiego kapitalizmu to zadanie w swojej istocie konserwatywne. Libertarianie nie są w stanie pojąć, jak mocnego wsparcia potrzebuje kapitalizm, ani zaakceptować roli państwa w jego udzielaniu. Progresywiści gardzą systemem, który pozostawia tak wiele prywatnym decyzjom, i chętnie wykorzystują programy publiczne, by dostarczać to, czego nie zapewnia rynek. Tylko konserwatyści mają niezbędną wdzięczność wobec tego, co wcześniej zdawało egzamin, preferencję dla systemu wolnej przedsiębiorczości, który zarówno daje wolność, jak i nakłada obowiązki, oraz zrozumienie potrzeby instytucji kształtujących uczestników rynku i ograniczeń, kanalizujących ich ambicje w kierunkach produktywnych.
W swojej ocenie amerykańskiej polityki ostatnich dekad, Cass obarcza winą konserwatystów, opowiadających się za wolnością gospodarczą, za niszczenie wspólnot, promowanie finansjalizacji i globalizacji kosztem przemysłu krajowego oraz podważanie rzekomo pozytywnej roli związków zawodowych:
Towarzysząca temu polityka cięć podatkowych, deregulacji i wolnego handlu odpowiadała ideologii wolności oderwanej od jakiejkolwiek wizji rozwoju, lecz jako polityka gospodarcza była katastrofą dla kraju. Globalizacja zdławiła przemysł krajowy i zatrudnienie, pozostawiając po sobie upadłe społeczności. Finansjalizacja przesunęła środek ciężkości gospodarki z Main Street zwykłych ludzi na Wall Street finansjery, napędzając eksplozję zysków korporacyjnych przy jednoczesnej stagnacji płac i spadku inwestycji. Spadek znaczenia związków zawodowych pozbawił pracowników siły przetargowej na rynku, głosu w miejscu pracy i dostępu do ważnego źródła wsparcia wspólnotowego. Te zjawiska, aktywnie wspierane przez prawicę, przyczyniły się do rosnących nierówności, spowolnienia innowacji, zawężenia szans i utraty bezpieczeństwa klasy średniej.
W argumentacji Cassa, określającej libertarianizm mianem „fundamentalizmu rynkowego” zawartych jest wiele błędów i nieporozumień, skupmy się jednak na dwóch podstawowych doktrynach. Pierwsza z nich – libertarianizm – to filozofia polityczna, która wyraża znacznie więcej niż tylko wiarę w wolne rynki. Zasadą definiującą libertarianizm jest bowiem przekonanie, że kompetentne jednostki powinny mieć wolność robienia wszystkiego, co nie stanowi aktu agresji wobec praw innych ludzi – przy czym prawa te rozumiane są jako prawo jednostki do samej siebie i do pokojowo nabytej własności. Oznacza to, że właściciel ma wyłączne prawo do decydowania o sposobie użycia i dysponowania swoją własnością.
Prawo właściciela do wykluczania innych z dostępu do jego własności jest równie kluczowe w libertariańskim społeczeństwie, jak kluczowa jest swoboda dorosłych do swobodnego kontraktowania. Taka prywatna dyskryminacja prowadzi do tego, że osoby aspołeczne, lekceważące normy kulturowe sprzyjające współpracy społecznej, lub wybierające autodestrukcyjne style życia, nie mogą zmuszać innych do ponoszenia kosztów ich nieodpowiedzialności. Szkoła twardych doświadczeń i surowej miłości – charakterystyczna dla wolnego społeczeństwa – jest znacznie skuteczniejszym nauczycielem moralności niż próby wymuszania cnoty przez państwo, gdyż występki nie są przestępstwami, politycy zaś są zbyt niekompetentni i zbyt łatwo zachłystują się władzą, by powierzyć im zadanie narzucania innym moralności.
Błędne utożsamianie libertarianizmu z „fundamentalizmem rynkowym” pomija kluczowe różnice między libertariańskim, konserwatywnym i progresywnym podejściem do znaczenia tradycji i zmian kulturowych w polityce. Dla libertarianina ani tradycja, ani zmiana nie są z natury dobre lub złe. Kluczowe znaczenie ma natomiast intelektualna i moralna autonomia kompetentnych dorosłych, możliwa dzięki prawom własności – to ona pozwala odkrywać, realizować i doceniać wartości najlepiej służące szczęściu. Zarówno zachowanie autentycznie cennych tradycji, jak i postęp ku wartościom rzeczywiście lepszym, wymaga swobody odstępowania od tradycji – ale i ponoszenia konsekwencji tych odstępstw.
Libertarianizm sprzyja zdrowszej ewolucji kultury – zachęca do asymilacji do wspólnego języka i norm odzwierciedlających potrzeby wynikające z ludzkiej natury oraz z wymogów współpracy społecznej, pozwalając jednocześnie na powstawanie i pokojowe współistnienie różnych subkultur, odpowiadających na bardziej szczegółowe potrzeby różnych grup społecznych. To właśnie libertariański porządek społeczny najlepiej zachowuje tradycje warte zachowania i najlepiej umożliwia rzeczywisty kulturowy postęp – i to wszystko to bez konieczności prowadzenia „wojen kulturowych” w imię dominacji jednej wizji nad innymi. Jak ujął to Ludwig von Mises, odnosząc do rozbieżnych celów jednostek i współpracy społecznej:
Dlatego społeczeństwo nie jest celem, a środkiem każdego członka dla uzyskania swoich własnych celów. To, że społeczeństwo jest w ogóle możliwe, wynika z tego, iż wola jednego człowieka spotyka się z wolą drugiego we wspólnym dążeniu, tak że wspólnota woli jest pochodną wspólnoty pracy. Ponieważ ja mogę osiągnąć to, co chcę, jedynie wtedy, gdy mój bliźni osiągnie to, czego on chce, jego wola i działanie stają się środkiem do osiągnięcia mojego własnego celu. Jako że moja wola obejmuje także jego wolę, absolutnie nie mogę dążyć do złamania jego woli. To jest podstawowy fakt, na którym zbudowane jest wszelkie życie społeczne.[1]
Jeżeli zrozumiemy uwagę Misesa, że społeczeństwo jest środkiem do osiągania wielu różnych celów, a nie celem samym w sobie, stanie się jasne, że libertarianizm wcale nie jest „oderwany od jakiejkolwiek koncepcji rozwoju”, jak twierdzi Cass. To same jednostki muszą samodzielnie oceniać, czego wymaga ich rozwój, a prywatna własność stanowi instytucję zabezpieczającą ich niezależne decyzje w społeczeństwie. Narzucanie wartości siłą osłabia zdolność ludzi do wykorzystywania rozumu i osobistych doświadczeń w celu dostosowania swoich przekonań do własnej natury i zdolności funkcjonowania w społeczeństwie. Ale to właśnie ruch narodowokonserwatywny nie rozumie, że połączenie wolności z osobistą odpowiedzialnością najlepiej służy osiąganiu szczęścia przez każdego człowieka.
To prowadzi nas do drugiej kluczowej doktryny. Kapitalizm to system gospodarczy oparty na prywatnej własności środków produkcji; w swojej najczystszej, leseferystycznej formie kapitalizm stanowi logiczną konsekwencję libertarianizmu. U podstaw kapitalizmu leży zasada mówiąca, że tylko właściciel kapitału ma prawo decydować o jego wykorzystaniu. Gdy rząd wkracza, by „kształtować” kapitalistę i „ukierunkowywać” jego ambicje – tak jak życzy sobie tego Cass – to wtedy nie kapitalista, lecz rząd (czyli elita polityczna) decyduje o ostatecznym przeznaczeniu kapitału. Rząd staje się de facto właścicielem środków produkcji, zaś prywatny właściciel sprowadzony zostaje do roli trybiku w państwowej machinie biurokratycznej.
Socjalizm to właściwa nazwa każdego systemu gospodarczego, w którym produkcja podlega planowaniu przez państwo. Korporacjonizm to zaś taka forma socjalizmu, w której utrzymuje się fikcję prawną prywatnej własności. Nie istnieje trzeci system pośredni pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem – jak dowodził Mises w swoim artykule o tym, że polityka „trzeciej drogi” prowadzi do socjalizmu.
Cass zaprzecza, jakoby chciał całkowicie odrzucić prywatne reguły organizacji produkcji na rzecz socjalizmu. Jego pogląd zakłada, że kapitalizm powinien być „odpowiednio wzmocniony i ograniczony” działaniami interwencjonistycznymi, aby gospodarka „służyła nie tylko rodzinie i wspólnocie, ale także narodowi”. W jego ujęciu:
Konserwatywna wizja wymaga, by rynki nie tylko alokowały kapitał do produktywnych zastosowań i służyły konsumentom jak najniższymi cenami, ale również tworzyły wachlarz stabilnych i godnych miejsc pracy, w których ludzie o różnych uzdolnieniach, zainteresowaniach i w różnych lokalizacjach mogą budować przyzwoite życie. Z czasem rynek musi generować wzrost, który jest szeroko dzielony i trwały – termin przejęty przez ruch ekologiczny, ale odnoszący się również do innych fundamentów wolnego i dostatniego narodu, które siły rynkowe mają tendencję do erozji. Przemysłowa baza wymaga ochrony, aby zapewnić, że kapitał, talenty i centra innowacji napędzają wzrost produktywności i zabezpieczają obronność kraju. Rynek pracy również wymaga ochrony – by pracownicy byli nieodzowni dla sukcesu gospodarczego i przygotowani do wnoszenia wkładu w ten sukces. Społeczna tkanka również potrzebuje ochrony – by zapewnić poczucie przynależności, relacje oparte na wzajemnym obowiązku, a także solidarność potrzebną do rozwiązywania problemów i przeciwdziałania zagrożeniom.
Wiele z zarzutów Cassa wobec kapitalizmu przypomina retorykę lewicowych progresistów. Narodowi konserwatyści i progresiści zgadzają się zasadniczo, że leseferystyczny kapitalizm, który stawia na pierwszym miejscu potrzeby konsumenta, nie realizuje ich utopijnych wizji społeczeństwa. W swoich atakach na kapitalizm obie te antywolnościowe frakcje ignorują fakt, że system kapitalistyczny premiuje także dążenie do lepszych warunków pracy, rozwoju zasobów kapitałowych i umiejętności pracowniczych, a także do budowania relacji opartych na trosce. Nie jest zasadnym obwiniać kapitalizm za to, że — wedle własnego widzimisie — dostarcza on tych dóbr w zbyt małej ilości.
W rzeczywistości, przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być dwie. Po pierwsze – być może większość Amerykanów nie podziela wizji Cassa i nie pragnie tak bardzo tych rzeczy, które on uznaje za najważniejsze, nie chcąc rezygnować z innych wartości. Wówczas interwencjonizm w miejsce dobrowolnego przekonywania staje się tyranicznym narzucaniem obcych wartości przez narodowych konserwatystów, niszczącym kapitalizm. Interwencjonizm jako narzędzie wojny kulturowej rozdziera tkankę społeczną, sieje nienawiść i konflikty, niszcząc wszelką solidarność. Ponadto, nie można sabotować kapitalizmu zbyt długo bez konieczności zastąpienia go innym systemem – a interwencjonizm narodowokonserwatywny prowadzi nas prosto w kierunku korporacjonistycznej odmiany socjalizmu.
Po drugie – być może amerykańska gospodarka nigdy nie była tak naprawdę wolna, mimo deklarowanego „fundamentalizmu rynkowego” konserwatystów. Dane z ostatnich pięćdziesięciu czterech lat wskazują, że główną przyczyną deindustrializacji USA są rozrost państwa opiekuńczego i jego finansowanie przez emisję pieniądza fiducjarnego. Interwencje narodowych konserwatystów, takie jak korumpujące fundusze przemysłowe, cła ochronne czy wzrost wydatków publicznych, jedynie przyspieszają deindustrializację. To oczywisty fakt, że ludzie działają celowo, i wynikające z tego logiczne konsekwencje – a nie ślepa wiara w rynek – prowadzą do wniosku, że potrzebujemy więcej prywatnej własności i osobistej odpowiedzialności, by rozwiązać ten problem. To ruch narodowokonserwatywny, a nie libertarianie rozpowszechnia ekonomiczne iluzje oparte na wierze
Źródło ilustracji: Pixabay
