Powrót
Ekonomiczna analiza prawa

Heydel: Spółdzielczość wobec kapitalizmu

0
Adam Heydel
Przeczytanie zajmie 6 min
Heydel_Spółdzielczość wobec kapitalizmu (artykuł dyskusyjny)
Pobierz w wersji
PDF

Artykuł niniejszy ukazał się w drugim tomie Dzieł Zebranych Adama Heydla, wydanym przez Instytut Misesa. Tom dostępny za darmo jako e-book na stronie Instytutu.

Pod pojęciem kapitalizmu rozumiem taki ustrój gospodarczy, jaki z koniecznością wynika z nieograniczonego prawa własności. Do atrybutów tego prawa należą: swoboda rozporządzania swoją pracą, swoją oszczędnością (więc kapitałem) i prawo spadkowe. Wszystkie kapitalistyczne instytucje i zrzeszenia są logiczną konsekwencją tej podstawy prawnej. Za typowego przedstawiciela tych zrzeszeń może uchodzić towarzystwo akcyjne. 

Zrzeszenia spółdzielcze przeciwstawiają się tym formom. Na czym polega ich odrębność? Pomijam wysuwaną często różnicę ilościową (wielkość zrzeszeń, wielkość udziałów), pomijam również to, że zrzeszenia spółdzielcze operują głównie wśród ludności mniej zamożnej. Wszystko to są różnice stopnia, a zatem rozróżnienie płynne, niedające ustalić żadnej jako tako wyraźnie zarysowanej granicy. Uważam za niewątpliwie błędną definicję, według której kooperatywy nie dążą do zysków. Gdyby tak było, nie byłyby w ogóle organizacjami gospodarczymi. Istotna różnica tkwi (stwierdzam to zgodnie z prof. Edwardem Taylorem, Pojęcie spółdzielczości) w odmiennym systemie podziału zysków. Podział zysków nie według udziału w kapitale, ale według wielkości konsumpcji, względnie stosownie do włożonej pracy, odkładanie pewnych części zysków na kapitał zasobowy, stosownie do przyjętej z góry w tym punkcie zasady – oto co każe uważać zrzeszenie spółdzielcze za twór obcy w ciele kapitalistycznym. 

Zestawmy te wybrane cechy kooperatywy z prawną podstawą kapitalizmu, tj. z prawem własności. Jakie znaczenie w stosunku do pełnej swobody rozporządzania swoją pracą, swoim kapitałem i prawa spadkowego (tych trzech atrybutów prawa własności) mają te charakterystyczne cechy kooperatywy? Są one niewątpliwie dobrowolnie przyjętymi przez członka kooperatywy ograniczeniami jego swobody. Krępują go w dwóch punktach: w dziedzinie swobodnego rozporządzania kapitałem i w dziedzinie prawa spadkowego. Zupełna swoboda w dziedzinie rozporządzania kapitałem prowadzi w czystym kapitalizmie do możliwości dowolnego lokowania tego kapitału. Na skutek tego kapitał przelewa się automatycznie do tych działów życia gospodarczego, gdzie obiecuje najwyższe zyski. Zyski te są bezpośrednio dostępne właścicielowi kapitału i do wielkości jego kapitału proporcjonalne. Są zarazem odpłatą za jego gospodarcze zabiegi około zebrania kapitału (praca i oszczędność) i są pobudką do czynienia tych wysiłków 

darowizna.jpg

W kooperatywie zrywa się związek pomiędzy wysiłkiem zdobycia kapitału a otrzymywaną odpłatą. Wydzielanie pewnej sumy na kapitał zasobowy kooperatywy jest skrępowaniem w przerzucaniu kapitału tam, gdzie się najkorzystniej rentuje. Jest ograniczeniem spekulacyjnej działalności gospodarczej jednostki, która ma pełną jej swobodę w ustroju kapitalistycznym. Zasady spółdzielcze podziału zysków natomiast wprowadzają odpłatę za pracę lub konsumpcję. Pierwsza zasada wydaje się słuszna, ale jednostronna, skoro nie uwzględnia i nie daje ekwiwalentu za gospodarczy wysiłek oszczędności. Druga zasada niełatwa jest do wytłumaczenia. Kooperatywa robi zakupy po cenach hurtowych, sprzedaje towary swoim członkom po cenach rynkowych detalicznych. Osiąga na tym pewien zysk. Teoria kooperatyw stoi na stanowisku, że tę nadwyżkę należy zwrócić konsumującemu członkowi w stosunku do jego konsumpcji. Dlaczego? Kooperatywa oddaje swoim klientom (członkom) pewną usługę handlową, dostarczając im towarów. Za to jej się słusznie należy zysk, odpowiadający zyskowi kupca. Skądinąd zysk ten powinien być rozdzielony pomiędzy współudziałowców kooperatyw, w stosunku jednak, w jakim przyczynili się do jego powstania. Po potrąceniu płac pracowników itp. zysk ten wynikł z możności zastosowania przez kooperatywę pewnej ilości kapitału. Jest więc skutkiem ulokowania w kooperatywie kapitałów jej członków. Przypada im więc zasługa zdobycia tych zysków w stosunku do włożonego kapitału, a nie w stosunku do konsumpcji. Jeżeli dwu członków włożyło równe kapitały po 100, a jeden z nich (A) konsumuje dwukrotnie więcej niż drugi (B), to zwrot różnicy między ceną hurtową i detaliczną przypadający A jest krzywdą dla B. 

Konsumpcja nie jest zasługą gospodarczą, ale sama w sobie niejako gospodarczym zadośćuczynieniem za poniesione koszta. Dlaczego zatem ma być raz jeszcze nagradzana? To jedno zastrzeżenie z punktu widzenia słuszności. A drugie, z punktu widzenia celów polityki gospodarczej, jest następujące: przekraczająca granicę konsumpcja, zwana przez Anglików efficiency consumption, tj. konsumpcja konieczna dla rozwinięcia pełni energii gospodarczej, nie jest społecznie korzystna, ale szkodliwa. Jest zbytecznym zniszczeniem pewnej sumy dóbr. Dlaczego do niej zachęcać, zamiast apostołować oszczędność? Zdaję sobie sprawę z tego, że na niskich stopniach cywilizacyjnych należy nieraz dążyć do podniesienia konsumpcji rozsądnej i zdrowej społecznie, ale to nie rozwiązuje problemu postawionego w kooperatywie zasadniczo. 

Uważam, że: 1) zachęta do kapitalizacji w odpowiadających jej zyskach, 2) możliwość kierowania kapitałów do najrentowniejszego zajęcia mają ogromne znaczenie z punktu widzenia bogactwa ogólnospołecznego. Błędne jest spotykane nieraz mniemanie, że między zyskami jednostek a interesem ogółu zachodzi zasadnicza sprzeczność. Jest raczej odwrotnie. Wyjątkowe są wypadki (monopol), kiedy zysk jednostki osiągany jest kosztem ogółu. W zasadzie (przy wolnej konkurencji) im wyższe zyski, tym większa produktywność, tym więcej kapitału, tym łatwiejsze zatrudnienie rąk roboczych, tym mniej bezrobotnych itp.[1] Dlatego też wielkie znaczenie ma tkwiąca w zyskach zachęta do kapitalizacji i swoboda szu kania tych zysków przez przelew kapitałów. 

Jak wynika z dotychczasowych moich uwag, mam zastrzeżenia teoretyczne w stosunku do spółdzielczości. Rozumiem doskonale i, zdaje mi się, doceniam dostatecznie rolę kooperatyw jako czynnika skupiającego, kumulującego, a tym samym podnoszącego wydajność drobnych rozproszonych atomów energii gospodarczej. Równie duże znaczenie ma niejednokrotnie skupienie pracy. Nie pomijam pozagospodarczych ważnych względów o znaczeniu ogólnocywilizacyjnym. Wydaje mi się, że kooperatywa może być w pewnych warunkach bardzo użytecznym uzupełnieniem ustroju kapitalistycznego. Ma w nim swoje zadanie do spełnienia. Wyrażam natomiast wątpliwość, czy może ustrój kapitalistyczny zastąpić i czy powinna do tego dążyć. Jej zbyt szerokie i ogólne zapanowanie przyniosłoby szkody gospodarcze dzięki tym elementom skrępowania, jakie w życie ekonomiczne niewątpliwie wnosi. Zdaję sobie sprawę z tego, że kooperatyści nie będą mogli zapewne zgodzić się bez zastrzeżeń z moimi uwagami. Tym pożądańsza jest dyskusja poruszonych zagadnień. Dyskusja ta może mieć znaczenie praktyczne, skoro nie jest wyłącznie teoretyczna. Należy zwrócić uwagę na to, że ze strony bardzo poważnej podniesiono zastrzeżenie wobec ruchu kooperatywnego w Polsce. Profesor Adam Krzyżanowski stwierdza związek między etatyzmem a popieraniem przez państwo kooperatyw. Wyprowadza ten stosunek państwa do kooperatyw z „negatywnego stanowiska etatyzmu wobec pobierania zysków przez osoby prywatne”[2]. Stanowczo się przeciw takiemu stanowisku wypowiada. Rzecz jest więc i z tego względu godna dyskusji i wyświetlenia. 

Źrodło ilustracji: Cooperative by Nick Youngson CC BY-SA 3.0 Pix4free

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Ekonomiczna analiza prawa Interwencjonizm Teksty

Czytaj również

Dziedzictwo

Adam Heydel: Dążności etatystyczne w Polsce

O rozwoju, bogatej historii oraz współczesnej Autorowi, czyli międzywojennej, sytuacji etatyzmu w Polsce w swoim artykule pisze Adam Heydel. Instytut Misesa ma przyjemność zaprosić Czytelników do lektury!

Dziedzictwo

Adam Heydel: Gospodarcze granice liberalizmu i etatyzmu

"(...) nie będę mówił w niniejszej pracy o etycznych, politycznych, narodowych i kulturalnych względach, które w wielu punktach ścieśniać mogą - ścieśniać niekiedy muszą - pole liberalnej polityki ekonomicznej. Chcę mówić o zakresie, w którym uważam za uzasadniony liberalizm, względnie uznaje potrzebę interwencji państwa, ze względów wyłącznie gospodarczych. Przez względy gospodarcze rozumiem dążenie do powiększenia ogółu bogactwa danego społeczeństwa." Instytut Misesa przedstawia pracę Adama Heydla, w której Autor stara się zarysować ramy systemu liberalnego w gospodarce.

Dziedzictwo

Adam Heydel: Ludwik Mises o liberalizmie

Książki Misesa (Gemeinwirtschaft i Liberalismus) wywołały ożywioną dyskusję w nauce europejskiej. Uważam je za najzręczniejszą, obok prac Gustawa Cassela, obronę liberalizmu i atak na wszystkie kierunki z liberalizmem niezgodne. Atak ten zręczny jest nietylko ze względu na talent pisarski i werwę polemiczną autora, ale przedewszystkiem dlatego, że Mises posługuje się najbardziej nowoczesną bronią nauki ekonomji, opiera mianowicie wszystkie swoje rozumowania logicznie i konsekwentnie na założeniach teoretycznych szkoły subjektywnej. Każdy sąd szczegółowy, o protekcjonizmie celnym, etatyzmie, interwencjonizmie wynika bezpośrednio z tej podstawy i do niej da się logicznie sprowadzić. Ponieważ zaś sam autor myśli logicznie, więc wrażenie jednolitości i konsekwencji myśli jest bardzo silne. Obalić te rozumowania można tylko, uderzając w podstawę. Podstawa zaś, mimo wszystkiego, co o niej mawiają przeciwnicy, jest opoką.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.