Autor: Jesus Huerta De Soto
Niniejszy tekst stanowi skompilowane fragmenty rozdziału książki pt. „Pieniadz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne”, zawarte w polskim wydaniu na stronach 301-312.
Dlaczego kryzys nie wybucha wtedy, gdy nowe inwestycje finansuje się realnymi oszczędnościami?
Do kryzysu i późniejszej recesji nie dochodzi, jeśli wydłużenie etapów struktury produkcji, który to proces analizowaliśmy w poprzednim rozdziale, nie wynika z wywoływanej przez banki ekspansji kredytowej pozbawionej pokrycia w realnych oszczędnościach, lecz z wcześniejszego wzrostu dobrowolnych oszczędności. Jeżeli bowiem proces ten zostaje wyzwolony przez trwały wzrost dobrowolnych oszczędności, zapobiegają one wystąpieniu wszystkich sześciu omówionych zjawisk mikroekonomicznych, jakie pojawiają się samoistnie w reakcji na ekspansję kredytową, likwidując wywołany przez nią początkowo sztuczny boom. Nie dochodzi w takim przypadku do żadnego wzrostu ceny pierwotnych środków produkcji. Przeciwnie, jeśli pożyczki mają źródło we wzroście realnych oszczędności, to względny spadek bezpośredniej konsumpcji, jaki niezmiennie pociągają za sobą takie oszczędności, uwalnia na rynku pierwotnych środków produkcji duże zasoby produktywne. Zasoby te będzie można wykorzystać na etapach najdalszych od konsumpcji, więc nie zachodzi potrzeba, by płacić za nie wyższe ceny. W przypadku ekspansji kredytowej widzieliśmy, że ceny rosły właśnie dlatego, iż ekspansja ta nie wynika z wcześniejszego wzrostu oszczędności, toteż na etapach bliskich konsumpcji nie zostają uwolnione pierwotne zasoby produktywne, a przedsiębiorcy z etapów najodleglejszych od konsumpcji mogą je uzyskać jedynie wtedy, gdy zaoferują za nie stosunkowo wyższe ceny.
Jeśli wydłużenie struktury produkcji wynika ze wzrostu dobrowolnych oszczędności, to nie dochodzi do zwyżki cen dóbr konsumpcyjnych, która byłaby nieproporcjonalnie wielka w stosunku do odpowiedniego wzrostu cen czynników
produkcji. Wręcz przeciwnie — początkowo zaznacza się zwykle trwały spadek cen tych dóbr. Zwiększenie się oszczędności zawsze bowiem łączy się z krótkotrwałym spadkiem konsumpcji. Nie dochodzi zatem do względnego wzrostu zysków księgowych w gałęziach najbliższych produkcji ani do spadku zysków – czy wręcz do strat księgowych – na etapach od niej najdalszych. Proces zatem nie odwróci się i nie pojawi się nic, co mogłoby wywołać kryzys. Co więcej, jak widzieliśmy w rozdziale piątym, pewną rolę odgrywa tu „efekt Ricarda”, ponieważ dla przedsiębiorców korzystne staje się zastępowanie pracy wyposażeniem kapitałowym, a to ze względu na wzrost płac realnych spowodowany względnym spadkiem cen dóbr konsumpcyjnych, który z kolei pojawia się na ogół w wyniku wzrostu oszczędności. Rynkowe stopy procentowe nie rosną; przeciwnie, na ogół systematycznie spadają, co odzwierciedla nową stopę preferencji czasowej społeczeństwa, obecnie obniżoną ze względu na silniejsze pragnienie oszczędzania. Zważywszy, że rynkowa stopa procentowa obejmuje składnik kompensujący zmianę siły nabywczej pieniądza, w sytuacji wzrostu dobrowolnych oszczędności składnik ten jest ujemny. Dzieje się tak dlatego, że, jak widzieliśmy, pojawia się tendencja spadku cen dóbr konsumpcyjnych (zarówno w krótkim, jak i długim okresie), która zwiększa siłę nabywczą pieniądza, zjawisko to zaś wywiera dodatkową presję na nominalne stopy procentowe. Wzrost gospodarczy oparty na dobrowolnych oszczędnościach jest ponadto zjawiskiem zdrowym i trwałym, toteż zawarte w stopie procentowej komponenty przedsiębiorczości i ryzyka również wykażą tendencję spadkową.
Powyższe rozważania potwierdzają, że recesja zawsze jest następstwem braku dobrowolnych oszczędności, niezbędnych do podtrzymywania struktury produkcji, która okazuje się wówczas zbyt kapitałochłonna. Recesję powoduje ekspansja kredytowa podejmowana przez system bankowości bez odpowiedniego wsparcia udzielonego przez podmioty gospodarcze, które na ogół nie chcą zwiększać swoich dobrowolnych oszczędności. Wniosek z teoretycznej analizy tego procesu być może najzwięźlej sformułowali Moss i Vaughn:
Realny wzrost zasobów kapitału zawsze pochłania czas i wymaga dobrowolnych oszczędności netto. Nie jest możliwe, aby zwiększenie podaży pieniądza w postaci kredytu bankowego otworzyło drogę na skróty do wzrostu gospodarczego[1].
Kredyt konsumpcyjny a teoria cyklu
Możemy teraz ustalić ewentualne modyfikacje, jakie należałoby wprowadzić do naszej analizy w związku z tym, że we współczesnych gospodarkach znaczna część ekspansji kredytowej wywoływanej przez banki bez pokrycia w dobrowolnych oszczędnościach przybiera postać kredytu konsumpcyjnego. Analiza ta ma wielkie znaczenie teoretyczne i praktyczne, ponieważ argumentowano niekiedy, że w tym zakresie, w jakim ekspansja kredytowa przypada początkowo na konsumpcję, a nie na inwestycje, niekoniecznie muszą się ujawnić skutki ekonomiczne wyzwalające recesję. Opinia ta jest jednak błędna z powodów, które wyjaśnimy w tym podrozdziale.
Trzeba najpierw podkreślić, że banki udzielają gospodarstwom domowym kredytu konsumpcyjnego przede wszystkim na zakup trwałych dóbr konsumpcyjnych. Stwierdziliśmy już, że trwałe dobra konsumpcyjne są w istocie rzeczywistymi dobrami kapitałowymi umożliwiającymi świadczenie bezpośrednich usług konsumpcyjnych przez bardzo długi czas. A więc z ekonomicznego punktu widzenia udzielenie pożyczki na sfinansowanie trwałych dóbr konsumpcyjnych jest nie do odróżnienia od bezpośredniego udzielenia pożyczki na kapitałochłonne etapy najdalsze od produkcji. Rozluźnienie warunków kredytu oraz spadek oprocentowania wywołuje w istocie, między innymi, wzrost ilości, jakości i trwałości tak zwanych „trwałych dóbr konsumpcyjnych”, co równolegle wymaga poszerzenia i wydłużenia odpowiednich etapów produkcyjnych, zwłaszcza najodleglejszych od konsumpcji.
Musimy się więc zastanowić tylko nad tym, jak skorygować naszą teorię cyklu koniunkturalnego, jeśli znaczna część ekspansji kredytowej przypada (wbrew zwykłej praktyce) na finansowanie nie tyle trwałych dóbr konsumpcyjnych, ile bieżącej konsumpcji w każdym roku obrachunkowym (w postaci dóbr i usług bezpośrednio zaspokajających ludzkie potrzeby i wyczerpywanych w rozważanym okresie). Również w tym przypadku niepotrzebne są znaczniejsze modyfikacje naszej analizy, ponieważ wchodzą w grę dwie możliwości: albo ekspansja kredytowa zaspokaja w systemie gospodarczym bardziej lub mniej stały popyt na kredyt służący finansowaniu aktualnej konsumpcji bieżącej, a zważywszy na to, że rynki kredytowe są „naczyniami połączonymi”, ekspansja taka uwalnia środki przekazywane w pożyczkach etapom najdalszym od konsumpcji, pobudzając w ten sposób typowe, znane nam już procesy ekspansji i recesji, albo też pożyczki wywierają wpływ na bieżącą konsumpcję, nie uwalniając żadnych dodatkowych środków pozwalających udzielać pożyczki gałęziom z etapów najdalszych od konsumpcji.
Tylko w tym drugim przypadku, w praktyce mało znaczącym, zachodzi bezpośrednie oddziaływanie na popyt pieniężny na dobra i usługi konsumpcyjne. Ten nowy pieniądz rzeczywiście natychmiast podnosi ceny dóbr konsumpcyjnych, a obniża, w ujęciu względnym, ceny czynników produkcji. Zostaje zainicjowany „efekt Ricarda” i przedsiębiorcy zaczynają zatrudniać stosunkowo więcej robotników, zastępując nimi maszyny. Zaznacza się wówczas tendencja spłaszczania struktury produkcji bez wcześniejszego ekspansyjnego boomu na etapach najdalszych od konsumpcji. Jedyna zatem modyfikacja, jaką należy wprowadzić do naszej analizy, jest następująca: jeśli ekspansja kredytowa zachęca bezpośrednio do konsumpcji, to aktualna struktura produkcji na etapach najdalszych od konsumpcji w ujęciu względnym wyraźnie traci opłacalność, powodując tendencję do likwidacji tych etapów i ogólnego spłaszczenia struktury produkcji. Kształtuje się w ten sposób ekonomiczny proces ubożenia, którego początkowym przejawem jest pozorna prosperity wywołana nie tylko zwiększeniem się popytu konsumpcyjnego, ale także tym, że wielu przedsiębiorców stara się zakończyć projekty inwestycyjne, w które już się zaangażowali. Proces ten jest dokładnym przeciwieństwem procesu, jaki badaliśmy na początku rozdziału piątego, analizując korzystny wpływ wywierany na rozwój gospodarczy przez wzrost dobrowolnych oszczędności (czyli spadek bezpośredniej konsumpcji towarów i usług)[2].
Tak czy inaczej, ekspansja kredytowa zawsze prowadzi do tych samych powszechnych błędów inwestycyjnych w strukturze produkcji, bądź to przez sztuczne wydłużanie aktualnej struktury (kiedy ekspansja bezpośrednio wpływa na etapy dóbr kapitałowych, finansując trwałe dobra konsumpcyjne), bądź też jej skracanie (kiedy ekspansja kredytowa bezpośrednio finansuje nietrwałe dobra konsumpcyjne)[3].
Autodestrukcyjny charakter sztucznego boomu spowodowanego ekspansją kredytową: teoria wymuszonych oszczędności
„Wymuszone oszczędności” w szerokim sensie tego terminu pojawiają się zawsze, gdy dochodzi do wzrostu ilości pieniądza w obiegu lub ekspansji kredytu bankowego (bez pokrycia w dobrowolnych oszczędnościach), które wstrzykuje się do systemu gospodarczego w jakimś szczególnym punkcie. Gdyby pieniądze te lub kredyt rozkładały się równomiernie na wszystkie podmioty gospodarcze, nie wystąpiłby efekt „ekspansyjny”, wyjąwszy spadek siły nabywczej jednostki pieniężnej proporcjonalnie do wzrostu ilości pieniądza. Jeśli jednak nowy pieniądz wchodzi na rynek w pewnych konkretnych punktach, jak to zawsze się dzieje, to w rzeczywistości nowe pożyczki otrzymuje początkowo stosunkowo niewielka liczba podmiotów gospodarczych. A więc podmioty te przejściowo dysponują większą siłą nabywczą, ponieważ posiadają więcej jednostek pieniężnych, by kupować dobra i usługi po cenach rynkowych, które nie odczuły na razie pełnego oddziaływania inflacji, a zatem jeszcze nie wzrosły. Proces ten prowadzi więc do redystrybucji dochodów na korzyść tych, którzy pierwsi dostają nowe zastrzyki czy dawki jednostek pieniężnych, lecz ze szkodą dla reszty społeczeństwa, której dochody pieniężne się nie zmieniły, stwierdzającej, że ceny dóbr i usług zaczynają iść w górę. „Wymuszone oszczędności” stają się udziałem tej drugiej grupy podmiotów gospodarczych (większości), ponieważ ich dochody pieniężne wzrastają wolniej niż ceny, co zmusza je, w pozostałych warunkach niezmienionych, do zmniejszenia konsumpcji[4].
Zjawisko wymuszonych oszczędności, jakie zostaje wywołane przez wstrzyknięcie nowego pieniądza w pewne punkty rynku, może prowadzić do wzrostu lub spadku netto ogólnych dobrowolnych oszczędności społeczeństwa, co zależy od konkretnych warunków danego przypadku historycznego. Jeśli bowiem ci, których dochody rosną (czyli ci, którzy jako pierwsi otrzymali nowo stworzony pieniądz), konsumują je w części większej, niż wcześniej konsumowali ci, których dochody realne spadają, to ogólne oszczędności zmaleją. Można sobie również wyobrazić, że beneficjenci wzrostu ilości pieniądza mają dużą skłonność do oszczędzania, w którym to przypadku ostateczna kwota oszczędności może się zwiększyć. Tak czy inaczej, ten proces inflacyjny wyzwala inne siły krępujące oszczędzanie: inflacja fałszuje rachunek ekonomiczny, generując fikcyjne zyski księgowe, które w większym lub mniejszym stopniu zostaną skonsumowane. Nie da się więc z góry teoretycznie ustalić, czy nowy pieniądz wstrzyknięty do obiegu w konkretnych punktach systemu gospodarczego doprowadzi do wzrostu czy do spadku ogólnych oszczędności społeczeństwa[5].
„Wymuszone oszczędności” w ścisłym sensie oznaczają wydłużenie (pionowe) i poszerzenie (boczne) etapów dóbr kapitałowych w strukturze produkcji – zmiany wynikające z ekspansji kredytowej inicjowanej przez system bankowy bez pokrycia w dobrowolnych oszczędnościach. Jak wiemy, proces ten prowadzi początkowo do wzrostu dochodu pieniężnego z pierwotnych środków produkcji, później zaś do więcej niż proporcjonalnego wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych (czyli – jeśli produktywność wzrasta – dochodu brutto gałęzi wytwarzających dobra konsumpcyjne). Teoria cyklu koniunkturalnego oparta na kredycie fiducjarnym wyjaśnia w istocie teoretyczne czynniki mikroekonomiczne decydujące o tym, że próba wymuszenia większej kapitałochłonności struktury produkcji bez odpowiedniego wsparcia w dobrowolnych oszczędnościach jest skazana na niepowodzenie i niezmiennie kończy się odwrotem, wywołując kryzysy i recesje gospodarcze. Proces ten niemal nieuchronnie pociąga za sobą ostateczną redystrybucję zasobów, która w pewien sposób modyfikuje wskaźnik ogólnych dobrowolnych oszczędności, jakim charakteryzował się okres przed rozpoczęciem ekspansji kredytowej. Jeżeli jednak całemu temu procesowi nie towarzyszy równoległe, niezależne i spontaniczne zwiększenie dobrowolnych oszczędności o kwotę przynajmniej równą nowo stworzonemu kredytowi udzielanemu przez banki ex nihilo, to utrzymanie i ukończenie rozpoczętych, bardziej kapitałochłonnych etapów okaże się niemożliwe; pojawią się więc przeanalizowane przez nas szczegółowo typowe zjawiska odwrotu wraz z kryzysem i recesją gospodarczą.Co więcej, proces ten wiąże się z marnotrawstwem wielu dóbr kapitałowych i ograniczonych zasobów społeczeństwa, wskutek czego staje się ono uboższe. Ostatecznie zatem dobrowolne oszczędności społeczeństwa na ogół raczej kurczą się niż rosną. Tak czy inaczej, ekspansja kredytowa – wyjąwszy przypadki spektakularnego, spontanicznego, nieprzewidywanego wzrostu dobrowolnych oszczędności, które dla celów argumentacji wyłączyliśmy teraz z analizy teoretycznej (zawsze zresztą zawierającej założenie, że inne okoliczności nie ulegają zmianie) – prowadzi do autodestruktywnego boomu, który wcześniej czy później zakończy się odwrotem w postaci kryzysu gospodarczego i recesji. Dowodzi to niemożliwości wymuszenia rozwoju gospodarczego społeczeństwa przez sztuczne zachęcanie do inwestycji i wstępne finansowanie ich ekspansją kredytową, jeśli podmioty gospodarcze nie są gotowe dobrowolnie wesprzeć takiej polityki przez większą oszczędność. Inwestycje społeczeństwa nie mogą więc w długich okresach przekraczać jego dobrowolnych oszczędności (mamy tu alternatywną definicję „wymuszonych oszczędności”, bardziej, jak trafnie wskazuje Hayek, zgodną z analizami Keynesa)[6]. Przeciwnie: bez względu na ostateczne kwoty oszczędności i inwestycji w społeczeństwie (zawsze identyczne ex post) próba wymuszenia inwestycji na poziomie przekraczającym poziom oszczędności prowadzi jedynie do ogólnie błędnego inwestowania zaoszczędzonych zasobów kraju oraz do kryzysu gospodarczego, który niezmiennie skazuje go na zubożenie[7].
Źródło ilustracji: Pixabay

