Temat mowy nienawiści od kilku lat pozostaje przedmiotem debaty publicznej w Polsce, czego wyraźnym przykładem była kampania prezydencka, podczas której jeden z kandydatów otwarcie poparł wprowadzenie odpowiednich przepisów prawnych. Zagadnienie to stało się tym samym elementem politycznego sporu, jeszcze bardziej pogłębiając podziały w i tak już spolaryzowanym społeczeństwie.
W toczącej się dyskusji zwolennicy penalizacji mowy nienawiści odwołują się głównie do argumentów godnościowych — wskazując, że tego rodzaju wypowiedzi naruszają godność osób, których dotyczą, i dlatego powinny być prawnie zakazane. Pośrednio przywołuje się również ich potencjalne skutki, takie jak zachęcanie do przemocy, czy pogorszenie dobrostanu psychicznego. Samo prawdopodobieństwo wystąpienia takich konsekwencji często uznawane jest za wystarczający powód, by zaostrzyć obowiązujące przepisy.
Słusznie — w mojej ocenie — zwraca się uwagę na niebezpieczeństwo, jakie wiąże się z podobnymi regulacjami: ryzyko tłumienia wolności słowa poprzez tzw. „efekt mrożący”. Polega on na autocenzurze autorów kontrowersyjnych wypowiedzi z obawy przed konsekwencjami prawnymi. Rzadko jednak zadaje się pytania o rzeczywiste występowanie opisywanych związków przyczynowo-skutkowych. Jeszcze rzadziej rozważa się to, czy proponowane regulacje rzeczywiście doprowadzą do osiągnięcia efektów zakładanych przez ich zwolenników.
Są to pytania, które powinny być zadawane częściej — choć często nie są, z różnych powodów: braku wiedzy, trudności w ich sformułowaniu, czy obawy przed oskarżeniem o „niewrażliwość” i związane z tym reperkusje społeczne. A jednak ochrona wolności słowa wymaga, by te pytania nie tylko padły, ale by również próbowano na nie odpowiedzieć.
I właśnie na te pytania odpowiada Nadine Strossen w swojej książce Nienawiść. Jak cenzura niszczy nasz świat, wydanej na dniach w języku polskim przez Warsaw Enterprise Institute.
Autorka książki to amerykańska prawniczka, wykładowczyni akademicka, autorka i działaczka na rzecz praw obywatelskich, szczególnie wolności słowa. Była wykładowcą prawa na New York Law School, gdzie wykłada m.in. prawo konstytucyjne ze szczególnym naciskiem na doktrynę Pierwszej Poprawki do Konstytucji USA. W latach 1991–2008 pełniła funkcję prezesa American Civil Liberties Union (ACLU) i była pierwszą kobietą na tym stanowisku. Podczas jej kadencji ACLU aktywnie zajmowało się obroną wolności słowa, praw obywatelskich, praw mniejszości, ochroną prywatności oraz reformą prawa antynarkotykowego. Oprócz książki niniejszej, opublikowanej pierwotnie w 2018, jest także autorką Defending Pornography: Free Speech, Sex, and the Fight for Women's Rights (1995), gdzie broni swobody tworzenia treści erotycznych jako formy wyrazu wolności słowa, oraz współautorką zbioru esejów pt. Speaking of Race, Speaking of Sex: Hate Speech, Civil Rights, and Civil Liberties (1996). Zasiadała także w radzie Foundation for Individual Rights and Expression (FIRE), z którą współpracuje obecnie jako Senior Fellow.
Układ książki jest specyficzny i odzwierciedla przede wszystkim prawniczy sposób rozumowania oparty na teście proporcjonalności, znanym także w Europie, który w amerykańskiej doktrynie konstytucyjnej przyjmuje formę testu stanu zagrożenia. Każdy rozdział odpowiada kolejnemu etapowi tego rozumowania, czyli wpierw wskazaniu na kwestię precyzyjności prawa, proporcjonalności a następnie konieczności zastosowania takiego środka prawnego do osiągnięcia danego celu. Dość tylko wspomnieć, że analiza ta zwolenników przepisów o „mowie nienawiści” nie wypada nazbyt pomyślnie.
Książka rozpoczyna się od wstępu, w którym wyjaśnione zostają podstawowe pojęcia prawne używane w dalszej części tekstu. Taka praktyka — przedstawienia kluczowych definicji już na początku — znacząco ułatwia zrozumienie całej struktury wywodu. Aż chciałoby się, by podobne podejście stosowano częściej, nie tylko w tekstach prawniczych.
Następnie autorka przechodzi do omówienia aktualnej doktryny prawa w zakresie mowy nienawiści. Zwraca uwagę, że choć wyrażanie ogólnych poglądów, a nawet ostra krytyka, nie podlegają karze, to już groźby realnego użycia przemocy — tak.
W kolejnych rozdziałach analizowane jest pojęcie mowy nienawiści w kontekście istniejących przepisów, a także wskazywane są najważniejsze problemy konstytucyjne, jakie się z nią wiążą. I tak, poszczególne części książki poświęcone są m.in. immanentnej nieprecyzyjności przepisów — problemowi, który sprawia, że stworzenie ustawy precyzyjnie oddzielającej „ziarno od plew” okazuje się praktycznie niemożliwe.
Autorka przytacza przykłady z europejskiego ustawodawstwa, ale wspomina także Polskę — a konkretnie art. 196 Kodeksu karnego, penalizujący obrazę uczuć religijnych, w kontekście sprawy podarcia Biblii przez Nergala i komentarza piosenkarki Dody na ten temat. Dla czytelnika nieobeznanego z tematem może to być zaskakujące, ale warto podkreślić, że „mowa nienawiści” nie jest wyłącznie pojęciem używanym przez lewicę i przybiera różne postaci — sięga po nie również religijna prawica, by bronić swoich racji. Wskazanie tego faktu jest ważnym przypomnieniem braku politycznej konsekwencji w obronie wolności słowa, który to brak należy unikać.
Osobny rozdział poświęcony jest również braku dowodów na istnienie wystarczającego, bezpośredniego związku przyczynowego między mową nienawiści a przemocą, a także niedostatecznym dowodom na skuteczność przepisów tego rodzaju. Przytoczono wyniki badań, które wskazują na brak korelacji między ekspozycją na brutalne treści a popełnianiem przestępstw — podobne wnioski płyną z badań dotyczących pornografii.
Co więcej, autorka pokazuje, że kontakt z mową nienawiści, zwłaszcza osobisty, bardzo rzadko wywołuje coś więcej niż zdziwienie i niesmak. Warto dodać, że w drugim wydaniu książki (opublikowanym po 2019 roku) badania te zostały uzupełnione w posłowiu o wyniki przeglądu literatury przeprowadzonego przez Richarda Ashby'ego Wilsona, który również potwierdza brak jednoznacznych dowodów na istnienie takiego związku przyczynowego. Dużo miejsca w pracy poświęcono wskazaniu braku dowodów na długofalowe, pozytywne działanie przepisów penalizujących mowę nienawiści. Jak pokazują przykłady Niemiec (działalność części polityków AfD), Francji (Front Narodowy) czy Wielkiej Brytanii, regulacje te najprawdopodobniej nie przynoszą oczekiwanych efektów — a z całą pewnością nie prowadzą do zmniejszenia napięć społecznych na tle etnicznym czy rasowym. Co więcej, mogą je wręcz zaostrzać, ponieważ to właśnie mniejszości często stają się ofiarami przepisów, które miały je chronić.
Politycy natomiast szybko uczą się, jak przekazywać treści nacechowane nienawiścią w sposób formalnie zgodny z prawem, a próby ich skazania często przekształcają się w swoiste „akty męczeństwa”, które tylko zwiększają ich społeczne poparcie. Nic dziwnego, że, jak pokazuje autorka, działacze mniejszości w USA zaczynają traktować propozycje zakazów mowy nienawiści jako protekcjonalne — bo skupiające się na walce z formą, a nie treścią oraz nietraktujące członków mniejszości jako wystarczająco odpornych do poradzenia sobie z słowami innych ludzi.
Autorka wybrała specyficzną formę dokumentowania swoich twierdzeń — nie ma bibliografii ani przypisów, Autorka odsyła jednak do osobnej publikacji poświęconej pracom, które użyła, opublikowane na stronie Wydziału Prawa Uniwersytetu Nowego Jorku. Nie jestem zwolennikiem takiego cytowania, wolę raczej, by autorzy tworzyli przypisy chociaż w formie przypisów końcowych, można jednak wskazać na pewne zalety takiego ujęcia. Przypisów jest naprawdę dużo, a dzięki temu książka jest dość cienka i zgrabna (228 stron polskiego wydania). By oddać odrobinę racji Autorce, z przypisów korzystają głównie naukowcy i co bardziej dociekliwi czytelnicy, a gdy duża ilość źródeł pochodzi z internetu, forma hiperłącza w pliku PDF ułatwia ich odnajdywanie.
Książkę czyta się bardzo łatwo i szybko, co stanowi olbrzymią zaletę w przekonywaniu do swoich racji. Język nie będzie stanowił problemu w lekturze dla żadnego „inteligentnego laika”.
Pozwolę sobie na jedno zastrzeżenie, dotyczące kwestii tłumaczenia. Choć do samej pracy tłumacza nie mam większych zastrzeżeń, uwagę zwraca sposób przełożenia angielskiego słowa „nigger" (określanego pierwotnie przez Autorkę jako „słowo na n”) jako „murzyn” lub „słowo na m”. Jest to decyzja kontrowersyjna i niezgodna z przyjętą praktyką translatorską, gdyż prawie żaden znany mi słownik nie proponuje takiej ekwiwalencji (oprócz jedynego słownika Translatica PWN, gdzie faktycznie wskazano na możliwość takiego tłumaczenia, ale dopiero na drugim miejscu, co jest dla tłumacza istotnym sygnałem dla pierwszeństwa użycia, słownik PWN też jako jedyny określa słowo „murzyn” jako jednoznacznie obraźliwe).
Co więcej, taka translacja stoi w sprzeczności z etymologią obu słów. Polskie „murzyn” nie wywodzi się bowiem — wbrew pozorom — od łacińskiego niger (czarny), lecz od „Maura”, mieszkańca Mauretanii. Mam świadomość stanowiska Rady Języka Polskiego w tej sprawie, jednak opinia ta nie ma charakteru prawnie wiążącego i nie rozstrzyga jednoznacznie kwestii wulgarności czy niestosowności słowa „murzyn”. Jest to jedynie głos w szerszej, nierozstrzygniętej dyskusji, o głębokim kolorycie politycznym. Tłumaczenie takie traktuję nie tyle jako błąd językowy czy merytoryczny, ale — by sparafrazować Talleyranda — jako coś znacznie gorszego: nadgorliwość. W przeciwieństwie do Amerykanów, Polacy nie mają w swojej historii odpowiednika niewolnictwa opartego na rasie czy pochodzeniu etnicznym. Celowo pomijam w tym miejscu kwestię pańszczyzny, która stanowi odrębne zagadnienie. Owszem, powinniśmy czerpać z amerykańskich idei to, co wartościowe, ale nie musimy przy tym przejmować ich kompleksów i historycznych wyrzutów sumienia. W książce dotyczącej wagi wolności słowa, taki ruch jest ponadto dwójnasób szkodliwy.
Zastrzeżenia powyższe nie wpływają jednak na bardzo pozytywną ocenę całej książki. Jest to chyba pierwsza tego typu praca popularyzująca wydana w języku polskim, a która dotyczyłaby zagadnienia mowy nienawiści. Prosty, klarowny, nieprzeładowany niepotrzebnymi elementami stylistycznymi styl Autorki (co zawdzięczamy pracy tłumacza) pozwala na przystępne zapoznanie się z wielowątkową tematyką i stanowi chyba najlepszy przykład pełnego przedstawienia wolnościowego stanowiska na rzecz wolności słowa i przeciw penalizacji „mowy nienawiści”.
Książka ta jest w stanie zadziwiać i zaskakiwać pozytywnie nawet osoby dobrze obeznane w literaturze przedmiotu, bądź mające podobne inklinacje jak Autorka. Najbardziej jednak przydałoby się, by trafiła ona na biurka rządzących i władzy ustawodawczej – ku nauce i przestrodze. Póki to się jednak nie stanie, pozwolę zachęcić Czytelnika do uzupełnienia biblioteczki domowej i listy lektur na nadchodzący czas o pracę Strossen.
Źródło ilustracji: https://wydawnictwo.wei.org.pl

