Kaski dla kierujących hulajnogami do 16 r.ż. — odpowiedź rządu na falę wypadków
Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, organ doradczy przy Ministerstwie Infrastruktury, przyjęła uchwałę rekomendującą wprowadzenie w obowiązku używania przez dzieci do lat 16 kasku ochronnego podczas jazdy rowerem, hulajnogą elektryczną lub urządzeniem transportu osobistego. Jednocześnie Minister Infrastruktury zadeklarował przychylność wobec propozycji i zapowiedział wprowadzenie tego obowiązku do procedowanej nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym.
Powyższe działania stanowią odpowiedź na wzrastającą ilość wypadków z udziałem kierujących hulajnogami do 18 r.ż. Jak podaje serwis branżowy zajmujący się hulajnogami i UTO smartride.pl: „Według publikowanych niedawno danych Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji od początku roku do 7 lipca policja zanotowała 571 wypadków, w których udział brały hulajnogi elektryczne.” Zaś wedle danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego 51% interwencji medycznych w stosunku do kierujących hulajnogami (co nie jest równoznaczne z wypadkiem czy kolizją w rozumieniu prawa) dotyczyło osób w wieku 11-18 lat.
Komentarz:
Zazwyczaj jestem krytyczny wobec działań legislacyjnych w Polsce. Muszę jednak podkreślić, że choć nie należę do zwolenników odpowiadania na „głosy społeczne domagające się reakcji państwa”, to docenić należy, że proponowana zmiana prawa jest najmniej dotkliwą, jaką można było zaproponować w obecnych warunkach, a jednocześnie trafia w sedno problemu.
Na szczęście rządzący nie zdecydowali się na populistyczne działania wymierzone w hulajnogi i ich użytkowników. Zamiast tego ograniczyli się do interwencji skierowanej — w ich ocenie — do najbardziej wrażliwej grupy kierujących tego typu pojazdami.
W podobnych sytuacjach często pojawiają się głosy, że rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązkowych tablic rejestracyjnych oraz ubezpieczenia OC dla kierujących hulajnogami elektrycznymi, na wzór rozwiązań stosowanych w Republice Federalnej Niemiec. Choć takie wymogi z pewnością stanowiłyby barierę finansową przy wejściu w użytkowanie hulajnogi, należy zaznaczyć, że w większości przypadków to sami kierujący są najbardziej narażeni na konsekwencje wypadków — stanowią więc zagrożenie głównie dla siebie. Oznacza to, że zaostrzenie przepisów w tym zakresie nie rozwiązałoby istoty problemu, ponieważ ubezpieczenie OC dotyczy szkód wyrządzanych osobom trzecim. Z tego choćby względu Ministerstwo nie jest zainteresowane wdrażaniem takich rozwiązań, zwłaszcza że niosą one ze sobą liczne wątpliwości natury prawnej i praktycznej.
Na koniec warto zwrócić uwagę na kwestię, o której zbyt często zapominamy: hulajnogi same w sobie nie zabijają dzieci — i dzieci same sobie ich nie kupują. Otrzymują je od dorosłych. W takich sytuacjach należy zatem skupić się przede wszystkim na odpowiedzialności rodziców — zarówno za decyzje zakupowe, jak i za świadomość zagrożeń, jakie mogą wiązać się z użytkowaniem takiego sprzętu. Jak wskazuje bardzo interesująca analiza red. Zbigniewa Domaszewicza z serwisu smartride.pl, za przyczynę nagłego wzrostu liczby wypadków z udziałem nieletnich użytkowników hulajnóg odpowiada często niefrasobliwość i niewiedza rodziców o tym, co kupują swoim dzieciom. Co za tym idzie — brakuje również świadomości samych młodych kierujących co do tego, z jakim środkiem transportu mają do czynienia.
Hulajnoga, przy zachowaniu odpowiedniej prędkości oraz odrobiny ostrożności i zdrowego rozsądku, to bardzo bezpieczny pojazd. Jednak bezpieczeństwo kierującego zależy w największym stopniu nie od przepisów, regulacji, prawa jazdy, kasków, OC czy interwencji państwa — lecz od niego samego.
Stan prawny: projekt ustawy zawierający powyższe rozwiązanie został przyjęty na posiedzeniu Rady Ministrów.
Obniżenie finansowania dla edukacji domowej
Minister edukacji narodowej, po przeprowadzeniu konsultacji społecznych, ogłosił nowe rozporządzenie dotyczące wysokości subwencji oświatowej.
Wbrew stanowisku strony społecznej, od 2026 roku subwencja w wysokości 0,8 wartości mnożnika będzie przysługiwać jedynie do 96 uczniów edukacji domowej w danej szkole (dotychczas limit wynosił 200 uczniów). Dla uczniów przekraczających ten limit przewidziano znacznie niższe wsparcie finansowe.
Dla przypomnienia, w latach 2023–2024 wysokość dotacji dla uczniów edukacji domowej zależała od ich udziału w ogólnej liczbie uczniów w szkole:
- Jeśli udział był mniejszy niż 30% — za uczniów ponad limit 200 stosowano mnożnik 0,2 (zamiast 0,8).
- Jeśli udział wynosił co najmniej 30% — mnożnik wynosił 0,4 (zamiast 0,8).
Od teraz, wsparcie według wskaźnika 0,8 obejmie wyłącznie pierwszych 96 uczniów. Dla kolejnych przewidziano znacznie niższą dotację.
Komentarz:
Dla osób niezorientowanych w kontekście edukacji domowej, zmiana ta może wydawać się jedynie decyzją administracyjną. W praktyce jednak, biorąc pod uwagę funkcjonowanie wielu szkół niepublicznych skoncentrowanych niemal wyłącznie na edukacji domowej i mających często znacznie więcej niż 96 uczniów, trudno oprzeć się wrażeniu, że zmiana nie jest podyktowana — jak twierdzi Ministerstwo — jedynie potrzebą „urealnienia subwencji do realnych kosztów”, lecz stanowi działanie wymierzone przeciwko konkretnym placówkom specjalizującym się w tej formie nauczania.
Co prawda edukacja domowa jest możliwa również w szkołach publicznych, jednak — ze względu na częsty brak przychylności ze strony dyrekcji — realizowanie tej formy nauki może być w takich miejscach znacznie utrudnione.
Według jednego z najbardziej znanych propagatorów tej formy kształcenia, Mariusza Dzieciątko, biorąc pod uwagę wyliczenia kosztów edukacji domowej z 2016 r., „poziom 0,4 finansowania to jest minimum niezbędne do tego, żeby szkoła w ogóle mogła funkcjonować, czyli do tego, żeby tylko przeprowadzała egzaminy”. Szkoła w Chmurze wskazuje zaś, że „jedyne, w czym koszty szkół edukacji domowej różnią się od szkół tradycyjnych to infrastruktura (budynek i media).” Edukacja domowa nie zwalnia bowiem szkoły m.in. z dostarczenia na własny koszt podręczników.
W odpowiedzi na interpelację posłanki Urszuli Pasławskiej — o której informuje Dziennik Gazeta Prawna — Ministerstwo Edukacji Narodowej, podnosząc zagadnienie równości w dostępie do edukacji, twierdzi, że:
Zasadność finansowania ucznia w edukacji domowej w niższej wysokości niż ucznia korzystającego z nauki w systemie klasowo-lekcyjnym wynika ze znacznie niższego kosztu kształcenia uczniów spełniających obowiązek szkolny poza szkołą. Szkoły ponoszą tylko niewielkie koszty związane z ich klasyfikacją oraz koszty związane z zapewnieniem ewentualnych dodatkowych zajęć. Zasadne zatem jest finansowanie uczniów spełniających obowiązek szkolny poza szkołą w niższej wysokości niż kwota przeznaczona na uczniów uczęszczających na zajęcia w szkołach. Nie można w tym przypadku mówić o naruszeniu zasady równości, ponieważ uczniowie spełniający obowiązek szkolny lub obowiązek nauki poza szkołą oraz ich rodzice znajdują się w innej sytuacji prawnej niż uczniowie uczęszczający do szkoły w formie stacjonarnej.
Z takim oglądem sytuacji nie sposób się zgodzić. Sytuacja ucznia realizującego obowiązek szkolny poza szkołą zależy bowiem — w ramach tej samej sytuacji prawnej — od tego, ilu innych uczniów korzysta z tej formy edukacji w danej szkole. W efekcie dochodzi do penalizowania zarówno edukacji domowej, jak i szkół, które się w niej specjalizują. Trudno więc mówić tu o zachowaniu zasady równości.
Konsekwencją wprowadzenia nowych zasad finansowania będzie najprawdopodobniej konieczność wprowadzenia lub podniesienia opłat za edukację domową w szkołach niepublicznych, co ograniczy dostępność tej formy nauczania jako alternatywy dla systemu państwowego. Rodzice zmuszeni będą do ponoszenia większych kosztów, jednocześnie finansując z podatków edukację innych dzieci w szkołach publicznych — czyli system, od którego chcieli chronić własne dzieci.
Edukacja domowa nie jest ucieczką dla „leserów”, lecz szansą dla dzieci wybitnie zdolnych, które nie odnajdują się w sztywnych ramach szkoły publicznej, jak również dla tych z różnego rodzaju trudnościami — emocjonalnymi, zdrowotnymi, neuroatypowymi (np. autyzm, zespół Aspergera) czy wymagających elastycznego podejścia do nauki z uwagi na styl życia rodziny (np. praca rodziców, praca własna).
W każdym przypadku edukacja domowa daje możliwość kształcenia dzieci zgodnie z wartościami moralnymi i filozoficznymi wyznawanymi przez rodziców, a nie narzucanymi przez państwo i polityków. Nawet przy dobrej woli nauczycieli, system szkolny często wywiera na uczniów negatywny wpływ — nie tworzy motywacji do rzeczywistego poznawania świata, lecz promuje „odbębnianie” form sprawdzania wiedzy, wykraczających często poza podstawę programową. Uczy także konformizmu, unikania wyróżniania się i dostosowywania się do rówieśników w sztucznie wytworzonym „społecznym” środowisku uczniowskim.
Dlatego też możliwość swobodnego funkcjonowania edukacji domowej powinna być ważna dla każdego, kto ceni wolność. Bo to właśnie wolności i odpowiedzialności — dwóch filarów dojrzałego społeczeństwa — szkoła państwowa nie potrafi i nie chce nauczyć.
Stan prawny: 28 lipca 2025 r. opublikowano w Dzienniku Ustaw rozporządzenie.
Chat control — prezydencja duńska wraca do prac nad powszechną inwigilacją korespondencji w UE
Duńska prezydencja w Radzie UE powróciła do prac nad nowym, groźnym projektem prawa unijnego.
Komisja Europejska w maju 2022 roku przedstawiła projekt rozporządzenia mającego na celu walkę z seksualnym wykorzystywaniem dzieci w internecie. Kluczowym elementem tej propozycji — określanej potocznie jako chat control — jest obowiązek automatycznego skanowania wszystkich prywatnych wiadomości użytkowników. W założeniu objąć ma to czaty, e-maile, rozmowy wideo oraz dane przechowywane w chmurze – nawet wtedy, gdy są one objęte szyfrowaniem typu end-to-end.
Skanowanie miałoby odbywać się nawet bez wcześniejszego podejrzenia popełnienia przestępstwa, a jego celem byłoby wykrywanie znanych materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci (CSAM), nowych nieznanych jeszcze treści, a także podejrzeń tzw. „groomingu”, czyli uwodzenia nieletnich. Do analizy mają być wykorzystywane algorytmy, których działania i skuteczność nie są publicznie znane. Co ważne, przesyłane treści mogą być automatycznie zgłaszane do organów ścigania bez uprzedniego sprawdzenia przez człowieka.
Projekt przewiduje również wprowadzenie obowiązkowej weryfikacji wieku użytkowników aplikacji komunikacyjnych oraz blokowania dostępu do nich dla osób niepełnoletnich, co w praktyce oznacza koniec anonimowej komunikacji w sieci.
Komentarz:
Bardzo chciałbym, by powyższy projekt aktu prawnego był tylko kolejną „kaczką dziennikarską” czy niezrozumieniem kontekstu prawnego, tak jak bywało z przypadku rzekomego uznania przez UE marchewki za owoc. Tak jednak nie jest, a sprawa jest śmiertelnie poważna, a słowa krytyki prawdziwe i potwierdzone opiniami prawnymi, także opiniami prawnymi organów UE i byłych sędziów TS UE. Tym szokujący jest to projekt prawny, że nie czyta się podobnych aktów prawnych i praktyk w krajach demokratycznych, tylko w Chinach i Rosji.
Najpoważniejsze zastrzeżenia budzi pomysł masowego skanowania prywatnej korespondencji wszystkich użytkowników internetu – niezależnie od tego, czy istnieje wobec nich jakiekolwiek podejrzenie popełnienia przestępstwa. Oznacza to, że każda wiadomość, również szyfrowana, podlegałaby automatycznej analizie przez algorytmy, a następnie – potencjalnie – weryfikacji przez odpowiednie służby. Tego rodzaju inwigilacja stanowi rażące naruszenie prawa do prywatności, tajemnicy korespondencji oraz fundamentalnej zasady domniemania niewinności, stawiając każdego obywatela w roli podejrzanego z góry.
Tego typu działania stoją również w sprzeczności z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który jednoznacznie dopuszcza ingerencję w prywatność obywateli jedynie w wyjątkowych sytuacjach — na podstawie nakazu sądowego i wyłącznie w przypadku najpoważniejszych przestępstw — i zakazuje masowej inwigilacji. Proponowany mechanizm narusza prawa jednostkowe. Co istotne, poważne wątpliwości co do zgodności projektu z prawem UE potwierdza także wewnętrzna analiza legislacyjna Komisji Europejskiej. Sprzeciw wobec tak dalekoidących środków zaprezentowali łącznie Europejski Inspektor Ochrony Danych i Europejska Rada Ochrony Danych.
Duże kontrowersje wzbudza również zagrożenie dla szyfrowania end-to-end — jednego z kluczowych filarów bezpieczeństwa komunikacji w internecie. Aby umożliwić skanowanie treści przed ich zaszyfrowaniem, konieczne byłoby wprowadzenie tzw. skanowania po stronie klienta (client-side scanning), co w praktyce oznacza osłabienie ochrony danych wszystkich użytkowników — nie tylko przeciętnych obywateli, ale także dziennikarzy, aktywistów, adwokatów.
Zdecydowaną krytykę budzi również obowiązek weryfikacji wieku użytkowników komunikatorów i aplikacji, który de facto oznacza koniec anonimowości i pseudoanonimowości w internecie w UE.
Tego typu mechanizmy mogą prowadzić do cyfrowego wykluczenia dzieci i młodzieży, a także do kontroli nad tym, jakie aplikacje mogą być instalowane na urządzeniach nieletnich — co przypomina model cenzury prewencyjnej. Doświadczenia brytyjskie z egzekucji Online Safety Act pokazują, że takie ograniczenia są nadzwyczaj nieskuteczne i są też łatwo omijane.
Wreszcie, propozycja Komisji jest nie tylko nieproporcjonalna, ale i nieskuteczna. Zalew systemów sprawiedliwości milionami fałszywych zgłoszeń może odciągnąć uwagę od realnych zagrożeń i utrudnić skuteczne ściganie sprawców. Co więcej, doświadczenia z wcześniejszego stosowania podobnych narzędzi przez niektóre firmy (np. Meta/Facebook) nie przyniosły zauważalnej poprawy w zakresie ochrony dzieci.
Jako że sprawa jest bardzo świeża i możemy jako obywatele pokazać swój sprzeciw, zachęcam do informowania przyjaciół i znajomych o projekcie chat control, celem organizowania sprzeciwu i poszerzania świadomości problemu. Dla uzyskiwania świeżych wiadomości, co dzieje się z chat control, zapraszam też do obserwowania strony Patricka Breyera i jego kanałów komunikacji. Można też swój sprzeciw okazać w legalnych protestach — najbliższy 17 września w Krakowie.
Stan prawny: Projekt KE jest na etapie uzgodnień w Radzie UE, przed trilogiem. Następne spotkanie robocze 12 września 2025. Głosowanie przewidziane na 14 października 2025. Rzeczpospolita Polska, za co można pochwalić ten i poprzedni rząd, sprzeciwia się projektowi.
Stan prawny wszystkich opisywanych projektów na 7 września.
Źródło ilustracji: pixabay.com

