Wspieraj Instytut Misesa w 2025 roku!
19 2130 0004 2001 0253 7975 0001
Powrót
Interwencjonizm

Juszczak: Przegląd legislacyjny Instytutu Misesa #3 

0
Jakub Juszczak
Przeczytanie zajmie 12 min
Juszczak_Przegląd legislacyjny Instytutu Misesa 3
Pobierz w wersji
PDF

„Równościowy” podatek cyfrowy - konsultacje Ministerstwa Cyfryzacji 

13 sierpnia 2025 roku odbyły się konsultacje zorganizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji, podczas których zaprezentowano raport przygotowany przez Fundację Instrat. Dokument ten został opracowany na zlecenie tego resortu i zawierał szczegółowe rekomendacje dotyczące wdrożenia modelu podatku cyfrowego, który Polska mogłaby wprowadzić w najbliższych latach. Raport jest podstawą do dalszych prac nad kształtem tej nowej daniny, skierowanej do globalnych gigantów technologicznych. 

Propozycja podatku cyfrowego Instrat zakłada objęcie przedsiębiorstw, których globalne obroty przekraczają 750 mln euro, obowiązkiem odprowadzania dodatkowej opłaty od przychodów uzyskiwanych z działalności cyfrowej prowadzonej na terenie Polski. Projekt Instrat przewiduje, by uniknąć podwójnego opodatkowania polskich firm, możliwość uznania daniny DST jako kosztu uzyskania przychodu bądź uwzględnienie daniny DST w obliczeniu należnego CIT. 

Opodatkowaniu mają podlegać trzy główne obszary: usługi interfejsów cyfrowych (czyli platform pośredniczących w handlu, mediów społecznościowych czy aplikacji przewozowych), reklama ukierunkowana (skierowana na użytkowników) oraz sprzedaż lub udostępnianie danych o użytkownikach. 

Podstawowy wariant propozycji Instrat zakłada stawkę 3% podatku od skonsolidowanych przychodów firm. Rozważane są również warianty zakładające wyższe stawki – 4,5% i 6%. Z opodatkowania mają być wyłączone takie usługi jak streaming, regulowane usługi finansowe oraz sprzedaż online prowadzona bez udziału pośredników. Wedle deklaracji ministra Gawkowskiego, za punkt wyjściowy prac legislacyjnych wybrany zostanie próg 3%. 

Wedle deklaracji Ministerstwa, projekt ustawy ma być gotowy do końca 2025 roku, natomiast jego wejście w życie planowane jest na 1 stycznia 2027 roku. Zgodnie z prognozami Fundacji Instrat, wpływy z podatku w 2027 roku mogą przekroczyć 1,7 miliarda złotych, a do 2030 roku wzrosnąć do ponad 3 miliardów złotych — przy założeniu bazowej stawki 3%. W wariantach zakładających wyższe stawki wpływy mogłyby sięgnąć nawet 6 miliardów złotych rocznie.  

Komentarz: 

Zagadnienie podatku cyfrowego jest znacznie bardziej złożone, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. W praktyce nie chodzi tu jedynie o wprowadzenie kolejnego obciążenia fiskalnego dla nowej branży gospodarczej, lecz przede wszystkim o kwestię sprawiedliwości systemu podatkowego wobec całego społeczeństwa. Powszechnie — i nie bez podstaw – uważa się, że rzeczywisty poziom opodatkowania dużych zagranicznych korporacji technologicznych („Big Techów”) jest nieproporcjonalnie niski w porównaniu do obciążeń ponoszonych przez innych podatników. 

Przyczyną tego stanu rzeczy nie jest sama luka w opodatkowaniu, lecz w istocie degresywny charakter systemu podatkowego w zakresie dochodów. Duże przedsiębiorstwa mają możliwość: 

  1. zaliczania do kosztów uzyskania przychodów znacznie większego zakresu wydatków; 
  2. korzystania z odliczeń, które są mniej dostępne lub wręcz niedostępne dla mniejszych podmiotów (np. koszty licencji); 
  3. wykorzystywania zaplecza finansowego i prawnego do skutecznej obrony stosowanych strategii optymalizacji podatkowej, zwłaszcza w przypadku kontroli skarbowych. 

W związku z tym Krajowa Administracja Skarbowa, mając do wyboru zaangażowanie się w długotrwałe i kosztowne postępowania przed WSA i NSA skierowane przeciwko dużym korporacjom lub kontrolę mniejszych podatników, często wybiera tę drugą opcję. Niestety, przyczynia się to do umacniania wizerunku Rzeczypospolitej Polskiej jako państwa „silnego wobec słabych, a słabego wobec silnych”. 

Powyższe uwagi wskazują jednak na istotny fakt, podnoszony od bardzo dawna przez ekonomistów szkoły austriackiej — bez względu na starania, jakie podejmiemy, nie ma czegoś takiego jak neutralne opodatkowanie, a więc opodatkowanie, które będzie oddziaływało w ten sam sposób na wszystkich podatników nim objętych. Podatki dochodowe i przychodowe zaś bardzo często mają tendencję do stawania się podatkami degresywnymi, nawet jeżeli skonstruowane są jako podatki progresywne. Jak zauważa Ludwig von Mises w Ludzkim Działaniu: 

W zmieniającej się gospodarce rządzą zupełnie inne zasady niż w konstrukcji myślowej gospodarki jednostajnie funkcjonującej, w której wszyscy osiągają jednakowe dochody. Ciągłe zmiany i nierówność pod względem wielkości majątku i dochodów to istotne i konieczne cechy zmieniającej się gospodarki rynkowej, jedynego realnego i sprawdzającego się w działaniu systemu rynkowego. W takim systemie żaden podatek nie może być neutralny.[1]

Na szczególną uwagę zasługuje analiza raportu Instrat, zwłaszcza część poświęcona analizie SWOT. Podczas gdy zagrożenia związane z wprowadzeniem podatku cyfrowego — takie jak wzrost kosztów usług, przerzucenie obciążeń na klientów jak stało się to np. we Francji, gdzie 55% wysokości podatku przerzucono na konsumentów, czy pogorszenie relacji z USA — są ważne, ale też stosunkowo oczywiste nawet dla laika, szczególnie interesujące z perspektywy ekonomicznej i prawnej są tzw. „mocne strony” tej regulacji (ang. strengths, s. 5–7 raportu dostępnego na stronie Ministerstwa Cyfryzacji), czyli powody, dla których autorzy raportu (a pośrednio Ministerstwo) przekonuje nas, by ów podatek wprowadzić. Zamierzam kilka z nich przeanalizować jako dobry przykład argumentacji przemawiającej za wprowadzeniem takiego rozwiązania. Nawet jednak ów dobry przykład budzi pewne zastrzeżenia: 

1. Dodatkowe wpływy do budżetu państwa w wysokości nawet do 1,7-3,4 mld zł w pierwszym roku obowiązywania (wariant szeroki)(3-6% stawki podatku – JJ). Nie wątpię, że podatek przychodowy w proponowanej formie może być opłacalny z punktu widzenia państwa. Należy jednak zwrócić uwagę na jego konstrukcję prawną — zwłaszcza na próg przychodowy w wysokości 750 mln euro. W praktyce może to prowadzić do sytuacji, w której część firm zdecyduje się na utworzenie mniejszych spółek zależnych, które przejmą obsługę rynku polskiego. Dodatkowo, przy takiej strukturze właścicielskiej, firmy mogłyby stosować podobne mechanizmy do tych, które służą zwiększaniu kosztów uzyskania przychodu, co dodatkowo ograniczyłoby realną podstawę opodatkowania. W konsekwencji, jeśli do takich działań faktycznie dojdzie, wpływy z podatku mogą już w pierwszym roku obowiązywania okazać się znacznie niższe niż przewidywano. 

2. Zgoda/zrozumienie społeczne i ogólne poparcie dla podatku cyfrowego. Jest to prawdopodobnie najbardziej polityczny z argumentów przytoczonych w omawianym raporcie. Może się wydawać, że znajdzie szerokie zrozumienie — w końcu istotą demokracji są rządy ludu, czyli podejmowanie decyzji zgodnych z wolą większości. Jednak, jak zauważa Bryan Caplan w Micie racjonalnego wyborcy, przeciętny obywatel — ze względu na relatywne oddzielenie skutków politycznych decyzji od osobistej odpowiedzialności za nie — wykazuje niską racjonalność w sferze wyborów politycznych. Brakuje mu również motywacji do zdobywania (kosztownej) wiedzy, która mogłaby tę racjonalność zwiększyć. W konsekwencji samo społeczne poparcie dla danej idei nie stanowi jeszcze wystarczającego argumentu za jej realizacją. Popularność nie jest równoznaczna z trafnością, a demokracja — mimo że oparta na głosie większości — nie gwarantuje racjonalnych decyzji politycznych. 

3. Budowanie suwerenności cyfrowej. Wprowadzenie podatku cyfrowego, według fundacji Instrat, ma pełnić dwie funkcje: 1) pokazać, że Polska potrafi samodzielnie regulować przestrzeń cyfrową, oraz 2) potencjalnie dostarczyć środków na rozwój infrastruktury zarządzanej przez podmioty publiczne i spółdzielcze, wsparcie działań badawczo-rozwojowych oraz dalszą cyfryzację usług publicznych. Zanim jednak przejdziemy do samej argumentacji, warto przyjrzeć się pojęciu suwerenności cyfrowej i jego konsekwencjom — szczególnie z perspektywy wolnościowej, która dotąd wydaje się być pomijana w debacie publicznej. 

Według innego raportu Instratu, suwerenność cyfrowa to: „zdolność państw, organizacji międzynarodowych i każdego użytkownika i użytkowniczki z osobna do egzekwowania swoich praw oraz wpływania na platformy cyfrowe i firmy technologiczne zgodnie z własnymi potrzebami społecznymi i rozwojowymi” (s. 8) 

Podobne rozumienie prezentuje Ministerstwo Cyfryzacji, dodając do tej definicji także aspekt „suwerenności danych”, rozumiany jako kontrola nad danymi oraz miejscem ich przetwarzania — traktując go jako swoisty „podtyp” suwerenności cyfrowej. Wszystkie te definicje i postulaty wydają się na pierwszy rzut oka niekontrowersyjne. 

Jak każda forma kontroli państwowej, także ta ma jednak podwójne oblicze. W przypadku suwerenności cyfrowej nie jest inaczej. Zastrzeżenia wobec tej koncepcji można sformułować zarówno z perspektywy ekonomicznej, jak i prawno-doktrynalnej. 

Z ekonomicznego punktu widzenia, propozycja podatku cyfrowego jako narzędzia realizacji suwerenności cyfrowej to w istocie kolejna forma redystrybucji. Środki, które użytkownicy przeznaczają na konkretne, prywatne usługi cyfrowe, mają zostać przekierowane na finansowanie usług, wobec których nie wyrazili oni żadnej preferencji rynkowej. Na podstawie ich zachowań konsumenckich nie można stwierdzić, czy byliby zainteresowani korzystaniem z tych alternatyw. 

Podobnie — tworzenie spółdzielczych lub publicznych odpowiedników tych usług w warunkach braku realnej kalkulacji ekonomicznej lub jej znacznego osłabienia, prowadzi do powstawania rozwiązań, których innowacyjność oraz zdolność do reagowania na rzeczywisty popyt są trudne do weryfikacji. Nie inaczej jest w przypadku inicjatyw spółdzielczych — ich zaletą jest oczywiście dobrowolność, ale brak nacisku na osiąganie zysku oznacza zerwanie z istotnym mechanizmem rynkowym: informacją o zapotrzebowaniu oraz efektywnym alokowaniu kapitału. 

Zysk bowiem — upraszczając — pełni funkcję komunikatu dla przedsiębiorcy: „Robisz to dobrze, rób tak dalej!”. Brak zysku lub jego niski poziom to z kolei sygnał, że działalność jest nieefektywna — i że bardziej opłaca się przeznaczyć środki np. na lokatę bankową. 

Jak pisał prof. Adam Heydel na temat zasad spółdzielczości: 

Zupełna swoboda w dziedzinie rozporządzania kapitałem prowadzi w czystym kapitalizmie do możliwości dowolnego lokowania tego kapitału. Na skutek tego kapitał przelewa się automatycznie do tych działów życia gospodarczego, gdzie obiecuje najwyższe zyski. Zyski te są bezpośrednio dostępne właścicielowi kapitału i do wielkości jego kapitału proporcjonalne. Są zarazem odpłatą za jego gospodarcze zabiegi około zebrania kapitału (praca i oszczędność) i są pobudką do czynienia tych wysiłków. 

W kooperatywie zrywa się związek pomiędzy wysiłkiem zdobycia kapitału a otrzymywaną odpłatą. Wydzielanie pewnej sumy na kapitał zasobowy kooperatywy jest skrępowaniem w przerzucaniu kapitału tam, gdzie się najkorzystniej rentuje.[2]

Istnieją również istotne wątpliwości natury prawnej i doktrynalnej. Regulacja przestrzeni cyfrowej — niezależnie od podejścia — nie powinna być celem samym w sobie. Niekiedy bowiem mniej regulacji oznacza lepsze rozwiązania. W omawianym przypadku trudno uznać, że polskie prawo, w tym także prawo karne, jest masowo naruszane na platformach internetowych. 

Warto również pamiętać, że w Polsce działają sądy, a korporacje technologiczne już teraz nie znajdują się poza granicami prawa. Znacznie istotniejsze jest to, co konkretnie proponują autorzy nowych regulacji, a nie samo forsowanie ich w imię źle rozumianej „suwerenności”. 

Tego rodzaju zagrożenie powinno być stale obecne w świadomości każdego, kto postuluje rozszerzenie kompetencji państwa w obszarze Internetu. O ile bowiem, w najgorszym przypadku, tzw. Big Tech może ograniczyć użytkownikowi dostęp do usługi poprzez nałożenie „bana” czy wykorzystać dane głównie w celach marketingowych, to jednak — mimo wszelkich zastrzeżeń wobec ich działań — nie sięgają one po przymus fizyczny. 

Państwa natomiast niejednokrotnie udowodniły, że są gotowe używać siły dla realizacji własnych celów — czy to poprzez cenzurę, czy, co gorsza, wykorzystywanie danych obywateli do celów politycznych. Przykład byłego ministra zdrowia pokazuje, że obawy te nie są czysto teoretyczne.  

Jak widać na podanych przykładach, ograniczenia instytucjonalne i prawne rzadko kiedy zapewniają bezpieczeństwo naszych danych i wolność słowa — lepiej robi to ryzyko straty zysku i przejścia do konkurencji. Każdy więc pomysł realizacji suwerenności cyfrowej ma swoją drugą stronę w postaci zagrożenia użycia tych danych przeciwko obywatelom — i z tego tytułu lepiej, by może państwa nie były „cyfrowo suwerenne”, a były zależne od prywatnych dostawców.  

4. Uspołecznienie zysków z przetwarzania danych obywateli i obywatelek. „Uspołecznienie” kojarzy się, bardzo słusznie, z poprzednim ustrojem. Wtedy dotyczyło jednak nie zysków, a bardziej środków produkcji. Jak pisze Instrat: „Pomimo kapitalizowania się na polskich użytkownikach (rynek reklamy online w Polsce w 2023 roku osiągnął 7,768 mld zł) globalne korporacje technologiczne nie odprowadzają podatków w naszym kraju, co ogranicza uspołecznienie zysków i możliwości ich redystrybucji (s. 7 raportu)”. Podejście takie nie uwzględnia tego, że użytkownicy dane te przekazują dobrowolnie na rzecz realizowania usług i polepszenia ich jakości. Nawet jeżeli uznamy, tak jak autorzy raportu, że jest to forma „płacenia” za usługę, to ich przetwarzanie, z perspektywy ekonomicznej, nie odbywa się „za darmo”. Otrzymują za to produkt albo usługę. Zgodnie z zasadą podwójnej zbieżności potrzeb, każda transakcja ekonomiczna o charakterze dobrowolnym jest, jak wskazywano wielokrotnie w historii myśli ekonomicznej, korzystna dla obydwu stron i jeżeli nie byłaby korzystna, to albo by do niej nie doszło, albo nie zostałaby powtórzona. „Uspołeczenienie” zysków, deklarowane wprost jako wstęp do redystrybucji, to cel polityczny, nie ekonomiczny. 

5. Zapewnienie sprawiedliwego kontrybuowania firm Big Tech w utrzymaniu infrastruktury cyfrowej. Jak piszą autorzy raportu Instrat: 

Giganci technologiczni korzystają z infrastruktury cyfrowej, a sprawne funkcjonowanie ich platform jest silnie związane z rynkiem telekomunikacyjnym. Równocześnie, w przeciwieństwie do firm z sektora telekom (które zobowiązane są uiszczania corocznej opłaty telekomunikacyjnej), nie przeznaczają części swoich zysków na działania prowadzone przez Ministra Cyfryzacji oraz Prezesa UKE związane z utrzymywaniem jakości usług w zakresie telekomunikacji. Tym samym, mimo opierania modeli biznesowych na ruchu w sieci, podmioty te nie finansują utrzymania i rozwijania usług i infrastruktury telekomunikacyjnej. (Ibidem) 

Z takim ujęciem wiążą się jednak pewne problemy. Po pierwsze, raport nie podaje rzędu kosztów jakie ponoszone są na utrzymanie infrastruktury komunikacyjnej. Nie ma bezpośrednich danych dotyczących kosztów utrzymania infrastruktury telekomunikacyjnej i internetowej w Polsce. Jesteśmy w stanie jednak podać łączną wysokość opłat telekomunikacyjnych. Wartość ta na rok 2024 wynosiła łącznie ponad 18,5 mln zł[3]. Są to kwoty porównywalnego rzędu z podatkiem CIT odprowadzanym przez „Big-Techy”, choć należy przyznać, że są też znacząco niższe od CIT odprowadzanego przez „telekomy”. Abstrahując od tego, czy są to faktycznie wszystkie koszty utrzymania infrastruktury są pokrywane, trudno uznać by „nieskładanie się” na opłaty telekomunikacyjne przez operatorów uzasadniało akurat nałożenie kilkumiliardowego podatku na całą branżę. Po drugie, oprócz podatku CIT korporacje cyfrowe odprowadzają inne podatki i tworzą też szereg miejsc pracy przyczyniających się do rozwoju polskiej gospodarki i należałoby ową wartość dodaną uwzględnić. 

Warto zauważyć, że przedstawione powyżej argumenty na rzecz wprowadzenia podatku cyfrowego można uznać za co najmniej niepełne, a w wielu przypadkach — po prostu subiektywne. Wszystkie one pozostawiają wiele istotnych pytań bez odpowiedzi. Szczególną uwagę zwraca przewaga argumentów natury politycznej nad merytorycznymi, stricte ekonomicznymi przesłankami. 

Podsumowując: jeśli rzeczywiście celem jest osiągnięcie bardziej sprawiedliwego systemu podatkowego, warto — podobnie jak rekomenduje to Warsaw Enterprise Institute — skupić się na uproszczeniu i uszczelnieniu istniejących źródeł dochodów budżetowych: VAT, CIT i PIT. Kluczowe jest również skuteczne egzekwowanie obowiązującego prawa, zwłaszcza w zakresie przeciwdziałania unikaniu opodatkowania i transferowi zysków za granicę. 

Jak trafnie zauważa WEI: „Ministerstwo Finansów i Krajowa Administracja Skarbowa już dziś dysponują szerokim wachlarzem narzędzi do zwalczania agresywnej optymalizacji podatkowej i transferu zysków za granicę.” 

Innymi słowy — nie potrzeba nowej ustawy ani kolejnego podatku. Jednak z politycznego punktu widzenia tego rodzaju działania z reguły „wyglądają” znacznie lepiej niż żmudna, mało „sensacyjna” praca nad skutecznym stosowaniem istniejących przepisów.  

Stan prawny: trwają konsultacje publiczne założeń projektu ustawy. Kolejne konsultacje odbędą się 17 września 

Rozważania na podstawie stanu wiedzy na 7 września. 

Źródło ilustracji: pixabay.com

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Interwencjonizm Teksty


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Rapka-Skutki kontroli cen najmu i sprzedaży mieszkań oraz zadowolenie z takiej polityki

Interwencjonizm

Rapka: Skutki kontroli cen najmu i sprzedaży mieszkań oraz zadowolenie z takiej polityki 

Kontrola czynszów i cen mieszkań ma dużo negatywnych efektów, które trzeba brać pod uwagę.

Lach_Podatek katastralny Błędna diagnoza i szkodliwa terapia

Interwencjonizm

Lach: Podatek katastralny: Błędna diagnoza i szkodliwa terapia 

Chwilowe uwolnienie pewnej puli lokali na rynek wtórny (co jest efektem jednorazowym) odbyłoby się kosztem katastrofy, która wydarzy się za jakiś czas na rynku pierwotnym.

Juszczak_Przegląd legislacyjny Instytutu Misesa 5

Interwencjonizm

Juszczak: Przegląd legislacyjny Instytutu Misesa #5

W piątym Przeglądzie dr Juszczak się na internecie: dyskusja nad implementację DSA i projekt rządowy ustawy o weryfikacji wieku na stronach dla dorosłych.

Sieroń_Czy Polsce grozi kryzys długu publicznego_

Interwencjonizm

Sieroń: Czy Polsce grozi kryzys długu publicznego? 

Wbrew słodkim zapewnieniom polityków rząd nie dysponuje żadnymi magicznymi środkami i nie może dowolnie zwiększać wydatków bez zwiększania obciążeń podatkowych — w tej czy innej postaci.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.