Artykuł stanowi odpowiedź na artykuł Mikołaja Pisarskiego Antyimigracyjna panika moralna na polsko-niemieckiej granicy, opublikowanym na naszym portalu w lipcu 2025.
Wstęp
Sytuacja na granicy polsko-niemieckiej pozostaje tematem dyskusji i powodem napięć politycznych. Niemiecka policja regularnie przywozi do Polski cudzoziemców z krajów pozaeuropejskich. Przejęci tym Polacy zaczęli organizować się w grupy i w ramach Ruchu Obrony Granic patrolują polskie granice i starają się powstrzymać działania niemieckich służb. Libertariańscy komentatorzy, jak na przykład wieloletni prezes Instytutu Misesa Mikołaj Pisarski, słusznie podkreślają, że jeśli państwo posłucha Ruchu Obrony Granic i zacznie kontrolować przepływ ludzi, to będzie stawało się silniejsze i bardziej regulujące i opresyjne. Podobna panika moralna miała miejsce w roku 2020 i pamiętamy, jak bezprecedensowo wtedy rozrosła się władza państwa, które kontrolowało nawet to, ile osób wchodzi do kościołów i czy nie spotykamy się we własnych domach w gronie większym niż określają przepisy.
Obawy powinien zatem budzić fakt, że premier Donald Tusk zainteresował się kwestią polsko-niemieckiej granicy i postanowił wprowadzić w obszarze przygranicznym antywolnościowe przepisy. Zdecydowanie należy potępić decyzję premiera o wprowadzeniu kontroli granicznych. Nie tylko jest to działanie stojące w oczywistej kontrze do swobody migracji, ale jeszcze daje ono pretekst naszym zachodnim sąsiadom do eskalacji kontroli z ich strony i utrudniania Polakom przekraczania granicy. Jeszcze mocniej trzeba potępić nadanie przez Donalda Tuska statusu „infrastruktury krytycznej” obszarowi w pobliżu granicy. Status ten ma na celu walkę z Ruchem Obrony Granic, utrudnianie oddolnego organizowania się obywateli i ograniczenie wolności posuwające się aż do zakazu nagrywania czy robienia zdjęć określonych obiektów i obszarów.
Czy sprzeciw wobec zwiększenia zaangażowania państwa w regulowanie obszarów granicznych oznacza, że należy ignorować – a może nawet wspierać – działania niemieckie? Czy oznacza to, że należy zwalczać Ruch Obrony Granic i przeszkadzać w jego działalności? Zdecydowanie nie! Nawet jeśli są pewne – słuszne – zastrzeżenia co do pewnych działań podejmowanych przez członków ROG, to sama organizacja nie tylko nie łamie zasad etyki libertariańskiej, ale jeszcze przyczynia się do osiągnięcia celu, który każdy wolnościowiec powinien uznać za pożądany. Poniżej przedstawię dwa argumenty, na poparcie tej tezy. Jeden z nich będzie ekonomiczny, a drugi z zakresu filozofii politycznej.
Argument libertariański
Imigranci spoza Europy zademonstrowali, że chcą być w Niemczech. Sami tam pojechali i dobrowolnie przekroczyli niemiecką granicę. Nie naruszają samą swą obecnością niczyich praw. Tak długo bowiem, jak znajdują się oni w przestrzeni publicznej, tak długo są na ziemi niczyjej. Przestrzeń publiczna nie jest własnością obywateli ani prawowitą własnością państwa. Nie jest niczyją własnością. Imigranci mają do niej takie samo prawo jak ludzie, którzy mieszkają w Niemczech od dawna i jak niemieccy obywatele. Jeśli nawet każdy Niemiec z osobna nie chce u siebie przybyszy spoza Europy, to może ich wydalić ze swojej ziemi, ale nie z przestrzeni publicznej. Ci ludzie mają po prostu prawo przebywać w Niemczech, jeśli tego chcą.
Z tego samego powodu ludzie ci nie mogą być też zawracani. Tak długo jak celem ich podróży nie jest miejsce, które należy do konkretnej osoby, która ich tam nie chce, a jedynie Niemcy jako takie, razem z obiektami otwartymi na zagranicznych gości (których jest pełno – chociażby hotele) i niemiecką przestrzenią publiczną, tak długo nikt nie ma prawa ich znikąd wyrzucać.
W kontrze do powyższego, można przedstawić argument, że migranci ubiegali się oni o azyl w Polsce, więc zademonstrowali, że chcą być w Polsce, a wyjazd z niej jest złamaniem jakiejś rzekomej umowy, w której oni zobowiązują się koegzystować pokojowo w polskim społeczeństwie, w zamian za możliwość odnalezienia schronienia w kraju nad Wisłą. Nawet przyjmując – dość karkołomnie – założenie, że taka umowa miała miejsce, to gdyby oni nie złożyli wniosku azylowego, ich wolność zostałaby naruszona przez aparat państwowy. Rzeczpospolita siłowo by ich wyrzuciła lub zamknęła w strzeżonych ośrodkach. Nie można zatem uznać takiej umowy za zawartą dobrowolnie. Była ona – jeśli w ogóle była – zawarta pod groźbą o treści: złóż wniosek azylowy albo twoja wolność zostanie pogwałcona. Umowa ta nie jest zatem wiążąca.
Z powyższych wynika, że ci ludzie mają pełne prawo przebywać w Niemczech, a działania niemieckich służb są niczym więcej jak uprowadzeniem niewinnych ludzi. Libertarianin nie może bronić bezprawnego porwania kogokolwiek, a więc nie może bronić też siłowego wywożenia z Niemiec do Polski przybyszy spoza Europy.
Argument ekonomiczny
Jak wskazałem powyżej, imigranci spoza Europy mają prawo być, gdzie chcą – również w Niemczech. Samodzielnie i dobrowolnie przekroczyli niemiecką granicę, więc nie można ich za to w żaden sposób karać. Wolna migracja to nie przestępstwo. Jednak ich pobyt w Niemczech jest nie tylko zgodny z prawem – jest rpotencjalnie korzystny ekonomicznie i to nie tylko dla nich.
Wolna migracja zwiększa produkt światowy. Każdy, kto przenosi się z kraju o mniej produktywnej gospodarce, do kraju, w którym gospodarka jest bardziej wydajna, sprawia, że rośnie wartość jego pracy i ilość wytworzonych dzięki niej dóbr i usług. Produktywność w gospodarce niemieckiej jest bez wątpienia większa niż w polskiej. Jeśli ci ludzie spoza Europy będą żyć i pracować w Niemczech, to ich produktywny wkład w światową gospodarkę będzie większy, niż gdyby pracowali w Polsce. To poprawi nie tylko ich sytuację, ale również – dzięki handlowi międzynarodowemu – sytuację świata, a więc i Polaków. Więcej pracowników w Niemczech oznacza większą podaż dóbr wytworzonych w niemieckiej gospodarce; więcej samochodów Audi, więcej golarek Braun i więcej lodówek Simens. Gdyby ci ludzie pozostali w Polsce, a nie udali się do Niemiec, cały świat by stracił pewną część dóbr.
Można by argumentować, że w takim razie należy ich wywieźć do Luksemburga lub Szwajcarii, ponieważ te kraje są jeszcze bogatsze, więc sytuacja przybyszy spoza Europy (i światowej gospodarki) byłaby jeszcze lepsza. Jednak, jeśli chcieliby się oni w nich znaleźć, to by tam po prostu poszli. Skoro tego nie zrobili, to oznacza, że wiąże się to dla nich z jakimś kosztem psychologicznym. Skoro międzyosobowe porównania użyteczności są niemożliwe, to nie ma naukowych podstaw by twierdzić, że przewiezienie ich do kraju bogatszego niż Niemcy poprawi sytuację światowej wspólnoty – w końcu sytuacja samych zainteresowanych mogłaby się pogorszyć w stopniu, którego nie zrekompensuje wzrost produktu światowego.
Ich pobyt w Niemczech jest zatem nie tylko legalny z libertariańskiego punktu widzenia praw naturalnych, ale również optymalny ekonomicznie. Ich uprowadzenia i przewozy do polski pogarszają zatem ich sytuację nie tylko bezpośrednio – łamiąc ich prawa – ale i pośrednio – zmuszając ich do pozostawania w gospodarce, gdzie ich produktywność jest mniejsza.
Niektórzy, mniej przychylni względem migrantów, komentatorzy mogliby zasugerować, że powyższy argument nie musi mieć zastosowania, ponieważ przybysze spoza Europy nie kierują się poszukiwaniem najwyższej produktywności, lecz dążą do miejsc, gdzie mogą stać się beneficjentami bardziej hojnych programów socjalnych. W takiej sytuacji pobyt imigrantów w Niemczech nie tylko nie prowadziłby do większej produkcji światowej, niż ich pobyt w Polsce. Ze względu na fakt, że zasiłki dla niepracujących przybyszy są wyższe po zachodniej stronie Odry, przebywanie bezrobotnych imigrantów właśnie tam skutkowałoby również większym udziałem transferów socjalnych w skali ogólnoświatowej. Gdyby zostali oni w Polsce, gdzie zasiłki są niższe, światowa gospodarka przekazywałaby mniej pieniędzy na transfery socjalne dla nich.
Ten argument wydaje się jednak nieść ze sobą pewne problemy. Odpowiedzmy na niego „od końca”. Po pierwsze ograniczanie wydatków socjalnych na cudzoziemców poprzez kierowanie ich do państw unijnych, gdzie transfery są niższe, niedługo stanie się reliktem przeszłości. Zgodnie z przyjętą przez Parlament Europejski dyrektywą, poziom transferów w różnych państwach członkowskich ma zostać ujednolicony, by zapewnić „porównywalne warunki życia” imigrantów we wszystkich państwach członkowskich. Jednym z celów tego dokumentu jest właśnie – wyrażone wprost – doprowadzanie do sytuacji, w której nie istnieją wyraźne różnice, skłaniające bezrobotnych do wybierania takiego czy innego kraju. Jeśli zatem nie ma (a dokładniej – niedługo nie będzie) różnicy, gdzie znajdują się przybysze spoza Europy w kontekście ponoszonych na nich wydatków, to argument o ich ograniczaniu upada. Jeśli dodatkowo przyjmiemy, że przynajmniej drobna część imigrantów zarobkuje, to w dalszym ciągu ekonomicznie bardziej opłacalnym jest, by byli oni w Niemczech. Pracujący będą tam bardziej produktywni, a niepracujący równie kosztowni jak w jakimkolwiek innym państwie członkowskim, więc łączny wynik będzie lepszy, gdy będą oni w bogatszej gospodarce.
By podważyć ekonomiczną efektywność przechodzenia cudzoziemców spoza Europy do Niemiec, koniecznym jest przyjęcie założenia, że ich pobyt u naszych zachodnich sąsiadów będzie generował większe koszty (albo mniejsze zyski) netto dla światowej gospodarki, niż pobyt w Polsce. Jednak w takiej sytuacji argument ekonomiczny najwyżej traci znaczenie. Obciążenia związane z przyjmowaniem imigrantów nie stanowią podstawy dla siłowego wywożenia ich do kraju, gdzie koszty społeczne ich pobytu są niższe, tak samo jak ich produktywność nie jest argumentem za transportowaniem ich do bogatszych gospodarek, o czym pisałem już wcześniej. Nawet jeśli ich pobyt w Niemczech nie poprawiałby naszej sytuacji, to wciąż nie moglibyśmy na tej podstawie im tego zabraniać – ich wyjazdy za Odrę w dalszym ciągu nie łamią niczyich praw.
Ruch Obrony Granic
Jak słusznie zauważył Mikołaj Pisarski, panika związana z sytuacją na granicy niesie ze sobą niebezpieczeństwo rozrostu państwa. Kontrole graniczne są również postulatem Ruchu Obrony Granic. Oczywiście każdy wzrost aktywności państwa, jak np. wprowadzanie kontroli granicznych, stanowi zagrożenie dla wolności również polskich obywateli. Można się zatem zgodzić, że ten postulat nie jest wolnościowy. Nie tylko ograniczy on prawo do swobodnego przemieszczania się osobom, wobec których państwo postanowi, że nie mogą przekroczyć granicy. Zdecydowanie utrudni również codzienne funkcjonowanie tysiącom osób, które przekraczają granicę w drodze do pracy czy na zakupy. Wprowadzone przez obecny rząd kontrole graniczne należy z całą stanowczością potępić.
Nie wydaje się jednak, żeby na tej podstawie można było wskazać Ruch Obrony Granic jako winowajcę państwowej interwencji. W końcu to nie oni, a Straż Graniczna zatrzymuje samochody i to nie oni, a premier Donald Tusk wydał służbom takie polecenie. Ich postulat pozostaje jedynie propozycją, której nikt nie miał obowiązku słuchać ani realizować. Nie wszystkie postulaty Ruchu są wolnościowe – chociaż niektóre, jak ograniczanie państwowych inwestycji (opór wobec budowy Centrów Integracji Cudzoziemców) jak najbardziej są. Niezależnie jednak od swojej natury są to jedynie postulaty – opinie i słowa. Żadne prośby i żądania (jeśli nie są poparte groźbą przemocy) nie łamią reguł libertariańskich. Można się z nimi nie zgadzać, ale nie można ich zakazywać. Skupmy się jednak nie na tym, co ROG chce, żeby robili politycy, a na tym co robią sami.
Ich działania to głównie patrole granic i patrzenie na ręce niemieckiej policji. Nie są to działania, które komukolwiek szkodzą. Każdy ma prawo zbierać się w dowolne grupy i spacerować po dowolnym terenie (tak długo, jak nie jest on cudzą własnością). Nie ma powodu, by krytykować ROG za te działania, nawet jeśli ich powodem są błędne uprzedzenia i nieuzasadniony strach.
Wydaje się, że jedynym elementem aktywności Ruchu, który można krytykować, są siłowe zatrzymania migrantów dokonywane w ramach rzekomych zatrzymań obywatelskich. Trzeba powiedzieć jasno – zatrzymania dokonywane przez ROG są niemniejszym ograniczeniem naturalnej wolności migrantów niż zatrzymania ich przez niemieckie służby. Nawet gdyby przyjąć, że pobyt przybyszy spoza Europy w Polsce jest niezgodny z przepisami i stanowi w ich myśl przestępstwo, to nie jest on w żadnym razie przestępstwem w świetle zasad libertariańskiego prawa naturalnego. Nawet, gdyby zatrzymania obywatelskie imigrantów były zgodne z polskimi przepisami i tak stanowiłyby pogwałcenie praw naturalnych przysługujących zatrzymanym.
Oczywiście działań tych nie można w żaden sposób usprawiedliwiać. Każde porwanie jest bezprawiem, niezależnie od stojących za nim pobudek i tego, czy zezwalają na nie państwowe przepisy. Należy jednak szczerze przyznać, że członkowie ROG odnoszą sukcesy w walce z uprowadzeniami dokonywanymi przez niemieckie służby. W Internecie można znaleźć nagrania, na których niemiecka policja widząc patrol obywatelski zawraca i jedzie z porwanymi imigrantami z powrotem za zachodnią granicę. Utrudnianie procederu porywania i przerzucania do Polski osób, które mają pragnienie i prawo być w Niemczech jest nie tylko dopuszczalne, ale nawet pożądane z libertariańskiego punktu widzenia.
Zakończenie
Być może działania Ruchu Obrony Granic są bezpodstawne. Być może jego przedstawiciele opierają się na błędnych przekonaniach. Być może zagrożenie, które wymieniają oni jako powody swoich działań, są nieistniejące. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy może się spotykać w dowolnej grupie, chodzić w dowolne miejsca i monitorować dowolne obiekty. Ich działania mogą się nam nie podobać, ale jeśli nie łamią prawa, libertarianie powinni bronić ich wolności do zgromadzeń, organizowania patroli i kontrolowania działań niemieckich służb.
Tak samo jak antywolnościowe jest kontrolowanie granicy, tak samo antywolnościowe jest zakazywanie jej monitorowania, nagrywania i zbierania się w grupy w jej najbliższym otoczeniu. Tak samo jak niedopuszczalne jest zatrzymywanie osób przez Ruch Obrony Granic, tak samo niedopuszczalne jest zatrzymywanie ich przez niemieckie służby i zakazywanie im pobytu w Niemczech.
Co więcej, można by się pokusić o twierdzenie, że libertarianie powinni sympatyzować z pewnymi działaniami ROG. Pomimo, że opierają się oni na głupiej niechęci do obcych, to ich działania skutkują ograniczeniem przymusowego przerzucania migrantów spoza Europy z Niemiec do Polski, a więc są na rękę samym obcokrajowcom, którzy nie chcą tu być, a z libertariańskiego punktu widzenia przekładają się na ograniczenie ilości uprowadzeń. Są to zatem niezamierzone pozytywne konsekwencje ich zamierzonych działań.
Źródło ilustracji: pixabay

