Wspieraj Instytut Misesa w 2025 roku!
19 2130 0004 2001 0253 7975 0001
Powrót
Ceny

Machaj: Prawo kosztów i pieniężna imputacja

0
Mateusz Machaj
Przeczytanie zajmie 9 min
Machaj_Prawo kosztów i pieniężna imputacja
Pobierz w wersji
PDF

Autor: Mateusz Machaj

Źródło: biblotekacyfrowa.pl

Artykuł niniejszy jest fragmentem książki (s. 46-51) dr hab. Mateusza Machaja pt. „Esej o teorii firmy”. Publikacja za zgodą autora.

Niezależnie od tego, czy przyjmujemy perspektywę neoklasyczną (w stylu Fishera), czy też interpretacje bardziej realistyczne, to główne osiągnięcie z zakresu teorii wartości oscyluje wokół jej imputacji. Chodzi o jej, nazwijmy to, „uwstecznianie”. Wartość finalnych dóbr wytworzonych na rynku jest przenoszona wstecz na rzecz wartość dóbr pośrednich. Wartość papierosów, tabaki i cygar decyduje o wartości pól tytoniowych. Wartość cukierków, słodkich napojów i innej słodzonej żywności decyduje o wartości cukru. Wartość pierścionków, kolczyków, innych wyborów jubilerskich, a także przemysłowych oraz popytu inwestycyjnego decyduje o wartości złota. Użyteczność dóbr finalnych jest decydująca w nadawaniu wartości dóbr pośrednich. Jeśli ludzie przestaną kupować dobra finalne wytworzone z plastiku, to wartość plastiku podobnie jak tych produktów spadnie do zera.

Oczywiście brak zainteresowania jednym produktem wytworzonym z danego czynnika nie oznacza, że ten od razu straci całą wartość. Jeśli ludzie przestaną nabywać papierosy, to tytoń nie straci całkowicie na swojej wartości, ponieważ klienci mogą konsumować tytoń w innej formie. Analogicznie, jeśli nagle w jednej kulturze wytworzy się całkowita niechęć do tytoniu, to zawsze pozostają inne kraje, w których chęć spożywania może się utrzymać (tytoń zresztą może mieć również zastosowania lecznicze i ogrodnicze). Dlatego o całkowitej wartości danego czynnika produkcji decyduje całe spektrum możliwych jego zastosowań do wytworzeniu towaru pożądanego przez konsumentów.

Z imputacją wartości wiąże się wyzwanie imputacyjne. Jak widzimy, wartość czynnika jest nadana wstecz od wytworzonego produktu, czyli przeciwnie do strzałki czasu. Wyzwanie leży w tym, że proces produkcji działa w zgodzie ze strzałką czasu. Czynniki są najpierw wykorzystywane przez wytwórców, a konsumenckie uzasadnienie dla ich wykorzystania pojawia się dopiero po pewnym czasie. Czasami po wielu latach. Ze strzałką czasu wiąże się również nieuchronnie zmiana warunków z powodu czystej niepewności. Producent papierosów podpisuje umowy tytoniowe na lata w przód, mimo że konsumenci zainteresowani paleniem papierosów wydadzą swoje pieniądze na ich kupno dopiero jakiś czas później.

Z tego powodu w kształtowaniu się cen czynników produkcji i samych finalnych produktów zawsze będzie obserwowana fluktuacja i do pewnego stopnia niewytłumaczalna zmienność (a raczej zmienność wytłumaczalna dopiero jakiś czas po fakcie). Przesądza to zresztą o braku dokładnej przewidywalności przebiegu produkcji i sprzedaży. Niezależnie od tego zadaniem teorii imputacji jest wskazanie takich zależności w danym punkcie czasowym. W pewnym sensie tak, jakby się czas zatrzymał. Dlatego do pewnego stopnia analiza równowagowa jest całkowicie niezbędna do ilustracji procesu rynkowego (Hülsmann 2000, s. 5-6). Z drugiej strony przy tego typu założeniu łatwo jest znaleźć się o jeden most za daleko i skończyć z firmą jako pasywną czarną skrzynką.

Praktyka przedsiębiorczego działania odbywa się poprzez pieniężną kalkulację. Z perspektywy menedżerskiej w wielu przypadkach dobrze zdaje się to opisywać „wycena marżowa” (markup pricing) (Lavoi 2016, s. 5). Sklep z butami sportowymi, który jest zainteresowany sprzedażą określonego modelu do biegania, porównuje cenę zakupu z ceną finalną konsumenta. Przykładowo para butów nabyta do magazynu w określonej skali kosztuje 100 złotych. Sprzedawca może doliczyć sobie do tego swoje wewnętrzne koszty na parę lub po prostu uwzględnić je w ogólnym rozrachunku. Na tej podstawie spekuluje, ile tych par butów jest w stanie sprzedać po określonej cenie, przy uwzględnieniu całego otoczenia rynkowego (konkurencji w szczególności). W zasadzie to takie spekulacje są oczywiście (a może powinny być) przedmiotem rozważań, jeszcze zanim zostanie podjęta decyzja biznesowa o sprzedaży omawianego produktu.

Określenie „wycena marżowa” bierze się z tego, że sprzedawca działa tak, iż patrzy na koszt zewnętrzny, który musi ponieść, a następnie dolicza do niego swoje własne koszty i swoje „narzuty” (marże). Jeśli nie będzie w stanie sfinansować swojego modelu i np. musiałby sprzedawać produkt za mniej, niż wynoszą kumulujące się koszty (w tym marże dostawców), to tego typu działalność będzie wkrótce musiała zostać zamknięta. Wyjątkiem jest oczywiście działalność non-profit, w której sprzedawanie ze stratą oznacza dotowanie, konieczność posiadania sponsorskiego kapitału, gotowego subsydiować określony rodzaj działalności (szczególnie powszechne w działalności społecznej i charytatywnej).

Można wobec tego bezpiecznie powiedzieć, że wycena marżowa tłumaczy, w jaki sposób koszty decydują bezpośrednio o decyzjach cenowych sprzedawców. Stanowią dla nich znaki drogowe i punkty wyjścia dla dalszych decyzji. Takie funkcjonowanie dotyczy nie tylko sklepowych sprzedawców, ale również sprzedawców na rynku czynników produkcji.

darowizna.jpg

Teoria wyceny jednakże na tym się nie kończy, ponieważ koszty również są cenami, wobec czego same wymagają wyjaśnienia. Kształtowanie się cen łatwo jest zrozumieć poprzez analogię do licytacji. Za sprzedawany na internetowej platformie przedmiot kupujący musi zapłacić taką cenę, jaką zaoferowała druga zainteresowana osoba. Ustala się (najczęściej) cenę maksymalną gotową do zaproponowania, lecz nie ona zostaje zapłacona, tylko ta druga najlepsza zaoferowana. W ten sposób aukcje internetowe dobrze oddają, na czym polega licytowanie i nabywanie określonego przedmiotu sprzedaży: na wyrzuceniu konkurencji poza licytację. Choć nie we wszystkich licytacjach tak jest, to te działania analogicznie pozostawiają na polu gry tylko tego, który jest najbardziej zdeterminowany do zapłacenia odpowiedniej ceny. Determinacja ta jest ograniczana determinacją innych licytujących. Jeśli wobec tego ktoś chce zadać pytanie „dlaczego musiałam zapłacić tak dużo za kupiony przedmiot?”, to odpowiedź jest prosta: ponieważ ktoś inny był również gotów za niego dużo zapłacić.

Nie inaczej działa to w przypadku wszystkich innych rynków. Jeśli chcemy wynająć mieszkanie w centrum miasta i zauważamy, że cena jest dla nas zbyt wysoka, to najwyraźniej jego właściciel ma inne opcje wynajmu. Gdy zaproponujemy jej cenę 30 procent niższą od ofertowej, to najprawdopodobniej usłyszymy, że jest to nieopłacalne, ponieważ bez problemów odnajdzie kupca za cenę wyższą. Tak samo jest w przypadku kształtowania się cen innych dóbr na rynku. Podobnie przy sprzedaży komputerów, ropy, maszyn, żelaza i wszelkich innych dóbr kapitałowych niezbędnych w procesie produkcji. Sprzedawca papierosów marki „Klubowe” może zaoferować farmerom tytoniu, że zapłaci im 30 procent mniej za tytoń, ale wtedy najprawdopodobniej usłyszy, że na jego miejsce szybko pojawią się sprzedawcy innych marek lub pozostałych produktów pochodzenia tytoniowego.

W taki sposób działa „prawo kosztów” na rynku, kierując procesem pieniężnej imputacji (Böhm-Bawerk 1962, s. 324). Kupując produkt, musimy przelicytować następnego kupującego[1]. Dlatego każda zapłacona na rynku cena w pewnym sensie odzwierciedla koszt alternatywny. Jeśli producent samochodowy chce wykorzystać aluminium do produkcji felg, to musi się liczyć z tym, że zapłaci za nie określoną cenę, bo po aluminium zgłaszają się w kolejce nie tylko inni producenci samochodów, ale także firmy z przemysłu transportowego, budowlanego czy komputerowego.

Współzależność kosztów i cen dóbr finalnych oznacza więc tak naprawdę współzależność wszystkich cen finalnych. Stwierdzenie przez sprzedawcę butów w sklepie, że nie jest w stanie zapłacić ich kosztów nabycia (tak by sprzedać je z zyskiem), oznacza w istocie, że istnieje alternatywna możliwość zyskownego wykorzystania tych butów przez kogoś innego. Niemożliwość uiszczenia opłaty przez producenta samochodów za aluminium oznacza, że są inni skuteczniejsi producenci samochodów, którzy potrafią znaleźć dla aluminium produktywne wykorzystanie. W ten okrężny sposób można powiedzieć, że cena samochodu zależy nie tylko od preferencji posiadaczy samochodu, lecz również od preferencji posiadaczy innych samochodów, a także od preferencji posiadaczy laptopów czy klientów firm budowlanych i transportowych. Użytkujący dany zasób nie mają wyłączności na jego zastosowanie, nie mają możliwości dowolnego kształtowania jego ceny, ponieważ w kolejce po niego mogą się ustawić inni producenci. Sytuacja ta wykształca coś, co dobrze określa termin „przedsiębiorczy podział pracy”.

W literaturze z zakresu teorii konsumenta mówi się o tym, że o cenie produktu decyduje jego krańcowa użyteczność. Nie jest to jednak osobista krańcowa użyteczność. Przykładowo dany klient nie płaci za produkt takiej ceny, jaką faktycznie byłby gotów zapłacić, lecz cenę niższą, zbliżoną do krańcowej użyteczności ostatniego (najmniej) zainteresowanego klienta, który po lekkim podniesieniu ceny odwróciłby się od transakcji. Stąd spadająca krzywa popytu i zjawisko powszechnie znane jako „nadwyżka konsumenta” (Ekelund and Hébert 1985). Warto jednakże zwrócić uwagę na to, że owa nadwyżka konsumenta działa również nie tylko na jednym konkretnym rynku, ale także między rynkami. Tak samo jak dany klient nie płaci poniekąd za swoją krańcową użyteczność – lecz uwzględniając krańcowe użyteczności innych klientów – analogicznie dani klienci z danego rynku nie płacą tylko za swoją krańcową użyteczność, lecz z uwzględnieniem użyteczności krańcowej klientów na innych rynkach.

Mówiąc dużo prościej, konsumenci chleba wcale nie muszą płacić tak wysokiej ceny za chleb, jaka mogłaby wynikać z ich preferencji. Płacą za koszt jego reprodukcji (z uwzględnieniem marży i pozostałych kosztów). Koszt ten jednak odzwierciedla alternatywne zastosowania czynników produkcji zużytych przy tworzeniu chleba (Böhm-Bawerk 1962; zobacz również Böhm-Bawerk 2002). Żeby wytworzyć chleb, trzeba zatrudnić ludzi, zapewnić piece, mąkę i pozostałe składniki. Oznacza to, że trzeba nie dopuścić do ich zatrudnienia w innym miejscu. Trzeba zatem „przelicytować” pozostałe propozycje zatrudnienia. Nie muszą być jednak one dociągnięte do ceny maksymalnej, którą chcemy za nie zapłacić. Wystarczy tylko przebić drugą najlepszą ofertę. Dlatego cena chleba zależąca od kosztów jego produkcji zależy tak naprawdę od krańcowej użyteczności dóbr, które mogłyby zostać wytworzone, gdyby czynniki produkcji wykorzystano inaczej niż przy produkcji chleba.

Może się to wydawać trochę pokrętne, ale w zasadzie przesądza o produktywnym charakterze kalkulowania w jednostkach pieniężnych. Szczególnie, że procesy produkcyjne są względem siebie heterogeniczne, to znaczy mają taki poziom skomplikowania, że nie sposób sprowadzić ich do jednej uniwersalnej zmiennej, o czym w tekście poniżej.

Owa współzależność cen wszystkich dóbr względem siebie (mniej lub bardziej substytucyjnych) przesądza również o tym, że decyzje firm kształtują otoczenie rynkowe. Firmy stają się tak naprawdę siłą napędową procesu ekonomicznego. Nie są bowiem tylko pasywnymi nośnikami cen, lecz stają się ich generatorami.

Źródło ilustracji: Pixabay

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Ceny Teksty


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Machaj_Rothbard-i-rynkowa-wycena-stopy-procentowej

Metodologia szkoły austriackiej

Machaj: Rothbard i rynkowa wycena stopy procentowej

Murray Newton Rothbard zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ przedstawił, w jaki sposób stopa procentowa jest kształtowana w procesie konkurencji rynkowej przez dostawców kapitału pieniężnego i jego odbiorców.

Henderson_Koszt-alternatywny.jpg

Rachunek zysków i strat

Henderson: Koszt alternatywny

Ta prosta koncepcja ma poważne implikacje.

Tłumaczenia

Salerno: Co ma z tym wspólnego koszt?

Dzisiejsi ekonomiści głównego nurtu opisują mengerowsko-austriacką teorię ceny jako „ekstremalną" i „stronniczą” oraz kładącą zbyt duży nacisk na wartość subiektywną, a ignorującą koszty produkcji. To jednak dokładnie owa stronniczość austriackiej teorii nadaje sens naszym rynkowym doświadczeniom. Czy można bowiem wytłumaczyć cenę 24.78-karatowego diamentu, który sprzedano za ponad 46 mln dolarów, kosztami jego produkcji?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.