Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Mateusz Czyżniewski
W swoim najnowszym artykule zatytułowanym „Monopoly’s New Era” profesor Joseph Stiglitz, odnosząc się do kwestii wyjaśniania dystrybucji dochodów, podzielił długą historię myśli ekonomicznej na dwa obozy: tych, którzy wierzą w konkurencyjne rynki, i tych, którzy wierzą w „siłę rynkową”. Pierwsza tradycja ewoluowała w kierunku wyjaśniania kształtowania się dochodów w kategoriach cen krańcowych, podczas gdy druga skupia się na wyjaśnianiu dwóch rzeczywistych problemów: rosnącej nierówności i większej koncentracji dóbr w różnych branżach (co Stiglitz postrzega jako wzrost siły „monopolistycznej”). Te dwie kwestie – jak nam się wmawia – dowodzą słuszności racji drugiego obozu: decydująca jest siła rynkowa, a nie ceny krańcowe.
Rozważania na temat roli rządu
Jednym z problemów analizy Stiglitza jest to, że próbuje on sprowadzić wynik złożonych czynników do jednej prostej zmiennej, a mianowicie „siły” rynku. Jednak podczas dyskusji i opisywania nierówności dochodów należy wziąć pod uwagę wiele aspektów. Na przykład nie należy lekceważyć istotnego charakteru obecnego systemu bankowości centralnej, który z pewnością przyczynia się do istniejących nierówności dochodów. Stiglitz nie bierze tego pod uwagę. Z drugiej strony, podaje jednak przykłady banków, które stają się coraz większe (argument koncentracji rynku). Ponownie, nie wspomina jednak o istnieniu bankowości centralnej.
Wyjaśnianie nierówności dochodów i koncentracji rynku w regulowanej gospodarce rynkowej bez odniesienia do regulacji rządowych jest jak opowiadanie historii Romea i Julii bez wspomninania o Julii.

Przedsiębiorcy i ustalanie cen
Nawet jeśli pominiemy rolę rządu w zwiększaniu nierówności i koncentracji rynku, warto wyjaśnić, że większa przepaść między bogatymi a biednymi nie oznacza, że teoria cen krańcowych jest błędna. Ponadto fakt tego, że niektóre firmy stają się coraz większe i potężniejsze w relacjach rynkowych, to nie stanowi zaprzeczenia teorii cen krańcowych.
Dlaczego tak jest? Istotą teorii cen krańcowych jest to, że wszystkie czynniki produkcji przyczyniają się do tworzenia ostatecznej wartości produktu sprzedawanego konsumentowi. Stiglitz w rzeczywistości myli tę teorię, twierdząc, że czynniki uzyskują wartość rynkową zgodnie z ich „wkładem społecznym”. Jednak nie tak działa ustalanie cen krańcowych. Ustalanie cen nie polega na „wkładzie” w „społeczeństwo”. Polega ono na wkładzie w tworzenie produktu sprzedawanego na rynku.
Każdy przedsiębiorca próbujący rozpocząć projekt biznesowy uważa, że w systemie cenowym jest coś „nie tak” lub coś „niekompletnego” i chce to naprawić. Innymi słowy, zadaniem przedsiębiorców jest znalezienie luk, błędów i braku zrealizowanych decyzji w systemie cenowym oraz „skorygowanie” tych problemów za pomocą bardziej kompletnego zestawu opcji opartych na solidnych prognozach (tylko czas pokaże, na ile są one solidne…).
Kiedy przedsiębiorca wprowadza na rynek nowy produkt, robi to tylko dlatego, że wierzy, iż konsumenci będą go „wystarczająco” wysoko cenić. Aby wyprodukować ten nowy produkt, musi zatrudnić niezbędne czynniki produkcji. W gospodarce rynkowej prowadzi to nieuchronnie do wycofania czynników produkcji z innych gałęzi produkcji.
Ponadto z takiego realokacji zasobów wynika kilka wniosków sprzecznych z rozumowaniem Stiglitza:
- Przedsiębiorcy konkurują o różne czynniki produkcji, w tym o siłę roboczą. W tym procesie muszą oni pokryć co najmniej wartość marginalnych miejsc pracy, które są przenoszone do nowych projektów (w tym odsetki za nie). W związku z tym wynagrodzenia wypłacane w nowych przedsiębiorstwach muszą pokrywać co najmniej stratę zdyskontowanej wartości krańcowej z tytułu dokonania ich alternatywnego zatrudnienia. Wyjaśnia to również, dlaczego na przykład zagraniczne przedsiębiorstwa kapitałowe wchodząc na rynki wschodzące płacą znacznie więcej niż lokalne przedsiębiorstwa — ponieważ licytują istniejące czynniki produkcji, aby stworzyć coś bardziej wartościowego na rynku niż inni.
- Wyższa nierówność dochodów związana z procesem licytacji nie podważa krańcowej wyceny jako procesu. Oznacza to po prostu, że niektóre czynniki są po prostu bardziej wartościowe w ramach realizacji danych procesów produkcji. Jeśli młoda, utalentowana informatyk z Indii rozpocznie pracę na odległość dla firmy z Doliny Krzemowej, z pewnością otrzyma wyższe wynagrodzenie za swoją pracę, co doprowadzi do większej nierówności dochodów w Indiach. Nie podważa to teorii cen marginalnych, ani nie wpływa na wzrost gospodarczy Indii (Indie faktycznie zyskują na takim wzroście nierówności!).
- Udana i zwiększona koncentracja rynku jest oznaką efektywnej realokacji zasobów i tworzenia dodatkowej wartości rynkowej. Często słyszymy o takich sukcesach w mediach. Nie słyszymy natomiast o przypadkach wielu firm, które nie odnoszą sukcesu w koncentracji, ponieważ próbują zwiększyć udział w rynku bez tworzenia dodatkowej wartości dla konsumentów. Koncentracja tylko dla samej koncentracji jest pewną receptą na porażkę.
- Ważnym czynnikiem w procesie przedsiębiorczym jest to, że wartości rynkowe nie są znane z góry i nie są one ważne na zawsze. Wiele firm płaci ogromne pieniądze, aby przekierować czynniki z alternatywnych zastosowań i ponosi w związku z tym sromotną porażkę. Wiele firm, które odniosły sukces w przeszłości, kontynuuje dotychczasowe działania, po pewnym czasie osiąga „moment Kodaka” i również ponosi sromotną porażkę. Żaden producent nie może być pewien swojej przyszłości na rynku.
Podsumowując, w przeciwieństwie do przekonania profesora Stiglitza na ten temat, ceny krańcowe całkiem dobrze wyjaśniają proces przedsiębiorczy. Dotyczy to zwłaszcza teorii cen krańcowych w wydaniu austriackim. Powinniśmy nieco mniej skupiać się na eksploatacji, a nieco bardziej na ludzkim działaniu.
Źródło ilustracji: Pixabay
