Powrót
Historia myśli ekonomicznej

Machaj: Uwagi o imperializmie i walce klasowej

0
Mateusz Machaj
Przeczytanie zajmie 16 min
Machaj_Uwagi o imperializmie i walce klasowej
Pobierz w wersji
PDF EPUB MOBI

Fragment książki Kapitalizm, socjalizm i prawa właśności Mateusza Machaja, którą można pobrać bezpłatnie.

W systemie ekonomii marksistowskiej zasadniczą rolę odgrywa koncepcja walki klasowej. Samo pojęcie walki klas stosowane przez Marksa ma niemarksistowskie, a nawet antymarksistowskie korzenie. Słusznie zauważa on, że opisanie zjawiska walki klas wymaga najpierw zdefiniowania klasy:

Należy przede wszystkim odpowiedzieć na takie pytanie: Co stanowi klasę? Odpowiedź na nie będzie udzielona sama przez się, z chwilą gdy odpowiemy na inne pytanie: Co składa się na to, że robotnicy najemni, kapitaliści i właściciele ziemscy stanowią trzy wielkie klasy społeczne?

Na pierwszy rzut oka – tożsamość dochodów i źródeł dochodów. Są to trzy wielkie grupy społeczne, których elementy składowe, czyli jednostki tworzące te grupy, żyją odpowiednio z płacy roboczej, zysku i renty gruntowej, z użytkowania swej siły roboczej, swego kapitału i ziemi. (Marks 1959, s. 471)

Podstawowy problem, przed jakim stanął Marks, to określenie, dlaczego akurat taki podział na źródła otrzymywanych dochodów musi konstytuować podział społeczny, w którym dokonuje się walka antagonistycznych interesów. Po pierwsze, ludzi można by również podzielić na hydraulików, piłkarzy, bankowców, tancerzy etc., z których każdy otrzymuje płacę za wykonywanie odmiennych czynności. Podział ludzi może przebiegać według dowolnych kryteriów, na przykład da się ich podzielić na blondynów, brunetów i rudych, lub na tych, którzy urodzili się pierwszego dnia miesiąca, drugiego, trzeciego etc. Taki podział i przypisanie do poszczególnych klas (wraz z „podziałem dochodu”) jeszcze nie tłumaczy, dlaczego między nimi musi dochodzić do walki klas, napędzanej przez siły produkcyjne, prowadzącej do rewolucyjnego obalenia porządku opartego na podziale pracy (Rothbard 1995, s. 380).

Po drugie, przyjmując konkurencję rynkową za wytyczną rywalizacji klasowej, odkryjemy, że robotnicy są ze sobą skonfliktowani, gdyż próbują ubiegać się o miejsca pracy. Analogicznie kapitaliści w tej samej branży rywalizują o to, kto dostarczy konsumentom lepszych produktów, a konsumenci rywalizują o to, kto kupi dobra po najniższej cenie (jak pokazuje teoria mikroekonomii, wpływ na cenę ma nadwyżka konsumenta). Marks zdawał sobie sprawę z tych problemów, co podkreślił w następnym akapicie:

Jednakże z tego punktu widzenia np. lekarze i urzędnicy stanowiliby również dwie klasy, należą bowiem do dwóch odmiennych grup społecznych i członkowie każdej z tych grup otrzymują dochody pochodzące z tego samego źródła. To samo stosowałoby się też do nie kończącego się rozdrobnienia interesów i stanowisk, które stwarza wśród robotników podział pracy społecznej, jak zresztą i wśród kapitalistów oraz właścicieli ziemskich. Właściciele ci np. dzielą się na właścicieli winnic, gruntów ornych, lasów, kopalni, terenów połowu ryb itp. (Tu urywa się rękopis [F.E.]). (Marks 1959, s. 471)

Rękopis się urwał najwyraźniej z tego powodu, że Marks nie umiał skutecznie rozwiązać tych kwestii. Pracy nad manuskryptem nie położyła kresu jego przedwczesna śmierć. Zaniechał jej 16 lat wcześniej, co dowodziłoby tego, że albo celowo porzucił temat, albo nie uporał się z tym nieusuwalnym dylematem (Rothbard 1995, s. 385). Tymczasem bez niezbędnej klasyfikacji klasowej marksiści uczynili koncepcję walki klasowej centralnym punktem swojej teorii. Milcząco założyli, że klasami skonfliktowanymi byli robotnicy i kapitaliści. Praca miała być dobrem, które na rynku nie jest sprzedawane zgodnie ze swoją wartością, lecz jako jedyny towar ma cenę od niej mniejszą. Różnica między wartością pracy a jej ceną ma stanowić wartość dodatkową, niesprawiedliwie pobieraną przez kapitalistów. Robotnicy są w tym systemie wyzyskiwani, a w ich interesie leży odrzucenie ładu zbudowanego na ucisku.

odbijmy.jpg

Podejście to rodzi kilka niewyjaśnionych punktów. Pojawia się w nim niewypowiedziane wprost założenie o znacznych różnicach materialnych między kapitalistami i robotnikami oraz dużej przewadze licytacyjnej tych pierwszych nad drugimi. Nietrudno jednak wyobrazić sobie sytuację, w której mało zamożny kapitalista zakupuje od wybitnie uzdolnionego pracownika jego siłę roboczą. Właściciel niewielkiego warsztatu, który konkuruje z dużymi producentami, może zarabiać znacznie mniej niż architekt przez niego opłacany. Rozwój pracy intelektualnej (wiążący się z rozwojem rynku) i zaawansowanie przemysłowe doprowadziły do tego, że na rynku wielu pracowników osiąga wysokie zarobki. Wielu aktorów, modelek, także sporo pisarzy z powodzeniem zarabia znacznie więcej niż ci, którzy inwestują swoje pieniądze w papiery wartościowe (mali kapitaliści). Dlatego marksowska dychotomia zarobkowa, która występowała bezpośrednio po przejściu od „feudalizmu” do „kapitalizmu” na przełomie XVIII i XIX wieku, jest z pewnością społecznie nieadekwatna na początku XXI wieku. Dwieście lat temu posiadanie czynników produkcji było rzeczywiście wyraźnie bardziej opłacalne niż praca[1]. Dzisiaj tak nie jest.

Historia koncepcji walki klas pokazuje, jak ruchy socjalistyczne wypaczyły jej pierwotne znaczenie. W systemie Marksa walka klas znalazła się dzięki dziełom heglistów, a wcześniej pracy Saint-Simona (Rothbard 1995, s. 387–389). Z kolei ten francuski socjalista był pod wpływem francuskich liberałów, Charlesa Comte’a i Charlesa Dunoyera[2]. Obaj ci myśliciele opracowali koncepcję walki klas, która przedstawiała istniejące konflikty interesów między wybranymi grupami społecznymi. W przeciwieństwie do socjalistów zdefiniowali spójnie dwie odrębne klasy, które mają rozbieżne cele i dlatego są ze sobą skonfliktowane.

W duchu myśli swojego nauczyciela Frederica Bastiata, wybitnego myśliciela i polemisty, rozróżnili dwa typy działania: dobrowolne i przymusowe. Pierwszy rodzaj wiąże się z wymianą prawowitych tytułów własności, na której korzystają dwie strony transakcji (chodzi tu zwykłe o akty kupna–sprzedaży dokonywane codziennie na rynku). Drugi rodzaj oznacza wywłaszczanie i pozbawianie kogoś prawa własności, a więc jest przeprowadzane wbrew jego woli. Niewątpliwie jest to ścisłe rozgraniczenie, wystrzegające się tych problemów, z którymi borykała się później marksowska koncepcja. W naszej pracy stosujemy podobny podział na dwa różne sposoby pozyskiwania bogactwa i rozszerzania gospodarczej działalności.

Niezależnie od Francuzów podobne koncepcje rozwijał James Mill (Rothbard 1995, s. 76). Jakiś czas później niemiecki socjolog Franz Oppenheimer rozróżnił dwa typy działania społecznego i pozyskiwania bogactwa: za pomocą środków ekonomicznych i politycznych (Oppenheimer 1975, s. 12). Ekonomiczne to te, których celem jest poszukiwanie drugiego właściciela, innej osoby zainteresowanej dokonaniem dobrowolnej transakcji. Polityczne polegają na korzystaniu z legalnego aparatu przymusu, jakim jest państwo, w taki sposób, by zapewnić sobie dodatkowe przychody wbrew woli „sponsora”. Producent zarabiający na sprzedaży towaru nie jest skonfliktowany z klientami, dlatego prowadzi (zazwyczaj) biznes za pomocą narzędzi ekonomicznych. Inaczej wygląda sytuacja w wypadku producenta, który domaga się opodatkowania obywateli na rzecz dotowania jego produktów (państwo jest często narzędziem pozyskiwania bogactwa; Clegg 1981, s. 558). Oznacza to polityczne pozyskiwanie pieniędzy i wiąże się z powodowaniem konfliktów społecznych, które nazywano walką klas. Tezy podobne do Oppenheimerowskich pojawiły się również w pracy Alberta Jaya Nocka, który wprowadził podział na „władzę społeczną” i „władzę państwową” (Nock 1989, s. 3–15). Oppenheimer dosyć trafnie dobrał oba określenia: środki „ekonomiczne” i „polityczne”. W gospodarce nie istnieją bezpośrednie i mimowolnie istniejące konflikty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. W polityce konflikt jest wpisany w jej naturę, gdyż oznacza istnienie klasy politycznej, która zarabia na przymusowym pozyskiwaniu pieniędzy od innej grupy społecznej. Samo istnienie takiej klasy politycznej z konieczności oznacza pewną (mniejszą bądź większą) „walkę klas” między sponsorami i konsumentami[3].

We francuskim liberalnym schemacie walka klas nie wynika z przyjmowania funkcji ekonomicznych, lecz z rodzaju podejmowanego działania. Jeśli dwaj właściciele nie dokonali grabieży, to wymiana między nimi nie może być uznana za walkę klasową. Marksowska teoria wyzysku jest poprawna, o ile mówi o feudalizmie, niewolnictwie i państwowej ekspansji w celu zagrabienia własności innych. W tej kwestii pozostaje w pełni wierna pierwowzorowi walki klas, przedstawionemu przez szkołę liberalną. Wynika z tego, że w każdym obowiązkowym scenariuszu któraś ze stron uzyskała uprzywilejowaną pozycję w wyniku podważania praw własności drugiej osoby, tj. w wyniku „wyzysku”[4].

Wydaje się, że Marks, przeprowadzając analizę historyczną, pozostawał w duchu wierny tradycji liberalnej, udając na gruncie teoretycznym, że chodzi mu o walkę klas w rozumieniu antyrynkowym. Co więcej, jak zauważa błyskotliwie Raico, historyczne wnioskowanie Marksa jest poprawne w tym zakresie, w jakim mimowiednie przyjmuje założenia Dunoyera i Comte’a (Raico 1977, s. 180). W pracach Marksa mamy często do czynienia z rażącą niezgodnością między teorią a praktyką – Marks bywa empirycznym liberałem, podczas gdy w sferze apriorycznej pozostaje wierny swojej ekonomii antagonizmu między kapitalistą a robotnikiem. Samo słowo burżuazja, które stosuje, co innego oznaczało w świecie anglosaskim, a co innego na kontynencie. W pierwszym wypadku odnosiło się do ludzi handlujących na rynku, w drugim zaś oznaczało czerpanie dochodów za pomocą manipulowania publicznymi funduszami, zabieranymi od społeczeństwa (Raico 1977, s. 179). Marks dokonuje jednak w swoim rozumowaniu milczącego przejścia, zakładając, że ufny czytelnik nie zorientuje się, iż w systemie rynkowym elementy rzekomego „wyzysku” nie są takie same jak w feudalizmie. Tymczasem prawidłowym zaprzeczeniem feudalizmu, czyli niewolniczego systemu, w którym jednostki otrzymują bogactwa przez wywłaszczanie innych, jest system dobrowolny, w którym jednostki otrzymują bogactwa tylko wtedy, gdy ktoś zechce im powierzyć swoją własność.

W funkcjonowaniu rynku ma znaczenie kwestia pierwotnej akumulacji własności, która jest decydująca we wstępnej budowie systemu rynkowego. Przejście od systemu feudalnego do relacji kapitalistyczno-handlowych wymaga ustalenia pewnej początkowej struktury dystrybucji zasobów. Dla wielu nurtów ta dystrybucja jest ponurym początkiem każdego kapitalizmu, który wystarczy jako argument na rzecz jego odrzucenia. Jednym z poważniejszych grzechów nurtów liberalnych bywa deprecjacja roli pierwotnego posiadacza w sytuacji wprowadzania stosunków kapitalistycznych i handlowych. Podobnie było w wypadku transformacji gospodarczej w Polsce. Zwracano wtedy uwagę na rolę transakcji handlowych na rynku i w związku z tym na konieczność przeniesienia własności do prywatnych rąk, lecz zignorowano problem dystrybucji przekazywanego majątku państwowego do rąk prywatnych (głównie po to, by zyskali przedstawiciele byłej tzw. nomenklatury). Waga tego problemu zaciera się z czasem, ponieważ w miarę upływu lat rynek kapitalizuje nowe zyski i straty, przez co wprowadza nowe rozkłady dystrybucji. W efekcie to, kto posiadał dane zasoby kilkadziesiąt lat wcześniej, przestaje być istotne[5]. Niemniej jednak w początkach kapitalizmu problem ten jest niezwykle ważny i może (jak w wypadku Polski) urosnąć do rangi tak poważnej, że niektórzy odrzucają koncepcję gospodarki rynkowej, wylewając dziecko z kąpielą[6].

W tradycji koncepcji walki klas stosunki nierównorzędne między ludźmi nie pojawiają się dlatego, że pełnią oni odmienne funkcje ekonomiczne, lecz wynikają z rozwiązań instytucjonalnych. Odwołanie się do koncepcji „prawowitej” własności (niezależnie od tego, jak rozumianej) pomaga rozpoznać ład dobrowolny, a także ten inny, narzucany przez klasę ograniczającą swobody reszty społeczeństwa. Dzięki temu feudalizm i niewolnictwo zostają rozpoznane jako rozwiązania instytucjonalne, opierające się na wyzysku. Marks w przedstawionej przez siebie teorii ekonomicznej przyjmuje błędną koncepcję wyzysku i walki klas, a potem udaje, że stosuje się ona do historycznych przypadków wyzysku, które mogły być „wyzyskiem”, lecz nie w rozumieniu marksowskim. „Tak zwana akumulacja pierwotna”, o której pisze Marks, dotyczy przypadków pierwotnej grabieży, a nie prymitywnych, dobrowolnych barterowych transakcji (Marks 1959, s. 770 i nast.)[7].

Nurt marksistowski nie wymyślił koncepcji walki klas, lecz zaczerpnął ją z nurtu szkoły francuskiej za pośrednictwem myśli Saint-Simona. Na zawiłej drodze tych inspiracji teoria została wypaczona i trafiła na podatny socjalistyczno-heglowski grunt. Podobnie było z koncepcją imperializmu, który rzekomo ma być najwyższym i naturalnym stadium rozwoju państw kapitalistycznych.

Imperializm jest doktryną polityczno-gospodarczą, której motywem przewodnim jest ekspansja danego państwa na tereny innych państw w celu podporządkowania zarówno sfery politycznej, jak i ekonomicznej (a w efekcie również kulturalnej, cywilizacyjnej etc.). Środki stosowane do osiągnięcia imperialistycznych celów przybierają bardzo różne formy, które mogą przynosić całkowicie odmienne skutki dla obywateli danego kraju. Najprostszą z nich jest militarny podbój państwa. W tym wariancie monopolista prawny, dysponując wystarczającym uzbrojeniem, dokonuje inwazji na inne państwo, by przechwycić jego aparat prawny. Innym, mniej zauważalnym sposobem jest quasi-gospodarczy podbój państwa, który, mówiąc w skrócie, polega na przekupieniu jego władz, co skutkuje stworzeniem takich instytucjonalno-pieniężnych powiązań, które prowadzą w efekcie do zależności prawno-finansowej. W takim scenariuszu imperialnego podporządkowania wystarczy udzielać państwu różnego rodzaju kredytów i gwarantować dopływ dodatkowych pieniędzy za pośrednictwem międzynarodowych instytucji (np. Bank Światowy, Unia Europejska etc.)[8].

Imperializm jest doktryną, toteż jak każda doktryna potrzebuje różnego rodzaju uzasadnień. W wariancie neokonserwatywnym, obecnym w koncepcji dzisiejszego państwa amerykańskiego, głównym celem geopolitycznym jest wprowadzenie w strategicznych miejscach świata ładu demokratycznego, rządzonego przez świat zachodni i jego system wartości[9]. W wariancie komunistycznym było to umiędzynarodowienie ruchów robotniczych na rzecz utworzenia jednolitego centralnego właścicielstwa. W dużo wcześniejszym wariancie kolonizacji było to chrześcijańskie misjonarstwo.

Mimo różnic ideologicznych w tych nurtach oraz różnic w skutkach, które przynoszą, można dostrzec wspólne narzędzia stosowane przez różne koncepcje imperializmu. Bez względu na światopoglądowe uzasadnienie ekspansji dokonywana jest ona narzędziami państwowymi w celu przejęcia instytucji innego państwa[10]. Imperialny podbój innych krajów nigdy nie odbywa się dobrowolnie, za pomocą swobody transakcyjnej. Na arenie międzynarodowej taka swoboda oznaczałaby nieograniczony prawnie handel. Tymczasem imperialistyczny ład zaprowadzany jest przez przedstawicieli politycznych, dysponujących monopolem na wywłaszczanie obywateli[11].

Marksiści, którzy powołują się na pracę Lenina na temat teorii nieuchronności imperializmu kapitalistycznego, zauważają, że inspirował się w niej głównie pracą Johna Hobsona (1902)[12]. Jednak Hobson nie jest autorem tezy o tym, że kapitalizm musi nieuchronnie prowadzić do ekspansywnej polityki zagranicznej, której celem jest podporządkowanie sobie innych państw. Nurt doszukujący się w kapitalistycznym ładzie imperialistycznych tendencji narodził się w samym kapitalizmie, czego dowodzą prace Charlesa Conanta, Artura Hadleya i Jeremiaha Jenksa, wybitnych przedstawicielach amerykańskiego „merkantylizmu” (Parrini i Sklar 1983)[13]. Okazuje się, że to nie Lenin ani nie Hobson przedstawili rzekomo nierozerwalny związek kapitalizmu z imperializmem jako pierwsi, lecz uczyniły to amerykańskie środowiska biznesowe, które były zainteresowane praktycznym imperializmem z pobudek czysto finansowych[14].

Jedną z głównych cech prac Marksa było ignorowanie aspektów instytucjonalnych, a szczególnie różnicy między działaniami dobrowolnymi a przymusowymi. Stąd nie uchwycił precyzyjnie natury walki klas, a ponadto nie rozróżniał merkantylizmu i wolnego rynku. W konsekwencji jego następcy nie potrafili odróżnić imperializmu od wolnego rynku.

Tradycyjna klasyczna teoria ekonomii jest kojarzona z „prawem Saya” (w rzeczywistości „prawem rynków”; Say 1960, s. 207 i nast.). W historii myśli nie było chyba twierdzenia tak kontrowersyjnego, ale nie ze względu na treść, lecz różnego rodzaju błędne interpretacje[15]. Jednakże w bardzo ogólnej postaci jej podstawowe założenie nie jest kontrowersyjne. Prawo rynków mówi, że nie istnieją żadne przeszkody ekonomiczne lub instytucjonalne, aby rynek był wolny od poważnych kryzysów, ciągłej stagnacji oraz wysokiego bezrobocia. Prawo Saya nie zakłada, że kryzysy nie będą w ogóle występować i że gospodarkę nieustannie będzie cechować pełne zatrudnienie. Zakłada tylko, że nie ma przeszkód, by taką równowagę można było osiągnąć pod warunkiem istnienia wolnego systemu cenowego[16].

W przeciwieństwie do tej ogólnej wersji prawa Saya nurty socjalistyczne doszukiwały się w gospodarce rynkowej poważnych utrudnień na drodze do sprawnego funkcjonowania. Znaczna większość sprowadzała się do tezy, że istnienie prywatnej własności lub elementów z nią pośrednio powiązanych (jak procent z tytułu inwestycji), uniemożliwia skuteczne gospodarowanie. Dobrym tego przykładem są teorie podkonsumpcji i nadprodukcji, zakładające, że z powodu istnienia wynagrodzenia z tytułu zainwestowanego kapitału (procentu) agregatowa ilość pożądana nigdy nie będzie równa agregatowej ilości dostarczanej. Równowaga wydaje się niemożliwa, ponieważ istnieje kapitalistyczne prawo do pobierania procentu. Kapitaliści wypłacają pieniądze na początku projektu inwestycyjnego posiadaczom czynników produkcji. Nie oczekują jednakże po pewnym okresie zwrotu takiej samej sumy pieniędzy, lecz sumy powiększonej o pewien procent, tymczasem siła nabywcza ludności jest niewystarczająca, aby w pełni sfinansować potrzeby biznesu. Niemożliwa jest także nadwyżka potrzebna do zapewnienia rentowności, gdyż ludność nie dysponuje takimi środkami, by ją wykreować.

Większość różnych wariantów teorii podkonsumpcji opiera się na księgowych zabiegach i rozmyślnym oddzieleniu zarobków kapitalisty od zarobków robotnika. Może to być również inny podział, na przykład na kapitał trwały i obrotowy, ale ogólna zasada jest podobna. Jedna grupa wydatków nie zostaje uwzględniona w przyjętym schemacie, aby potem wykazać, że w drugiej grupie brakuje niezbędnych wpływów do gospodarki, które zapewniają jej funkcjonowanie[17]. Podobne teorie uznawali nie tylko socjaliści i przeciwnicy kapitalizmu, lecz wpływowi amerykańscy merkantyliści, tacy jak Conant, Hadley czy Jenks. Znani i szanowani w środowiskach biznesowo-politycznych, przedstawiali tezy w wielu punktach pokrywające się z teoriami podkonsumpcyjnymi, mówiącymi o wrodzonej niestabilności systemu kapitalistycznego[18].

Chociaż na pozór socjaliści i amerykańscy protekcjoniści tak samo rozpoznawali problem, istniała pomiędzy nimi zasadnicza różnica co do tego, jak go rozwiązać. Socjaliści ze względu na swoje rewolucyjne korzenie i polityczne zaplecze proponowali, żeby znieść własność prywatną. Amerykańscy merkantyliści natomiast uważali, że należy prowadzić imperialistyczną politykę zagraniczną celem ekspansji na inne rynki, co zapewniłoby popyt na amerykańskie produkty. Ekonomiczne uzasadnianie imperializmu nie jest oryginalnym pomysłem marksistów ani przeciwników systemu kapitalistycznego. Autorami tego uzasadnienia byli biznesmeni zainteresowani zwiększaniem obrotów pieniężnych za pomocą ekonomiczno-politycznych podbojów. Teorie Lenina były zaledwie kalką tego typu poglądów.

Środowiska wielkiego biznesu w regulowanej gospodarce rynkowej nie podchodzą pryncypialnie do zagadnienia prawa własności. Chociaż jest ono ważne dla nich samych, to nie zawsze oczekują jego respektowania we wszystkich przypadkach. Przykładem może tu być zaangażowanie tych środowisk w politykę i próby monopolizacji rynku (np. przez wykluczanie konkurentów czy uzyskiwanie państwowych dotacji). Podobny mechanizm występował w wypadku imperialistycznej polityki, kiedy niektórzy przedstawiciele wielkiego biznesu obrali sobie za cel wykorzystanie aparatu przymusu (własnego państwa) do przejęcia kontroli nad innym aparatem przymusu w celu zapewnienia zbytu. Aby wesprzeć ten cel, zainspirowano powstanie intelektualnego ruchu, który miał przedstawiać ekonomiczne uzasadnienie imperializmu. Społeczeństwo nie było bowiem gotowe, by bezinteresownie poprzeć działania imperialistów, które zmierzają tylko do tego, aby zwiększyć zyski wybranym firmom. Uzyskanie szerokiego poparcia jest bardziej prawdopodobne, gdy takie działania mają formalne uzasadnienia, ugruntowane w obawach o ogólną kondycję gospodarki[19].

Imperializm, o którym pisał Lenin, został wcześniej opisany przez samych imperialistów. Nie jest to dobrowolny schemat rozszerzania ekonomicznych wpływów, które odbywałoby się w ramach wolnego handlu międzynarodowego i poszanowania tytułów własności między suwerennymi jednostkami społeczeństw. W procesy ekonomiczne imperializmu zaangażowany jest aparat państwowy. Nawet jeśli biznesmeni w danym kraju zarobili pieniądze na swobodnych transakcjach i sprzedawaniu dóbr i usług obywatelom, to kiedy później przeznaczali te pieniądze na polityczne uzależnianie obcych państw i rządów lub ich przekupywanie, wtedy porzucali metody dyplomatyczne, pokojowe na rzecz tych ekspansywnych, opierających się na pośredniej lub bezpośredniej ekspropriacji. Działania imperialistów są w takim przypadku przeciwieństwem tego, co czynili na rynku krajowym. Imperializm jest zjawiskiem, które nieodłącznie wiąże się z użyciem przemocy bądź groźby jej stosowania, dlatego nie może być uznawany za nieodłączny element wolnego handlu lub jego końcowe, nieuniknione stadium. Nawet jeżeli (co często się zdarza) imperializm stosowany jest (między innymi) z pobudek czysto pieniężnych. Imperialistami stają się ci, którzy stosują narzędzia przymusu wobec innych społeczeństw. Z tego powodu imperialistami mogą być nie tylko kapitaliści, lecz także politycy, socjaliści, ekolodzy, przedstawiciele ruchów religijnych etc. Precyzyjnie ujął to Joseph Schumpeter:

Eksportowa monopolizacja nie jest owocem wewnętrznych praw kapitalistycznego rozwoju. Charakter kapitalizmu pozwala na masową produkcję, ale poza kilkoma wyjątkami nie prowadzi do nieograniczonej koncentracji, która pozostawi jedną firmę lub kilka w każdym sektorze (…) trusty i kartele mogą osiągać newralgiczne cele – to znaczy uprawiać monopolistyczne praktyki – tylko poprzez taryfy ochronne, bez których straciłyby swoją pozycję dominującą. Taryfy ochronne nie wyrastają jednak automatycznie z konkurencyjnego systemu. Są one owocem politycznego działania (…) Stąd wynika podstawowy błąd opisywania imperializmu jako nieuniknionej fazy kapitalizmu, albo nawet mówienia o przemianie kapitalizmu w imperializm. (Schumpeter 1955, s. 89)[20]

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Filozofia polityki Historia myśli ekonomicznej Teksty Współczesne szkoły ekonomiczne


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Ebeling_Marsizm-zdemaskowany_male.jpg

Historia myśli ekonomicznej

Rothbard: Karol Marks - komunista jako religijny eschatolog

Zrozumienie wzniesionego przez Karola Marksa przerośniętego gmachu myśli staje się możliwe, gdy przyjmiemy za podstawę jedną prawdę: Marks był komunistą. Wydawałoby się to stwierdzeniem banalnym, by nie rzec trywialnym, zajmującym miejsce obok miriadów usianych żargonem marksistowskich pojęć filozoficznych, ekonomicznych czy kulturowych. A jednak oddanie dla idei komunizmu miało dla Marksa znaczenie fundamentalne, było kwestią kluczową, przerastającą dalece wagę pojęć takich jak walka klas, dialektyka czy teoria wartości dodatkowej.

Mises_Marksizm-zdemaskowany.jpg

Historia myśli ekonomicznej

Böhm-Bawerk: Karol Marks i koniec jego systemu

Jako autor Karol Marks był człowiekiem do pozazdroszczenia szczęśliwym. Nikt nie zamierza twierdzić, że jego dzieło należy do lektur przystępnych i łatwych do zrozumienia. W wypadku innych książek nawet dużo mniejszy balast zawiłej dialektyki i nużących, operujących matematycznym rusztowaniem dedukcji byłby dla szerszej publiki przeszkodą nie do pokonania. Mimo to Marks stał się apostołem w szerokich kręgach — i to właśnie tych, o których nie można powiedzieć, że pasjonują się trudnymi lekturami.

Balfour_Dlaczego-marksizm-porzucił-ekonomię-na-rzecz-kultury.jpg

Filozofia polityki

Balfour: Dlaczego marksizm porzucił ekonomię na rzecz kultury?

W swoim niedawnym artykule dla magazynu Reason redaktor Brian Doherty zapewnia, że „marksizm kulturowy” nie jest niczym innym, jak „paranoicznym urojeniem” „teoriospiskowej prawicy”, zmyślonym w celu odwrócenia uwagi od ich nienawiści do „multikulturalizmu, praw homoseksualistów i radykalnego feminizmu”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.