Powrót
Filozofia polityki

Mises: Nacjonalizm, socjalizm i rewolucja z użyciem siły

0
Ludwig von Mises
Przeczytanie zajmie 17 min
Mises_Nacjonalizm, socjalizm i rewolucja z użyciem siły
Pobierz w wersji
PDF EPUB MOBI

Autor: Ludwig von Mises

Fragment książki Marksizm. Krytyka, którą można zakupić w wersji drukowanej w sklepie Instytutu Misesa lub pobrać bezpłatnie w wersji elektronicznej.

Doktryna Marksa nie zaprzecza możliwości istnienia absolutnej prawdy, utrzymuje jednak, że absolutną prawdę można poznać tylko w społeczeństwie bezklasowym. Czyli w społeczeństwie klasy proletariatu.

Niektórzy ludzie byli skłonni nazywać Lenina filozofem po opublikowaniu jego najważniejszej, a przynajmniej najbardziej obszernej książki[1]. Przedstawiona przez Lenina krytyka idei jego adwersarzy sprowadza się głównie do określania ich mianem „burżuazyjnych”. Filozofia Lenina to w rzeczywistości tylko powtórzenie filozoficznych idei Marksa. W wielu miejscach nie dorównuje nawet poziomowi innych rosyjskich autorów piszących o marksizmie.

Teoria i filozofia Marksa nie rozwijały się w krajach, gdzie istniały partie komunistyczne. Ludzie, których nazywamy marksistami, uważają siebie ledwie za interpretatorów Marksa. Nigdy nie próbowali niczego u niego zmienić. Jednak u Marksa można napotkać różne sprzeczności. Dlatego też można przytaczać z jego pism ustępy na poparcie każdego punktu widzenia. Znaczący był wpływ Marksa na wszystkich autorów i teoretyków piszących po jego śmierci, choć zazwyczaj nie przyjmuje się, by byli oni pod wpływem Marksa.

Choć marksiści uważają siebie wyłącznie za interpretatorów Marksa, to jeden z marksistów faktycznie wniósł coś nowego i wywarł silny wpływ nie tylko na niewielką grupkę swoich uczniów, ale również na innych autorów. Georges Sorel [1847–1922] – nie należy go mylić z Albertem Sorelem [1842–1906], ważnym historykiem – rozwinął filozofię pod wieloma względami różniącą się od filozofii Marksa. Jego filozofia wywarła wpływ na działania polityczne i myśl filozoficzną. Sorel był nieśmiałym burżuazyjnym intelektualistą i inżynierem. Odszedł z pracy, by dyskutować o kwestiach społecznych ze swoimi przyjaciółmi w księgarni będącej własnością Charlesa Péguya [1873–1914], rewolucyjnego socjalisty. Po latach Péguy zmienił poglądy i pod koniec swego życia został gorliwym myślicielem katolickim. Toczył on również poważne spory z resztą swojej rodziny. Godne uwagi były jego relacje z Sorelem. Péguy był człowiekiem czynu, zginął podczas bitwy w 1914 roku, w pierwszych tygodniach wojny.

Pod względem psychologicznym Sorel był człowiekiem, który marzy o działaniu, ale nigdy nie działa. Nie walczył. Jako autor był jednak bardzo agresywny. Pochwalał okrucieństwo i ubolewał nad tym, że w naszym świecie okrucieństwo coraz bardziej zanika. W jednej ze swoich książek, Rozważaniach o przemocy[2], za oznakę rozpadu uznał to, że partie marksistowskie, określające siebie mianem rewolucyjnych, przepoczwarzyły się w partie parlamentarne. Gdzie ta rewolucja, skoro są w parlamencie? Nie przepadał również za związkami zawodowymi. Uważał, że związki zawodowe powinny porzucić rozpaczliwe starania o wzrost stawek płac i obrać zamiast tej konserwatywnej drogi rewolucyjne metody działania.

Sorel wyraźnie dostrzegał sprzeczność w systemie Marksa, który z jednej strony mówił o rewolucji, a z drugiej twierdził, że nadejście socjalizmu jest nieuchronne, lecz nie można go przyspieszyć, socjalizm bowiem nie może nadejść, zanim materialne siły wytwórcze nie osiągną wszystkiego, co jest możliwe w ramach starego społeczeństwa. Sorel zauważył, że idea nieuchronności socjalizmu jest sprzeczna z ideą rewolucji. O tę sprzeczność zadają sobie pytanie wszyscy socjaliści – na przykład Kautsky. Sorel w całości przyjął ideę rewolucji.

Sorel chciał, by związki zawodowe spróbowały nowej taktyki, action directe (akcji bezpośredniej) – atakuj, niszcz, sabotuj. Uważał te agresywne działania za wstęp do „strajku generalnego”, który związki zawodowe miałyby ogłosić pewnego wspaniałego dnia, miałyby zadeklarować: „od tej pory nie pracujemy wcale, chcemy zupełnie zniszczyć życie narodu”. Strajk generalny jest tylko synonimem żywej rewolucji. Ideę action directe nazywa się „syndykalizmem”.

odbijmy.jpg

Syndykalizm może oznaczać posiadanie przemysłu przez robotników. Socjaliści rozumieją przez ten termin posiadanie przez państwo działające w imieniu ludu. Sorel chciał osiągnąć to przez rewolucję. Nie kwestionował idei, że historia prowadzi do socjalizmu. Istnieje pewien instynkt, który popycha ludzi do socjalizmu, lecz Sorel uważał go za przesąd, wewnętrzny impuls, którego nie da się analizować. Pod tym względem jego filozofię można porównać do élan vital, czyli pędu życiowego (który stanowią mity, bajki, baśnie i legendy) u Henriego Bergsona [1859–1941]. Jednak w doktrynie Sorela „mit” oznacza coś innego – twierdzenie, do którego rozum nie może podchodzić krytycznie.

1) Socjalizm jest celem.

2) Strajk generalny jest wspaniałym środkiem do osiągnięcia tego celu.

Większość prac Sorela pochodzi z lat 1890–1910. Wywarły one ogromny wpływ na świat, nie tylko na rewolucyjnych socjalistów, ale również na rojalistów, zwolenników restauracji dynastii orańskiej, Action Française i ruchy narodowe w innych krajach. Jednak wszystkie te stronnictwa stopniowo stawały się trochę bardziej „cywilizowane”, niż powinny być według Sorela.

To idea francuskiego syndykalizmu wywarła wpływ na najważniejszy ruch dwudziestowieczny. Pod wpływem Sorela – pod wpływem idei czynu, idei, by nie rozmawiać, ale zabijać – znajdowali się Lenin, Mussolini i Hitler. Nie kwestionuje się wpływu Sorela na Mussoliniego i Lenina. Jeśli zaś chodzi o jego wpływ na nazizm, to wystarczy zajrzeć do książki Der Mythus des 20. Jahrhunderts (Mit XX wieku) Alfreda Rosenberga[3] [1893–1946]. Podstawową ideę rasizmu naziści zapożyczyli od Francuzów. Jedyni ludzie, którzy rzeczywiście wnieśli coś nowego do idei Marksa, to Sorel wraz z grupą syndykalistów – względnie niewielką grupą, w której skład wchodzili wyłącznie intelektualiści i ewentualnie bogaci próżniacy, podobni do „apartamentowych bolszewików” z Nowego Jorku. Syndykaliści powtarzali stale, że tylko robotnicy mają dość wigoru i świadomości klasowej, by przejrzeć i zniszczyć system burżuazyjny.

Francja zajęła miejsce Niemiec w roli ośrodka działalności marksistów. Najwięcej prac marksistowskich dostępnych jest w języku francuskim. Sorel wykonał swoją robotę we Francji. Poza Związkiem Sowieckim najwięcej marksistów jest we Francji, przy czym Francuzi więcej dyskutują na temat komunizmu niż Sowieci. Ważnym ośrodkiem nauczania marksizmu była paryska École Normale Supérieure. Wielki wpływ wywarł tamtejszy bibliotekarz Lucien Herr [1864–1926]. Był on ojcem francuskiego marksizmu. W miarę jak absolwenci École Normale Supérieure stawali się coraz ważniejsi, marksizm zaczynał się rozprzestrzeniać w całej Francji.

W zasadzie takie same warunki zaistniały w większości krajów europejskich. Kiedy zdawało się, że uniwersytety zaczynają powoli akceptować marksizm, powstawały specjalne szkoły, które miały edukować kolejne pokolenia w duchu ortodoksyjnego socjalizmu. Taki był cel London School of Economics (Londyńskiej Szkoły Ekonomicznej), która była fabiańską instytucją założoną przez Webbów. Nie udało jej się jednak uniknąć najazdu ludzi reprezentujących inne idee. Na przykład w London School of Economics nauczał przez kilka lat [Friedrich August von] Hayek [1899–1992]. To samo działo się we wszystkich krajach. W krajach europejskich istnieją uniwersytety państwowe. Ludzi zazwyczaj nie interesowało to, że car wybierał do uniwersytetów cesarskich w Rosji marksistów, a nie zwolenników wolnego handlu. Tych profesorów nazywano legalnymi albo lepiej, „lojalnymi” marksistami. Kiedy bolszewicy doszli do władzy w Rosji, nie musieli zwalniać profesorów.

Marks nie widział żadnych różnic pomiędzy różnymi częściami świata. Jedna z jego doktryn mówiła, że kapitalizm to jeden ze szczebli rozwoju prowadzących do socjalizmu. Pod tym względem niektóre kraje są bardziej zacofane od innych. Jednak kapitalizm burzy bariery handlowe i migracyjne, które swego czasu uniemożliwiały ujednolicenie świata. Dlatego też w końcu zanikną różnice w ewolucji różnych krajów, w ich dojrzałości do wprowadzenia socjalizmu.

W Manifeście komunistycznym z 1848 roku Marks oświadczył, że kapitalizm niweluje różnice pomiędzy krajami i jednoczy wszystkie kraje świata w jeden system gospodarczy. Kapitalizm zburzył nacjonalizm dzięki niskim cenom produktów. Jednak w 1848 roku przeciętny człowiek nie wiedział nic o Azji i Afryce. Marks był jeszcze mniej zaznajomiony z tym tematem od przeciętnego angielskiego przedsiębiorcy, który miał pewną wiedzę na temat stosunków gospodarczych z Chinami i Indiami. Marks zwrócił uwagę na ten problem tylko w swojej notatce, opublikowanej później przez Wierę Zasulicz, sprowadzając go do tego, że kraj może pominąć szczebel kapitalistyczny i przejść bezpośrednio do socjalizmu. Marks nie dostrzegał żadnych różnic pomiędzy krajami. Kapitalizm i feudalizm wszędzie prowadzą do stopniowego zubożenia. Wszędzie pojawią się dojrzałe gospodarki. A kiedy nadejdzie epoka dojrzałego kapitalizmu, cały świat osiągnie socjalizm.

Marks nie potrafił uczyć się z obserwacji bieżących wydarzeń politycznych ani z publikowanej literatury politycznej. Dla niego nie istniało właściwie nic poza książkami klasycznych ekonomistów, które znalazł w bibliotece British Museum (Muzeum Brytyjskiego), oraz posiedzeniami brytyjskich komisji parlamentarnych. Nie dostrzegał nawet tego, co działo się wokół niego. Nie widział, że wielu ludzi walczy nie o interesy proletariatu, lecz o zasadę narodowościową.

Filozofia polityki

Mises: Co naziści zapożyczyli od Marksa?

Marks zupełnie zlekceważył zasadę narodowościową. W świetle owej zasady każda grupa językowa powinna tworzyć niepodległe państwo, a wszyscy członkowie takiej grupy powinni być w tym państwie zjednoczeni. To właśnie ta zasada doprowadziła do wybuchu konfliktów w Europie i całkowitego zniszczenia systemu europejskiego. To ona stworzyła obecny chaos w Europie. Zasada narodowościowa nie bierze pod uwagę tego, że istnieją ogromne obszary, na których wymieszane są różne grupy językowe. W konsekwencji pomiędzy tymi grupami wybuchały walki, które doprowadziły do takiej, a nie innej sytuacji we współczesnej Europie. Wspominam o tym, gdyż ta zasada aż do niedawna pozostawała nieznana.

W świetle tej zasady narodu nie stanowią mieszkańcy Indii. Możliwe, że z powodu zasady narodowościowej Indie podzielą się na wiele niepodległych i walczących ze sobą państw. W indyjskim parlamencie używa się języka angielskiego. Mieszkańcy różnych stanów, by się ze sobą komunikować, zmuszeni są używać języka rządu, języka, którego praktycznie się pozbyli z kraju. Taka sytuacja nie będzie jednak trwać wiecznie.

Kiedy w 1848 roku Słowianie z całej Europy spotkali się na słowiańskim zjeździe w Pradze, musieli ze sobą rozmawiać po niemiecku. Nie przeszkodziło to jednak w dalszym rozwoju wypadków.

Karol Marks i Fryderyk Engels nie przepadali za ruchem nacjonalistycznym i nigdy nie zwracali nań uwagi. Nie pasował do ich planów i projektów. Niektórzy autorzy, szczególnie francuscy, uważają Marksa za prekursora narodowego socjalizmu – nazizmu – ze względu na nieprzychylne uwagi Marksa i Engelsa na temat różnych grup językowych z Austro-Węgier i Bałkanów. Są jednak w błędzie. Marks twierdził, że chce utworzenia jednego państwa światowego. Taka sama była idea Lenina.

Już w 1848 roku Marks zakładał, że socjalizm jest blisko. W świetle takiej teorii nie ma powodu, by tworzyć oddzielne państwa w oparciu o kryterium językowe. Takie państwa istniałyby tylko tymczasowo. Marks po prostu zakładał, że epoka narodowości skończy się i że świat znajduje się właśnie w przededniu nowej epoki, w której nie będzie już różnic pomiędzy poszczególnymi warstwami, klasami czy grupami językowymi. Marks kategorycznie odrzucał jakiekolwiek różnice pomiędzy ludźmi. Wszyscy ludzie mieliby być tego samego typu. Marks nigdy nie odpowiedział, jakim językiem posługiwaliby się ludzie w jego jedynym państwie światowym ani jakiej narodowości byłby dyktator.

Marks się wściekał, gdy ktoś twierdził, że istnieją różnice pomiędzy ludźmi należącymi do tego samego narodu, mieszkającymi w tym samym mieście, działającymi w tej samej branży przemysłu, tak jak wszyscy marksiści wściekają się, gdy ktoś im mówi, że istnieją różnice pomiędzy Anglikami i Eskimosami. Według Marksa różnica wynika jedynie z wykształcenia. Gdyby idiotę i Dantego wykształcono w ten sam sposób, nie byłoby między nimi żadnej różnicy. Ta idea wpłynęła na uczniów Marksa i wciąż stanowi jedną z podstawowych zasad amerykańskiego szkolnictwa. Dlaczego nie wszyscy są równie inteligentni? Wielu marksistów zakłada, że w przyszłej wspólnocie socjalistycznej przeciętna osoba zrówna się pod względem talentów, zdolności, inteligencji i osiągnięć artystycznych z największymi ludźmi przeszłości, jak Trocki, Arystoteles, Marks i Goethe, choć wciąż niektórzy ludzie będą bardziej uzdolnieni od reszty.

Marksowi nigdy nie przyszło na myśl, że w najlepszym razie system szkolnictwa może przekazać uczniowi tylko to, co wie już nauczyciel. Jeśli chodzi o Marksa, to nie wystarczyłoby, by zdobył wykształcenie w szkole, w której nauczaliby najwybitniejsi hegliści, wówczas bowiem wszystko, co by sam stworzył, stanowiłoby znowu heglizm. Samo przekazanie ludziom wiedzy pokoleń żyjących przed pojawieniem się samochodów nie wystarcza, by możliwe stało się produkowanie samochodów. Edukacja sama w sobie nigdy nie przynosi postępu. Tego, że niektórzy ludzie dzięki swojemu położeniu, dziedzictwu czy edukacji byli zdolni pójść krok dalej niż poprzednie pokolenia, nie można wytłumaczyć po prostu edukacją.

Tak samo niemożliwe jest wyjaśnienie wielkich rzeczy i wielkich czynów niektórych ludzi przez wskazanie wyłącznie na ich przynależność narodową. Problemem jest to, dlaczego ci ludzie różnili się od swoich braci i sióstr. Marks po prostu zakładał bez żadnego powodu, że żyjemy w epoce internacjonalizmu i że wszystkie cechy narodowe znikną. Zakładał, że nie będzie więcej różnic pomiędzy różnymi częściami świata i różnymi narodami, tak jak zakładał, że specjalizacja zaniknie, ponieważ maszyny mogą być obsługiwane przez niewykwalifikowanych robotników. Każdy konflikt pomiędzy narodami interpretował jako skutek machinacji burżuazji. Dlaczego Francuzi toczą wojny z Niemcami? Dlaczego walczyli w 1870 roku? Ponieważ pruskie klasy panujące i francuskie klasy panujące chciały walczyć. Jednak nie miało to nic wspólnego z interesami obu narodów.

Jeśli chodzi o spojrzenie na wojnę, Marks znajdował się oczywiście pod wpływem idei manchesterskich liberałów leseferystycznych. Ponieważ określenia „manchesterski liberalizm” używa się zawsze jako zniewagi, to zapomina się o podstawowym twierdzeniu słynnej deklaracji kongresu w Manchesterze, podczas którego określenie to powstało. Stwierdzono, że w świecie wolnego handlu narody nie mają już powodu, by ze sobą walczyć. Kiedy istnieje wolny handel i każdy naród może cieszyć się produktami innych narodów, znika najważniejsza przyczyna wojen. Książęta są zainteresowani poszerzaniem swojego terytorium, by zwiększyć swoją władzę i dochody, ale narody jako takie wcale tym zainteresowane nie są, gdyż w warunkach wolnego handlu nie ma to żadnego znaczenia. A kiedy nie ma barier imigracyjnych, to każdemu pojedynczemu obywatelowi obojętne jest to, czy jego kraj jest duży, czy mały. Zatem według manchesterskich liberałów wojny zanikną dzięki powszechnym rządom demokratycznym. Ludzie nie będą wtedy popierać wojen, nie mogliby bowiem nic zyskać, a musieliby płacić za nie i ryzykować życiem.

To właśnie ta idea przyświecała prezydentowi [Woodrowowi] Wilsonowi [1856–1924], gdy szedł na wojnę z Niemcami. Jednak prezydent Wilson nie dostrzegał, że wszelkie twierdzenia o bezcelowości wojny są prawdziwe tylko w świecie, w którym istnieje wolny handel pomiędzy narodami. Nie są prawdziwe w świecie interwencjonizmu.

Sir Norman Angell [1872–1967] wciąż argumentuje w ten sam sposób. Co zyskał przeciętny Niemiec w 1870 roku? Jest to bliskie prawdy, gdyż istniał wówczas względnie wolny handel. Dzisiaj jednak sytuacja jest inna. Polityka Włoch sprawiła, że Włosi nie byli w stanie w świecie interwencjonizmu zdobyć surowców, których potrzebowali. Nie jest prawdą w dzisiejszym interwencjonistycznym świecie, że zwykli ludzie nie korzystają w jakiś sposób na wojnie.

Liga Narodów to jeden z największych błędów w historii świata – a błędów w historii było bez liku. Przez 20 lat istnienia Ligi Narodów bariery handlowe rosły. Cła straciły na znaczeniu w roli barier handlowych, wprowadzano bowiem embarga.

Liberałowie twierdzili, że wojna nie jest już pod względem ekonomicznym korzystna, ponieważ ludzie na niej nie zyskują, a zatem naród demokratyczny nie będzie skłonny do toczenia wojen. Marks zakładał, że jest to prawda nawet w interwencjonistycznym świecie, który rozwijał się na jego oczach. Był to jeden z fundamentalnych błędów marksizmu. Marks nie był pacyfistą. Nie twierdził, że wojna jest zła. Uważał tylko – ponieważ tak twierdzili liberałowie – że wojny pomiędzy narodami nie mają już w ogóle żadnego sensu ani znaczenia. Był zdania, że wojna – czyli rewolucja, przez którą rozumiał wojnę domową – jest konieczna. Pacyfistą nie był również Fryderyk Engels. Zgłębiał bez wytchnienia nauki wojskowe, by przygotować się do stanowiska, na które sam siebie mianował: głównodowodzącego wszystkich narodów, głównodowodzącego zjednoczonych proletariuszy wszystkich krajów. Przypomnijmy, że polował na lisy w szkarłatnym płaszczu, gdyż, jak powiedział Marksowi, było to najlepsze ćwiczenie dla przyszłego generała.

Idea rewolucji – wojny domowej, a nie międzynarodowej – sprawiła, że Marksowska Międzynarodówka zaczęła rozprawiać o pokoju. W 1864 roku Marks zakładał w Londynie Pierwszą Międzynarodówkę. Zebrała się w niej grupka osób, która miała niewiele wspólnego z ludem i masami. Dla każdego kraju istniał sekretarz. Sekretarzem dla Włoch był Fryderyk Engels, a wiele innych krajów było reprezentowanych przez ludzi, którzy znali je tylko jako turyści. Funkcjonowanie Międzynarodówki zakłócały spory pomiędzy jej członkami. W końcu przeniesiono ją do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpadła się w 1876 roku.

Drugą Międzynarodówkę utworzono w Paryżu w 1889 roku. Ale Druga Międzynarodówka nie wiedziała, czym się zajmować. Powstały związki zawodowe, sprzeciwiające się wolnemu handlowi i swobodzie migracji. Jak w takich warunkach znaleźć tematy, które można by omówić na międzynarodowym kongresie? Zdecydowano się zatem na omówienie kwestii wojny i pokoju, ale tylko na poziomie krajowym. Wszyscy zgodzili się, że jako proletariusze nie będą brać udziału w wojnach burżuazji. Spośród Niemców byli Engels i Karl Kautsky. Była też grupa „złych” Francuzów, którzy spytali: „Co macie na myśli, gdy mówicie, że nie możemy bronić swojego kraju? Nie podobają nam się Hohenzollernowie”. Francuzi w tym czasie doszli do porozumienia z Rosjanami, co nie spodobało się Niemcom. Taki międzynarodowy kongres odbywał się co kilka lat i za każdym razem gazety donosiły, że obwieszczał koniec wojen. Ale ci „mili panowie” nie omawiali rzeczywistych przyczyn tarć, jak bariery migracyjne. Wybuch pierwszej wojny światowej przerwał kongresy Międzynarodówki.

Marks planował rewolucję. Jednak w rzeczywistości doprowadził do stworzenia biurokratycznej organizacji w krajach europejskich, która w zasadzie była nieszkodliwa, gdyż brakowało jej zdolności do realizowania swoich teorii. Później jednak na Wschodzie rozwinęła się komunistyczna organizacja, która na nieszczęście miała władzę, by skazywać ludzi na śmierć i straszyć cały świat. Wszystko to rozpoczęła w czytelni British Museum w Londynie osoba, która pod tym względem nie była człowiekiem czynu, ale była zdolna doprowadzić do czynów pełnych przemocy. To nieśmiali przedstawiciele burżuazji, Karol Marks i Georges Sorel, wyrządzili wszystkie te szkody. Większość współczesnych idei odwołujących się do przemocy stworzyli ludzie, którzy sami nie potrafiliby odeprzeć żadnego aktu agresji.

Wilson akceptował doktrynę manchesterskich liberałów, w myśl której demokracje niechętnie toczą wojny. Demokracje uczestniczą jedynie w wojnach obronnych, gdyż przeciętny obywatel nie może oczekiwać poprawy swojej sytuacji w wyniku wojny, nawet jeśli jego kraj wyjdzie ze starcia zwycięsko. Wilson nie dostrzegał jednak, że owa doktryna pozostaje prawdziwa jedynie w świecie wolnego handlu. Nie zauważał, że w epoce interwencjonizmu, w której żył, sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. Nie zdawał sobie sprawy, że ogromne zmiany w polityce gospodarczej sprawiły, że teoria manchesterskich liberałów straciła na praktycznym znaczeniu. W 1914 roku bariery handlowe były względnie nieszkodliwe. Jednak przez okres istnienia Ligi Narodów sytuacja pod tym względem znacznie się pogorszyła. Chociaż zwolennicy wolnego handlu spotykali się z Ligą w Genewie i mówili o zmniejszeniu barier handlowych, to poszczególne kraje je poszerzały. W 1933 roku odbyło się w Londynie spotkanie, które miało przynieść współpracę pomiędzy narodami. I dokładnie w tym samym czasie Stany Zjednoczone, najbogatszy z krajów, storpedowały ten projekt przez regulacje monetarne i finansowe. W konsekwencji cały aparat okazał się zupełnie bezużyteczny.

Ricardowska teoria przewagi komparatywnej mówi, że naród odnosi korzyść z polityki wolnego handlu nawet wtedy, gdy pozostałe kraje uparcie stosują bariery handlowe. Gdyby Stany Zjednoczone same przyjęły dzisiaj politykę wolnego handlu, nastąpiłyby pewne zmiany. Gdyby jednak wszystkie pozostałe kraje wciąż realizowały politykę protekcjonizmu i stosowały bariery importowe, to nie mogłyby kupować od Stanów Zjednoczonych większej ilości dóbr.

Izolacjonistów można znaleźć nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w innych krajach. Za import płaci się eksportem, a jedynym celem eksportu jest zapłacenie za import. Gdyby zatem tylko najbogatszy i najpotężniejszy kraj zaczął realizować politykę wolnego handlu, to przykładowo sytuacja Włochów nie zmieniłaby się, jeśliby pozostawili oni bariery handlowe. Nie zmieniłoby to również wcale położenia innych krajów. Polityka wolnego handlu jest korzystna dla każdego kraju, nawet jeśli pozostałe kraje takiej polityki nie prowadzą, jednak problemem jest zniesienie barier również tam.

Gdy w drugiej połowie lat trzydziestych XIX wieku „socjalizm” był jeszcze terminem nowym, oznaczał dokładnie to samo, co „komunizm” – czyli nacjonalizację środków produkcji. Początkowo „komunizm” był terminem bardziej popularnym, jednak później powoli popadał w zapomnienie i niemal wyłącznie używano terminu „socjalizm”.

Powstawały partie socjalistyczne i socjaldemokratyczne, a ich dogmatem był Manifest komunistyczny. W 1918 roku Lenin potrzebował nowego terminu, by odróżnić swoją grupę socjalistów od tych grup, które nazywał „socjalzdrajcami”. Nadał więc nowe znaczenie terminowi „komunizm”. Określał nim nie ostateczny cel socjalizmu, lecz taktyczne metody służące osiągnięciu owego celu. Przed Stalinem komunizm oznaczał więc po prostu metodę – metodę rewolucyjną – która byłaby lepsza od pokojowej, socjalistycznej metody wybranej przez „socjalzdrajców”. Pod koniec lat dwudziestych, podczas kongresu Trzeciej Międzynarodówki, Stalin bez większego powodzenia próbował nadać terminowi „komunizm” jeszcze inne znaczenie, aczkolwiek jego kraj wciąż nazywa się Związkiem Socjalistycznych Republik Sowieckich (ZSRS).

W jednym z listów[4] Karol Marks wyróżnił dwie fazy socjalizmu: niższą fazę wstępną i fazę wyższą. Jednak Marks nie określał tych faz różnymi nazwami. Stwierdził, iż w wyższej fazie będzie istnieć taka obfitość wszystkiego, że możliwe stanie się wprowadzenie w życie za sady: „każdemu według jego potrzeb”. Ponieważ zagraniczni krytycy odnotowali różnice pod względem standardu życia różnych członków Związku Sowieckiego, to Stalin wprowadził rozróżnienie. Pod koniec lat dwudziestych oświadczył, że niższa faza to „socjalizm”, a wyższa faza to „komunizm”. Istniejące różnice pomiędzy racjami przynależnymi poszczególnym członkom Związku Sowieckiego wynikały stąd, że Związek Sowiecki wciąż znajdował się w niższej fazie socjalistycznej. Równość uda się osiągnąć dopiero w późniejszej fazie komunistycznej.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Filozofia polityki Teksty


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Trzecia-droga_male.jpg

Filozofia polityki

Mises: Polityka trzeciej drogi prowadzi do socjalizmu

Interwencjonizm nie jest złotym środkiem pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem. Jest projektem trzeciego systemu gospodarczej organizacji społeczeństwa i jako taki musi być traktowany.

Filozofia polityki

Mises: Ekonomia i polityka [rozdział 2] - Socjalizm

Jedną z charakterystycznych cech naszych czasów jest to, że ludzie używają wielu nazw dla tej samej rzeczy. Jednym z synonimów dla socjalizmu i komunizmu jest ,,planowanie". Jeśli ludzie mówią o ,,planowaniu" myślą na pewno o centralnym planowaniu, co oznacza jeden plan zrobiony przez rząd - plan, który nie dopuszcza planowania przez kogokolwiek z wyjątkiem rządu.

Mises_male1.jpg

Historia myśli ekonomicznej

Mises: Marksizm zdemaskowany – wykład 9. Inwestycje zagraniczne i duch kapitalizmu

Rozwinęła się cywilizacja zachodnia. Obecnie istnieje ogromna różnica pomiędzy cywilizacją zachodnią w krajach rozwiniętych i warunkami panującymi w krajach zacofanych. Na początku i w połowie XIX wieku różnica była nawet większa. Osoba, która by przyjechała w 1700 roku do Anglii i Rumunii, nie dostrzegłaby żadnych znaczących różnic w metodach produkcji. Jednak w 1850 roku różnice były olbrzymie. Były tak wielkie, że wiele osób zaczęło uważać, że nigdy nie znikną, że będą istnieć zawsze.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.