Źródło: thedailyeconomy.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Zaskakujące pojmanie i wywiezienie byłego prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro oraz jego żony w weekend są zwieńczeniem miesięcy nacisków ze strony USA na południowo amerykański reżim. Prezydent Trump oraz inni urzędnicy administracji nazwali Maduro i jego bliskich współpracowników „narkoterrorystami”. Oskarżali go o kierowanie ogromną organizacją przestępczą i czerpanie zysków z łamania prawa Stanów Zjednoczonych poprzez sprzedaż dużych ilości nielegalnych narkotyków, które mogły potencjalnie zabijać Amerykanów.
Choć przyszłość reżimu wenezuelskiego jest niepewna, warto poświęcić kilka minut aby zrozumieć, dlaczego Wenezuela znalazła się w obecnej sytuacji i jakie wnioski Amerykanie mogą wyciągnąć z jej upadku oraz przekształcenia się w przestępczą tyranię.
To może szczególnie dobry moment na taką refleksję. Wybór Zohrana Mamdaniego na burmistrza Nowego Jorku i Katie Wilson na burmistrza Seattle pod koniec ubiegłego roku sprawił, że ludzie zaczęli się martwić wzrostem nastrojów socjalistycznych w całych Stanach Zjednoczonych. Zarówno Mamdani, jak i Wilson otwarcie prowadzili kampanię jako demokratyczni socjaliści, którzy wierzą, że: „Żaden problem nie jest zbyt duży, a żadna kwestia nie jest zbyt mała dla rządu” oraz „Zastąpimy oziębłość surowego indywidualizmu ciepłem kolektywizmu”.
Wiele osób z choć odrobiną zdrowego rozsądku słusznie krytykuje naiwność socjalistycznych idei polityki gospodarczej i kolektywistycznych poglądów. Jednak niewielu dostrzega prawdziwe okropności, jakie mogą wywołać roszczeniowi absolwenci uczelni wyższych głosujący za masową redystrybucją bogactwa ludzi.
Tragedia Wenezueli stanowi tutaj pouczającą przestrogę.
W historii upadku Wenezueli, jej pogrążenia się w biedzie, desperacji i przestępczości zorganizowanej (Tren de Aragua) główną rolę odgrywa socjalizm. David Friedberg, inwestor venture capital i członek All-In Podcast, przeprowadził niedawno wywiad z laureatką Pokojowej Nagrody Nobla Maríą Coriną Machado na temat sfałszowanych wyborów krajowych w Wenezueli w 2024 r., podkreślając tragedię socjalizmu i wynikającą z niego tyranię panującą w Wenezueli.
Dwadzieścia pięć lat temu PKB per capita tego kraju wynosił około 4800 dolarów. W 2014 roku było to prawie 16 000 dolarów. Jednak najnowsze szacunki na lata 2024 i 2025 wskazują na kwoty około 4000 dolarów – około 20 procent mniej niż w 2000 roku i aż 75 procent mniej niż w 2014 roku, co widać na Rys. 1. Poziom populacji będącej w stanie ubóstwa w tym kraju gwałtownie wzrósł z mniej niż jednej czwartej populacji do ponad połowy. A przecież Wenezuela ma największe znane zasoby ropy naftowej spośród wszystkich krajów świata — szacowane na 300 miliardów baryłek — o 10 procent więcej niż Arabia Saudyjska i siedem razy więcej niż Stany Zjednoczone.
Rys. 1. PKB na mieszkańca w Wenezueli, 1960–2024. Źródło: Bank Światowy.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat co najmniej siedem milionów Wenezuelczyków opuściło kraj, a większość z nich to osoby z wyższym wykształceniem. Reżim Maduro był organizacją przestępczą. Oprócz samego Maduro, kilku członków jego rodziny zostało aresztowanych za handel kokainą. Rząd okradł swoich obywateli z majątku, a także plądrował zasoby naturalne kraju. Reżim został również oskarżony o współpracę z handlarzami narkotyków i kartelami — stąd też administracja Trumpa skupiła się na wenezuelskich gangach i handlu narkotykami, określając działalność wenezuelskiego rządu mianem „narkoterroryzmu”.
Wybory prezydenckie w Wenezueli w 2024 r. pokazały niezwykłą odwagę i pomysłowość osób sprzeciwiających się reżimowi Maduro. Były one również najwyraźniejszym jak dotąd wyrazem tego, jak bardzo Maduro był przestępczy i skorumpowany. Główna kandydatka opozycji, María Corina Machado, po zdecydowanym zwycięstwie w prawyborach, została przez rząd pozbawiona prawa do kandydowania.
Jej mniej znany zastępca, Edmundo González, nadal wygrał zdecydowaną większością głosów. Wiemy, że wygrał, ponieważ Wenezuelczycy w niesamowity sposób udokumentowali wyniki wyborów i przekazali je reszcie świata. Unia Europejska, Parlament Europejski i Human Rights Watch odrzuciły zwycięstwo Maduro, podobnie jak inni obserwatorzy wyborów, którzy ogłosili Gonzáleza ich zwycięzcą.
Obecnie González przebywa na wygnaniu, a wielu z tych, którzy brali udział w jego kampanii, trafiło do więzienia lub spotkał ich jeszcze gorszy los. Maduro ogłosił zwycięstwo wbrew wszelkim okolicznościom i uwięził dysydentów oraz osoby, które ich wspierały lub nawet były z nimi związane. Obserwujemy zachowania przypominające działania mafii, polegające na znikaniu i umieszczanie na czarnej liście osób, które po prostu współpracowały z „opozycją”. Raport ONZ wykazał „dowody bezprawnych egzekucji, wymuszonych zaginięć, arbitralnych zatrzymań i tortur” realizowanych w Wenezueli pod rządami Maduro.
Sytuacja w Wenezueli jest dramatyczna i skomplikowana. Wiele napisano o bardzo wątpliwej legalności ataków wojskowych na wenezuelskich handlarzy narkotyków. Jeszcze więcej napisze się o aresztowaniu Maduro i jego żony w środku nocy. Chociaż administracja Trumpa powinna zrobić więcej, aby dostosować się do norm konstytucyjnych i zasad praworządności, nie jest to dokładnie powtórka wojny z narkotykami z lat 90.
Reżim Maduro aktywnie wspierał represyjne partie działające w krajach całej Ameryki Łacińskiej, a także wzmacniał kartele narkotykowe, które w wielu krajach stanowią w zasadzie siły paramilitarne. Ci, którzy chcą promować wolność, prawa własności i dobrobyt na całej półkuli zachodniej, nie powinni lekceważyć geopolitycznej siły Wenezueli.
Tragicznym jest, jak głęboko upadła Wenezuela. Z zamożnego, odnoszącego sukcesy, oraz kulturalnego społeczeństwa stała się krajem ubogim, ogarniętym przestępczością i rządzonym przez wojskowych zbirów. Jednak jej pierwsze kroki w kierunku nowoczesnego poddaństwa były znacznie bardziej niewinne — i powinny służyć jako przerażające ostrzeżenie dla młodych ludzi o skłonnościach kolektywistycznych, którzy uważają że wolno im wszystko.
Hugo Chávez, twórca wenezuelskiego socjalistycznej dyktatury utorował Nicolasowi Maduro drogę do rządów opartych na sile militarnej. Chávez był jednak wybierany w wyborach powszechnych i przedstawiał się jako outsider i człowiek ludu — ktoś, kto nie zgadza się na skorumpowany „neoliberalizm”, który, jak twierdził, pozbawił praw tak wielu ludzi.
Czyż to nie brzmi znajomo?
Wiele mówi się o tym, jak ciężko jest młodym ludziom w Stanach Zjednoczonych. Zakup domu jest trudniejszy, ponieważ nieruchomości są droższe, a koszty finansowania kredytów wysokie. Bezrobocie wśród osób w wieku 20–24 lat jest ponad dwukrotnie wyższe niż w pozostałej części populacji. Zadłużenie studentów nadal rośnie w alarmującym tempie — zarówno w ujęciu zbiorczym, jak i w przypadku poszczególnych młodych absolwentów uczelni wyższych.
Jednak niedawny wywiad z Maríą Coriną Machado ujawnia, jak młodzi ludzie i ich sympatycy nie rozumieją podstawowego sensu działania wolnego społeczeństwa. Machado zauważa, że młodzi socjaliści w Wenezueli, gdy ostrzegano ich aby byli ostrożni, „zawsze odpowiadali: »Wenezuela to nie Kuba. Nam to się nie przydarzy«. A na koniec spójrzcie na katastrofę i zniszczenie”.
Socjaliści skorzystali z tego niezadowolenia. W Nowym Jorku Mamdani wykorzystał frustrację związaną z mieszkalnictwem, zatrudnieniem, czynszami, cenami i nierównomiernym wzrostem zysków na giełdzie. Nierówności w dochodach i bogactwie frustrują wielu młodych ludzi. Frustruje ich malejąca mobilność dochodowa. Coraz bardziej czują, że los jest im nieprzychylny.
Chociaż obawy te są uzasadnione, nie uzasadniają one poparcia dla socjalizmu — i to nie tylko dlatego, że socjalizm nie rozwiąże tych problemów. Ci młodzi idealistyczni (lub roszczeniowi ignoranci) nie znają historii Wenezueli i kilkunastu innych krajów, które już przeszły tę drogę. W Wenezueli nie ma nie tylko problemu drogich mieszkań, mobilności dochodów czy nierówności dochodów i bogactwa.
Kraj ten bowiem boryka się z dużo poważniejszymi problemami: brakiem nadziei i brakiem możliwości. W Stanach Zjednoczonych, nawet pomimo wyżej wymienionych wyzwań, ludzie nadal mogą znaleźć pracę — nawet jeśli jest ona gorzej płatna, niż by sobie tego życzyli. Zazwyczaj mogą zdecydować się na dłuższy czas pracy, jeśli chcą zarabiać więcej. Mogą swobodnie się przemieszczać. Nie są bici ani więzieni za posty w mediach społecznościowych lub popieranie „niewłaściwych” kandydatów. Mogą poprawić jakość swojego życia. Mogą budować przyszłość. Nawet jeśli osiągnięcie sukcesu stało się trudniejsze niż w przeszłości, to daleko mu do niemożliwości.
I to jest prawdziwe niebezpieczeństwo i prawdziwa tragedia Wenezueli. Socjalizm to nie tylko niewydajność i ubóstwo — choć faktycznie do obu tych rzeczy doprowadza. Socjalizm prowadzi bowiem do tyranii, w której najgorsi dochodzą do władzy, społeczeństwo obywatelskie jest niszczone przez siły polityczne, a możliwość poprawy swojego życia nie tylko maleje, ale wręcz zanika.
Chociaż perspektywy na przyszłość Wenezuelczyków znacznie się poprawiły wraz z usunięciem Maduro, powinniśmy nadal z tylko rosnącą determinacją zwracać uwagę na niebezpieczeństwa związane z reżimami socjalistycznymi
Źródło ilustracji: pixabay
