Powrót
Inflacja

Mullen: Pieniądz fiducjarny Fedu jest prawdziwą przyczyną inflacji cenowej

0
Joseph Solis-Mullen
Przeczytanie zajmie 8 min
Mullen_Pieniadz_fiducjarny_Fedu_przyczyna_inflacji_cenowej
Pobierz w wersji
PDF

Źródło: mises.org

Tłumaczenie: Mateusz Czyżniewski

W latach przypadających na wybory, urzędujący prezydenci są rutynowo wręcz obarczani winą za wszystko, co negatywnie wpłynęło na społeczeństwo w ciągu ostatnich czterech lat. Niemal nic nie nadaje się do tego lepiej niż znaczący wzrost cen dóbr konsumpcyjnych. Według Bureau of Labor Statistics (BLS) ceny rosną obecnie w tempie 3 procent rok do roku, a w 2022 roku, za kadencji prezydenta Bidena, osiągnęły szczyt na poziomie 8 procent co roku.

Zgodnie z tak ujętą definicją, jest to znacznie wyższa „inflacja”,  niż ta, której amerykańscy konsumenci doświadczali przez poprzednie dekady. Jednak choć wiele rozwiazań wprowadzonych za prezydenta Bidena mogło być gospodarczo szkodliwych, żaden prezydent nie jest w stanie spowodować ogólnego wzrostu cen. Nie może tego zrobić ani Kongres, ani „chciwe korporacje”.

Nawiasem mówiąc, „inflacja” jako termin ekonomiczny pierwotnie oznaczała tworzenie nowego pieniądza i kredytu, a nie wzrost cen jako takich. Ci, którzy chcą wprowadzać opinię publiczną w błąd co do tego, co jest przyczyną, a co skutkiem, stopniowo przedefiniowali inflację jako po prostu wzrost cen. Wystarczy wziąć dowolny papierowy słownik Merriam-Webster wydany w XX wieku i sprawdzić samemu.

Tylko Rezerwa Federalna może spowodować ogólny wzrost cen — i tylko wtedy, gdy tworzy nowe dolary amerykańskie, które wcześniej nie istniały — czyli dokonuje inflacji.

Aby jeszcze bardziej odwrócić uwagę od prawdziwego winowajcy wzrostu cen, opinii publicznej nieustannie podaje się inne wyjaśnienia tego zjawiska. Każde z nich można wyeliminować przy pomocy rozumowania a priori.

Na przykład ,często obwinia się politykę energetyczną. Prezydent Biden ograniczył wydobycie na terenach federalnych i anulował pozwolenia na budowę wielu rurociągów, zmniejszając tym samym podaż ropy.

1672x941 v. 2.png

Zmniejszenie podaży ropy i benzyny powoduje wzrost ich cen. Jednak bez tworzenia nowego pieniądza musi ono z konieczności zmniejszyć popyt na wszystkie inne towary w danym czasie.

Rozważmy prosty model. W całej gospodarce istnieje łącznie 100 dolarów; 50 dolarów jest obecnie wydawane na dobro A, a 50 dolarów na dobro B. Jeżeli cena dobra A wzrosłaby o 20 procent, zakup tych samych jednostek A kosztowałby 60 dolarów. Pozostałoby więc tylko 40 dolarów na zakup dobra B.

Podmioty gospodarcze w tej wyobrażonej gospodarce mogłyby kupować mniej A, mniej B, albo mniej obu dóbr. Nie mogłyby jednak nadal kupować tych samych ilości obu dóbr, ponieważ w gospodarce nie ma wystarczającej liczby dolarów o danej sile nabywczej, aby było to możliwe[1].

Jeżeli ludzie przy wyższej cenie A nie zmniejszą popytu na to dobro, z konieczności zmniejszą popyt na B, a wówczas cena B spadnie. Jeżeli zmniejszą popyt na A, cena A spadnie. Jeżeli zmniejszą popyt zarówno na A, jak i na B, ceny obu dóbr spadną w jakimś stopniu.

Choć prawdą jest, że gospodarka USA jest znacznie bardziej złożona niż prezentuje ten przykład, zasada wyceny pozostaje ta sama. Bez tworzenia nowych dolarów wzrost ceny jednego lub kilku produktów musi zostać zrównoważony spadkiem popytu — a więc i ceny — innych produktów.

Załóżmy, że gospodarka USA wytwarza 30 bilionów dolarów PKB rocznie i wydaje 6 bilionów dolarów rocznie na ropę oraz benzynę, a 24 biliony dolarów na wszystko inne. Jeśli polityka rządu sprawi, że koszt ropy i benzyny wzrośnie do 7 bilionów dolarów rocznie, gospodarka nie może nadal wydawać 24 bilionów dolarów na wszystko inne, ponieważ zabraknie jej dolarów po wydaniu trzydziestobilionowego dolara.

W rzeczywistości, wzrost cen ropy i benzyny (zmiany na krzywej rozkładu podaży — przyp. red.) z konieczności zmniejszy wielkość popytu na ropę i benzynę, ponieważ część wydatków na te dobra ma charakter uznaniowy. Nie zmienia to jednak mechanizmu. Oznacza jedynie, że presja wzrostowa na cenę ropy i benzyny jest nieco osłabiona, podobnie jak presja spadkowa na ceny innych dóbr.

„Ale zaraz” — powiedzą niektórzy — „wyższe ceny ropy i gazu podnoszą także ceny niezliczonych innych produktów, ponieważ wszystkie one są dostarczane na rynek przy użyciu ropy lub benzyny”. Niniejszy argument napotyka ten sam problem. Gospodarka może wydać tylko te dolary, które aktualnie istnieją. Bez względu na to, ile różnych produktów stanie się droższych wskutek wprowadzenia regulacji rządowych, popyt jest ograniczony do istniejących i dysponowalnych dolarów.

Aby wzrost ceny jednego lub wielu produktów nie został zrównoważony zmniejszonym popytem na inne produkty, do gospodarki muszą wejść nowe dolary. Tylko w ten sposób możliwe jest wydawanie większej kwoty na A i jednoczesne dalsze wydawanie tej samej albo większej kwoty na resztę dóbr.

Nowe dolary mogą być trwale tworzone tylko przez Rezerwę Federalną. Powodem, dla którego ceny stale rosły przez ostatnie 111 lat, jest to, że Fed przez cały ten okres nieustannie zwiększał podaż dolarów.

Powodem zaś, dla którego ceny wzrosły w ostatnich czterech latach znacznie bardziej niż wcześniej jest to, że Rezerwa Federalna wykreowała w ciągu ostatnich czterech lat o wiele więcej dolarów, niż robiła to średnio w ciągu minionego stulecia.

Można to zweryfikować, patrząc albo na bilans Fedu, albo na bazę monetarną. Są to dwa nieco różne mierniki ilości nowego pieniądza stworzonego przez Fed. Oba pokazują ogromne wzrosty względem historycznych trendów począwszy od 2020 roku.

Prawdą jest, że banki komercyjne mogą zwiększać podaż pieniądza wskutek istnienia rezerwy cząstkowej. Ponieważ mogą jednocześnie pożyczać depozyty i utrzymywać je jako dostępne na żądanie dla deponentów, tworzą nowy pieniądz przy każdej nowej pożyczce. Jednak ta zdolność jest ograniczona i ostatecznie wymaga wykreowania nowego pieniądza bazowego od Fedu, aby nie osiągnąć poziomu równowagi.

Istnieje kilka innych argumentów przedstawianych jako wyjaśnienie przyczyn ogólnego wzrostu poziomu cen. Wszystkie te mają ten sam problem, co powyższy przykład.

Jednym z nich jest twierdzenie, że nadmierne wydatki rządowe same w sobie powodują wzrost cen. Jednak choć wydatki rządowe często tworzą warunki dla kreacji nowego pieniądza przez Fed, nie powodują one bezpośrednio ogólnego wzrostu cen. Każda kwota zabrana przez rząd podatnikom z konieczności zmniejsza ich siłę nabywczą i równoważy wydatki rządu.

Podobnie, gdy rząd pożycza istniejące dolary od pożyczkodawców, z konieczności zmniejsza siłę nabywczą posiadanego przez nich pieniądza.

Dopiero wtedy, gdy rząd pożycza pieniądze od Fedu — to znaczy wtedy, gdy Fed kupuje obligacje rządowe za nowo stworzone dolary — rząd może wydać więcej pieniędzy bez zmniejszania siły nabywczej innych podmiotów.

Podpisując ustawę CARES Act oraz sygnując inne wydatki covidowe, prezydent Trump autoryzował wydawanie pieniędz daleko przekraczające to, co rząd mógł pożyczyć od posiadających istniejące dolary. Fed stworzył więc biliony nowych dolarów, aby sfinansować tę różnicę.

Prezydent Biden również podpisał ustawy wprowadzające kolejne biliony nadmiernych wydatków rządowych, między innymi w ramach ironicznie nazwanego programu „Inflation Reduction Act” oraz innych. Ponownie, dodatkowe wydatki stały się możliwe dzięki temu, że Fed kupował obligacje rządowe za nowo wydrukowne dolary.

Wydatki Trumpa i Bidena stworzyły powody, dla których Fed zwiększał inflację waluty, ale to inflacja — a nie same wydatki — spowodowała późniejszy ogólny wzrost cen.

Wzrost cen obwiniano także o „szoki podażowe” wynikające z lockdownów covidowych. Zamykając ogromną część przedsiębiorstw w gospodarce, rząd drastycznie zmniejszył całkowitą podaż dóbr i usług. Zgodnie z tym argumentem, przy innych warunkach niezmienionych, niższa podaż oznacza wyższe ceny.

Tyle, że inne warunki nie pozostały niezmienione. Gdyby rząd jedynie uniemożliwił ludziom pracę, zmniejszyłaby się nie tylko podaż dóbr, lecz także popyt pieniężny. Jakkolwiek keynesiści chcieliby go ignorować, monsieur Say miał rację. Ludzie, którzy niczego nie produkują, nie mieliby środków, aby nadal konsumować za zarobione pieniądze.

Mogli to robić tylko dlatego, że rząd płacił im za niepracowanie. Nie płacono im przy tym istniejącymi dolarami, co zmniejszyłoby popyt w ogóle. Wysłano im nowo stworzone dolary, aby wyrównać utracone wynagrodzenia.

Prawdopodobnie żaden argument dotyczący przyczyn wyższych cen nie jest bardziej absurdalny niż „chciwość korporacji”. Politycy uciekają się do tego argumentu, aby odsunąć winę od siebie. Bez względu jednak na to, jak chciwe są albo stają się korporacje, nie mają one władzy by podnieść ogólny poziom cen.

Po pierwsze, każda korporacja zawsze dąży do maksymalnego zysku. Jeśli nazwiemy to chciwością, to korporacje są chciwe zawsze. Nie byłoby żadnego powodu, aby nagle stały się bardziej chciwe dokładnie wtedy, gdy ceny konsumpcyjne rosną. Przeciwnie, korporacje zazwyczaj konkurują tak, aby próbować obniżać ceny w celu zwiększania konkurencji rynkowej.

Ale nawet gdyby wszystkie korporacje nagle postanowiły jednocześnie — przypadkiem albo w wyniku zmowy — podnieść ceny w tym samym czasie, nie mogłoby to spowodować ogólnego wzrostu cen. Zmusiłoby to jedynie konsumentów do podejmowania innych decyzji dotyczących tego, co kupują, a czego nie kupują. Konsumenci w pierwszej kolejności płaciliby wyższe ceny za produkty najważniejsze dla nich, potem za kolejne pod względem istotności i tak dalej, aż zabrakłoby im pieniędzy.

Zrezygnowaliby z tych dóbr znajdujących się niżej na ich skalach wartości, na które nie mogliby już sobie pozwolić, wywierając presję spadkową na ceny tych produktów.

Istnieje wiele innych niemonetarnych argumentów dotyczących tego, co powszechnie nazywa się „inflacją”, ale wszystkie upadają z tych samych powodów, co argumenty przeanalizowane w nieniejszym tekście. Nie ma sposobu, aby podnieść cenę jednego produktu bez odpowiadającego temu spadku popytu na inne produkty, chyba że do gospodarki zostaną dodane nowe dolary.

To zawsze wina Fedu!.

Źródło ilustracji: Pixabay

Bibliografia i przypisy
Kategorie
Inflacja Polityka pieniężna Teksty Tłumaczenia


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Tłumaczenia

Hayek: Czy możemy jeszcze uniknąć inflacji?

Działania związków zawodowych w wysoko uprzemysłowionych krajach mogły doprowadzić do sytuacji, w której jedynym efektywnym środkiem do zapewnienia zarówno wzrostu, jak i względnie wysokiego i stabilnego poziomu zatrudnienia, jest inflacja. Ale nie znaczy to wcale, że inflacja jest w normalnych warunkach – a w szczególności w słabiej rozwiniętych krajach – konieczna do wzrostu, lub ma na niego pozytywny wpływ. Żadna z wielkich potęg przemysłowych współczesnego świata nie osiągnęła swojej pozycji w okresach deprecjacji pieniądza.

Tłumaczenia

Howden: Inflacyjne źródło deflacji

Banki centralne boją się, że ceny zaczną spadać i będziemy mieli do czynienia z deflacją. Żeby temu zapobiec, wystarczy zastąpić obecny system rezerwy cząstkowej systemem rezerwy stuprocentowej. Bez wcześniejszej inflacji fiducjarnych środków płatniczych nie będzie nagłej deflacji przy kontrakcji kredytu. Jak pisał Murray Rothbard: "Nie może być deflacji, jeśli wcześniej w jakimś okresie nie było inflacji".

Dziedzictwo

Heydel: Stronnicy inflacji

Słodki haszysz inflacji, nieograniczonej pomnażalności znaków pieniężnych wprowadza nas w senne odrętwienie. Sen to nie zawsze na wygodnym, częściej na przyciasnym łożu. Ale przeszkadza on jednak otrzeźwieniu i powstaniu na równe nogi decyzji. Nie ma w Polsce stronnictwa inflacjonistów, ale nie ma też zdecydowanych nie w słowach, ale w czynie wyraźnych przeciwników inflacji.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.