Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Wkrótce Unia Europejska ma głosować nad tzw. przepisami dotyczącymi „kontroli czatów”. Pod pretekstem ochrony dzieci przed internetowymi przestępcami może to naruszyć prywatność prowadzenia korespondencji internetowej milionów użytkowników. Jeśli przepisy zostaną przyjęte, Bruksela narzuci światu swoją wizję, coraz bardziej oddaloną od idei wolności.
W przededniu głosowania, zaplanowanego na październik, wśród Europejczyków narastają obawy związane z Chat Control. Jednak próby kontrolowania prywatnych rozmów obywateli nie są niczym nowym: debata trwa od 2021 r., a w Wielkiej Brytanii podobna regulacja została przyjęta w ramach ustawy o bezpieczeństwie w Internecie (Online Safety Act) z 2023 r.
Bezpieczeństwo dzieci jest samo w sobie prawdziwym problemem. Niepokojącymą jest realny wzrost liczby przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci w Internecie w Unii Europejskiej. Według Internet Watch Foundation w 2023 r. zarejestrowano 36 milionów zgłoszeń dotyczących treści o charakterze przestępczym, a około 62% potwierdzonych stron zawierających treści związane z wykorzystywaniem dzieci było utrzymywanych na serwerach w UE.
Większość tych danych dotyczy jednak stron publicznych i serwerów, a nie ma danych potwierdzających bezpośredni związek między wzrostem przestępczości a wzrostem przesyłania prywatnych wiadomości na platformach szyfrowanych, takich jak Chat Control. Chociaż platformy te mogą być nadużywane do udostępniania treści, nie są one źródłem problemu.
Kontrola czatu opierałaby się na skanowaniu wiadomości po stronie klienta: kontroli przeprowadzanej w telefonach użytkowników przed szyfrowaniem, która byłaby oparta na algorytmach sztucznej inteligencji. Każda wiadomość, obraz lub plik byłbyanalizowany na samym urządzeniu i porównywany z bazami danych dostarczonymi przez właściwe organy. Jeśli system zidentyfikuje coś podejrzanego, treść ma byćautomatycznie oznaczana i zgłaszana.
Mechanizm ten jest jednak podatny na błędy, a legalne treści wysyłane za pośrednictwem czatów, takie jak rodzinne zdjęcia dzieci, dyskusje dziennikarskie lub akademickie na drażliwe tematy, a nawet rozmowy w grupach wsparcia, mogą zostać oznaczone jako przestępcze, narażając zwykłych obywateli na niebezpieczeństwo. Tymczasem sieci przestępcze mogłyby szybko znaleźć sposoby na obejście tych systemów.
Wielka Brytania, dzięki Online Safety Act, była pionierem w tym podejściu. Ustawa zawiera klauzulę, która pozwala władzom zmusić firmy takie jak Signal, WhatsApp lub iMessage do wdrożenia skanowania po stronie klienta. Jednak firmy odmówiły. Signal zagroził opuszczeniem rynku brytyjskiego, WhatsApp oświadczył, że nie osłabi szyfrowania nawet pod presją prawną, a Apple, który ogłosił plany wprowadzenia własnego systemu skanowania po stronie klienta, wycofał się po silnej reakcji opinii publicznej.
Niedawno rząd brytyjski próbował zmusić firmę Apple do opracowania rozwiązania — obejścia problemu od tyłu — umożliwiającego dostęp do zaszyfrowanych treści na iPhone'ach i w usłudze iCloud. Wycofał się jednak pod silną presją międzynarodową. Stany Zjednoczone, przy bezpośredniej interwencji wiceprezydenta JD Vance'a, naciskały na Downing Street, aby wycofało swoje żądanie, które brytyjskie Home Office uznało zresztą za technicznie niewykonalne i politycznie nie do utrzymania.
Wyzwania gospodarcze i dyplomatyczne związane z brytyjskim prawem można postrzegać jako próbę realizacji wizji Wielkiego Brata, jaką jest skanowanie działani aplikacji po stronie klienta. Jeśli jednak Unia Europejska zdecyduje się na wprowadzenie kontroli czatów, sytuacja stanie się bardziej złożona. W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, którą firmy mogły realistycznie opuścić (lub zagrozić opuszczeniem, co skłoniło rząd do wycofania się), UE jest zbyt duża, aby ją zignorować. Firmy mogą zamiast tego poczuć się zmuszone do dostosowania się.
Konsekwencje byłyby nie tylko społeczne, z zagrożeniem dla wolności słowa, ale także polityczne i gospodarcze. Wdrożenie systemów skanowania po stronie klienta wymaga ogromnych nakładów finansowych na opracowanie odpowiedniego oprogramowania, serwery i zespoły ds. kontroli zgodności. Duże międzynarodowe korporacje są w stanie pokryć takie koszty, choć kosztem zaufania użytkowników. Start-upy i firmy wschodzące miałyby jednak trudności z pokryciem tych kosztów.
Firma z branży fintech, która opiera się na zasadach prywatności, innowacyjna aplikacja do przesyłania wiadomości lub cyfrowa platforma zdrowotna nie miałyby żadnych szans na konkurowanie na rynku, który wymaga inwigilacji. Skutkiem tego byłoby osłabienie konkurencyjności europejskiego ekosystemu technologicznego oraz ucieczka talentów i start-upów do Stanów Zjednoczonych lub krajów, które cenią prywatność jako filar innowacji. Tendencja ta nasila się już obecnie z powodu nadmiernych regulacji w Unii Europejskiej.
Interwencjonizm
W końcu europejscy konsumenci mieliby mniej możliwości wyboru, doszłoby do większej koncentracji władzy w rękach gigantów technologicznych i, jak na ironię, mniejsze bezpieczeństwo cyfrowe.
Walka z przestępczością internetową musi być prowadzona poprzez innowacje, a nie przeciwko nim. Oznacza to ukierunkowane prowadzenai dochodzeń, silniejszą współpracę międzynarodową w celu likwidacji stron internetowych i serwerów, które hostują szkodliwe treści, oraz opracowanie dobrowolnych narzędzi bezpieczeństwa cyfrowego.
Wolność jest krucha. Gdy raz otworzy się drzwi dla tego rodzaju kontroli, prawie niemożliwe jest ich ponowne zamknięcie. Kontrola czatów stawia sobie szczytny cel jakim jest ochrona dzieci, ale poza wszystkimi praktycznymi wyzwaniami niesie ze sobą jeszcze większe ryzyko: równię pochyłą. Dzisiaj chodzi o wykorzystywanie dzieci, jutro może to być „mowę nienawiści” lub inne wyrażenia, które władze uznają za przestępstwo. Ostatecznie zawsze będzie to stanowić zagrożenie dla wolności jednostki, wzmacniając uprawnienia państwa do kontrolowania poglądów.
Europa najwyraźniej zamierza stać się laboratorium do celów testowania globalnej inwigilacji.
Źródło ilustracji: DC Studio, freepik.com

