Wspieraj Instytut Misesa w 2025 roku!
19 2130 0004 2001 0253 7975 0001
Powrót
Polityka współczesna

Pisarski: Antyimigracyjna panika moralna na polsko-niemieckiej granicy 

0
Mikołaj Pisarski
Przeczytanie zajmie 16 min
Pisarski_Antyimigracyjna-panika-moralna-na-polsko-niemieckiej-granicy
Pobierz w wersji
PDF
  • Polska debata o imigracji przybrała formę klasycznej paniki moralnej, zgodnie z definicją socjologiczną: realne zjawisko (przekazania i zawrócenia migrantów z Niemiec) zostało wyolbrzymione i upolitycznione, a emocje społeczne oderwały się całkowicie od realnej skali problemu. 
  • Liderzy protestów tacy jak Robert Bąkiewicz pełnią rolę tzw. „przedsiębiorców moralności”, posługując się retoryką strachu i selektywnie prezentując dane podważą on zaufanie do instytucji państwa. 
  • Media i politycy (zarówno rząd, jak i opozycja) eskalują nastroje społeczne, proponując coraz bardziej radykalne i kosztowne dla gospodarki środki – od przywrócenia kontroli granicznych po pomysły ograniczenia strefy Schengen i zakazu wjazdu obywateli państw trzecich. 
  • Statystyki nie potwierdzają tezy o masowej skali zagrożenia, a liczba przestępstw popełnianych przez cudzoziemców w Polsce spada. Jednostkowe akty przemocy są dramatyczne, ale nie uprawniają do zbiorowej odpowiedzialności ani panicznych reakcji. 
  • Historia uczy, że paniki moralne prowadzą zawsze do kosztownych, często nieodwracalnych ograniczeń wolności, zwiększenia władzy państwa i represyjnych regulacji – od „wojny z narkotykami” po inwigilację obywateli po 11 września. Obecna sytuacja w Polsce może obrać podobną trajektorię. 

 

Od 27 czerwca przy polsko-niemieckiej granicy swoje „patrole” prowadzi Ruch Obrony Granic (ROG), którego liderem jest związany z Prawem i Sprawiedliwością Robert Bąkiewicz. Ogólnopolska inicjatywa ma być odpowiedzią na przypadki „przepychania migrantów przez granicę [do Polski]” oraz na „brak reakcji państwa polskiego”. W wyniku działań tej grupy, na przełomie czerwca i lipca temat rzekomych „nielegalnych” przerzutów migrantów do Polski zyskał ogólnokrajowy zasięg. 

Od tamtej pory media zaczęły mówić o „kryzysie”, a rząd zdecydował się na czasowe przywrócenie kontroli granicznych z Niemcami i Litwą (weszły one w życie 7 lipca), zaś największa partia opozycyjna – Prawo i Sprawiedliwość – złożyła projekt ustawy „o czasowym zakazie wjazdu obywateli państw trzecich na terytorium RP”. Obecnie partia proponuje również przeprowadzenie kolejnego referendum w tej sprawie – poprzednie miało miejsce zaledwie dwa lata temu i, pomimo połączenia go z wyborami powszechnymi, nie osiągnęło minimalnej wymaganej frekwencji. 

Na sytuację na granicy polsko-niemieckiej nałożyły się dwa tragiczne wydarzenia. Śmierć 24-letniej mieszkanki Torunia, brutalnie zaatakowanej 12 czerwca przez przebywającego w Polsce nielegalnie Wenezuelczyka, który do kraju wjechał w ramach ruchu bezwizowego oraz zabójstwo 41-letniego mieszkańca Nowych, który został ugodzony nożem podczas bójki pomiędzy grupą Polaków oraz Kolumbijczyków. 

W reakcji na nie, w niektórych miastach, np. w Łodzi czy Sopocie odbyły się spontaniczne manifestacje antyimigranckie, gromadzące setki osób. Na 19 lipca, tym razem już w kilkudziesięciu miastach, swoje pikiety pod hasłem „STOP IMIGRACJI!” zwołała Konfederacja. 

W tym tekście chciałbym zaproponować analizę powyższych zjawisk jako elementów paniki moralnej – zjawiska społecznego, które stanowi poważne zagrożenie dla wolności i bezpieczeństwa nas wszystkich. 

Czym jest „panika moralna”? 

Panika moralna to zjawisko opisane po raz pierwszy w 1972 roku przez Stanleya Cohena. Ten brytyjski socjolog po raz pierwszy użył tego terminu w swojej książce Folks Devils and Moral Panics: The Creation of the Mods and Rockers badającej gwałtowne społeczne reakcje na powstałe ówcześnie tytułowe subkultury. 

W opublikowanym na tym portalu kilka lat temu artykule „anatomia paniki moralnej” tak definiuje ją wybitny brytyjski historyk, Stephen Davies: 

W trakcie tych epizodów panuje powszechny strach i obawa z powodu pewnego domniemanego zagrożenia dla ładu i społeczeństwa. Ten strach i niepewność są przesadzone i nieuzasadnione (stąd „panika”). Dzieje się tak, ponieważ problem albo jest urojony, albo jego rozmiar i powaga są zdecydowanie wyolbrzymione, nawet jeśli dane zjawisko faktycznie istnieje. To zagrożenie często kojarzy się z pewną konkretną odmienną grupą lub tożsamością. To właśnie te tytułowe „czarne ludy” (folk devils). 

Najprościej więc, panikę moralną scharakteryzować jako sytuację, w której społeczeństwo zaczyna reagować z przesadnym lękiem na jakieś zjawisko, osobę lub grupę, uznając je za zagrożenie dla porządku, wartości i bezpieczeństwa. 

Anatomia paniki moralnej 

W artykule Daviesa szczególnie użyteczna jest jego analiza przebiegu typowego epizodu „paniki moralnej”. Pozwala nam ona na analityczne wyodrębnienie kilku cech oraz protagonistów wydarzeń społecznych pozwalających, w dalszej części tekstu, ocenić czy faktycznie w kontekście dyskusji o imigracji mamy w Polsce do czynienia z paniką moralną. 

Punktem początkowym jest jakieś wydarzenie – lub wyobrażenie na jego temat. Co istotne często jest ono rzeczywiste (tak jak rzeczywiste są zawrócenia, readmisje czy wydalenia migrantów z Niemiec do Polski), a nawet powszechnie dyskutowane – jednakże jeszcze bez ładunku emocjonalnego towarzyszącego panice. 

Co istotne przejście od neutralnego w odbiorze wydarzenia do moralnej paniki nie jest dziełem przypadku czy „samozapłonu” społecznej emocji. Odbywa się ono przy udziale konkretnych osób – „przedsiębiorców moralności”, którzy samych siebie obsadzają w roli wyłącznych strażników prawdy i moralności publicznej. Jak opisuje to Davies: 

Konkretni ludzie (tak zwani przedsiębiorcy moralności) twierdzą, że to głośne zdarzenie jest zaledwie jednym z wielu objawów czegoś znacznie większego i że mamy do czynienia z „epidemią” lub „plagą” tego rodzaju zdarzeń (na tym etapie często wykorzystuje się język i metafory medyczne), co urasta do sytuacji kryzysowej. Prowadzi to do niepokojów i trwogi, a następnie do fali pogłosek, plotek i oskarżeń. 

Następnym etapem jest „medialna eskalacja” tematu. Wydarzenie - nawet jeśli do tej pory obecne w przestrzeni medialnej – teraz staje się centralnym tematem. Rozpoczyna się specyficzne sprzężenie zwrotne: im więcej i bardziej emocjonalnie piszą media tym powszechniejsze przekonanie, że problem jest realny i – co gorsza – ignorowany. 

W tym momencie – cytując Daviesa – rozpoczyna się właściwa panika. 

Od tego momentu, już nie tylko „przedsiębiorcy moralności” ale samo społeczeństwo domaga się i żąda stanowczych i natychmiastowych działań: 

 Instytucje i urzędy czują presję, by odpowiedzieć, często na zasadzie: „coś musi być zrobione. To jest coś, co można zrobić, więc powinniśmy to zrobić”. Dodatkowo ludzie w tych urzędach powszechnie wspierają lub uzasadniają panikę ze względu na własny interes, nieraz dlatego, że prowadzi to do zyskania większej władzy i wyższego statusu lub majątku. 

W ten sposób od neutralnego lub wręcz zmyślonego zdarzenia, przefiltrowanego przez ideologów dochodzimy do sytuacji, w której do procesu eskalowania nastrojów społecznych skaperowani zostają politycy i urzędnicy, którzy – w zgodzie z teorią wyboru publicznego wskazującą na szukanie własnych, a nie społecznych korzyści – rozpoczynają wprowadzanie zmian legislacyjnych i nowych regulacji. 

A ich koszty zazwyczaj ponoszą nie sprawcy – faktyczni lub domniemani – moralnej paniki, a całe społeczeństwo pozostające na lata z kosztownymi regulacjami, rozbudowanym aparatem represji i inwigilacji czy zdewastowanym systemem prawnym. 

Panika moralna na polsko-niemieckiej granicy 

Wyposażeni w powyższy aparat teoretyczny, przeanalizujmy więc obecny stan debaty imigracyjnej w Polsce, ze szczególnym skupieniem na granicy Polsko-Niemieckiej. 

Sytuacja dostawania się migrantów, którzy na terenie UE znaleźli się nielegalnie, z Niemiec do Polski niewątpliwie ma miejsce, jednakże nie jest ani zjawiskiem nowym, ani nie powinna być zaskoczeniem. Jej eskalacja nastąpiła już w październiku 2023 roku, kiedy to Niemcy jednostronnie przywróciły kontrole graniczne z Polską. 

Od tego czasu, do obowiązujących wcześniej procedur readmisji (wydalenie migranta przebywającego w Niemczech nielegalnie, który dostał się tam z terenu RP) oraz Dublin III (przekazanie migranta do Polski jako kraju odpowiedzialnego za przyjęcie i rozpatrzenie jego wniosku azylowego) dołączył głośny medialnie tryb „zawrócenia” lub „odmowy wjazdu” z terytorium RP do Polski – sytuacji w której prawa wjazdu odmawia się na podstawie kontroli granicznej (także prowadzonej już w pasie przygranicznym po stronie Niemieckiej) i zawraca ją do Polski. 

Statystyki dla tych trybów przedstawiają się następująco: 

 

2022 

2023 

2024 

2025 

Readmisje i Dublin III 

630 osób 

958 osób 

688 osób 

314 osób (do czerwca) 

„Zawrócenia” 

54 (otwarta granica PL-DE) 

1705 (od października) 

9369 osób 

3578 (do czerwca) 

Łącznie: 

684 osoby 

2663 osoby 

10 057 osób 

3892 osoby 

Tabela 1. Ilość przekazywanych z Niemiec do Polski imigrantów, z podziałem na tryb przekazania. Opracowanie własne na podstawie portalu Otwarte Dane, oświadczenia Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz danych Bundespolizei (za Konkret24) 

Robert Bąkiewicz jako „przedsiębiorca moralności” 

To właśnie w tym kontekście co najmniej od marca 2025 roku Robert Bąkiewicz zapowiadał organizację Ruchu Obrony Granic. I to tego byłego działacza Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, obecnie związanego z Prawem i Sprawiedliwością należy wskazać jako kluczowego dla obecnych wydarzeń „przedsiębiorcę moralności”. 

Już w marcu tak charakteryzował on sytuację na granicy w wywiadzie dla Radia Maryja: 

Polska podlega presji migracyjnej nie tylko na wschodniej granicy, gdzie jest prowadzona wojna hybrydowa poprzez Białoruś i Rosję z Polską, ale też na zachodniej granicy, gdzie mamy do czynienia dokładnie z tym samym (…). Sytuacja wygląda tak, że do Polski są przewożeni migranci. 

(…) 

Ten problem artykułuje się potem m.in. w spadku bezpieczeństwa, w kradzieżach, w atakach bandyckich, nawet w zamachach bardzo spektakularnych, gdzie ginie wiele osób, w gwałtach. Niemcy boją się żyć we własnej ojczyźnie. Dzisiaj państwo niemieckie próbuje ten sam problem zaszczepić na terytorium Polski. 

W tym samym wywiadzie, zdefiniował cele ROG: 

Chcemy zmobilizować polskie społeczeństwo do tego, żebyśmy blokowali granice, przeprowadzali monitoring, wywierali presję i dobrze się zorganizowali, bo dzisiaj nikt nam z państwa polskiego nie pomoże, a może tylko zaszkodzić (…). Na całej granicy zachodniej z Niemcami chcemy doprowadzić do jednego dnia manifestacji, która zablokuje wszystkie przejścia graniczne, żeby sparaliżować kompletnie ten ruch. 

Niezależnie od motywacji i intencji pana Bąkiewicza, których analiza nie jest przedmiotem tego artykułu, nie sposób nie zauważyć charakterystycznej dla „przedsiębiorców moralności” inflacji problemu. 

Wynikający z przywrócenia kontroli granicznych przez Niemców wzrost liczby migrantów zawracanych do Polski jest w jego ocenie elementem „wojny hybrydowej”, a cała sytuacja ma – co jak zauważa Stephen Davies częste w panikach moralnych – wymiar spiskowy: Niemcy *celowo* chcą „zaszczepić” w Polsce problemy społeczne wynikające rzekomo z masowej imigracji, a państwo Polskie w rozwiązaniu problemu „może tylko zaszkodzić”. 

darowizna.jpg

Eskalacja medialna 

Gdy Stanley Cohen pisał swoją analizę paniki moralnej wokół brytyjskich subkultur, za jej „nakręcanie” odpowiadały głównie media tradycyjne: telewizja, radio i prasa. Dziś tę rolę przejął Internet, w którym emocje znajdują znacznie podatniejszy grunt – zwłaszcza w mediach społecznościowych. 

Ten charakterystyczny dla paniki moralnej schemat „nagłej eskalacji medialnej” potwierdzają raporty fundacji Res Futura (wydawcy portalu Polityka w sieci), analizujące zasięgi i nastroje wokół tematu bezpieczeństwa i migracji w przestrzeni cyfrowej. 

Zgodnie z ich danymi, jeszcze w końcówce maja temat migracji i bezpieczeństwa nie przebijał się do opinii publicznej niemal zupełnie - nawet w „bańce” informacyjnej zwolenników Prawa i Sprawiedliwości opowiadał za nie więcej niż 13% zaangażowania, a w „bańce” Konfederacji był niewidoczny. 

Tymczasem już 9 czerwca temat ten wygenerował 7 milionów zasięgu, który stale rósł, osiągając swój szczyt na przełomie czerwca i lipca – aż 105 milionów dziennego zasięgu. 

Obok aktywności zwykłych użytkowników temat został podchwycony także przez duże media. Własne cykle artykułów opublikowały m.in. TVN24, WP i Onet.pl, a sam tylko Kanał Zero – w ciągu ostatniego tygodnia – wyprodukował lub wyemitował aż 14 materiałów poświęconych kwestii migracji (w tym dwa przygotowane przez partie polityczne: PiS i Konfederację), które dotarły łącznie do blisko 4,5 miliona odbiorców (stan na 10 lipca 2025 roku). 

Zagrożenie realne czy wyolbrzymione? 

Czy jednak sytuacja na polsko-niemieckiej granicy – a szerzej: sytuacja związana z bezpieczeństwem Polaków we własnym kraju – rzeczywiście uzasadnia aż tak duże zainteresowanie tematem? 

Dane są w tej kwestii jednoznaczne. Jeśli przyjąć za prawdziwe przytoczone wyżej liczby migrantów przekazanych z Niemiec do Polski – nieco ponad 10 tys. osób w całym 2024 roku i niespełna 4 tys. do czerwca 2025 roku – to, zarówno w odniesieniu do liczby cudzoziemców już przebywających w Polsce (ok. 2,5 miliona), jak i do liczby osób spoza UE, które wjechały do Polski w 2024 roku (12,7 miliona), są to wartości niemal niezauważalne. 

  Obraz zawierający tekst, Równolegle

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna., Obraz

Tabela 2: Liczba cudzoziemców spoza UE odprawionych na granicy do Polski w 2024 roku. Źródło: Informacja statystyczna SG styczeń-grudzień 2024 r.  

 

Powtórzmy: liczba migrantów przekazanych i zawróconych do Polski przez Niemcy w 2024 roku, w ramach wszystkich trzech procedur, stanowiła zaledwie 0,4% wszystkich cudzoziemców przebywających w Polsce oraz tylko 0,08% (!) spośród obywateli państw trzecich odprawionych do Polski w tym samym roku. 

Nie oznacza to absolutnie, że indywidualni migranci – zarówno legalni jak i nielegalni – nie mogą być niebezpieczni. Tragiczne przypadki z Torunia czy Nowych dowodzą tego aż za dobrze: w tym pierwszym Wenezuelski sprawca do Polski wjechał całkowicie legalnie w ramach ruchu bezwizowego, w tym drugim, obecne informacje wskazują na legalne zatrudnienie w ramach pośrednictwa pracy. 

Jednakże abstrahując od tych dramatycznych incydentów i przechodząc na poziom systemowy, statystyki dają powody do umiarkowanego optymizmu. W 2024 roku przestępczość wśród cudzoziemców po raz pierwszy od kilku lat spadła rok do roku – o 5% w porównaniu z 2023. W liczbach bezwzględnych cudzoziemcy popełnili ponad 16 tysięcy przestępstw, jednak większość z nich to tzw. „przestępstwa pospolite”: prowadzenie pojazdu pod wpływem, kradzieże, łamanie zakazu prowadzenia pojazdu czy – z perspektywy etyki libertariańskiej  tzw. przestępstwo bez ofiary, nieuznawane za czyn karygodny – posiadanie narkotyków. 

 Wykres 2, Element wykresu

Wykres 1: Liczba najczęstszych przestępstw popełnianych przez cudzoziemców wg. typu na tle liczby podejrzanych o ich popełnienie cudzoziemców w danym roku. Opracowanie własne na podstawie danych KGP (za BiQData).  

Niestety wszelkie statystyki korzystne dla cudzoziemców czy migrantów – takie jak np. ich istotnie wyższa niż w innych krajach UE stopa zatrudnienia czy pozytywny wkład w krajowe PKB - są konsekwentnie ignorowane. Za to jednostkowe przypadki ludzkiego okrucieństwa, szkodliwości, głupoty czy bestialstwa bez chwili refleksji kolektywnie przypisywane całym grupom. To właśnie ten proces miał na myśli Cohen pisząc o „czarnym ludzie” (folk devil) w swojej analizie.  

Rozwiązania twarde i proste – czyli jakie? 

Obecnie mamy do czynienia z najbardziej niebezpiecznym etapem rozwijającej się paniki moralnej – włączeniem się polityków w proces rzekomego „rozwiązywania problemu”. Emocje, które początkowo miały charakter oddolny, zostały wzmocnione przez media oraz mechanizmy odpowiedzialności zbiorowej, charakterystyczne dla podejścia kolektywistycznego, i zaczęły być stosowane wobec całych, wewnętrznie zróżnicowanych grup społecznych. Efekty tego procesu są już widoczne. 

Pierwszym widocznym symptomem tego, że panika moralna przynosi tu złe skutki jest podjęcie przez rząd Donalda Tuska decyzji o przywróceniu kontroli granicznych z Niemcami i Litwą od 7 Lipca. Po początkowych wypowiedziach krytycznych wobec ROG oraz jego lidera rząd „skapitulował” i ugiął się pod presją opinii publicznej. 

Kolejnym przejawem są coraz dalej idące propozycje ze strony opozycji: wspomniany projekt ustawy o czasowym zakazie wjazdu obywateli państw trzecich na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a także – jak dotąd niesprecyzowane w formie konkretnych aktów prawnych – postulaty Konfederacji. Te ostatnie ewoluowały od rozsądnego sprzeciwu wobec nielegalnej imigracji do stanowiska skrajnego – groźnego zarówno dla polskiego biznesu (który partia deklaruje reprezentować), jak i dla własnej programowej wizji Polski jako kraju zamożnego i dynamicznie rozwijającego się. Dziś Konfederacja zdaje się opowiadać już nie tylko przeciwko imigracji nielegalnej czy masowej, ale przeciwko wszelkiej imigracji. 

W kontekście działań politycznych szczególną uwagę zwraca pojawiająca się – chyba po raz pierwszy w tak otwartej formie – wizja ograniczenia strefy Schengen. W jednym z niedawnych wywiadów przedstawił ją Krzysztof Bosak, zapowiadając, że świat „zamkniętych granic” oznaczałby, również dla obywateli Unii Europejskiej, dalsze ograniczenia prywatności oraz ryzyko prewencyjnych kontroli granicznych. 

Ze względu na cel i charakter niniejszego tekstu nie podejmuję się szczegółowej analizy ekonomicznych konsekwencji tych propozycji. Należy jednak wyraźnie zaznaczyć, że każda z nich wiąże się z potencjalnymi kosztami dla Polski i Polaków – liczonymi nie w milionach, lecz dziesiątkach, a być może nawet setkach miliardów złotych. 

Wnioski z historii panik moralnych 

Istotną cechą panik moralnych, na którą uwagę zwracał w swojej analizie Cohen, jest ich cykliczność. Pojawiają się pozornie znikąd, skupiają na sobie uwagę istotnej części społeczeństwa i… znikają, tak, jak gdyby nigdy się nie wydarzyły. 

Z niektórych, dotyczących spraw mniejszej wagi takich jak np. panika z lat 80’ dotycząca narracyjnej gry fabularnej Dungeons & Dragons mającej być rzekomo przykrywką dla rosnącego w USA kultu Szatana śmiejemy się po latach. 

W przypadku spraw poważnych, takich jak imigracja na lata zostają z nami ogromne koszty oraz ograniczony zakres naszej wolności. Jeden z przykładów podawanych przez Daviesa, także uzasadniany obawami wobec imigrantów i reprezentantów mniejszości, to wojna z narkotykami, której ogromne koszty, także dla polskiej gospodarki opisywaliśmy w tym raporcie: 

Także wojna z narkotykami, wraz ze swoimi kosztami, była wywołana serią panik w latach 80. XIX wieku oraz w latach 30., latach 40. i latach 70. XX wieku. Wspólną narracją dla tych panik było przekonanie, że mniejszości rasowe namawiały porządne białe dziewczyny do zażywania narkotyków, co prowadziło je do zdegenerowania i uprawiania seksu z danymi mniejszościami (chińską, meksykańską czy afroamerykańską). 

Innym – i chyba najgorszym - przykładem w naszej najnowszej historii może być USA PATRIOT act uchwalony na fali antymuzułmańskiej i antyterrorystycznej paniki moralnej po zamachach z 11 września 2001 roku. 

Pomijając fakt, że w wyniku niepotwierdzonych zarzutów szereg krajów – w tym Polskę – wepchnięto ówcześnie w wieloletnią wojnę na Bliskim Wschodzie to w USA w wyniku upolitycznienia ogólnonarodowej paniki zaledwie 6 tygodni po najtragiczniejszym zamachu w historii USA uchwalono wtedy liczącą ponad 130 stron ustawę, która umożliwiła rządowi federalnemu np. przeszukiwanie nieruchomości i pojazdów bez wiedzy i obecności ich właściciela, powszechną inwigilację własnych obywateli obejmującą np. ich historię wyszukiwania czy zakupów internetowych czy zawiesiła (a następnie efektywnie zniosła) funkcjonowanie tajemnicy bankowej dla depozytów powyżej 10,000 USD. 

By chociaż w części poznać skalę nadużyć i wykorzystywania jej zapisów nie przeciwko terrorystom, ale własnym obywatelom Amerykanie musieli czekać lata – część z nich ujawnił znany sygnalista Edward Snowden prezentując dowody na to, że rząd federalny nagrywał i przechowywał miliony rozmów własnych obywateli. 

Jako Polacy także – często nieświadomie – ponosimy znaczne koszty tamtejszej paniki moralnej do dziś: wprowadzone wtedy regulacje dotyczące rynku lotniczego i bezpieczeństwa na lotniskach miały zasięg globalny, zwiększając koszty podróży i wydłużając czas odpraw bez miarodajnego wpływu na bezpieczeństwo. 

Parafrazując klasyka, można więc powiedzieć, że gdy trwa panika moralna nikt nie może być pewny ani swojego zdrowia, ani wolności, ani mienia – ponieważ tłum domaga się rozwiązań szybkich i efektownych, które rządowi i towarzyszącej mu biurokracji dają szansę bezprecedensowego ograniczenia zakresu naszych wolności i powiększenia swojego obszaru kontroli.  

Tak mamy do czynienia z paniką moralną – ale to nie powód do paniki 

Powyższa analiza potwierdza tezę o tym, że w kontekście debaty imigracyjnej skupionej wokół sytuacji na polsko-niemieckiej granicy mamy obecnie do czynienia z paniką moralną. 

Zjawisko, które obserwujemy w związku z przywróceniem przez Niemcy kontroli na granicy z Polską od 2023 jest realne i potencjalnie groźne, ale w skali całkowitego zjawiska migracji i obecności cudzoziemców w Polsce jest w najlepszym razie marginalne. Zostało ono rozdmuchane do obecnych rozmiarów najpierw przez zaangażowanych „przedsiębiorców moralnych”, a następnie przez media oraz algorytmy mediów społecznościowych osiągając obecni rozmiar potencjalnie groźny dla samych instytucji państwowych: straży granicznej, policji i stabilności rządu. 

Obecnie obserwujemy ostatni etap paniki moralnej w którym – z jednej strony – społeczna emocja oderwała się już całkowicie od animujących ją liderów, a z drugiej doprowadziła do pozyskania polityków i rządowego aparatu przymusu do procesu licytowania się na coraz dalej idące rozwiązania zmierzające już nie tylko do rozwiązania „problemu” ale potencjalnie długofalowo ograniczające wolności i zmniejszające dobrobyt nas wszystkich. 

Jeżeli epizody poprzednich, głośnych panik moralnych mogą nas czegoś nauczyć to tego, że ich skuteczność w rozwiązywaniu problemu, który diagnozują jest raczej ograniczona. Realne są za to (często ogromne) koszty – mierzone zarówno utraconym materialnym bogactwem jak i zagrożeniem dla naszej prywatności i podstawowych wolności. 

Dlatego dziś realnym zagrożeniem nie jest sytuacja na granicy, ale działania zarówno rządu jak i opozycji zmierzające do uchwalenia nieodpowiedzialnych, nieprzemyślanych i antywolnościowych przepisów. 

Jeżeli faktycznie zależy nam na bezpieczeństwie i rozwoju Polski, to wobec nich powinniśmy dziś protestować. 

Źródło ilustracji: pixabay

Kategorie
Polityka współczesna Teksty


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Czytaj również

Pisarski_Porozumienie z Mar-A-Lago

Polityka współczesna

Pisarski: Porozumienie z Mar-A-Lago. Ekonomia Stephena Mirana, przewodniczącego Rady Doradców Ekonomicznych Trumpa. 

Za każdą decyzją polityczną stoi zaplecze doradcze. Cła są dla nich jedynie jednym z narzędzi realizacji szerszego celu: całkowitej przebudowy globalnego systemu handlowo-finansowego.

Pisarski_Nie ważne kto wygra, wolność już przegrała

Polityka współczesna

Pisarski: Nie ważne kto wygra, wolność już przegrała. Libertariańskie spojrzenie na wybory prezydenckie 2025

Członek Rady Nadzorczej i b. Prezes Instytutu Mikołaj Pisarski komentuje wybory z perspektywy libertariańskiej. I nie są to miłe słowa, ale takie, które każdy powinien przeczytać...

Pisarski_Początek-roku-szkolnego.jpg

Edukacja

Pisarski: Czy szkoła wciąż potrzebuje przymusu?

Jak głęboko oparte na przymusie i przemocy jest współczesne państwowe szkolnictwo, można przekonać się na przykład spoglądając za naszą zachodnią granicę. Jak donosi Der Spiegel, tylko w czerwcu policja rozpoczęła tam śledztwa dotyczące ponad 20 rodzin, które postanowiły skorzystać z długiego majowego weekendu i zabrać swoje dzieci na dłuższe wakacje


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.