Nie zapomnij rozliczyć PIT do końca kwietnia
KRS: 0000174572
Powrót
Koronawirus

Sieroń: Gospodarka czy zdrowie?

4
Arkadiusz Sieroń
Przeczytanie zajmie 9 min
Sieroń_Gospodarka-czy-zdrowie.png
Pobierz w wersji
PDF

Autor: Arkadiusz Sieroń

Wersja PDF

  • Im dłużej trwa kwarantanna narodowa, tym większe stają się koszty gospodarcze.
  • Im bardziej gospodarka cierpi, tym większe wątpliwości co do podjętych działań przeciwko szerzeniu się epidemii COVID-19.
  • Czy lekarstwo nie okaże się gorsze od choroby?

Im dłużej trwa
kwarantanna narodowa, tym większe stają się koszty gospodarcze. Pierwsze dane,
które spływają, pokazują, że skala załamania będzie olbrzymia, możliwe że nawet
większa niż podczas Wielkiej Recesji, a także i Wielkiego Kryzysu. Nawet w
czasach kryzysu finansowego i kilkunastoprocentowej stopy bezrobocia większość
gospodarki funkcjonowała normalnie. Recesja była rozciągnięta na kilka lat, co
zmniejszało siłę uderzenia. Natomiast obecnie znaczna część gospodarka stanęła
praktycznie z dnia na dzień.

Przykładowo,
stopa bezrobocia w USA zwiększyła się z 5 proc. w grudniu 2007 r. do 10 proc. w
październiku 2009 r. Natomiast liczba wniosków w Ameryce o zasiłek dla bezrobotnych
zwiększała się stopniowo z 344 tys. w grudniu 2007 r. do 665 tys. w marcu 2009
r. Skontrastujmy to z obecnym kryzysem i z faktem, że liczba wniosków o zasiłek
w USA wzrosła z 282 tys. do 3,28 mln w ciągu zaledwie jednego tygodnia (wykres
1)! W tym kontekście prognozy Goldman Sachs o spadku amerykańskiego PKB o 24
proc. w drugim kwartale roku i o kilka procent w całym roku nie wydają się
nieprawdopodobne.

Wykres 1: Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA (od 7.01.1967 do 21.03.2020.

Nic
zatem dziwnego, że im bardziej gospodarka cierpi oraz im bardziej skala
uderzenia staje się dla wszystkich jasna, tym większe wątpliwości co do
podjętych działań przeciwko szerzeniu się epidemii COVID-19.

Kwarantanny i społeczne dystansowanie się wzbudzały zresztą od zawsze kontrowersje. Tognotti w swoim artykule o historii kwarantanny opisuje epidemię cholery w latach 1835-1836. Sardynia była wtedy jedynym regionem włoskim, który uniknął zarazy — dzięki blokowaniu wszelkich statków, które chciały przypłynąć na wyspę. Jak podaje autorka, niektórzy jednak „nie wierzyli w zakaźność cholery, kwestionowali kwarantannę i twierdzili, że ta praktyka była reliktem przeszłości, bezużytecznym i szkodliwym dla handlu”.Jak widać, dylemat „gospodarka czy zdrowie” nie jest niczym nowym — co jednak, rzecz jasna, nie umniejsza jego znaczeniu.

Przykładem współczesnych obaw jest artykuł Sławomira Sierakowskiego pt. „Lekarstwo gorsze od choroby?”, który stawia ważne pytanie, czy walka z wirusem nie zrobiła się bardziej przerażająca niż sama choroba. Powołując się na tekst Davida Katza o podobnym tytule „Is Our Fight Against Coronavirus Worse Than the Disease?”, Sierakowski zastanawia się, czy nie byłoby lepiej po prostu wyróżnić grupę najbardziej narażonych i poddać ich ścisłej izolacji oraz leczeniu, zaś resztę społeczeństwa zwolnić z kwarantanny i przywrócić normalne funkcjonowanie gospodarki. Pyta się nawet prowokacyjnie: „Będziemy wychodzić z tego przez dekadę, dlatego, że w każdym społeczeństwie zginie kilka-kilkanaście tysięcy starszych osób?”.

Jest
to strategia intuicyjnie atrakcyjna. Też stawiałem sobie takie pytania. Jednak
przyjrzyjmy się, co ona tak naprawdę oznacza. Bazuje ona wszak na koncepcji
odporności stadnej, według której powinniśmy pozwolić społeczeństwu zarazić
się, aby nabyło ono odporność[1].
Zakładając, że musiałaby się zarazić połowa społeczeństwa, to otrzymujemy —
przy współczynniku umieralności 1 proc. — 190 tys. zgonów (odpowiada to utracie
wszystkich mieszkańców Rzeszowa). Jednak w tym scenariuszu doszłoby najpewniej
do przeciążenia służby zdrowia, co oznacza, że współczynnik umieralności mógłby
być bliższy 5 proc.[2],
co odpowiada prawie 1 mln zgonów (odpowiada to utracie ludności Poznania i Szczecina
plus jeszcze trochę). W obu przypadkach liczba jest większa o rzędy wielkości
od wartości podanych przez Sierakowskiego. Ja rozumiem, że redaktorowi
naczelnemu „Krytyki Politycznej” interesy klasy pracującej są bliskie sercu —
tak jak zresztą i wszystkim w tym kryzysie (i nie tylko klasy pracującej) — ale
warto rzetelnie przedstawiać dylemat, przed którym stoimy jako społeczeństwo!

Bo to jest bardzo dramatyczny wybór, a do tego działamy w warunkach silnej niepewności, o czym pisał Mateusz Machaj w swoim komentarzu. Czy w takiej sytuacji nie jest lepiej założyć najgorsze, przeszacować niż zlekceważyć ryzyko i pomylić się po bezpiecznej stronie?

Brakuje nam danych, aby nawet należycie nakreślić alternatywy. Według modelu Thomasa roczny lockdown, po którym następuje masowe szczepienie, będzie tak długo opłacalny, jak długo roczne PKB nie spadnie o 6,4 proc. — wtedy recesja ma spowodować więcej strat w ludzkim życiu niż gospodarcza blokada ich uratuje. Z kolei według modelu Eichenbauma i współpracowników optymalna polityka antywirusowa zmniejsza udział zainfekowanej społeczności z 65 do 52,8 proc. oraz ratuje pół miliona osób w Stanach Zjednoczonych, jednak spadek zagregowanej konsumpcji powiększa się z 2 do 9,1 procent. Czy te dodatkowe 7,1 pp. jest wartych 500 tys. uratowanych istnień? Ile warte jest mniejsze prawdopodobieństwo zarażenia? Ile jest warte ludzkie życie?[3]

Łatwo
alternatywę — gospodarka vs. zdrowie — zdyskredytować na gruncie etycznym jako
coś odrażającego — no bo jak można poświęcać wiele ludzkich żyć dla gospodarki[4]?!
Jednak nie powinniśmy zapominać — zwłaszcza ekonomiści! — że każde działanie
wiąże się z kosztami alternatywnymi. Pogorszenie sytuacji
społeczno-ekonomicznej znacznej części społeczeństwa w wyniku kwarantanny narodowej
to realny problem. Zwłaszcza że w długim terminie istnieje negatywna korelacja
między PKB per capita a wskaźnikiem umieralności[5].

Warto
zauważyć jednak kilka rzeczy w kontekście dyskusji o tym, czy aby na pewno
warto utrzymywać kwarantannę narodową i poświęcać wzrost gospodarczy dla
zdrowia części społeczeństwa. Po pierwsze, o ile część społecznego
dystansowania została narzucona przymusem przez władze, o tyle częściowo wynika
ona z dobrowolnych decyzji jednostek, które troszczą się o zdrowie swoich i
swoich bliskich, a nierzadko i o zdrowie nieznanych współobywateli. Sporo firm
prywatnych skierowało swoich pracowników do pracy zdalnej na długo zanim rząd
ogłosił jakiekolwiek ograniczenia. To wszystko oznacza, że zdjęcie kwarantanny
niekoniecznie uchroniłoby gospodarkę przed recesją. Załóżmy, że rząd uchyla
kwarantannę. Czy rzeczywiście ludzie masowo zaczęliby chodzić na koncerty i
brać udział w wycieczkach zorganizowanych? Czy w możliwej sytuacji załamania
się służby zdrowia w takim scenariuszu, ludzie by nie panikowali, a gospodarka
funkcjonowała normalnie?

Po
drugie, nie można zapominać, że PKB to miernik produkcji, a nie dobrobytu.
Dobrobyt jest pojęciem szerszym, który z pewnością uwzględnia także życie w
zdrowiu. Trudno zatem mówić, że poświęcamy dobrobyt na rzecz zdrowia. Raczej
poświęcamy jeden aspekt dobrobytu na rzecz innego. Cały ambaras polega na tym,
że w normalnych okolicznościach większa produkcja jest środkiem do powiększania
dobrobytu. Jednak obecnie to mniejsza produkcja jest środkiem do ograniczenia
rozprzestrzeniania się koronawirusa i lepszego zdrowia, co powiększa dobrobyt —
przynajmniej w jego zdrowotnym wymiarze. Może się mylę, ale wydaje mi się, że w
sytuacji zagrożenia epidemiologiczne ten wymiar zdecydowanie zyskuje na
znaczeniu, więc troska o niego wydaje się naturalną rzeczą[6].

Po
trzecie, obecny kryzys wynika częściowo z szoku podażowego wynikającego z
przerwanych międzynarodowych łańcuchów dostaw. Cała gospodarka światowa może
znaleźć się w tym roku w recesji — w takich warunkach wzrost gospodarczy w
Polsce i tak byłby osłabiony (choć oczywiście nie aż tak, jak w przypadku
istnienia kwarantanny narodowej).

Jest
sprawą oczywistą, że kwarantanna nie może trwać w nieskończoność. Może kupujemy
tylko czas, zanim ruszy masowa produkcja testów albo zostanie wynaleziony lek
(o szczepionce nie wspominam, bo to zapewne kwestia dopiero przyszłego roku).
Sytuacja, w której jesteśmy, jest dramatyczna i nie ma tutaj oczywistych wyborów.

Gdy widzę napływające dane gospodarcze, też nachodzą mnie myśli, że polityczna odpowiedź na koronawirusa to wariactwo[7]. Ale potem przypominam sobie epizod grypy hiszpanki. Choć też starano się zapobiegać rozprzestrzenianiu choroby, to jednak poziom społecznego dystansowania był niższy. Być może dlatego umarło co najmniej 50 mln osób na całym świecie, głównie młodych ludzi? Może część z nich dało się uratować?[8]

A co stało się wtedy z gospodarką? Według Carmen Reinhart, realne PKB w Stanach Zjednoczonych w 1918 r. urosło o 9 procent. Jednak warto pamiętać, że grypa nałożyła się na zawieruchę wojenną — wzrost przytoczony przez Reinhart odzwierciedla wzmożoną produkcję na potrzeby militarne. Barro ze współpracownikami starają się izolować wpływ grypy i szacują, że hiszpanka obniżyła PKB per capita przeciętnie o 6 procent w grupie analizowanych przez nich państw.

Może więc tak naprawdę wybór, przed którym stoimy, to fałszywa alternatywa, bo i tak nie ma ucieczki przed recesją podczas pandemii? Może wprowadzenie kwarantanny odpowiednio wcześniej pozwoli na szybsze uporanie się z zarazą i krótszy ogółem okres gospodarczej zimy? Może na tym polega postęp cywilizacyjny, że obecnie w sytuacji zagrożenia możemy przedsięwziąć radykalne środki, na które ludzie w 1918 r. nie mogli sobie pozwolić? Dużo pytań, niewiele odpowiedzi. Obecny kryzys z pewnością jednak pokazuje — niestety z całą brutalnością — że fundament ekonomii pozostaje nienaruszony: nie ma ani darmowego obiadu, ani darmowego zdrowia.

Źródło ilustracji: Adobestock


[1] Bardziej wyczerpującą krytykę koncepcji odporności stadnej przedstawił Nassim Taleb w artykule „The UK’s coronavirus policy may sound scientific. It isn’t” opublikowanym przez The Guardian. Bezpośrednią polemikę z Katzem napisali uczeni z Yale.

[2]
Dlaczego 5 proc.? Wyjaśnia
to w swoim tekście Mateusz Machaj
.

[3] Uchylam się od odpowiedzi. Jednak szacunki tak zwanej statystycznej wartości życia w Stanach Zjednoczonych sięgają 10 mln dolarów. Przemnożone przez 500 tys. daje to kwotę 5 bilionów dolarów, czyli ponad 20 proc. PKB, a więc więcej niż modelowany spadek konsumpcji i pewnie więcej, niż wyniesie recesja w całym roku. Proszę jednak nie traktować tych wyliczeń zbyt poważnie. Należałoby przecież jeszcze uwzględnić wiek (a może i inne cechy) ratowanych osób, uwzględnić wpływ niższego zanieczyszczenia powietrza w wyniku kwarantanny, korzyści wynikające z nabytego doświadczenia przy obecnej strategii i lepszego przygotowania na przyszłe epidemie, nieprzewidziane, negatywne efekty interwencji rządowych, a także to, jak niższe dochody przełożą się na większą zachorowalność i śmiertelność, i w ogóle znać rozwój wypadków w obecnym i kontrfaktycznym scenariuszu. Oraz oczywiście założyć, że da się wyrazić wartość ludzkiego życia w pieniądzu.

[4] Tak czyni Taleb w linkowanym przeze mnie już wcześniej tekście.

[5] W krótkim terminie, zwłaszcza dla państw bardziej rozwiniętych, ta zależność nie jest taka oczywista, a wręcz korelacja może stać się dodatnia. Odsyłam zainteresowanych do tego artykułu. Ta paradoksalna zależność może częściowo wynikać z negatywnego wpływu produkcji na zanieczyszczenie środowiska i śmiertelność z tym związaną. Przykładowo, Marshall Burke Uniwersytetu Stanforda oszacował, że poprawa jakości powietrza w Chinach podczas epidemii koronawirusa mogła przyczynić się do ocalenia życia 77 tys. osób.

[6]
Może na tym polega częściowo problem, że zagrożenie jest niewidzialne i o wciąż
nieznanej skali? Gdyby obce czołgi stałyby pod Rzeszowem, pewnie mniej byłoby
rozważań, czy warto podejmować działania obronne, skoro szkodzą one sektorowi
prywatnemu? Ciekawe też, jak zmieniłaby się dyskusja, gdyby rozkład zgonów na
COVID-19 w populacji był odwrotny (chorowałyby głównie dzieci i młodzi ludzie)
albo po prostu bardziej równomierny.

[7] O
problemach związanych z odpowiedzią banków centralnych oraz tarczą
antykryzysową eksperci Instytutu Misesa pisali w tych komentarzach: https://mises.pl/artykul/sieron-czy-banki-centralne-uratuja-gospodarke-przed-covid-19, https://mises.pl/artykul/rapka-koronawirus-zapalnik-bomby-dlugu
oraz https://mises.pl/artykul/rapka-tarcza-antykryzysowa-jakie-problemy-rozwiazuje-a-jakie-tworzy. Czytelnicy
mogą także posłuchać podcastu o tym, czy
NBP zwariował
, a także zapoznać się z tarczą
antykryzysową Instytutu Misesa
.

[8]
Tak przynajmniej sugeruje cytowana już przeze mnie Tognotti, pisząc
tak o epidemii hiszpanki: „Lekarze zachęcali do stosowania środków takich jak
higiena oddechowa i dystans społeczny. Jednak środki wdrożono zbyt późno i w
nieskoordynowany sposób, zwłaszcza na obszarach ogarniętych wojną (…)”.

Kategorie
Ekonomia pracy i demografia Komentarze Koronawirus Teksty Zatrudnienie

Czytaj również

Juszczak_Czy-zarażenie-kogoś-jest-agresją.jpg

Etyka

Juszczak: Czy zarażenie kogoś jest agresją?

Libertariańska analiza zakażeń w pandemii

Wright_Pandemia-a-okno-Overtona.jpg

Filozofia polityki

Wright: Pandemia a okno Overtona

Okno Overtona przesuwa się z czasem

Machaj_Obostrzenia-dla-niezaszczepionych.jpg

Etyka

Machaj: Obostrzenia dla niezaszczepionych?

Istnieją nierepresyjne alternatywy...

Huerta-de-Soto_Ekonomiczne-następstwa-pandemii-ujęcie-austriackie.jpg

Interwencjonizm

Huerta de Soto: Ekonomiczne następstwa pandemii - ujęcie austriackie

Jaki jest i będzie wpływ pandemii na strukturę gospodarki?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Komentarze 4
Iwo

Może przed recesją nie ma ucieczki, ale może była szansa zabezpieczenia się przed kryzysem? Może gdyby więcej ludzi/firm miało mniej kredytu, a więcej oszczędności nie trzeba było by wszystkich ratować? Może wcześniej była okazja podnieść stopy procentowe i ułatwić przygotowanie się na czarną godzinę, nawet gdyby miała nie nadejść, zamiast napędzać PKB tanim kredytem? a może to dobra okazja, by przywrócić bardziej zapobiegliwe myślenie w społeczeństwie? :)

Odpowiedz

PI Grembowicz

Cha! Jednak gospodarka! Podchwytliwa teza, sugestia, dychotomia! Cha cha

Odpowiedz

mantrid

myślę że od siedzenia w domach i żucia śmiecioinformacji ludzie tracą zmysły. codziennie rośnie liczba ofiar ostrego dysonansu poznawczego. opiniotwórcy zmieniają zdanie co kilka dni. prawica zamyka kościoły; lewica krytykuje centralnie planowaną kwarantannę; wolnościowcy liczą na państwo. rząd zaostrza restrykcje a coraz więcej znużonych ludzi wychodzi na ulice. lekarze twierdzą że witaminy C i D pomagają chronić przed infekcjami wirusowymi a jednocześnie że żadne suplementy witaminowe nie pomagają chronić przed koronawirusem. naczelny immunolog USA Dr Fauci publikuje artykuł w którym twierdzi że epidemia nie jest wyraźnie groźniejsza od zapalenia płuc a już na pewno nie od SARS/MERS, po czym straszy ludzi przed kamerami jak to zginie 100 tys.. 200 tys..
od wybuchu epidemii liczba ofiar grypy przewyższa koronawirusa 2,5x; malarii 5x, samobójstw 6x, wypadków drogowych 7x, alkoholu 12x; nikt jednak nie zakazuje ruchu samochodowego czy picia wódki
większość ludzi nie wie czym się różni mediana od średniej, ale wszyscy mielą zdekontekstualizowane, pozbawione skali liczby
generalnie ludzie próbują zachować się racjonalnie pozostając w 100% pod wpływem psychozy

Odpowiedz

Igor Mróz

Komentarz bardziej do wiadomości administratora/autora tekstu (nie wiem jakich narzędzi używacie) i do skasowania ;) Mianowicie - to już drugi artykuł w ostatnim czasie, gdzie odniesienia są niepoprawnie skonstruowane. Np. w tekście pierwszy odnośnik wskazuje na '(...)#_ftn1', natomiast referencja na dole ma kotwicę o nazwie '(...)#_ftnref1'. Pozdrawiam!

Odpowiedz

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.