Źródło: elgaronline.com
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Tłumaczenie za zgodą Autora
Homo economicus nie żyje. Ekonomia potrzebuje bardziej realistycznych podstaw psychologicznych i musi stać się bardziej świadomym działem wiedzy. Tak przynajmniej twierdzą ekonomiści behawioralni po pomyślnym rozwoju tej subdyscypliny (np. Thaler 2000; 2015; 2016; Camerer 2008). Ale czy mają rację?
Napisałem tę książkę, aby odpowiedzieć na to pytanie. Uważam, że doniesienia o śmierci homo economicus są mocno przesadzone, ponieważ wynikają z niezrozumienia natury i celu tej koncepcji. Nie jest to psychologiczny model opisujący ludzkie zachowanie, lecz kluczowe narzędzie metodologiczne — fundamentalna zasada ekonomii —która pozwala nam prowadzić badania naukowe nad zjawiskami ekonomicznymi. W rzeczywistości zasada racjonalności wyjaśnia sukces ekonomii jako nauki, ponieważ bez niej ekonomiści nie byliby w stanie, na przykład, utrzymywać, że jednostki reagują na bodźce, ani — bardziej ogólnie — rozumieć ludzi o (nieobserwowalnych) wartościach i przekonaniach odmiennych od ich własnych. Przyjęcie zasady racjonalności pozwala ekonomistom zachować zasadę subiektywności wartości, spełniając jednocześnie wymóg naukowej obiektywności.
W konsekwencji, moja książka stanowi uzupełnienie literatury poświęconej homo economicusowi, racjonalności w ekonomii oraz roli psychologii w ekonomii. Problemem debaty na temat racjonalności w ekonomii jest to, że jej uczestnicy mylą ze sobą różne pojęcia racjonalności. W szczególności, ekonomiści behawioralni sprzeciwiają się koncepcji racjonalności (np. Jolls, Sunstein i Thaler 1998; Mullainathan i Thaler 2000; Rabin 2002; Camerer i Loewenstein 2004; Ariely 2009; Thaler 2000; 2015; 2016), ale rozumieją racjonalność jako opis zachowań poszczególnych podmiotów, mimo że ekonomiści zazwyczaj nie używają tego pojęcia w ten sposób. Odnoszą się oni albo do racjonalności empirycznej, która zajmuje się zagregowanymi skutkami działań jednostek na rynku — na czym skupia się większość ekonomistów w swoich badaniach empirycznych i prognozach — albo do racjonalności metodologicznej, która stanowi niezbędne ramy dla ekonomii jako dyscypliny naukowej. Niniejsza monografia broni zatem wartości tradycyjnych ram ekonomicznych przed redukcjonizmem psychologicznym.
Kolejnym kluczowym przesłaniem mojej pracy jest to, że ekonomia nie powinna w większym stopniu opierać się na psychologii, jak wydają się sądzić niektórzy badacze (np. Jolls, Sunstein i Thaler 1998; Mullainathan i Thaler 2000; Rabin 2002; Camerer i Loewenstein 2004; Ariely 2009; Thaler 2000; 2015; 2016). Psychologia jest ważną dziedziną badań naukowych, ale stanowi jedynie jedną z wielu nauk, a nie podstawę wszystkich nauk społecznych. Fakt, że przedmiot badań ekonomii wydaje się podobny do przedmiotu badań psychologii, nie oznacza, że ekonomia powinna przyjmować podobną metodologię badawczą. Ekonomia nie jest pozbawiona znaczenia bez psychologii i nie jest jedynie uogólnieniem tendencji psychologicznych w kontekście gospodarowania ograniczonymi zasobami. Dlatego ekonomiści nie powinni obawiać się, że bez zrozumienia natury ludzkiej i motywów psychologicznych leżących u podstaw działań nie będą w stanie prowadzić właściwych badań w dziedzinie ekonomii.
W rzeczywistości, posługując się przykładem niektórych psychologicznych teorii cyklu koniunkturalnego, publikacja ta pokazuje, że psychologiczne wyjaśnienia zjawisk ekonomicznych borykają się z kilkoma istotnymi problemami.
Monografia pokazuje również, że czynniki psychologiczne można wykorzystać nie tylko jako argumenty przeciwko wolnemu rynkowi (ponieważ ludzie rzekomo ulegają uprzedzeniom, które odciągają ich od pełnej racjonalności), ale także do argumentowania, że antyrynkowe nastroje panujące wśród ludzi mogą wynikać z zazdrości i (iluzorycznego) poczucia kontroli związanego z silną rolą rządu w gospodarce, albo z uprzedzenia plemiennego, tj. faktu, że ludzie mogli ewolucyjnie przystosować się do funkcjonowania w małych grupach, a nie w dzisiejszej globalnej gospodarce (Hayek 1973; 1988).
Co nie mniej ważne, w mojej pracy podejmuję również dyskusję na temat wpływu kapitalizmu na zdrowie psychiczne oraz tego, czy społeczeństwa powinny uwzględniać szczęście przy ocenie gospodarek. Twierdzę, że fakt, iż we współczesnych gospodarkach kapitalistycznych występują pewne negatywne problemy psychologiczne i społeczne, nie oznacza, że są one spowodowane przez kapitalizm lub są nieodłącznie związane z tym systemem gospodarczym. Mogą one wynikać z życia w cywilizacji, społeczeństwach hierarchicznych i określonej kulturze, które mogą nie odpowiadać w odpowiedni sposób na wyzwania związane z ludzką egzystencją. Analizując złożone systemy, takie jak współczesne społeczeństwa rynkowe, rzadko kiedy wyjaśnienia oparte na jednej przyczynie są prawdziwe. Oczywiście ważne jest, aby ludzie mogli dążyć do szczęścia i je odczuwać. Jednak szczęście byłoby bardzo problematycznym celem społecznym. Wynika to z faktu, że nie jest jasne, czym ono jest, jak je osiągnąć i jak je mierzyć — o ile w ogóle da się je zdefiniować, osiągnąć i zmierzyć. Celem systemu gospodarczego, o ile w ogóle ma on jakiś cel, jest organizacja sposobu, w jaki ludzie produkują, wymieniają się i konsumują. Kapitalizm, czyli gospodarka wolnorynkowa, jest bezosobowym procesem samoregulacji, który nie dąży do żadnego konkretnego celu, takiego jak szczęście czy najwyższe możliwe tempo wzrostu PKB. Pozwala on po prostu ludziom osiągać ich własne cele. Wzrost gospodarczy stanowi w takim rozumieniu wynik — pozytywny efekt zewnętrzny — działalności gospodarstw domowych i przedsiębiorstw na wolnym rynku. Jeśli już, to właśnie tego należy oczekiwać od systemu gospodarczego, a mianowicie poprawy obiektywnego poziomu życia. Nawet jeśli ludzie nie są wtedy szczęśliwsi, mają ku temu większe możliwości (Hayek 1973; Mises 1998 [1949]).
Niniejszą publikację można zatem postrzegać jako dogłębną obronę ekonomii i gospodarek rynkowych przed imperializmem behawioralnym i psychologizmem, czyli poglądem, że psychologia powinna odgrywać większą rolę zarówno w teorii ekonomicznej, jak i w ocenie systemów gospodarczych. Jest to po części odpowiedź na rosnącą popularność ekonomii behawioralnej oraz wynikające z niej błędne przekonania, że ta subdyscyplina obaliła ortodoksyjną ekonomię i model homo economicus. Z tej perspektywy moja książka stanowi kontynuację mojego artykułu wskazującego na problemy związane z ekonomią behawioralną (Sieroń 2020).
Nie jestem pierwszym, który pisze o metodologii ekonomii w kontekście „wojen o racjonalność” (Sturm 2012; Rich 2016) oraz zarzutów, że ekonomia opiera się na błędnej psychologii lub nie jest wystarczająco psychologiczna. Na przykład Brennan (2007), Kirchgässner (2017) i Li (2020) piszą bardzo dobre artykuły na temat zasady racjonalności, natomiast Hudík (2011) w znakomity sposób przeciwstawia psychologię, która bada świadome zachowania ludzkie, ekonomii, która analizuje niezamierzone skutki współpracy społecznej.
Moja publikacja nie jest jednak tekstem skupiającym się na niewielkiej części tej debaty, lecz bardziej kompleksowym opracowaniem zagadnień z pogranicza ekonomii i psychologii. W niniejszej książce staram się dogłębnie przeanalizować różne koncepcje racjonalności w ekonomii oraz relacje między psychologią a ekonomią, w tym kwestię, czy ekonomia powinna być bardziej psychologiczna, czy też systemy gospodarcze należy oceniać pod kątem ich wpływu na szczęście lub dobrostan psychiczny.
Mimo to moja monografia nie jest traktatem obejmującym wszystkie istotne kwestie związane z racjonalnością w ekonomii. W szczególności nie jest to książka poświęcona koncepcji homo economicus, jej historii oraz problemom związanym z jej aksjomatyczną i matematyczną formą. Istnieją już świetne publikacje na ten temat (np. Huerta de Soto 1998; Giocoli 2003). Książka ta nie jest również kompleksową krytyką ekonomii behawioralnej (ani nawet programu badawczego dotyczącego heurystyk i błędów poznawczych, ani paternalizmu libertariańskiego). Wynika to z faktu, że niektóre problemy ekonomii behawioralnej omówiłem już wcześniej (Sieroń 2020), a inni badacze zrobili to w lepszy i bardziej wyczerpujący sposób (np. Lopes 1991; Gul i Pesendorfer 2008; McKenzie 2010; Saint-Paul 2011; Levine 2012; White 2013; Abdukadirov 2016; Gigerenzer 2018; Rizzo i Whitman 2020).
Problem polega na tym, że ekonomia behawioralna ma wiele nurtów i sądziłem (być może błędnie), że aby przedstawić jej wyczerpującą ocenę, musiałbym omówić każdy z głównych efektów lub błędów poznawczych badanych w ramach tej dziedziny, a taka książka musiałaby być znacznie obszerniejsza. Zdecydowałem więc, że wolę napisać bardziej ogólną pracę poświęconą racjonalności oraz relacjom między ekonomią a psychologią.
Moja praca ma przede wszystkim charakter metodologiczny. Książka ta powinna zainspirować czytelników zainteresowanych metodologią ekonomii, racjonalnością w ekonomii, koncepcją homo economicus, nastrojami antyrynkowymi, relacjami między psychologią a ekonomią oraz dyskusją na temat wpływu kapitalizmu na subiektywne poczucie dobrostanu ludzi.
Pracę rozpoczynam rozdziałem poświęconym racjonalności w ekonomii. To, czy ludzie zachowują się racjonalnie, stanowi jeden z najbardziej interesujących tematów sporów w naukach społecznych ogólnie, a w ekonomii w szczególności (Vanberg 2004; Smith 2008; Zouboulakis 2014). Celem pierwszego rozdziału jest zatem wniesienie wkładu w tę długotrwałą debatę poprzez szczegółową analizę różnych pojęć racjonalności. Wyróżniam cztery rodzaje racjonalności i stwierdzam, że tylko dwa z nich (metodologiczna i empiryczna) mają kluczowe znaczenie dla ekonomii, podczas gdy racjonalność indywidualna i metafizyczna należą odpowiednio do dziedziny psychologii i filozofii. Twierdzę również, że rozbieżności między badaczami dotyczące racjonalności w ekonomii wynikają z koncentrowania się na różnych rodzajach racjonalności. Szczególnie, ekonomiści behawioralni kwestionują założenie racjonalności w ekonomii, ale mylą racjonalność jako opis zachowań indywidualnych z racjonalnością jako narzędziem metodologicznym.
W rozdziale drugim poruszono kwestię, czy ekonomia zbytnio odrywa się od psychologii oraz czy psychologia powinna odgrywać ważniejszą rolę w ekonomii. Twierdzenia, że ekonomia powinna być bardziej osadzona w (właściwej) psychologii, nie są nowe (Lewin 1996; Bondo i Presskorn-Thygesen 2022), ale powróciły z pełną siłą wraz z rozwojem ekonomii behawioralnej (np. Jolls, Sunstein i Thaler 1998; Mullainathan i Thaler 2000; Rabin 2002; Camerer i Loewenstein 2004; Ariely 2009; Thaler 2000; 2015; 2016). W tej części argumentuję, że — choć obie dyscypliny wydają się badać ludzkie zachowania — ekonomia i psychologia są odrębnymi dziedzinami nauk społecznych, charakteryzującymi się odmiennymi pytaniami badawczymi i perspektywami, i że powinny pozostać odrębnymi polami nauki oraz szanować wzajemnie swoją metodologię. Podczas gdy psychologia bada treść ludzkich działań, ekonomia zajmuje się wyłącznie formalnymi implikacjami faktu, że ludzie działają. Dzięki swojemu formalnemu charakterowi ekonomia może formułować teorie ogólne, tzn. skupia się bardziej na równowadze ogólnej niż na czynnikach sytuacyjnych, które interesują psychologię. Ponieważ ekonomia abstrahuje od czynników psychologicznych, może wyjaśniać ludzkie działania niezależnie od motywacji ludzi. Zatem nadając ekonomii bardziej psychologiczny charakter, zmniejszyłoby się ogólność jej teorii. Ekonomia skupia się również w większym stopniu na badaniu (niezamierzonych) skutków ludzkich działań, a nie na ich motywach, oraz na wynikach zagregowanych, a nie na zachowaniach indywidualnych. Dlatego ekonomia nie powinna stawać się bardziej psychologiczna, ponieważ pozbawiłoby ją to jej wyjątkowego charakteru i mogłoby osłabić jej zdolność wyjaśniającą. Nie oznacza to jednak, że psychologia nie ma nic do zaoferowania ekonomii — w niniejszym rozdziale wskazuję kilka uzasadnionych obszarów, w których psychologia mogłaby wzbogacić ekonomię.
Podczas gdy rozdział drugi ma charakter raczej ogólny, rozdział trzeci jest bardziej szczegółowy i dogłębnie analizuje konkretne zastosowanie psychologii w ekonomii, a mianowicie psychologiczne teorie cyklu koniunkturalnego (np. Shiller 2015; Shiller i Akerlof 2009). W tej części wskazuję na szereg problemów, z jakimi borykają się takie teorie. W szczególności twierdzę, że: naruszają one właściwą metodologię ekonomii; pomijają istotne czynniki ekonomiczne; odwołują się do zjawisk psychologicznych, ale nie wyjaśniają w wystarczającym stopniu ich genezy, przebiegu oraz tego, dlaczego miałyby one prowadzić do cykli koniunkturalnych; zakładają związek przyczynowy między stanami psychicznymi a obiektywną rzeczywistością rynkową, wprowadzając zmiany w stanach psychicznych jako „diabolus ex machina”; nie wyjaśniają w wystarczającym stopniu wszystkich cech cykli koniunkturalnych; pomijają koncepcję niewidzialnej ręki oraz racjonalności systemowej (ekologicznej); stanowią raczej opisy ex post konkretnych cykli koniunkturalnych niż ogólne teorie umożliwiające prognozowanie; opierają się na wątpliwym poglądzie na naturę ludzką. Kwestie te poważnie podważają zasadność psychologicznych teorii cyklu koniunkturalnego. W związku z tym, opierając się na konkretnym przykładzie wykorzystania psychologii w ekonomii, niniejszy rozdział wskazuje na poważne trudności związane z nadaniem ekonomii bardziej psychologicznego charakteru, wzmacniając tym samym argumentację zawartą w rozdziale drugim.
W czwartym rozdziale przeanalizowano tezy, zgodnie z którymi kapitalizm ma negatywny wpływ na dobrostan psychiczny ludzi (np. Prins i in. 2015; Sell i Williams 2019; Eisenberg-Guyot i Prins 2022) oraz że PKB należy zastąpić lub uzupełnić jakimś wskaźnikiem szczęścia (Scitovsky 1976; Oswald 1997; Diener 2000; Jansen i in. 2004; Easterlin 2005; Layard 2005; Lee i Goh 2023; Agrawal i in. 2025). Twierdzę, że próby powiązania niektórych konsekwencji dla zdrowia psychicznego z kapitalizmem wydają się rażącym uproszczeniem, które nie uwzględnia kilku kluczowych elementów przyczynowych. Pogląd, że szczęście jest dla ludzi ważnym czynnikiem, nie budzi większych kontrowersji. Wykazuję jednak, że uczynienie szczęścia celem społecznym lub kryterium oceny systemu gospodarczego nie wytrzymuje krytycznej analizy.
Piąty i ostatni rozdział poświęcony jest psychologii nastrojów antyrynkowych. Dowodzę w nim, że negatywny stosunek wielu ludzi do gospodarki rynkowej – pomimo ogromnych korzyści płynących z tego systemu gospodarczego – może wynikać z trzech czynników psychologicznych. Po pierwsze, ludzie mogą kierować się instynktami plemiennymi (np. solidarnością, altruizmem wewnątrzgrupowym, agresją międzygrupową), które w przeszłości umożliwiały funkcjonowanie i przetrwanie małych grup, ale nieadekwatnie stosują je w rozszerzonym porządku współpracy opartej na rynkach (Hayek 1973; 1988). Po drugie, zdaniem wielu osób jednym z największych problemów gospodarek rynkowych jest (nadmierna) nierówność dochodów i bogactwa. Czy jednak ubóstwo nie powinno być ważniejszym problemem społecznym? Wydaje się, że egalitaryzm może wynikać z zazdrości (Hayek 1960; Nozick 1974; Schoeck 1987; Buchanan i Hartley 2000). Po trzecie, idea spontanicznego porządku stanowi wyzwanie nie tylko intelektualne, ale także emocjonalne, ponieważ wymaga wiary w bezosobowe siły rynkowe, podczas gdy ludzie mogą być ewolucyjnie przystosowani do życia w grupach hierarchicznych, w których ktoś „rządzi” (Hayek 1973; 1988). W związku z tym powierzenie władzy rządowi może dawać (fałszywe) poczucie bezpieczeństwa i kontroli. Niniejszy rozdział ma charakter najbardziej spekulatywny, ale pokazuje, że pojęcie uprzedzeń można wykorzystać nie tylko do argumentowania przeciwko wolnemu rynkowi i na rzecz interwencji rządowych (ponieważ ludzie rzekomo ulegają uprzedzeniom, które odciągają ich od pełnej racjonalności), ale także po to, by wykazać, że nastroje antyrynkowe same w sobie mogą stanowić formę uprzedzenia.
Książka kończy się podsumowaniem mojej analizy, przedstawieniem implikacji teoretycznych i politycznych oraz wskazaniem kierunków dalszych badań na styku psychologii i ekonomii.
Źródło ilustracji: elgaronline.com

