Jak możemy przeczytać w artykule opublikowanym na stronie money.pl: „To ostatni dzień tańszej benzyny. Analitycy rynku spodziewają się podwyżek cen benzyn i oleju napędowego nawet o 60-90 groszy na litrze. To efekt wygaszenia pakietu CPN i powrotu wyższej stawki VAT”.
Dalej czytamy: „«Spodziewamy się podwyżek cen benzyn i oleju napędowego w przedziale od 60 do 90 groszy na litrze» – napisali Urszula Cieślak i Rafał Zywert w piątkowym komentarzu. Po zakończeniu pakietu CPN od 1 września nastąpi przywrócenie 23 proc. stawki podatku VAT, co automatycznie spowoduje podwyżki cen paliw na stacjach. Według prognoz e-petrol wzrosną od 70 do 90 groszy na litrze. Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw e-petrol.pl, stwierdził, że «powrót do szkoły w tym roku będzie bolesny nie tylko dla uczniów, ale też dla kierowców»”.
Rządowa kontrola cen paliw kończy się właśnie dzisiaj, a jutro witamy nowy rok szkolny razem z droższym paliwem. Austriacka szkoła ekonomii przekonuje, że kontrolowanie jakichkolwiek cen – a w tym wypadku cen paliw – zawsze kończy się źle, ze względu na późniejsze niedobory dóbr objętych kontrolą cen.
W swoim artykule odnośnie kontroli cen paliw, główny analityk ekonomiczny Instytutu Misesa, dr Mateusz Benedyk, tak opisywał samą ideę cen maksymalnych oraz skutki ich wprowadzenia:
„Zaburzanie sygnałów cenowych dekretami rządowymi może mieć dobrze znane negatywne skutki. Ceny nie są jakimiś arbitralnymi parametrami, które można sobie wymyślić i dowolnie ustalić. To efekt ścierania się wizji sprzedających i kupujących, którzy cały czas próbują zdobyć dla siebie możliwie najlepszy zestaw dóbr, lub tak zorganizować produkcję dóbr, by zaoferować konsumentom to, czego potrzebują bardziej pilnie. Ustalenie ceny maksymalnej poniżej ceny rynkowej może skutkować niedoborami. Obecny układ ustalania cen maksymalnych, przy którym nie próbuje się majstrować przy cenach hurtowych paliwa, a jedynie ogranicza się marże detaliczne, nie doprowadzi raczej szybko do braku paliw na stacjach. Jak już wspominałem – i tak wiele stacji sprzedaje paliwa po cenach niższych od tych maksymalnych.
Długotrwałe utrzymywanie przy życiu tej regulacji będzie jednak uruchamiało kolejne efekty, które zaczną negatywnie rzutować na dobrobyt konsumentów. Po pierwsze, stacje benzynowe często udostępniają nieodpłatnie szereg „usług publicznych” – jak możliwość skorzystania z toalety, przemycia szyb i reflektorów czy napompowania kół. I wiele z tych tańszych stacji takich usług nie oferuje. Dbanie o stan urządzeń czy zapewnianie sprzętu i środków do przemycia szyb jest jak najbardziej kosztowne, Dla stacji, które mają ograniczone możliwości podnoszenia marży przy lepszej dbałości o jakość doświadczenia konsumenta, coraz powszechniejszym wyborem będzie wstrzymywanie się ze świadczeniem niektórych usług lub wprowadzenie odpłatności za nie. Po drugie, zaniknąć może rynek paliw podwyższonej jakości. Obecne ceny maksymalne są ustalana ogólnie dla np. benzyny 95 i nie ma znaczenia, że producent doda do niej np. substancje podnoszące osiągi silnika czy sprawiające, że będzie się on wolniej zużywał. Takie paliwa może nie są szczególnie popularne, ale istnieją. Teraz ich dalszy byt jest zagrożony. Po trzecie, dystrybucja w niektórych miejscach przy obecnych marżach będzie się nie opłacała i zmniejszy się liczba stacji paliw. Szczególnie zagrożone są miejsca muszące płacić bardzo wysokie czynsze za najem – np. przy MOP-ach na autostradach – i te w miejscach trudniej dostępnych, gdzie koszty zapewnienia dostaw paliw są po prostu wyższe.
Utrzymywanie dłużej tej regulacji będzie zatem skutkowało: pogorszeniem oferty usług towarzyszących sprzedaży paliw, mniejszym wyborem dostępnych paliw, spadkiem liczby dostępnych punktów tankowania”.
Zachęcamy do zapoznania się z całością artykułu dra Benedyka, który znajdą Państwo na stronie naszego Instytutu – linki poniżej!
https://mises.pl/artykul/benedyk-ekonomiczna-dezinformacja-front-paliwowy
Źródło prasowe:
Źródło ilustracji: pixabay
