Powrót
Teksty

Tupy: Pożegnanie z Hongkongiem?

0
Marian L. Tupy
Przeczytanie zajmie 6 min
Tupy_Czy-to-pożegnanie-z-Hongkongiem.jpg
Pobierz w wersji
PDF

Autor: Marian L. Tupy
Źródło: humanprogress.org
Tłumaczenie: Tomasz Kłosiński
Wersja PDF

Zawsze będę żałował, że nie odwiedziłem Hongkongu, gdy był on jeszcze pod kontrolą brytyjską albo gdy miasto pozostawało „Specjalnym Regionem Administracyjnym” Chińskiej Republiki Ludowej. Z powodów, które omówię poniżej, czuję szczególne przywiązanie do tego miasta i będę opłakiwać utratę jego politycznej autonomii oraz prawdopodobny koniec jego gospodarczego dobrobytu.

Dla klasycznych liberałów Hongkong był przez pół wieku symbolem nadziei. Mówi się, że Piotr Wielki zbudował Sankt Petersburg, aby był „oknem Rosji na Zachód”. Hongkong był oknem liberalizmu na przyszłość. Słynne bogactwo miasta zostało zbudowane na czterech filarach klasycznego liberalizmu: ograniczonym rządzie, rządach prawa, wolnym handlu i dyscyplinie fiskalnej. I to się sprawdziło! Mieliśmy nadzieję, że reszta świata podąży podobną drogą.

Kiedy Wielka Brytania uzyskała to terytorium w wyniku I wojny opiumowej (1839–1842), brytyjski minister spraw zagranicznych lord Palmerston określił je jako „jałową skałę, na której nie ma ani jednego domu”, która nigdy nie będzie „miejscem handlu”. Miał rację – przynajmniej przez pierwsze 100 lat.

W 1941 roku Martha Gellhorn, amerykańska korespondentka wojenna, towarzyszyła swojemu nowemu mężowi, Ernestowi Hemingwayowi, w podróży do ogarniętego wojną Hongkongu. Miasto znajdowało się na linii frontu, gdzie imperialistyczni Japończycy powoli zdobywali przewagę nad nacjonalistami Czang Kaj-szeka. Lądując samolotem w Hongkongu, napisała następujące wrażenia z głodującego miasta:

W nocy ulice były pełne śpiących na chodnikach ludzi. Burdele były małymi kwadratowymi drewnianymi kabinami, ustawionymi w wąskim przejściu; 2 dolary za noc za mężczyznę lub dziewczynę… Ci ludzie byli prawdziwym Hongkongiem i była to najokrutniejsza bieda, gorsza niż jakakolwiek, którą wcześniej widziałam. Jeszcze gorsza z powodu atmosfery wieczności; życie tutaj od zawsze tak wyglądało, i zawsze już tak będzie wyglądać. Sama liczba, gęstość ciał, przerażała mnie. Nie było miejsca do oddychania, te stłoczone miliony tłamsiły się nawzajem… Kiedy w końcu odwiedziłam ciemną, źle oświetloną fabrykę w piwnicy, gdzie małe dzieci rzeźbiły kulki w kulkach z kości słoniowej, ulubiony bibelot turystów, nie mogłam znieść dalszego oglądania. Miałam lekki atak histerii. „Wyglądają na jakieś dziesięć lat”, krzyknąłem do UC[1]. „Potrzeba trzech miesięcy, żeby zrobić jedną z tych przeklętych rzeczy, myślę, że to osiem kulek w kulkach. Będą ślepi zanim skończą dwadzieścia lat. I ta mała dziewczynka ze swoim żółwiem. Wszyscy żyjemy z niewolniczej pracy! Ludzie są na wpół zagłodzeni! Chcę się stąd wydostać, nie zniosę dłużej tego miejsca!” (…) Z rozczulania się nad losem moich chińskich współtowarzyszy, wpadłem w stan histerycznego obrzydzenia, bez najmniejszej przerwy. Dlaczego oni wszyscy muszą tak bardzo pluć? – zawołałam. Nie można postawić stopy bez nadepnięcia na wielki ohydny kleks! I wszystko śmierdzi potem i starą, dobrą, nocną glebą![2] Odpowiedź oczywiście mogła być taka, że plucie było spowodowane endemiczną gruźlicą, a co do smrodu, widziałem, gdzie i jak żyli ci ludzie.

A potem wszystko się zmieniło. Do czasu przekazania Hongkongu Chińczykom w 1997 r. przeciętny Hongkończyk był o 12% bogatszy od przeciętnego Brytyjczyka. W 2019 roku mieszkańcy Hongkongu byli średnio o 46% bogatsi od Brytyjczyków. Bieda, którą opisywała Gellhorn, nie była jednak „wieczna”. Ale przejście Hongkongu z nędzy do jednego z najbogatszych państw świata nie było cudem. Miasto osiągnęło sukces dzięki przemyślanej realizacji liberalnych zasad.

Po raz pierwszy usłyszałem o sukcesie Hongkongu na studiach podyplomowych w St. Andrews. (Moje studia licencjackie w Johannesburgu były bardziej konwencjonalne i skupiały się raczej na złu globalnego kapitalizmu niż na dobrobycie, którym obdarzył on tych, którzy w nim uczestniczyli.) Na początku lat 2000 Internet był już wystarczająco dobry, by oglądać filmy online, w tym ponadczasową serię „Wolny Wybór” Miltona Friedmana. W jednym z odcinków Friedman udał się do Hongkongu, aby podziwiać jego wydźwignięcie się z biedy. Zrobił to w 1980 roku i nie mógł wiedzieć, że najlepsze dni tego miasta są dopiero przed nim.

Friedman dostrzegł, że sukces Hongkongu nie jest dziełem przypadku i przypisał brytyjskiemu urzędnikowi państwowemu, Sir Johnowi Cowperthwaite'owi, wprowadzenie leseferystycznego systemu rządów, gdy ten był sekretarzem finansowym kolonii (1961–1971). Od tego czasu dowiedziałem się, że Sir John nie był sam. Jego poprzednicy na stanowiskach sekretarzy finansowych, Geoffrey Follows i Arthur Grenfell Clarke, jak również wybrany przez Sir Johna następca, Philip Haddon–Cave, podzielali podobne (choć mniej pryncypialne) przywiązanie do leseferyzmu.

Podejrzewam, że był powód, dla którego Friedman skupił się na roli Cowperthwaite'a. Tym powodem była przeklęta dekada lat 60. Czym innym było promowanie i obrona ograniczonego rządu w liberalnych latach 60. XIX wieku czy poststagflacyjnych latach 80. XX wieku. Lata 60. to była zupełnie inna para kaloszy. Wielka Brytania miała wtedy socjalistyczny rząd, Sowieci wysłali człowieka w kosmos, a brytyjskie posiadłości w Afryce opowiadały się za niepodległością i komunizmem. Tymczasem Hongkong, z niskimi podatkami i lekkimi regulacjami, konkurencyjną przedsiębiorczością i wolnym handlem oraz skromną redystrybucją dochodów i nadwyżkami budżetowymi, był anomalią.

Cowperthwaite wiedział o tym – a przynajmniej tak mi powiedział, kiedy odwiedziłem go w jego domu, który ku mojemu zdumieniu znajdował się trzy drzwi od mojego uniwersyteckiego akademika. Cowperthwaite, który po odejściu ze służby cywilnej przeniósł się na emeryturę do St. Andrews, gdzie znajduje się jego alma mater, prowadził spokojne życie. Zgodziwszy się łaskawie na spotkanie ze mną, wyraził swoją frustrację z powodu oklepanych (choć zabawnych) komentarzy innych osób, że „nic nie robiąc” pomógł zapoczątkować erę dobrobytu w Hongkongu. W rzeczywistości, powiedział, miał pełne ręce roboty, odpierając nieustanne próby brytyjskiego rządu, aby zaimportować socjalizm do kolonii. Stojąc twardo przy swoim stanowisku, kupił Hongkongowi cenny czas. Na początku lat 70. Brytyjczycy zniechęcili się do socjalizmu. Podobnie ZSRS sięgał granic centralnego planowania. Co najważniejsze, sukces gospodarczy Hongkongu był niepodważalny. A więc leseferyzm trwał nadal.

Nie wiem, jak sukces Hongkongu wpłynął na program reform Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii, choć prawdopodobnie ludzie, którzy doradzali przyszłej premier, musieli być świadomi eksperymentu miasta z liberalizmem. Czerwoni Chińczycy z pewnością wiedzieli, co się dzieje. Po jednej stronie granicy z kolonią stały lśniące wieże handlowe i niewyobrażalne bogactwa. Po drugiej – nędza i plutony egzekucyjne.

Paradoksalnie, to Lady Thatcher, uginając się pod presją sytuacji, zgodziła się na oddanie kolonii komunistycznym despotom w 1997 roku – z zastrzeżeniem, że Hongkong pozostanie autonomiczny do 2047 roku. Być może sądziła, że czas przekształci Chiny w bogaty i wolny kraj. Jeśli tak, to miała tylko połowiczną rację. Dziś to nowo wzbogaceni i pewni siebie Chińczycy z kontynentu dławią wolność i życie miasta – 27 lat przed terminem.

W perspektywie krótko– i średnioterminowej chmury nad miastem są coraz ciemniejsze. Choć na dłuższą metę, kto wie? Palmerston nie mógł przewidzieć powstania Hongkongu. Kim więc jesteśmy my, aby przewidywać jego upadek? Nic nie jest wieczne – nawet tyrania w Pekinie!

 

[1] Tym skrótem (od Unwilling Companion, ang. Niechętny Towarzysz) Gellhorn określała swojego męża, Ernesta Hemingwaya (przyp. tłum).

[2] „Nocna gleba” (ang. night soil) to historyczny, angielski eufemizm określający ludzkie odchody gromadzące się w rynsztoku.

Źródło ilustracji: Adobe Stock

Kategorie
Polityka współczesna Teksty Tłumaczenia

Czytaj również

Jasay_Wiatry terroryzmu

Polityka współczesna

Jasay: Wiatry terroryzmu

Jak sobie z nim poradzić?

Book_Czemu otrzymujemy wiecej  za mniej

Ekonomia środowiskowa

Book: Czemu otrzymujemy więcej za mniej?

Na szczęście kapitalizm nie niszczy planety.

Sieroń_Jastrzębie odleciały. RPP obniża stopy

Polityka pieniężna

Sieroń: Jastrzębie odleciały. RPP obniża stopy

Skala cięcia nie jest uzasadniona merytorycznie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.