Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Juszczak
Anarchokapitalizm reprezentuje libertariańską wizję społeczeństwa bezpaństwowego, w którym bezpieczeństwo, prawo i rozstrzyganie sporów byłoby zapewniane przez prywatne oraz zorientowane na zysk przedsiębiorstwa. Zwolennicy tego systemu uważają, że byłby on zarówno bardziej etyczny, jak i skuteczniejszy niż państwo w ramach realizacji tych działań. Jednak nie wszyscy są o tym przekonani. Krytycy anarchokapitalizmu zgłaszają poważne wątpliwości co do możliwości realizacji takiego porządku społecznego. Omówiłem je pokrótce w poprzednim artykule. W kolejnych artykułach zagłębię się w te obawy i przedstawię odpowiedzi teoretyków anarchokapitalizmu na nie. Najpierw zajmiemy się najbardziej oczywistym zarzutem: a mianowicie, że firmy zapewniające ochronę konsumentów — tzw. prywatne agencje ochrony — odmówią pokojowego rozstrzygania sporów między sobą.
W porządku anarchokapitalistycznym podstawową instytucją byłyby prywatne agencje ochrony (PAO). Agencje te byłyby odpowiedzialne za zapewnienie poszanowania praw jednostek do swobodnego dysponowania własnym ciałem i sprawiedliwie nabytą własnością. Wiele PAO konkurowałoby ze sobą na rynku, a każda osoba fizyczna podpisywałaby umowę z agencją oferującą w danym momencie najkorzystniejsze warunki (możliwość zmiany agencji ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania systemu). Teoretycy anarchokapitalizmu spekulują, że PAO pełniłyby cztery funkcje. Po pierwsze,1) chroniłyby swoich klientów przed przemocą (funkcja bezpieczeństwa). Po dugie 2) w przypadku popełnienia przestępstwa starałyby się zidentyfikować sprawców, wymusić na nich odszkodowanie i postawić ich przed sądem (funkcja policyjna). Po trzecie 3) Agencje reprezentowałyby również klientów w sporach prawnych (funkcja reprezentacji prawnej). Wreszcie po czwarte 4) PAO działałyby jako firmy ubezpieczeniowe, wypłacając odszkodowania klientom, których prawa zostały naruszone (funkcja ubezpieczeniowa).
Zastanówmy się teraz, co by się stało, gdyby doszło do przestępstwa. Załóżmy, że ktoś włamał się do domu A i ukradł telewizor. Gdy tylko A zorientowałby się, że doszło do włamania, powiadomiłby swoją agencję (PAO A). Agencja wypłaciłaby A odszkodowanie, a następnie podjęłaby próbę ustalenia, kto jest odpowiedzialny za przestępstwo. Agencja będzie miała silną motywację ekonomiczną, aby to zrobić, ponieważ sprawca będzie musiał zrekompensować wyrządzone szkody po złapaniu. Załóżmy, że agencja uzyskała dowody wskazujące, że sprawcą był B. W tej sytuacji przedstawiciele PAO A zgłosiliby się do PAO B, przedstawiając dowody winy B i żądając zwrotu telewizora, a także odszkodowania za włamanie.
To właśnie w tym punkcie, zdaniem krytyków, pojawia się potencjalnie zgubna skaza teorii anarchokapitalizmu. Wskazują oni, że PAO B odmówiłoby wypłaty odszkodowania za straty spowodowane przez swojego klienta, ogłaszając, że gdyby PAO A próbowało uzyskać odszkodowanie od B siłą, PAO B broniłoby B całą mocą. Mniej wyrafinowana wersja tego argumentu sugeruje, że agencje nie byłyby w stanie osiągnąć porozumienia. Bardziej wyrafinowana wersja tego argumentu twierdzi, że nie chciałyby one dojść do porozumienia ze względu na bodźce ekonomiczne związane z systemem: ostatecznie im lepiej agencja broni swoich klientów (nawet jeśli są oni winni), tym więcej klientów będzie miała. Zastrzeżenie to po raz pierwszy podniesiono wobec Gustava de Molinariego, który w 1849 r. zaproponował system prywatnej ochrony. Ponad sto lat później sprzeciw ten w znany sposób powtórzyła Ayn Rand, zwolenniczka państwa minimalnego. Dla Rand było oczywiste, że w przypadku braku strony trzeciej — państwa — prywatne agencje ochrony nie będą chciały (i nie będą w stanie) rozwiązywać sporów między sobą, co doprowadzi do eskalacji przemocy. Według Rand anarchokapitalizm po prostu przeniósłby „wojnę wszystkich przeciwko wszystkim” Hobbesa z jednostek na agencje, które je chronią.
Jak na taką argumentację odpowiadają anarchokapitaliści? Uważają oni, że w takiej sytuacji wydarzenia potoczyłyby się zupełnie inaczej. Zamiast „wypowiadać wojnę” PAO A, PAO B przeanalizowałoby przedstawione przez nią dowody. Gdyby PAO B uznało winę B za bezsprzeczną i uznało odszkodowanie zaproponowane przez PAO A za odpowiednie, zgodziłoby się na wypłatę odszkodowania lub zezwoliło na jego egzekucję wobec B, zapewniając, że nie ucierpi on w tym procesie. Jeśli jednak uznałoby winę B za niepewną lub odszkodowanie dla A za nadmierne, zaproponowałoby skierowanie sprawy do prywatnego sądu. Sąd ten rozstrzygnąłby wówczas kwestię winy i przyznał odpowiednie odszkodowanie. Innymi słowy, anarchokapitaliści wierzą, że PAO B wybrałoby pokój, porozumienie i współpracę zamiast wojny z PAO A.
Dlaczego miałoby tak się stać? Czy dlatego, że dyrektorzy agencji są ludźmi prawymi? A może dlatego, że anarchokapitaliści zakładają, że ludzie są z natury dobrzy? Nie. Powodem jest to, że takie podejście byłoby najbardziej opłacalne. Według anarchokapitalistów najlepszą długoterminową strategią maksymalizacji zysków dla agencji ochrony byłaby skuteczna ochrona nieagresywnych klientów. Optymalną sytuacją dla agencji byłoby otrzymywanie stałego strumienia pieniędzy w postaci składek, przy jednoczesnym zapewnieniu, że ich klienci angażują się w jak najmniej konfliktów — zwłaszcza tych z użyciem przemocy — tak aby ich ochrona wiązała się z minimalnymi kosztami. W przypadku konfliktu agencje współpracowałyby w celu ustalenia, kto ponosi winę, egzekwowałyby zaprzestanie bezprawnych działań i zapewniłyby wypłatę odszkodowania. Oczywiście agencje konkurowałyby ze sobą, aby przyciągnąć jak najwięcej klientów, lecz konkurencja ta miałaby charakter ekonomiczny.
Istnieje kilka powodów, dla których powyższy sposób działania wydaje się najbardziej prawdopodobny. Po pierwsze, rozwiązywanie problemów za pomocą przemocy jest kosztowne, niepewne i ryzykowne, podczas gdy rozwiązania oparte na współpracy są tanie, przewidywalne i bezpieczne.
Po drugie, firmy mogą dostarczać to, co ma największą wartość dla większości ich klientów — bezpieczeństwo — tylko poprzez kooperację. Agencja, która chciałaby chronić swoich klientów nawet wtedy, gdy są oni winni, naraziłaby na szwank swoje relacje kooperacyjne z innymi PAO. To postawiłoby jej klientów, zwłaszcza tych, którzy nie chcą inicjować przemocy — a jest to zdecydowana większość — w znacznie gorszej sytuacji. Inne agencje zareagowałyby podobnie, pozwalając swoim klientom i pracownikom na użycie przemocy wobec osób korzystających z usług agencji, która dopuściła się wykroczenia. W rezultacie większość klientów tej agencji znalazłaby się w gorszej sytuacji niż gdyby agencja, podobnie jak inne, chroniła swoich klientów tylko wtedy, gdy mieli rację. Mogłoby to spowodować, że znaczna część agresywnych klientów PAO przeszłaby do agencji współpracujących. W interesie każdego klienta leży pozostawanie w agencji, która karze agresorów i współpracuje pokojowo z jak największą siecią agencji o podobnych poglądach.
Po trzecie, problem ten pogłębiałaby selekcja negatywna. Agencja, która broniłaby swoich klientó, gdy są w błędzie, przyciągałaby klientów chcących inicjować przemoc, podczas gdy ci, którzy chcą żyć w pokoju, odeszliby od niej. Rozwiązanie to wydaje się jednak niestabilne z dwóch powodów. Po pierwsze, ochrona takich klientów jest znacznie trudniejsza i kosztowniejsza. Po drugie, takich klientów jest znacznie mniej i są oni średnio mniej produktywni od pozostałych.
Po czwarte, agencja taka doświadczałaby potencjalnie konfliktów pomiędzy własnymi klientami. Wierząc, że agencja zawsze będzie ich chronić, klienci nieustannie wchodziliby w konflikty między sobą, a agencja musiałaby je rozwiązywać.
Po piąte, agencja, która wybrałaby tą drogę, poniosłaby dodatkowe koszty, gdyż zamiast rozwiązywać konflikty pokojowo, zaczęłaby chronić klientów, nawet jeśli to oni są agresorami. Spowodowałoby to odejście części pracowników i konieczność znacznego podwyższenia wynagrodzeń pozostałych. Wyobraźmy sobie, że szef nagle informuje nas, że od jutra nie będziemy już łapać złodziei, morderców i gwałcicieli, ale będziemy ich chronić. Prawdopodobnie natychmiast zrezygnowalibyśmy z pracy. A jeśli bylibyśmy psychopatami, poprosilibyśmy o podwyżkę. Ale to tylko część kosztów. A co z kosztami ubezpieczenia? A co z kosztami wynikającymi z ostracyzowania naszej firmy przez innych (i to nie tylko inne PAO)?
Problemy te wywierałyby dużą presję na agencje ochrony, zmuszając je do współpracy oraz ochrony klientów tylko wtedy, gdy nie są oni winni zarzucanych im czynów, czy dopuszczania do odpowiedniego ukarania ich, gdy są winni. Bardzo trudno byłoby jednej agencji odejść od takiego stanu równowagi. Załóżmy, że jedna agencja postanowiła nie współpracować z innymi, ale zamiast tego bronić swoich klientów, nawet jeśli są winni. Taka firma nie tylko doświadczyłaby radykalnego wzrostu kosztów operacyjnych, odpływu spokojnych klientów i napływu klientów wysokiego zawinionego ryzyka, ale także spotkałaby się z radykalnym oporem ze strony wszystkich innych PAO. Jej sytuacja nie byłaby godna pozazdroszczenia.
Co istotne, system taki zabezpiecza przed firmami, które dążą do dominacji nad innymi, odmawiając pokojowego rozstrzygania sporów, a także przed oszustwami i nadużyciami w relacjach między agencjami. Mogłoby się wydawać, że dla każdej agencji opłacalne byłoby oszukiwanie drugiej agencji za każdym razem i przechylanie szali na korzyść swojego klienta. Jednak postępując w ten sposób, agencja ryzykuje zaburzenie pokojowych, opartych na współpracy relacji z drugą agencją. Zyski z takiego jednorazowego oszustwa byłyby znacznie niższe niż straty wynikające z zakłócenia tych pokojowych relacji. Relacje między agencjami ochrony najlepiej postrzegać jako serię powtarzających się transakcji dotyczących stosunkowo niewielkich kwot, które mają miejsce przy braku strony trzeciej egzekwującej umowy (państwa). W takich transakcjach każda ze stron może oszukiwać drugą, ponieważ żadna ze stron nie może być zmuszona do uczciwego postępowania. Jednak, jak wskazuje teoria gier, strony umowy nie będą oszukiwać, ponieważ zysk z jednorazowego oszustwa jest nieproporcjonalnie mały w porównaniu ze stratami wynikającymi z zakłócenia lub zakończenia długoterminowej współpracy. Ponadto ten mechanizm samowykonanywalnych umów wzmacniany jest znaczenie reputacji. Firma, która zyska reputację oszusta, poniesie straty, ponieważ wszystkie inne firmy będą bacznie obserwować każdy jej ruch w przypadku sporu, co spowoduje wysokie koszty.
Teoria anarchokapitalizmu opiera się na założeniu, że bardziej opłaca się chronić osoby produktywne przed nieuzasadnioną przemocą niż chronić osoby nieproduktywne przed uzasadnioną zemstą. Opiera się ona również na założeniu, że sprawiedliwe, szybkie i skuteczne rozstrzygnięcie pojedynczego sporu umożliwia rozstrzygnięcie kolejnych sporów w ten sam sposób. Jeśli się nad tym zastanowić, to założenie takie aż samo się narzuca.
Chociaż idea powszechnej wojny między agencjami wydaje się na pierwszy rzut oka dość naturalna, po bliższym przyjrzeniu się twierdzenie to — zasadniczo sugerujące, że walka jest bardziej opłacalna niż współpraca i że bardziej opłaca się chronić nieproduktywnych agresorów niż produktywne, pokojowo nastawione osoby — wydaje się coraz mniej przekonujące. To, co oczywiste, zaczyna wyglądać absurdalnie. Istnieje kilka dobrych argumentów podważających możliwość realizacji ładu anarchokapitalistycznego. Jednak ten nie wydaje się być jednym z nich.
Źródło ilustracji: Pixabay
