Powrót
Aktualności

Zmiany w diecie szkolnej — to nie mogło się skończyć inaczej.

0
Instytut Misesa
Przeczytanie zajmie 2 min
Prasówka Zmiany w diecie szkolnej — to nie mogło się skończyć inaczej.

Idee mają konsekwencje. Także w żywieniu dzieci. Jak podaje portal Rynek Zdrowia (za Dziennikiem Gazetą Prawną):

Zmiany zasad żywienia w stołówkach szkolnych wprowadzone od września przez Ministerstwo Zdrowia zakładają zwiększenie udziału produktów roślinnych. Ma być bardziej zdrowo, ale nowy jadłospis nie budzi entuzjazmu większości uczniów. Generuje też dodatkowe koszty.

Na sprawę słynnej „diety planetarnej” można spojrzeć przez dwie „soczewki” — libertariańską (normatywną) i ekonomiczną.

Z perspektywy libertariańskiej sprawa jest nadzwyczaj jasna. Publiczna edukacja opiera się na odrzuceniu pryncypium, jakim jest pierwszeństwo wychowania dzieci przez swoich rodziców, według ich ocen potrzeb dziecka (która w większości przypadków jest lepsza niż ocena urzędnika) i wedle poglądów, jakie posiadają. Dopóki będziemy mieli do czynienia z publiczną edukacją i interwencją państwa w tą dziedzinę życia — nie można oczekiwać innych rezultatów. Jak pisał Rothbard (cytując za pracą R. Wojtyszyna „Anty-Lewiatan”): 

Urzędnik oświaty publicznej musi podjąć szereg istotnych i kontrowersyjnych decyzji dotyczących wzorca formalnego kształcenia obowiązującego na podległym mu obszarze. Musi rozstrzygnąć, czy szkoły powinny być tradycyjne czy nowoczesne, czy powinny propagować wolny rynek czy socjalizm, konkurencję czy egalitaryzm, czy powinny uczyć przedmiotów ogólnych, czy przygotowywać do zawodu, czy powinny być koedukacyjne, czy też męskie i żeńskie. Musi zdecydować, czy umieścić w programie wychowanie seksualne, czy nadać szkołom charakter wyznaniowy czy świecki, albo pośredni pomiędzy tymi skrajnościami. Rzecz w tym, że bez względu na to, jak zdecyduje, to – nawet jeśli jego decyzja zadowoli większość – zawsze pozostanie duża grupa rodziców i dzieci całkowicie pozbawionych takiej szkoły, jakiej pragną. Jeśli wybór urzędnika padnie na tradycyjne wychowanie w szkole, to stracą na tym rodzice o nowoczesnych poglądach i vice versa.

Ekonomista widzi jednak podstawowy problem ekonomiczny, jaki jest niemożność przewidzenia wszystkich skutków interwencji przez państwo, zwłaszcza przy przyjęciu nierealistycznych założeń. Interwencja, mająca na celu „poprawienie żywienia dzieci” opierała się na cichym założeniu, że 1) znaczna większość dzieci będzie kontynuować spożywanie posiłków w szkole, 2) dzieci faktycznie będą je jadły i 3) nie będą „dojadać” w sklepikach. W skrócie — interwencja oparta była na skrajnie nierealistycznym założeniu, że reakcji nie będzie. A każda akcja budzi reakcję. Bez względu na to jak wspaniałe były intencje — nie zmienia to negatywnych efektów zmiany. Konsekwencją reformy może być paradoksalnie to, że dzieci bedą jadły… Albo rzadziej, albo jedzenie o gorszych charakterystykach zdrowotnych.

Cytat za: https://mises.pl/artykul/wojtyszyn-publiczna-edukacja

Źródło prasowe: https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Szkolne-zderzenie-ze-zdrowa-dieta-Rodzice-lub-samorzady-zaplaca-wiecej,288664,14.html

Źródło ilustracji: pixabay

Kategorie
Aktualności Interwencjonizm


Nasza działalność jest możliwa dzięki wsparciu naszych Darczyńców, zostań jednym z nich.

Zobacz wszystkie możliwości wsparcia

Wesprzyj Instytut, to dzięki naszym Darczyńcom wciąż się rozwijamy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu plików cookie w Twojej przeglądarce.