Tokarz: Wolność, sprzymierzeniec czy hamulec rozwoju?

9 czerwca 2004 Filozofia polityki komentarze: 0

Tomasz Tokarz
Wolność, sprzymierzeniec czy hamulec rozwoju?
„Wolność” jest jednym z kluczowych haseł współczesności. Bywa różnie pojmowana. W dzisiejszych czasach dominuje liberalna koncepcja wolności. Rozumiana jest przede wszystkim jako niezależność: od przymusu, arbitralnej woli innych, ingerencji zewnętrznych. Jest to wolność w rozumieniu negatywnym, wolność „od”. Bycie wolnym – pisał Isaiah Berlin – oznacza, że nikt nie wtrąca się w moje sprawy. Im większy jest obszar tego niewtrącania się, tym większa jest moja wolność [1].
Wolność w rozumieniu liberalnym opiera na indywidualizmie, przekonaniu, że każda jednostka jest podmiotem obdarzonym niepowtarzalną osobowością. Jej podstawowym przywilejem jest prawo do samodzielnego konstruowania własnej tożsamości, kierowania się takimi zasadami, jakie sprawiają jej osobistą satysfakcję. Każda jednostka powinna mieć możliwość urzeczywistniania własnej wizji dobrego życia, kształtowania i rozwijania osobowości według własnego uznania, samorealizacji, ekspresji swego „ja”. Wolność jednostki nie może być ograniczana z innego powodu, niż potrzeba ochrony wolności innych jednostek. Każdy decyduje o sobie. Jak wskazywał jeden z twórców liberalizmu: ani jedna osoba, ani pewna liczba osób nie ma prawa powiedzieć innej dojrzałej istocie, że nie wolno jej robić ze sobą dla swego własnego dobra, co się jej żywnie podoba [2].
Zwolennicy liberalizmu są przekonani, że wolność osobista jest źródłem postępu społecznego. Wyzwala energię, rozwija inwencję, kreatywność, staje się motorem aktywności człowieka. Stan, w którym jednostki cieszą się pełną niezależnością, daje im nie tylko szansę na samorealizację, ale przyczynia się także do dobra społecznego. Kiedy ludzie są wolni i mogą podążać za swoimi sprawami nie niepokojeni, kiedy mogą w dowolny sposób używać swej pomysłowości w poszukiwaniu lepszego życia, wtedy są niezmiernie płodni. Wolność polityczna i ekonomiczna wyzwala najlepsze umysły i najbardziej ambitnych ludzi, pozwala im budować, tworzyć, wprowadzać innowacje, posuwać naprzód całą ludzkość [3].
Autor w gruncie rzeczy zgadza się z tą tezą. Uznaje jednak, że w pewnych okolicznościach wolność liberalna może hamować rozwój społeczny. Wszystko zależy od tego, jaki zrobimy z niej użytek. Może dojść przecież do sytuacji, kiedy jednostka, dążąc do maksymalizacji osobistych korzyści, podporządkowuje inne jednostki własnym potrzebom, traktuje je jedynie jako narzędzia służące osiąganiu osobistej satysfakcji. Mamy wówczas do czynienia ze nie ze wspólnotą współpracujących za sobą osób, lecz ze zbiorem niepowiązanych jednostek nieustannie ze sobą rywalizujących. Pogoń wyłącznie za prywatnym interesem, bez oglądania się na interesy pozostałych członków społeczności, niszczy układ wzajemnych zależności miedzy jednostkami. Prowadzi do zrywania więzi międzyludzkich, zaniku poczucia solidarności, a konsekwencji do atomizacji zbiorowości. Zasada nieskrępowanej wolności, ujęta lapidarnie w haśle „róbta co chceta”, prowadzić może do anarchizacji życia społecznego. Jak wskazywała Gertrude Himmelfarb: Wolność oderwana od tradycji i zwyczaju, od moralności i religii, która czyni z jednostki jedynego depozytariusza i arbitra wszelkich wartości i przeciwstawia go społeczeństwu i państwu – taka wolność to wielkie zagrożenie dla liberalizmu [4]. Jest oczywiste, że społeczeństwo, którego celem jest rozwój, nie może być zbiorem zantagonizowanych jednostek, nie podejmujących ze sobą współpracy.
Koncentracja obywateli jedynie na szczęściu osobistym może prowadzić do ich wyobcowania. Już Tocqueville przedstawiał wizję społeczeństwa, w którym każdy żyje w izolacji i jest obojętny wobec cudzego losu; ludzkość sprowadza się dla niego do rodziny i najbliższych przyjaciół; innych współobywateli, którzy żyją tuż obok w ogóle nie dostrzega, ociera się o nich, ale tego nie czuje. Człowiek istnieje tylko w sobie i dla siebie. Jednostki dobrowolnie zrzekają się prawa do kontroli nad sferą publiczną. W opuszczone miejsce wchodzi państwo, potężna i opiekuńcza władza, które chce sama zaspokoić ludzkie potrzeby i czuwać nad losem obywateli. Władza ta ogranicza inwencję jednostek, stara się nieodwołalnie uwięzić ludzi w stanie dzieciństwa, ograniczając ich wpływ na losy kraju, a w konsekwencji pozbawia człowieka samego siebie [5]. Tocqueville obawiał się, że niepohamowane dążenie do realizacji prywatnych interesów może prowadzić do ograniczenia indywidualnej inicjatywy, a tym samym do stagnacji społeczeństwa jako całości. Kiedy widzę jak bardzo ulotna jest własność i jak bardzo niespokojne i gorące staje się pragnienie posiadania, ogarniają mnie obawy, że ludzie każda nową teorię uznają w końcu za niebezpieczeństwo, każdą innowację za niepotrzebne zamieszanie, wszelki postęp społeczny za pierwszy krok do rewolucji. Obawiam się, by umysły nie zasklepiły się w jałowej kontemplacji własnych drobnych problemów, zaprzestając tworzenia idei nowych, by człowiek nie wyczerpał się w małych samotnych i jałowych poczynaniach, wreszcie by ludzkość, pozostając w stanie stałej ruchliwości, nie zatrzymała się w miejscu[6].
>Okazuje się, że kwestie podnoszone przez Tocqueville’a bardzo dobrze pasują do rzeczywistości dzisiejszej Polski. Obecnie w Polsce mamy do czynienia z wyraźnymi przejawami ucieczki obywateli od życia publicznego. Zaangażowanie w działalność społeczną jest niewielkie. Jedynie co czwarty Polak jest członkiem jakiejś organizacji (wliczając w to związki zawodowe). Dla porównania w Czechach ten wskaźnik wynosi 60%, we Włoszech 42%, a Stanach Zjednoczonych aż 92%. Dodajmy, że tylko 3% Polaków uważa że przynależność do stowarzyszenia jest dla nich wartościowe[7]. Społeczeństwo polskie jest w znikomym stopniu zainteresowane partycypacją w życiu publicznym. Jednostki skoncentrowane na wprowadzaniu w życie idei „róbta co chceta”, nie czują się zobowiązane do jakichkolwiek świadczeń na rzecz społeczeństwa, nie poczuwają się do odpowiedzialności za sprawy publiczne.
Jest oczywiste, że jeżeli wolność indywidualna ma służyć rozwojowi, nie może być równoznaczna z ograniczeniem się do wąskiego kręgu własnych spraw. Nie może być realizowana w oderwaniu od wyzwań teraźniejszości. Taka sytuacja prowadzi do kwietyzmu, a nie do rozwoju. Korzystanie z wolności powinno przejawiać się w aktywnej postawie wobec rzeczywistości, w zajmowaniu jakiegoś stanowiska wobec zastanego świata. Jak wskazywał Fromm: sama wolność negatywna czyni z jednostki istotę izolowaną, której związek ze światem jest luźny, a stosunek do świata nieufny, i której „ja” jest słabe i stale zagrożone[8]. Dopiero aktywna postawa daje satysfakcję, poczucie tożsamości, spełnienia. Wolność przynosi wymierne efekty, jeżeli traktowana jest nie jako pretekst do wycofania, lecz jako punkt wyjścia do działania. Aby jednostki przyczyniały się do ogólnego rozwoju muszą wykorzystywać przysługujące im prawa obywatelskie. Potrzebne jest zatem położenie nacisku na rozumienie wolności w sensie pozytywnym, jako wolności „do”. Do zabierania głosu w sprawach publicznych, udziału w wyborach, do wspierania tych, którzy w wyniku różnych, nie zawsze przecież zawinionych przez nich przyczyn, nie radzą sobie w gospodarce rynkowej. Ważne wydaje się odnowienie ideałów republikańskich, z takimi cnotami jak poczucie służby społecznej, odpowiedzialności za nie tylko za swój los, ale i za los innych, solidarność, współdziałanie.
Ujmowanie wolności jako aktywnego działania na rzecz innych nie oznacza bynajmniej rezygnacji z indywidualizmu na rzecz myślenia kolektywistycznego. Nie chodzi o uznanie prymatu wspólnoty nad jednostką, o bezrefleksyjne podporządkowanie partykularnego dobra dobru ogółu. Społeczne zaangażowanie jest przecież ważne nie tylko ze względu na dobro wspólne (które można utożsamić z rozwojem), ale także z punktu widzenia podmiotu dążącego do realizacji własnego interesu. Istnieje wyraźna zależność, korelacja miedzy rozwojem społeczeństwa jako całości, a dobrem jednostki. Indywidualne szczęście jest pochodną pomyślności całego społeczeństwa. Wspomniany już Tocqueville opisując demokrację amerykańską zwracał uwagę na cechującą Amerykanów umiejętność przekształcania interesu własnego w zainteresowanie dobrem publicznym, pogodzenia partykularnych dążeń z interesem wspólnoty. Amerykańscy moraliści nie utrzymują, że trzeba się poświęcać dla bliźnich, bo to rzecz wzniosła. Ale mają odwagę powiedzieć, że poświecenia są równie konieczne dla tego, który je ponosi, jak dla tego, który z nich korzysta[9]. Celem byłoby zatem szukanie takich sfer aktywności, w których interes prywatny i publiczny zlewają się w jedno.
>Działania na rzecz dobra wspólnoty nie muszą wcale prowadzić do rozmycia jednostki w społeczności, zatracenia przez nią osobowości. Przeciwnie – to właśnie dzięki funkcjonowaniu we wspólnocie zyskujemy większą szansę na urzeczywistnianie naszej wizji życia. Możemy przecież wyobrazić sobie zbiór jednostek wzajemnie wspierających się (także w procesie osiągania większego zakresu wolności, służącego realizacji swego „ja”), a nie prowadzących ze sobą nieustanną walkę. John Rawls wskazywał: Potrzebujemy siebie nawzajem jako partnerów w życiu, którzy angażują się dla własnych korzyści, zaś sukces i zadowolenie innych sa koniecznym warunkiem i uzupełnieniem naszego dobra[10].
Jednostka musi być świadoma istnienia skomplikowanej sieci wzajemnych zależności łączących ją z innymi jednostkami. Nikt nie jest niezależnym, autonomicznym bytem. Każdy z nas dopiero we wspólnocie uzyskuje możliwość samodefiniowania się. To przez kontakty z innymi jednostkami człowiek kształtuje i rozwija swoje „ja”, konstruuje swą tożsamość. Budowanie indywidualnej podmiotowości nie może odbywać się poza zbiorowością. Wolna jednostka – wskazywał Charles Taylor – jest tym, kim jest, tylko dzięki całemu społeczeństwu i cywilizacji, która ją ukształtowała, która ją utrzymuje (…) wolna jednostka, nosiciel praw, może przybrać swą tożsamość tylko za pośrednictwem swych stosunków wobec rozwiniętej cywilizacji liberalnej. Jest czymś absurdalnym umieszczanie takiego podmiotu w stanie natury, gdzie nigdy nie mógłby uzyskać swej tożsamości, a wskutek tego nigdy nie mógłby stworzyć na mocy umowy społeczeństwa, które by ją respektowało. To raczej wolna jednostka, która uznaje się za taką, już ma obowiązek doskonalenia, odbudowywania i utrzymywania społeczeństwa, w jakim taka tożsamość jest możliwa[11].
Dobro jednostki nie zależy wyłącznie od jej indywidualnej aktywności. Wolność jednostki realizuje się zawsze w ramach jakiejś wspólnoty, poza nią nie ma sensu. Członkowie wspólnoty powiązani są systemem praw i obowiązków. Istotne wydaje się zatem uwzględnianie interesu wspólnoty przy podejmowaniu indywidualnych decyzji. Wolność to umiejętność wyrzeczenia się części własnych praw dla zapewnienia ładu społecznego. Nie dlatego, że tak stanowi prawo, że wymusza takie zachowanie urzędnik, ale dlatego, że ja uważam to za słuszne. I to ja sam podejmuje o tym decyzję. Być wolnym oznacza, ze to ja sam decyduję, w jakim stopniu przysługująca mi wolność powinna być ograniczona. Członkowie dobrowolnie przyjmują na siebie pewne obowiązki, które prowadzą do wzmocnienia wspólnoty. Wspólnota staje się wówczas instrumentem ochrony i realizacji interesów jednostki.
Dbanie o innych przy realizacji swych interesów nie musi być traktowane jako przejaw myślenia kolektywistycznego. Nie chodzi tutaj wcale o postrzeganie społeczeństwa jako holistycznej całości. Równie dobrze można traktować je jako zbiór niezależnych jednostek. Poczucie, że jestem indywidualnością niezależną od innych jednostek nie musi być równoznaczne z uznaniem, że są one mi obce, że są jedynie rywalami w wyścigu o dobra. One także mają prawo korzystać z przysługującej im wolności. Musimy starać się rozumieć ich racje, punkty widzenia. Nawet wtedy, kiedy są diametralnie odmienne od naszych.
Niebagatelną rolę w procesie kształtowania podstaw pod współdziałanie jednostek dla realizacji wspólnego dobra odgrywa dobrze funkcjonujące społeczeństwo obywatelskie, oparte na dobrowolnych stowarzyszeniach. Udział w życiu publicznym czyni obywateli bardziej świadomymi istniejących problemów. Sprzyja kształtowaniu poczucia odpowiedzialności za dobro wspólne, a tym samym i za własny los. Wspólne działanie zbliża ludzi do siebie, niejako zmusza do udzielania sobie pomocy. Prowadzi do przezwyciężania egoizmu jednostek. Intensywne interakcje, rozbudowana komunikacja społeczna istniejąca w społeczeństwie obywatelskim powoduje zacieśnienie więzi między ludźmi, zmniejsza ryzyko wyobcowania i lęku. Im częściej jednostki kontaktują się ze sobą, im więcej wspólnych inicjatyw podejmują, tym bardziej sobie ufają. A jak wskazywał Francis Fukuyama, pomyślność gospodarcza narodów i ich zdolności konkurencyjne uwarunkowane są przez jedną cechę kulturową: poziom zaufania właściwy danemu społeczeństwu[12]. Człowiek powinien zrozumieć, że działanie na rzecz innych leży w jego własnym interesie. Pomagając bliźnim buduje kapitał wzajemnego zaufania. Może liczyć na ich poparcie.
Co jednak z prawem jednostki do wyboru drogi życiowej? Czy ma zostać podporządkowana rozwojowi społeczeństwa jako wartości wyższej? W jakim stopniu konieczna jest rezygnacja z wolności? Z punktu widzenia etyki liberalnej wszelkie instytucjonalne wymuszanie określonych zachowań jest rozwiązaniem nieefektywnym. Powstrzymywanie jednostki od czynienia tego, co uważa za słuszne, i nakazywanie jej innych działań hamuje kreatywność, inwencję, niezależność myślenia. Tym samym nie służy rozwojowi. Takie rozwiązania mogą być co prawda uzasadnione w niektórych sytuacjach. Ale na dłuższą metę okazują się demoralizujące. Przykład Związku Sowieckiego jest aż nadto wymowny. To właśnie uczucie osiągania osobistych korzyści pobudza jednostkę do działania. Wykorzenienie motywacji egoistycznej wydaje się niemożliwe. Próbowali tego dokonać bolszewicy. Wiadomo, z jakim skutkiem. Nie tędy droga.
Bardziej skutecznym rozwiązaniem wydaje się promowanie pewnych pożądanych postaw. O ile każdy ma prawo realizować własną wizję dobrego życia, o tyle można przecież propagować takie modele życia, które w większym stopniu niż inne przyczyniają się do rozwoju społeczeństwa jako całości. Szczególnie w Polsce istnieje pilna potrzeba kształtowania świadomości obywatelskiej, poczucia odpowiedzialności za dobro wspólne, uczestnictwa w życiu zbiorowym. Przekonania, że jednostka, mając prawo do swobodnego wyboru drogi życiowej, musi ponosić odpowiedzialność za dokonane wybory, które mają także wpływ na losy innych. Ukazania, że urzeczywistnianie partykularnych dążeń nie musi być sprzeczne z działaniem na rzecz wspólnoty. Konieczne jest stwarzanie obywatelom jak najwięcej okazji do współdziałania, rozwijanie poczucia wzajemnej zależności. Zachęcanie do aktywnego udziału w życiu publicznym, do korzystania z przysługujących praw: wyrażania opinii, stowarzyszania się, uczestniczenia w samorządzie lokalnym. Wciągnięcie jak największej liczby obywateli w życie publiczne może przynieść jedynie pozytywne konsekwencje z punktu widzenia rozwoju społeczeństwa.
* * *
Celem tej wypowiedzi było ukazanie, że sama wolność nie jest warunkiem wystarczającym dla harmonijnego rozwoju społeczeństwa. Istnieje potrzeba współdziałania jednostek w imię wspólnego dobra. Współpraca służy kształtowaniu zaufania społecznego warunkującego rozwój zbiorowości. Im mniejsza liczba konfliktów, napięć, tym rozwój jest bardziej harmonijny. Korzyści wynikające z tego stanu czerpią wszystkie jednostki. Następuje tutaj zależność: im społeczeństwo znajduje na wyższym szczeblu rozwoju, tym składające się nań jednostki maja większą szansę wprowadzać w czyn swoje prawo do wyboru modelu życia.


[1] Berlin I., Cztery eseje o wolności, Poznań 2000, s. 189.
[2] Mill J.S., Utylitaryzm. O wolności, Warszawa 1959, s. 226.
[3] Deklaracja Bernsteina za: http://www.upr.lublin.pl/doc/deklaracja-kap.doc.
[4] Himmelfarb G., Granice liberalizmu, w: K. Michalski (red.), Społeczeństwo liberalne, Kraków 1996, s. 137.
[5] Tocqueville A. de, O demokracji w Ameryce, Warszawa 1976, s. 470.
[6] Tocqueville, dz. cyt., s. 431.
[7] Szawiel T., Społeczeństwo obywatelskie, w: III Rzeczpospolita w trzydziestu odsłonach, Warszawa 2004, s. 403.
[8] Fromm E., Ucieczka od wolności, Warszawa 2003, s. 243.
[9] Tocqueville, dz. cyt.
[10] Rawls J., Teoria sprawiedliwości, Warszawa 1994, s. 708.
[11] Za: Chmielewski A., Społeczeństwo otwarte czy wspólnota, Wrocław 2001, s. 251, 253.
[12] Za: Szawiel T., dz. cyt., s. 391.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Tomasz Tokarz

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *