Deficyt może być wyższy

10 czerwca 2004 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 0

„Deficyt budżetowy w przyszłym roku wyniesie 38,8 mld zł, przy wydatkach 207,2 mld zł i dochodach 168,4 mld zł – takie założenie do ustawy budżetowej zatwierdził wczoraj rząd. Deficyt może być jednak wyższy o co najmniej 3,7 mld zł, gdyż w założeniach przyjęto propozycje z planu Hausnera, które nie zostały zaakceptowane przez Sejm. O szczegółach budżetu na rok 2005 rząd będzie rozmawiał dzisiaj.

 

Zgodnie z założeniami do ustawy budżetowej w przyszłym roku dochody wyniosą 168,4 mld zł – 9 proc. więcej niż założono na ten rok. Jak wyjaśnił Andrzej Raczko, przyjęto, że w przyszłym roku nie zostaną wprowadzone istotne zmiany w systemie podatkowym. Dotyczy to zarówno podatków dochodowych jak i pośrednich.

 

Janusz Jankowiak zwraca uwagę, że w założeniach zastosowana została reguła Belki, a więc wydatki budżetowe rosną w tempie inflacja + 1 proc. – Nie jest to korzystna sytuacja. Bo niemal pewne jest, że w przyszłym roku przekroczymy ostatni próg ostrożnościowy, a więc relacja długu publicznego do PKB przekroczy 60 proc. – mówi ekonomista BRE Banku.

 

Według prognoz rządu w tym roku – zgodnie z założeniami do budżetu – relacja długu do PKB wyniesie 54,8 proc., a w przyszłym ukształtuje się pomiędzy 55 a 60 proc. W obecnym i przyszłym roku zakładane jest osiągnięcie przewidywanych wpływów z prywatyzacji (8,8 mld zł) i umocnienie się złotego” – pisze dzisiejsza Rzeczpospolita.

 

Źródło: Rzeczpospolita (09.06.04 Nr 134), Deficyt może być wyższy

 

Komentarz Instytutu Misesa:

 

To, że rząd pragnie zwiększać deficyt budżetowy, jest oczywiste. Tylko dzięki ciągłemu zadłużaniu obywateli bez ich wiedzy i zgody może on spełniać wyborcze obietnice stałego zwiększania świadczeń społecznych

 

Równie oczywiste jest niestety to, że żaden polityk, który nie jest owładnięty dziwną dla polskiej (i nie tylko) klasy politycznej prawdziwą troską o innego człowieka, nigdy w życiu nie postanowi zaryzykować jakiejkolwiek obniżki podatków. Nawet wtedy, gdy jakimś cudownym zbiegiem okoliczności zmniejszy podatki w jednym sektorze, musi natychmiast podnieść podatki w innym, by „zrekompensować” sobie „stratę”. Nie dziwią zatem w żadnym razie zapowiedzi braku zmian w wysokości obciążeń podatkowych, nie dziwią także gigantyczne problemy z wprowadzaniem jakiejkolwiek dyscypliny, choćby tak ułomnej i hasłowej w rzeczywistości, jak tzw. Plan Hausnera. Żaden polityk przy zdrowych zmysłach, który ceni sobie swój interes jak każdy inny człowiek, nie może pozwolić sobie na tak samobójczą strategię rządzenia, jak oszczędność, umiar czy brak zachłanności. Pamiętajmy, że polityk nie kieruje się popytem na swoje usługi, ale sam zaspokaja swój nieograniczony popyt na bezkarne stosowanie przemocy wobec innych (najbardziej dosłownym przykładem są choćby immunitety poselskie czy nakładanie podatków). Nawet, jeśli polityk rzeczywiście nie pragnie niczego więcej, jak dobra obywateli, to zaspokaja wyłącznie swoją własną potrzebę czynienia dobra innym. Jednak polityk naciskany jest przez specjalne grupy interesu, które każą mu tak gospodarować środkami jednych grup, by zaspokajać potrzeby głosujących. To znacznie utrudnia mu działanie na rzecz wszystkich (choć „wszyscy” poradziliby sobie znacznie lepiej, gdyby sami mogli o sobie decydować), a niebezpiecznie ułatwia działanie na rzecz wybranych.

 

Każdy polityk stara się działać zgodnie z zasadami marketingu. Reklamuje swoje działania jako pożyteczne i bezstronne. Dlatego też politycy prowadzą z nami grę „racjonalizacji wydatków”, „trzymania dziury budżetowej w ryzach”, „Planu Hausnera” czy wreszcie „Reguły Belki”, równie szkodliwej, co bezsensownej. „Reguła Belki” to nic innego, jak autorytarne założenie, że „określony” wzrost deficytu jest „bezpieczny”, mimo tego, że podstawowe prawa ekonomiczne świadczą przeciw takiej tezie. (Wystarczy pokusić się o mały eksperyment myślowy: Co mówi nam reguła wzrost deficytu budżetowego = inflacja + 1% w przypadku, gdy inflacja wynosi 100%? Wzrost deficytu na poziomie 101%!) Nawet samo „określenie” deficytu nie pozostaje bez wad – współczynnik inflacji w końcu ustala się według tak odmiennych w prawie każdym przypadku reguł, że wyznacznik ten przestaje być (i nigdy nie był) miarodajny.

 

Podsumowując, już samo istnienie deficytu budżetowego jest bardzo niebezpiecznym zjawiskiem, a stopniowe jego zwiększanie jest jeszcze bardziej niebezpieczne, powodując destabilizację monetarną i kryzys gospodarczy. Bardzo złym prognostykiem jest więc brak umiarkowania polskich polityków, którzy uważają, że gospodarka jest workiem bez dna – niezależnie od tego, ile będą z niego czerpać, zawsze mogą dostać jeszcze więcej.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *