Zawiniła droga żywność i paliwa

16 lipca 2004 Inflacja komentarze: 0

Roczna inflacja w czerwcu zwiększyła się do 4,4 proc. z 3,4 proc. w maju – podał wczoraj GUS. Jest to wzrost większy, niż prognozowali analitycy. Przyczyną była przede wszystkim drożejąca żywność, która spowodowała wzrost cen w czerwcu o 0,9 proc. Rynki finansowe zareagowały spokojnie na dane o inflacji. Nie powinny one przyspieszyć kolejnej podwyżki stóp procentowych – mówią w większości analitycy.

 

Po stosunkowo wysokim wzroście cen żywności w pierwszej połowie czerwca, analitycy przewidywali, że do końca miesiąca tempo podwyżek osłabnie i w rezultacie inflacja liczona rok do roku nie przekroczy 4 – 4,2 proc. Okazało się, że żywność drożała konsekwentnie i jej ceny były średnio o 2,9 proc. wyższe niż w maju. Aż o 7,2 proc. więcej niż miesiąc wcześniej płaciliśmy za warzywa, o 6,5 proc. więcej za tłuszcze – samo masło np. było w czerwcu o 7 proc. droższe niż w maju. Galopowały wręcz ceny mięsa – wołowe zdrożało o 13,8 proc., a drób o 13,4. Podrożały wędliny i niespodziewanie także cukier – o 4,3 proc., choć wydawało się, że tutaj podwyżek już nie będzie.

 

Analitycy są zgodni, że o zmianach inflacji w następnych miesiącach będą decydowały głównie ceny żywności. Po wejściu Polski do UE znacznie zwiększył się popyt zagraniczny na nasze towary i przetwory, które okazały się często lepsze i tańsze niż w pozostałych krajach wspólnego rynku. Sprzedaż rosła również dlatego, że jest łatwiejsza, gdyż po 1 maja zniknęło wiele barier, które ją wcześniej ograniczały.

 

Źródło: „Rzeczpospolita”, 15/07/2004, nr 164, Zawiniła droga żywność i paliwa

 

Komentarz Instytutu Misesa:

 

Nieoczekiwany wzrost cen budzi obudził obawy tych, którzy myśleli, że muszą panować nad każdym wydarzeniem wewnątrz gospodarki. Jeśli nie mogą panować w skali mikroekonomicznej, czyli pojedynczych przedsiębiorstw, to muszą panować choćby makroekonomicznie, w skali całej gospodarki, gdyż tylko ta skala może być łatwo spłycona dzięki statystyce do obrazu gigantycznych, choć w swej masie bezcelowych, przepływów kapitału. Obserwatorzy powinni odróżnić naturalne wzrostów cen, spowodowane uwolnieniem możliwości handlu z państwami Unii Europejskiej (choć za wygórowaną cenę przymusowego nawiązania walki celnej z innymi krajami) od prawdziwej inflacji. Nie polega bowiem ona na wahaniach autorytarnie ustalonego koszyka cen, który ma rzekomo opisywać gospodarkę. Inflacja jest zjawiskiem związanym nierozłącznie z aktywnym zwiększaniem podaży pieniądza, czym w dzisiejszych czasach może zajmować się wyłącznie rząd lub któraś z jego gałęzi. W Polsce jest za to odpowiedzialny Narodowy Bank Polski i rząd, ustalający istnienie i wielkość deficytu budżetowego, który jest finansowany z emisji obligacji państwowych.

 

Karbem odpowiedzialności za fragment obserwowanego wzrostu z pewnością można obarczyć rząd. W dużej mierze jednak jest ów wzrost (i należy zaznaczyć, że dotyczy on tylko części cen pewnej grupy artykułów, głównie artykułów spożywczych) spowodowany naturalnymi spekulacjami handlarzy, pragnących osiągnąć zysk ze swojej działalności. Ich niepokoju z całą pewnością ten wzrost nie budzi. Wiąże się on z wymianą bogactwa dwóch stron, na korzyść każdej z nich. Polscy rolnicy, oferując tańszy produkt, niż większość innych krajów unijnych, nic nie tracą na takiej wymianie, zyskując pieniądze na rozwój i inwestycje. Nasi sąsiedzi także zyskują, mogąc pozwolić sobie na więcej lepszej jakości towarów.

 

Ruchy cen wiążą się z pewnym zaskoczeniem dla rodzimych producentów, którzy wcześniej raczej straszeni byli „całkowitym zniszczeniem polskiej gospodarki”, mającej po wstąpieniu do UE ulec przejęciu przez obcych. Nie przygotowali się oni w pewnej mierze na skutki zniesienia przeszkód celnych, które zawsze skutkują poprawą warunków handlu. Ponieważ wzrósł popyt na tanie krajowe dobra, konsumenci przez pewien czas będą odczuwać skutki częściowego braku przygotowania naszych producentów. Można jednak bezpiecznie poczynić założenie, że trwały, efektywny wzrost cen na rynku krajowym będzie niewielki, gdyż producenci szybko zorientują się w różnicach rynku rodzimego i zagranicznego, dostosowując ceny do obu. Stanie się tak, gdyż żaden producent nie będzie chciał ryzykować utraty klientów. Jedyne, czego można się spodziewać, to poprawa dobrobytu klientów i producentów zarówno krajowych, jak i zagranicznych, gdyż tylko do tego może doprowadzić uwolnienie ceł.

 

Jest jednak jedna rzecz, która może tym naturalnym procesom może skutecznie przeszkodzić. Są to próby „uregulowania” całego procesu, by rynek „nie wymknął się spod kontroli”. Mowa rzecz jasna o „walce z inflacją”. Taka walka w rzeczywistości odnosić się będzie do rynku w innej sferze, bo do rynku finansowego (gdyż w pierwszej kolejności to nań wpływają zmiany stóp procentowych wyznaczanych przez RPP), uderzając we wszystkie sektory potrzebujące kredytu, nie tylko te „obwinione” za proces naturalnego przecież bogacenia się. Koszyk cen zostanie być może w jakiejś mierze sprowadzony do poziomu, który RPP obrała za swój cel, lecz za takie zabawy z rynkiem zapłacimy my wszyscy, a przede wszystkim przedsiębiorcy, karani za swoją uczciwą pracę.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezaleznym i nienastawionym na zysk osrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwolujacym sie do tradycji austriackiej szkoly ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertarianskiej mysli politycznej. Instytut zostal nazwany na czesc - naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. - Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy