Machaj: Mity standardu złota

9 stycznia 2005 Pieniądz komentarze: 50

Autor: Mateusz Machaj

Przez standard złota można rozumieć wiele rzeczy. Dzięki coraz szybszemu rozprzestrzenianiu się Internetu ludzie zaczynają docierać do alternatywnych w stosunku do głównego nurtu teorii monetarnych. Okazuje się, że słuszna teoria może być inna niż prezentowana przez Johna Maynarda Keynesa, Miltona Friedmana, czy innych championów rządowych interwencji monetarnych.
Wraz z powrotem debaty, jako argumenty przeciw standardowi złota powstają ze swych grobów stare mity na jego temat. Zanim jednak zajmiemy się ich analizą, warto przypomnieć, czym ów system jest, a czym nie jest.

Kiedy ekonomiści austriaccy mówią o standardzie złota, nie mają na myśli systemu, mówiąc terminologią hayekowską, „konstruktywistycznego”. Nie chodzi o to, aby rząd w jakikolwiek sposób wymuszał prawa legalnego środka płatniczego, zakazując ludziom używania takich pieniędzy, które są dla nich najwygodniejsze. Chodzi o rzecz zupełnie przeciwną. Debata „standard złota kontra alternatywa” nie jest debatą o wybranym, konkretnym środku płatniczym – jest debatą zdecydowanie poważniejszą. Debatą, której nazwa powinna brzmieć: „Rząd czy rynek?”.

Standard złota nie jest żadną teoretyczną konstrukcją. Standard złota jest po prostu zjawiskiem historycznym. „Standard złota” to określenie faktu rozwinięcia się w pewnych warunkach z barteru systemu pieniężnego, w którym funkcję środka wymiany pełnił konkretny towar – złoto. Jest to po prostu pewne wydarzenie, które kiedyś zaszło. To tyle na ten temat.
Czym innym niż historią natomiast jest analiza teoretyczna rynku pieniężnego. Ekonomia to nauka teoretyczna, która przedstawia nam pewne implikacje działań ludzi. Dotyczy to również organizacji rynku pieniężnego. Ekonomia nie ma na celu zalecać, czy dany towar powinien bądź nie powinien być obrany za pieniądz. Nie zajmuje się również przewidywaniem, ponieważ ludzkie działanie jest, w sensie nauk fizycznych, nieprzewidywalne (chociaż można je, często skutecznie, próbować antycypować). Ekonomia najzwyczajniej w świecie opisuje pewne fakty związane z tym, że gospodarka opiera się na jakimś reżymie monetarnym i tego stanu konsekwencje.

Kiedy teoretycy mówią o standardzie złota, zazwyczaj mają na myśli pieniądz wybrany dla dobrowolnie zawieranych transakcji – pieniądz wolnorynkowy, nienarzucany odgórnie przez instytucje państwowe. Piszę „zazwyczaj”, ponieważ zdarzają się ekonomiści (np. mający polskie korzenie znakomity ekonomista Michał Heilperin), którzy uznają, że standard złota należy jakoś społeczeństwu narzucić. Określenie monetarnego systemu wolnorynkowego „standardem złota” wynika z tego, że taki pieniądz po wielu latach funkcjonowania rozpowszechnił się na całym świecie. Co więcej, jest wielce prawdopodobne, że po denacjonalizacji pieniądza to właśnie złoto królowałoby dalej na rynku pieniężnym. Oprócz złota mogą na takim rynku funkcjonować również i inne rodzaje pieniądza. Nikt nie zabrania ludziom używać do wymiany srebra, żelaza, diamentów, soli, czy jakiegokolwiek innego towaru. Wszystko opiera się tu po prostu na dobrowolnych transakcjach.

Zatem ekonomiści ze szkoły austriackiej mówiąc o „standardzie złota” mają naturalnie na myśli system, w którym ludzie nawiązują między sobą dobrowolne transakcje i sami określają środek wymiany.

Dla dalszej dyskusji przydatny będzie zwięzły opis systemu bankowości w takiej strukturze. Sprawą podstawową jest spostrzeżenie, iż wolny rynek opiera się na właściwym rozpoznaniu tytułów własności. Każdy suwerenny właściciel dysponuje posiadanymi przez siebie środkami, i tylko i wyłącznie od jego decyzji zależy, co się z jego własnością stanie. W takiej sytuacji jest niedopuszczalne, aby ktokolwiek naruszał prawowite tytuły własności – niezależnie od tego, jak przekonywający powód swojego działania będzie w stanie podać. Czy wybierze „stymulowanie popytu”, „rozwój przedsiębiorczości”, „uelastycznienie podaży pieniądza” czy „zwiększenie inwestycji”, to absolutnie nie będzie miało znaczenia, ponieważ o zasobach decydują prawowici ich właściciele.

Dla przykładu powiedzmy, że mam w domu telewizor, a między godziną 8 a 17 pracuję w jakiejś firmie. To, że między 8 a 17 telewizor nie jest bezpośrednio „używany” nie zmienia ani trochę mojego tytułu własności do niego. Telewizor pozostaje w moim domu, ponieważ ja jestem jego właścicielem i taka jest moja decyzja. Nie interesują mnie (jeśli nie zdecyduję inaczej) w tym wypadku czyjeś tłumaczenia: „mógłbym w tym czasie z tego telewizora korzystać, skoro nikt go nie używa”. Telewizor jest moją własnością, którą w danej chwili jako zasób zatrudniłem zgodnie z moimi preferencjami (wszystkie zasoby są w jakimś sensie w każdej chwili jakoś „używane”). Pozbawienie mnie prawa własności do telewizora między 8 a 17 nie zwiększy dobrobytu społecznego. Doprowadzić może jedynie do zmniejszenia mojej użyteczności na rzecz zwiększenia użyteczności innej osoby. Co ekonomista może w tej sytuacji powiedzieć na temat dobrobytu społecznego ogółem? Ponieważ w ekonomii użyteczność jest subiektywna i niemierzalna, nie może powiedzieć prawie nic. Co więcej, gdyby stwierdził, że takie podejście jest dobre, to zaangażuje się w analizę etyczną, która już nie jest przedmiotem czystych badań ekonomicznych.

Nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że pozbawienie mnie telewizora będzie naruszeniem mojego prawa własności. To samo dotyczy wszystkich innych rzadkich środków, które w danej chwili są przez kogoś posiadane. Obojętnie, czy są to mieszkania, w których nikogo nie ma, papierosy, których ktoś nie pali, książki, których nikt nie czyta, samochody, którymi nikt nie jeździ, czy też pieniądze, których nikt nie wydaje. Dla systemu wolnorynkowego rozpoznanie prawowitych tytułów własności jest naturalne. Własność nie rodzi się jako produkt konkretnego sposobu wykorzystania własności. Nie jesteśmy właścicielami telewizora dlatego, że oglądamy jakieś konkretne kanały, albo dlatego, że w danym czasie z niego korzystamy, lecz dlatego, że prawowicie go nabyliśmy i naszą sprawą jest, co będziemy z nim robić (jeśli oczywiście nie rozbijemy go komuś na głowie).
Każdy sektor potrzebuje prawowitego rozpoznania tytułów własności. Nie inaczej jest w przypadku pieniądza i bankowości. Powiedzmy, że jakaś instytucja wypłaca banknoty w zamian za zdeponowane w niej złoto (lub jakiś inny rzadki towar pełniący funkcję pieniądza). Banknoty te są potwierdzeniem zawarcia umowy, zgodnie z którą złoto może zostać w każdej chwili wypłacone „na żądanie”, a instytucja, z którą taki kontrakt zawarliśmy, jedynie przechowuje nasze pieniądze. Wynika stąd jasno, że jeśli tytuł własności do złota nie został przekazany tejże instytucji finansowej, to możemy łatwo wskazać właściciela takiego pieniądza-towaru – jest nim osoba, która tenże pieniądz zdeponowała.

Nic więc dziwnego, że w systemie poszanowania prawa własności taka bankowość powinna się opierać na „stuprocentowych rezerwach”. Nie ma w tym nic niezwykłego. Jeśli instytucja finansowa, która przetrzymuje zdeponowane pieniądze, nie zamierza trzymać ich w magazynie, lecz przekazać je komuś w postaci kredytu, to nie ma absolutnie żadnej przeszkody, by tak się stało. Wtedy instytucja taka po prostu określa, że przejmuje złoto w swoje posiadanie na określonych warunkach i na przykład zapisuje w umowie, że banknot nie jest wypłacalny na żądanie, lecz jest aktywem, które wypłacone zostanie powiedzmy za rok, lub też na określonych warunkach itd.

Mamy zatem do czynienia ze ścisłym odróżnieniem funkcji magazynowania od funkcji pośrednictwa kredytowego. W pierwszym przypadku bank po prostu przetrzymuje nie swoje złoto i ułatwia posługiwanie się nim w transakcjach (wygodniej nieraz mieć tytuł do własności i nim się posługiwać niż bezpośrednio towarem). W drugim przypadku bank przejmuje złoto od klienta i zaczyna nim dysponować na pewnych warunkach (np. określa w umowie, że w zamian za to złoto wypłaci w przyszłości o 5% złota więcej).

Tak właśnie w skrócie wygląda standard złota. Przejdźmy teraz do niektórych narosłych wokół niego mitów oraz kilku obiekcji przeciw temu reżymowi monetarnemu wysuwanych; zarówno naukowych jak również amatorskich.

  1. „Standard złota jest szkodliwy, ponieważ ceny przy nim spadają.” Niewątpliwie wzrost podaży pieniądza przy systemie wolnorynkowym jest zazwyczaj mniejszy (ale nie zawsze tak było – przypomnijmy sobie choćby czasy gorączki złota) niż wzrost gospodarczy (procentowo). Oznacza to, że średnio wszystkie ceny na rynku będą spadać wraz z systematycznym wzrostem siły nabywczej pieniądza. Trudno jednak taki wzrost siły pieniądza nazywać szkodliwym. Jest to raczej rzecz korzystna, że towar pełniący funkcję pieniądza staje się coraz więcej warty. Wynika to z naturalnej tendencji gospodarki do rozwoju i wzrostu płac realnych. Istotą poprawy dobrobytu jest fakt, że własność ludzi zyskuje na wartości – że stopniowo można za te własność nabyć więcej dóbr, zaspokoić więcej potrzeb.
  2. „Spadające ceny sprawiają, że nieopłacalne stają się inwestycje.” Ten mit wynika z niezrozumienia mechanizmu przedsiębiorczości. To, co sprawia, że gospodarka funkcjonuje skutecznie i zaspokaja potrzeby ludzi to generowany dzięki istnieniu własności prywatnej system cenowy dający podział pracy. Dzięki niemu właśnie przedsiębiorcy zgłaszają popyt na czynniki produkcji w zależności od antycypowanego popytu konsumentów. Opłacalność inwestycji i produkcji nie zależy ostatecznie od jakiegoś końcowego poziomu cen, lub też od tego, czy ceny spadają, czy rosną. Opłacalność inwestycji zależy od różnic pomiędzy cenami. Od rozdźwięku między kosztami a przychodami. Ogólna siła nabywcza pieniądza i spadające ceny dóbr konsumpcyjnych nie grają tu kluczowej roli.
  3. „Złoto nie jest stabilne, ponieważ jego cena w dolarach się często waha.” Ta obiekcja wynika z niezrozumienia zakresu stosowania złota i tego, jakie funkcje pełni. Dzisiaj złoto stosowane jest jako środek ochronny przeciwko inflacji dolara i spadku jego siły nabywczej. Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że ludzie traktują złoto jako korzystny towar chroniący ich mienie – stąd też jego wahania skorelowane odwrotnie z dolarem. Przeciwnicy złota często zwracają uwagę, że na początku lat 80 złoto potrafiło kosztować około 800 dolarów za uncję, a potem spaść do około 200. Zapominają jednak dodać, że nagły wzrost ceny złota był powodowany antycypacją przywrócenia standardu złota (rynek tego oczekiwał). Taki skok ceny był wobec tego jak najbardziej naturalny. Dzisiaj złoto ma zastosowanie w przemyśle oraz chroni przed wahaniami waluty, wobec czego jego cena wynosi kilkaset dolarów. Tymczasem, jeśliby przywrócić standard złota, to „cena” jednej uncji wynosiłaby prawdopodobnie ponad 2000 dolarów. Po prostu, jeśli popatrzymy na „rzeczywistą podaż pieniądza” i porównamy ją z rezerwami złota, to za uncję wypłacano by właśnie tyle dolarów. Należy także dodać, że kiedy jakiś towar staje się coraz bardziej niespecyficzny, czyli stosowany w większej liczbie sektorów (tak jest z pieniądzem i byłoby ze złotem przy standardzie), to normalne jest, że jego cena jest mniej podatna na wahania niż dla innych towarów. Oznacza to, że po przywróceniu standardu złoto zyskałoby bardzo na stabilności. Nie mówiąc o tym, że przy standardzie złota, kruszec nie zmienia swojej relacji do waluty, tylko występuje między nim a banknotem sztywna relacja – określona wypłacalność.
  4. „Złoto nie jest stabilne, ponieważ nie nadąża za gospodarką i wzrostem produkcji.” Ten mit, podobnie jak większość innych, wynika z niezrozumienia natury wzrostu gospodarczego i pieniądza w ogóle. Wzrost objawia się większą liczbą towarów i usług. Towarów i usług, które są heterogeniczne, niesprowadzalne do jednej jednostki obliczeniowej. Powiedzmy, że w całym roku mamy 10 samochodów więcej, 50 kubków więcej, 80 wiertarek więcej. Co z tego? Jak można stwierdzić, że jakaś fizyczna ilość pieniądza ma „podążać” za tym? Odpowiedź jest prosta: nie można. Stwierdzenie, że pieniądz może za tym „podążać” jest po prostu mylącą przenośnią (sami monetaryści, zwolennicy tego podejścia, stosują tutaj sprytną sztuczkę, która zaciemnia problem, ale go nie rozwiązuje – sprowadzają te towary i usługi… do pieniądza i uśrednianej statystyki; tym sposobem mamy sytuację, gdzie pieniądz ma podążać za… pieniądzem).<
  5. „Złoto jest nieefektywne, ponieważ popyt globalny jest mniejszy niż mógłby być, co skutkuje niższym zatrudnieniem, produkcją” itd. Ten błąd swe źródło wywodzi od klasyków teorii podkonsumpcji takich jak Gesell, Marx, Hobson, Rodbertus, Malthus, Keynes etc. Tymczasem w systemie kapitalistycznym, jak wskazywał Say, nie ma żadnego problemu niedoboru popytu. O wielkości rynków zawsze decyduje system cenowy, który zależy od prywatnych właścicieli. Popyt jest całkowicie zależny od danej struktury cenowej, która nie jest sztywna i zawsze może się odpowiednio dostosować do aktualnego stanu rynku, niezależnie od fizycznej ilości jakiegokolwiek zasobu.
  6. „Złoto jest złe, ponieważ stymuluje ludzi do tego, aby chowali pieniądz do kieszeni i nie wydawali go.” Trudno nazwać takie zachowanie „złym”. Jeśli ludzie decydują się nie wydawać pieniądza, to oznacza po prostu, że zwiększają swój popyt na pieniądz i nie chcą go wydawać. Rezultatem tego jest presja na spadek cen. Jeśli sprzedawcy chcą, żeby ludzie nie chowali pieniądza, lecz go wydawali, wystarczy, że ich do tego zachęcą np. obniżką cen. Wtedy popyt na pieniądz zostanie zmniejszony i ludzie zaczną go ponownie wydawać. Zresztą o to właśnie chodzi ludziom niewydającym pieniędzy – wywołać presję na spadek cen. Skoro konsumenci nie kupują przy określonych cenach, to oznacza, że nie akceptują tychże cen i oczekują niższych. Nie ma w tym nic niezwykłego ani tajemniczego.
  7. „Ceny mogą spaść, ale spowodują nieopłacalność inwestycji, ponieważ koszty, które ponieśli wcześniej przedsiębiorcy będą wyższe niż wpływy przy niższych cenach.” Tak być może – ale pozostaje pytanie: kto kazał przedsiębiorcom tak te koszty podbijać? Funkcjonowanie na rynku opiera się na przewidywaniu przyszłości w świecie niepewnym. Jeśli przedsiębiorcy podbiją za bardzo koszty w stosunku do przyszłego popytu konsumentów, to popełnią błędy, które objawią się w przyszłości stratami. Każde zachowanie na rynku można próbować przewidywać. Dotyczy to każdego rynku, także rynku pieniężnego. Jeśli przedsiębiorcy oczekują spadku cen i niższej opłacalności, to po prostu nie powinni przy danych kosztach podejmować inwestycji. Tym sposobem wywołają na rynkach produkcji dokładnie taki sam efekt jak konsumenci chowający pieniądz: uruchomią presję na spadek cen środków produkcji, co z kolei będzie zachęcać do podejmowania inwestycji
  8. „Dzięki państwowemu pieniądzowi i ‚rezerwom cząstkowym’ można zwiększać jego podaż i poprawiać rynek.” Jest to naiwny mit wynikający ze złudzenia, że zwiększenie ilości tytułów własności do realnej własności może przynieść dobrobyt. Jeśli wyprodukujemy nową liczbę cegieł, to rzeczywiście dobrobyt wzrośnie, ponieważ mamy więcej środków produkcji. Jeśli jednak wyemitujemy dodatkowe tytuły własności do istniejących już cegieł, to dobrobyt będzie tylko pozornie większy. Chociaż teoretycznie będzie więcej cegieł, to tak naprawdę będzie to tylko iluzja. I jeśli ludzie nie zdadzą sobie sprawy z tego, że jest to iluzja, to zaczną popełniać błędy i podejmować się realizacji procesów produkcyjnych, które nie będą mogły zostać skończone, np. kontraktować budowę domów z nieistniejących cegieł. Emisja dodatkowych tytułów własności do istniejącej własności może tylko przynieść efekty redystrybucyjne (od jednych ludzi do drugich), a także zwiększyć niepewność na rynku, wprowadzając w błąd jego uczestników.
  9. „Standard złota nie przeciwdziała odkrywaniu nowych pieniędzy, co wpływa rynek, zmieniając go.” Naturalnie. Produkcja złota nie różni się niczym od produkcji wszystkich innych towarów na wolnym rynku. Istnieje jednak zasadnicza różnica między pojawieniem się na rynku nowych bułek na skutek wzrostu ich produkcji a wypuszczeniem na rynek dodatkowych tytułów własności do już istniejących bułek. Jeśli na rynku pojawia się więcej telewizorów, to niewątpliwie wpłynie to na spadek ich ceny. Wpłynie to nieuchronnie na wartość pieniężną bogactwa wielu ludzi – ale nie ma tutaj łamania praw własności i wprowadzania w błąd kogokolwiek w kwestii tego, co rzeczywiście posiada. Zmiany cenowe to naturalne zjawisko. Natomiast produkowanie dodatkowych tytułów własności do istniejących już telewizorów musi oznaczać inwazję na bogactwo ludzi, wprowadzającą zamieszanie w kwestii tego, kto co posiada. Nie ma tutaj „prospołecznego” działania – jest tylko redystrybucja od jednych do drugich, a także wzrost niepewności rynkowej (co na przykład wpływa niekorzystnie na inwestycje). Przy naturalnym wydobyciu nowego złota to zjawisko nie występuje.<!–
  10. „Standard złota jest zbyt kosztowny.” To stwierdzenie, podobnie jak inne błędy, wynika z mentalnego cofnięcia ekonomii w rozwoju do czasów sprzed lat siedemdziesiątych wieku dziewiętnastego. Koszt jest koncepcją o charakterze alternatywnym. Każde działanie ma pewne koszty. Jeśli zostawiam między 8 godziną a 17 telewizor w domu, to zawsze z tym wiążą się jakieś koszty. Każde działanie jest wyborem pewnej możliwości. Jeśli kupuję telewizor, to jego kosztem są te pieniądze, które mogły zostać w mojej kieszeni. Koszt w tym ujęciu jest koncepcją o charakterze alternatywnym; jest subiektywistyczny, niemierzalny i zależny od działającego prywatnego właściciela.
  11. „Standard złota marnotrawi środki, bo stymuluje do alokowania środków w jego wydobycie.” Ten mit był szeroko propagowany przez profesora Miltona Friedmana. Produkcja każdego towaru na rynku wymaga zastosowania do tego środków, a ponieważ pieniądz jest towarem, to nic dziwnego, że ta zasada dotyczy także i jego. Po drugie, złoto jest wydobywane niezależnie od tego, czy mamy standard złota, czy nie (i na przykład antycypowanie inflacji państwowego pieniądza może do tego bardzo zachęcić; o cenie złota decyduje nie tylko wykorzystanie przemysłowe). Po trzecie, zadać sobie trzeba pytanie: Dlaczego fakt zużywania środków ma uzasadniać odrzucenie rynku i wprowadzenie państwowego reżymu? Budowa i sprzedaż rowerów także wymagają środków, lecz czy znaczy to, że powinniśmy znacjonalizować ich produkcję? Po czwarte, wydobycie złota za pomocą kosztownych środków jest jego zaletą, nie wadą. Dzięki temu, że złoto trudno uzyskać, stało się ono pieniądzem. Gdyby można było po nie sięgnąć odkręcając wodę w kranie, to jego podaż mogłaby być dowolnie zwiększania, co by oznaczało jego całkowite wyparcie z rynku i zastąpienie innym towarem. Po piąte, kiedy analizujemy dany system, zawsze musimy mieć świadomość alternatywy. Wprowadzenie państwowego reżymu, finansującego za pomocą waluty rozrost aparatu władzy, niesie za sobą poważne „koszty społeczne”, które także należy uwzględnić w analizie. Po szóste, jak ktoś dobrze kiedyś zaznaczył środki zużywane na standard złota można porównać do środków zużywanych na budowę zamków w drzwiach. Pierwsze chroni przed rabunkową inflacją, podobnie jak drugie przed złodziejami.
  12. „Przy standardzie złota wartość pieniądza jest tak wysoka, że ciężko używać go do mniejszych transakcji.” Jeśli tak jest, to nikt nie broni używać monet zdawkowych albo innego pieniądza przy mniejszych wymianach.
  13. „Stuprocentowe rezerwy wymagają interwencji państwa.” Jest dokładnie odwrotnie. Ekspansja kredytowa i rezerwy cząstkowe wymagają ciągłej interwencji państwa. Stworzenia odpowiedniego systemu prawnego, umożliwiającego naruszanie praw własności, uchwalania prawa legalnego środka płatniczego, przyznawania „wakacji bankowych”, tworzenia instytucji banku centralnego etc.
  14. „W okresie panowania standardu złota też występowały kryzysy.” Kryzysy są zawsze skutkiem błędów popełnianych przez przedsiębiorców. Pytanie jednak brzmi jaki system sprzyja minimalizacji kryzysów? Odpowiedź jest prosta: system, w którym rzadkie środki są posiadane przez prywatnych właścicieli. Dzięki temu mogą wybierać pieniądz, który ich zdaniem spełnia najkorzystniej funkcje środka wymiany (samo złot też nie było „idealne” – musimy jednak pamiętać, że nas interesują realne wybory i realne alternatywy: „rząd czy rynek?”). Historycznie ludzie wybierali złoto, ponieważ było ono dla nich najlepsze w tym zakresie. W czasach tak zwanego „klasycznego standardu złota” dochodziło do kryzysów i systematycznych wahań, lecz było to powodowane nie samą złotą walutą, lecz „rezerwami cząstkowymi”, czyli brakiem pełnego standardu złota i co za tym idzie również poszanowania praw własności.
  15. „Standard złota spowodował Kryzys 1929, czego dowodem był wysoki wzrost wartości kruszcu uniemożliwiający przywrócenie wysokiego zatrudnienia i produkcji.” Ten mit wynika z pomieszania związku przyczynowo-skutkowego. Kryzys 1929 był spowodowany ekspansją kredytową lat 20. tegoż stulecia, niepokrytą napływem nowego kruszcu na rynek – stymulowało to wiele nowych inwestycji, które brały się z druku pieniądza i zafałszowanej obniżki stopy procentowej. Po 1929 cena złota wzrosła, ponieważ właśnie ono było pieniądzem, nie rezerwy cząstkowe. Jeśli ludzie w końcu odkrywają, że prawdziwych zasobów jest mniej niż tytułów własności do nich, to nic dziwnego, że owe zasoby zyskują na wartości w porównaniu do wartości samych tytułów własności, które zaczynają się okazywać pustymi.
  16. „Złoto przegrało konkurencję z papierem i dlatego jest gorsze.” Trudno o bardziej absurdalny argument. Jego nonsens dorównuje twierdzeniu „gułag wygrał konkurencję z wolnością”. Złoto nie przegrało żadnej konkurencji, tylko zostało wyparte za pomocą mechanizmów przymusu, charakterystycznych dla każdego interwencjonizmu państwowego.
  17. „W systemie standardu złota, przy ‚stuprocentowych’ rezerwach, system bankowy przestałby działać.” Przy standardzie złota banki dalej mogą pobierać pieniądze od ludzi. Nikt tego nie broni – wystarczy, że przekonają swoich klientów, że opłacalne jest u nich lokowanie majątku. Mogą albo emitować jakieś terminowe papiery (kilkuletnie, roczne, miesięczne, czy nawet tygodniowe) i w zamian za określoną ilość kruszcu oferować w przyszłości zysk z procentem. Mogą także spełniać funkcje magazynowania i przechowywać permanentnie złoto za opłatą. Jeśli przy tej drugiej funkcji będzie mniej klientów, nie oznacza to nic jak innego jak tyle, że ludzie nie są zainteresowani taką usługą. Nie ma powodu, aby przyznawać jakiemukolwiek sektorowi prawo do naruszania tytułów własności tylko dlatego, że jego opłacalność spada.
  18. „Standard złota może się skończyć szybko, jeśli ludzie odkryją, że można łatwo produkować złoto” (np. z wody). Oczywiście, że tak. Wtedy złoto zostałoby szybko, nawet błyskawicznie, wyparte z obiegu rynkowego. Pamiętajmy jednak, że debata o standardzie złota, to nie debata „złoto kontra X” (gdzie „X” to jakiś pieniądz), lecz debata „wolność czy przymus”. Teoria ekonomii nic nam nie mówi o tym, jaki towar będzie pieniądzem. Teoria ukazuje nam tylko pewne cechy określonych rynków pieniężnych.
  19. „Przywrócenie standardu złota oznaczałoby straszny chaos na rynkach finansowych”. Nie jest to prawda. Wprowadzenie standardu złota oznaczałoby zakończenie nieszczęsnych płynnych kursów walutowych i przywrócenie stabilności rynku pieniężnego (ponieważ za każdą walutę wypłacałoby określone ilości kruszcu).
  20. „Przywrócenie standardu złota jest niemożliwe przy obecnym systemie”. Jest możliwe i jest kilka propozycji jak tego dokonać. Każda z nich ma swoje wady i zalety. Wymaga to jednak dokładniejszej analizy, która zdecydowanie wykracza poza ten tekst.
  21. „Wprowadzenie standardu złota oznaczałoby uderzenie w niektóre inwestycje”. Niewątpliwie. Tak samo zniesienie biurokracji, obniżka podatków, wprowadzenie swobody prowadzenia działalności – wszystkie te zmiany z pewnością odbiłyby się na jakichś jednostkach „negatywnie”. Ale to nie jest argument przeciw tym zmianom.

Oczywiście mitów standardu złota i obiekcji wobec niego jest więcej, a tutejsze omówienie jest tylko krótką odpowiedzią na często popełniane błędy. Wolny rynek pieniądza wymaga systematycznej obrony, która jest do odnalezienia w bardziej dokładnych pracach austriackich ekonomistów.

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

50 Komentarze “Machaj: Mity standardu złota

  1. Jeśli zgodnie z ideami szkoły austriackiej wszystkie waluty narodowe będą oparte o złoto, to staną się one związane sztywnym parytetem (wynikającym z mas i prób monet). Czym się taki system będzie różnił od unii monetarnej, która doprowadziła do bankructwa Grecji i kryzysów w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii oraz problemów we Włoszech?
    Standard złota funkcjonuje niemal identycznie jak strefa euro. W obu brak mechanizmu dostosowawczego w postaci płynnych kursów walutowych. Państwo zbyt wolno zwiększające produktywność pracy nie może dokonać obniżenia kursu, jak w przykładzie tutaj. Może dokonać wewnętrznej dewaluacji – albo opuścić standard złota. Tak postąpiły państwa w czasie Wielkiego Kryzysu w celu odzyskania konkurencyjności (dewaluowano własną walutę, dokonywano ekspansji monetarnej i fiskalnej – co zaowocowało wzrostem gospodarczym, jak widać na wykresie.

  2. ad 1.

    Standard złota jest czymś zupełnie innym od strefy euro, ponieważ nie istnieje w nim bank centralny.

    Problem polega na tym, że patrzy Pan na ten przypadek z perspektywy głównego nurtu: Friedmana, Krugmana, Mundella… tak jakby liczył się reżym walutowy, sztywności nominalne i agregatowe dostosowania. Tymczasem do całej historii trzeba dodać rolę instytucji, a konkretnie bankowości.

    Nie można dyskutować na temat „strefy euro” i standardu złota bez jednoczesnej dyskusji na temat tego, jaki jest system bankowy. To się zupełnie mija z celem, a tak niestety postępuje mainstream.

    Problemy strefy euro wynikają z bańki długu. Bańka długu została wykreowana przez istnienie Europejskiego Banku Centralnego i powszechnego w świecie banków centralnych zjawiska „finansjonalizacji”.

    W systemie pełnego standardu złota taka bańka nie byłaby możliwa.

    Na koniec dodam, że w 1929 roku żaden z tych krajów, o których Pan napisał, nie miał waluty opartej na standardzie złota. Ani w rozumieniu czystego standardu złota, ani w rozumieniu standardu złota z wolną bankowością, ani nawet standardu złota w rozumieniu historycznego standardu z XIX wieku sprzed czasów gold-exchange standard.

    Co więcej, właśnie ekonomiści austriaccy, zwolennicy standardu złota, wskazali na to, że wprowadzenie gold-exchange standard, który obowiązywał w latach 1920 doprowadzi gospodarki zachodnie do poważnej katastrofy. Co też się stało.

    A co z takiej sytuacji? Czy w sytuacji katastrofy systemu banku centralnego z częściowym oparciem na kruszcu należało podejść do sprawy „likwidacjonistycznie” i żądać deflacji za każdą cenę, czy lepiej przeprowadzić innego rodzaju dostosowanie… to już inna sprawa. I Austriacy w tej kwestii są mocno otwarci na dyskurs, a nota bene bardzo się między sobą w tej sprawie różnią.

  3. @mACHAJ

    „Problemy strefy euro wynikają z bańki długu. Bańka długu została wykreowana przez istnienie Europejskiego Banku Centralnego i powszechnego w świecie banków centralnych zjawiska finansjonalizacji.”

    Najbardziej obiektywny i niezależny bloger w polskim internecie – Trystero – nieustannie podkopujący wolnorynkowe mity i ukazujący miałkość intelektualną środowisk liberalnych, stwierdził niedawno, że:

    „Genezą kryzysu w strefie euro są makroekonomiczne nierównowagi, z którymi borykają się gospodarki EMU, a które najczytelniej wyrażają się w saldzie rachunku obrotów bieżących (ROB).”

    Czy to jest to samo, co napisał Mateusz Machaj?

  4. > Standard złota jest czymś zupełnie innym od
    > strefy euro, ponieważ nie istnieje w nim bank centralny.
    Co ma istnienie banku centralnego do braku mechanizmu dostosowań kursowych? W strefie euro bank centralny może co najwyżej zwiększyć ilość euro w obiegu, nie może zwiększyć atrakcyjności eksportowanych produktów greckich czy hiszpańskich.

    > Problem polega na tym, że patrzy Pan na ten przypadek
    > z perspektywy głównego nurtu: Friedmana, Krugmana, Mundella…
    > tak jakby liczył się reżym walutowy, sztywności nominalne
    > i agregatowe dostosowania. Tymczasem do całej historii trzeba
    > dodać rolę instytucji, a konkretnie bankowości.
    Nie widzę związku powyższego z równoważeniem towarowo-usługowej części Rachunku Obrotów Bieżących przez mechanizm dostosowań kursowych.

    > Nie można dyskutować na temat „strefy euro” i standardu złota
    > bez jednoczesnej dyskusji na temat tego, jaki jest system bankowy.
    Pytam konkretnie – czym w standardzie złota ma być zastąpione dostosowanie kursów? Sytuacja jest jasno zdefiniowana – produktywność w państwie X nie rośnie tak szybko jak w innych państwach „standardu złota” (lub strefy euro). Tak na marginesie – co jest tańsze – dewaluacja wewnętrzna, czy dostosowania kursowe?

    > To się zupełnie mija z celem, a tak niestety postępuje mainstream.
    Brzytwa Ockhama. Jeśli „system bankowy” do objaśnienia implikacji braku dostosowań kursowych jest potrzebny, proszę wprowadzić. Jeśli nie – wiadomo.

    > Problemy strefy euro wynikają z bańki długu.
    Nie. Wynikają z różnych dynamik produktywności od momentu wejścia do strefy euro. Bańka długu jest pochodną – rośnie ryzyko niewypłacalności państwa, którego ROB jest niezrównoważony, więc rosną koszty rolowania długu. Jednocześnie – stagnacja wywołana spadkiem popytu zagranicznego na produkowane lokalnie dobra – zmniejsza zdolność państwa do spłaty długu (niedostateczna dynamika przychodów podatkowych). To jest kryzys grecki (i nie tylko) w dużym uproszczeniu.

    > Bańka długu została wykreowana przez istnienie Europejskiego
    > Banku Centralnego i powszechnego w świecie banków centralnych
    > zjawiska „finansjonalizacji”.
    To jest nie na temat. Rozmawiamy o problemie braku mechanizmu dostosowań kursowych w unii walutowej i równoważnym jej pod tym względem standardzie złota.

    > W systemie pełnego standardu złota taka bańka nie byłaby możliwa.
    J.W.

    > Na koniec dodam, że w 1929 roku żaden z tych krajów, o których Pan
    > napisał, nie miał waluty opartej na standardzie złota. Ani w rozumieniu
    > czystego standardu złota, ani w rozumieniu standardu złota z wolną
    > bankowością, ani nawet standardu złota w rozumieniu historycznego
    > standardu z XIX wieku sprzed czasów gold-exchange standard.
    Wyjaśniam – kraje, o których pisałem wymieniłem w kontekście obecnego kryzysu, a nie standardu złota.
    Do standardu złota odnosiła się ilustracja (wykresy powstały na podstawie danych z http://papers.nber.org/papers/w3488.v5.pdf

    > Co więcej, właśnie ekonomiści austriaccy, zwolennicy standardu złota,
    > wskazali na to, że wprowadzenie gold-exchange standard, który
    > obowiązywał w latach 1920 doprowadzi gospodarki zachodnie do poważnej
    > katastrofy. Co też się stało.
    Nie wątpię, nie widzę jednak związku tego wątku z brakiem mechanizmu dostosowań kursowych w systemie waluty złotej.

    > A co z takiej sytuacji? Czy w sytuacji katastrofy systemu banku centralnego
    > z częściowym oparciem na kruszcu należało podejść do sprawy
    > „likwidacjonistycznie” i żądać deflacji za każdą cenę,
    > czy lepiej przeprowadzić innego rodzaju dostosowanie… to już inna sprawa.
    Pozostaje poszukać w literaturze, dlaczego deflacja nie była uznawana za dobry pomysł.

  5. Ad p.e. 1984
    Takiego bełkotu jak Ty napisałeś dawno tu nie było.
    Proponowanie Panu Machajowi żeby poszukał w literaturze dlaczego deflacja nie była uznawana za dobry pomysł to już jest bezczelność.

  6. Ad p.e.1984
    Poziom mojego postu był dostosowany do Twojej wypowiedzi czyli rzucone hasła bez uzasadnienia.
    Pan Machaj stracił swój czas na wytłumaczenie, a Ty nawet nie zrozumiałeś jednego prostego zdania, które tłumaczy wszystko: „Standard złota jest czymś zupełnie innym od strefy euro, ponieważ nie istnieje w nim bank centralny”.
    Co więcej na tę wyczerpującą odpowiedź napisałeś: „Co ma istnienie banku centralnego do braku mechanizmu dostosowań kursowych? W strefie euro bank centralny może co najwyżej zwiększyć ilość euro w obiegu, nie może zwiększyć atrakcyjności eksportowanych produktów greckich czy hiszpańskich”.
    Podczas gdy pytanie z postu numer 1 brzmiało: „Czym się taki system będzie różnił od unii monetarnej, która doprowadziła do bankructwa Grecji i kryzysów w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii oraz problemów we Włoszech”?
    Czyli zadałeś pytanie, Pan Machaj Ci odpowiedział, a Ty w kolejnym poście zmieniłeś treść zapytania.

    Teraz skup się. Standard złota rożni się tym od Euro, że nie da się go wyprodukować „z powietrza”.
    Możliwość ciągłego drukowania pieniędzy i pożyczania na niski procent bankom komercyjnym, powoduje że kupują one bez końca obligacje państw członkowskich UE (między innymi dzięki dwóm LTRO udało się opchnąć włoskie obligacje od początku roku).

    Państwa zamiast spłacać zaciągnięte pożyczki rolują dług czyli stare pożyczki wraz z ich dyskontem pokrywają sprzedając nowe obligacje (czyli odsetki z kolejnych pożyczek narastają).

    Z rachunku ekonomicznego wiadomo, że państwo jako nie posiadające konkurencji i nie opierające inwestycji na rachunku zysków i strat nie jest w stanie właściwie zagospodarować pieniędzy otrzymanych z emisji obligacji, a ponadto stanowi konkurencję dla rynku komercyjnego, odciągając od niego kapitał inwestorów prywatnych.

    Na co państwa wydają pieniądze z długu? Na różne niepotrzebne rzeczy jak na przykład na autostradę we Włoszech, która kończy się nad nadbrzeżu i którą nikt nie jeździ. W przypadku Polski wydaje środki np. na emerytury dla ubeków czy utrzymuje 40-sto letnich chłopów na emeryturze, którzy następnie podejmują pracę na czarno.
    Problemem jest to, że gdy trzeba spłacać odsetki, a nieefektywna gospodarka pada to trzeba podwyższać podatki (lub ratować się inflacją), a to szkodzi akumulacja kapitału.

    Wtedy dochodzi do sytuacji gdy zamiast kumulować kapitał aby go zainwestować powiedzmy w traktor aby obrobić pole i wyprodukować, tracisz pieniądze obciążony różnymi podatkami i nie jesteś w stanie zgromadzić tych środków.
    To jest tak jakbyś chciał kupić ten traktor ale zamiast gromadzić środki co chwila dawałbyś żonie na nowe sukienki, a dzieciom na zabawki.
    Dochodzi do sytuacji, w której Ty nie masz traktoru, żona ma kupę sukienek, które raz założyła, dzieci ogrom zabawek, którymi się nie bawią, a środki zostały przejedzone.

    Przy standardzie złota inwestycje (jak napisałeś wartość złota zależy od wagi, a w przypadku pieniądza fiducjarnego na tym samym banknocie może istnieć wartość zarówno 1 jak i 100 – to jest właściwa odpowiedź na Twoje pytanie!) powstają z oszczędności, a nie z długu i to zapobiega bańkom i eliminuje niepotrzebne inwestycje.

    Zapraszam do zapoznania a Austriacką Teorią Cykli Koniunkturalnych, jak i do czytania innych postów na tej stronie. To wszystko byłoby już wielokrotnie maglowane, dlatego w poprzednim poście nie chciało mi się kolejny raz pisać tego co ja i inni na tej stronie pisali wielokrotnie.

  7. Ad p.e.1984

    >Pytam konkretnie – czym w standardzie złota ma być zastąpione dostosowanie kursów? Sytuacja jest jasno zdefiniowana – produktywność w państwie X nie rośnie tak szybko jak w innych państwach „standardu złota” (lub strefy euro).

    „Produktywność” w Warszawie może rosnąć szybciej niż w Tomaszowie Mazowieckim. Nie ma przeszkód w posiadaniu jednej waluty.

    Mało tego, istnienie różnic w produktywności nie oznacza, że Tomaszów musi się bardziej zadłużyć niż Warszawa.

    >To jest nie na temat. Rozmawiamy o problemie braku mechanizmu dostosowań kursowych w unii walutowej i równoważnym jej pod tym względem standardzie złota.

    Dostosowania kursowe w systemie waluty złotej są niepotrzebne tak jak są niepotrzebne w przypadku handlu między Krakowem a Ząbkowicami Śląskimi.

    I tak jak nie były potrzebne między krajami świata zachodniego w wieku XIX (poza przypadkami dewaluacji wynikających z oszustw rządów).

    >Jeśli „system bankowy” do objaśnienia implikacji braku dostosowań kursowych jest potrzebny, proszę wprowadzić.

    Brzytwa Ockhama: Kryzys ZADŁUŻENIOWY należy tłumaczyć zjawiskami DŁUGU.

    >Nie. Wynikają z różnych dynamik produktywności od momentu wejścia do strefy euro.

    „Produktywność” (na marginesie musimy bardzo ostrożnie posługiwać się tym terminem, bo z mikroekonomicznego punktu widzenia działalności gospodarczej niewiele znaczy) nie musi być taka sama i tak naprawdę NIGDY nie jest taka sama dla wszystkich rejonów istniejącej strefy walutowej. Nevada jakoś sobie daje radę ze stanem Nowy Jork w jednej strefie.

    Raz jeszcze: sprawy długu należy rozważać pod kątem długu.
    Dostosowania kursowe to coś innego, choć jakiś związek mogą mieć. Czarnogóra też ma walutę euro, a zdaje się, że nie powtarza problemów Grecji.

  8. Podsumowując poprzedni wpis, żebyśmy nie zmienili tego w wymianę ciosów na przemian z wzajemnym cytowaniem i przez to nie zgubili się w gąszczu: uważam, że Mundellowskie rozważania o sztywnościach nominalnych i dostosowaniach kursowych za odwracające w tym wypadku uwagę od sedna problemów współczesnej architektury systemu finansowego. Jest to tak samo zgubne jak stosowanie równania Fishera i modelu ISLM do tych przypadków. Ani u Friedmana, ani Mundella, ani Krugmana nie ma problematyki długu (ten ostatni w ogóle to bagatelizuje i twierdzi, że nie ma sprawy, bo dług sami posiadamy). A to jest źródłem obecnych kłopotów, w których znalazła się światowa gospodarka. Są oczywiście istotne aspekty indywidualne dla każdego kraju. Kazus grecki to nie to samo co kazus USA. Niemniej jednak każdy z nich koniecznie trzeba analizować pod kątem banków komercyjnych, otoczenia regulacyjnego i pożyczkodawców ostatnich instancji.

    Nawet przykłady, do których się Pan odwołał, czyli z czasów pseudo-standardu złota z lat 30 odnoszą się nie do dostosowań kursowych i stymulowania eksportu, albo dziwnych reguł „produktywnościowych”, lecz są tłumaczone pod kątem Fisherowskiej teorii DEBT-DEFLATION.

    No właśnie. DEBT! Tu jest sedno. Tak jak i wtedy, tak i dzisiaj.

    Twierdzenie, że „dług sam się robi, bo ktoś miał kłopoty eksportowe” uważam za całkowicie bezzasadne. Dług „się robi”, bo system jest skonstruowany tak, a nie inaczej. W systemie pełnego standardu złota nie byłoby to możliwe.

  9. @ kwador „Najbardziej obiektywny i niezależny bloger w polskim internecie – Trystero”

    Czy ten facet nie pracuje czasem na uczelni ekonomicznej we Wrocławiu czy w Katowicach? Od kogo jest więc niezależny? Od rynku chyba.

    „nieustannie podkopujący wolnorynkowe mity”

    Już ja pamiętam jak podkopywał „wolnorynkowy mit standardu złota” twierdząc że państwa i tak by se drukowały co popadnie. I weź tu z takim gadaj.

  10. p.e. 1984

    Widać kolego, że nie masz najmniejszego pojęcia o teorii pieniądza, kapitału i procentu no chyba, że mainstreamowe (a to na pohybel wszystkich etatystów) a bez zrozumienia tych fundamentalnych zagadnień nie zrozumiesz przyczyn kłopotów współczesnych gospodarek. Zajrzyj do teorematu regresji pieniężnej Misesa to zrozumiesz czym jest pieniądz i jaką powinien pełnić funkcję. Niestety kolega grudge ma racje. Może odrobinę przesadził z tym bełkotem aczkolwiek dyletantyzm ekonomiczny współczesnych pseudo ekspertów i innej maści monetarnych inżynierów jest niepokojący. Najgorsze jest to, zę tą pseudo wiedzą zatruwa się umysły młodych i inteligentnych ludzi.

  11. Ad. 8
    Pan grunge nie rozumie ani problemu, do którego się ustosunkowuje, ani pytania, które zostało zadane. Wyjmowanie zdania z kontekstu i ustosunkowywanie się do niego tak, jakby było całym problemem jest jakąś formą manipulacji. Cała wypowiedź pana grunge jest nie na temat – bądź jest próbą zmiany tematu.

    Ad. 12
    Niech pan Tomasz Mieszkowski oszczędzi sobie zgadywania o jakich teoriach jego rozmówca pojęcie ma bądź nie. Mises nie ma monopolu na definiowanie czym pieniądz jest – ani jaką rolę pełnić powinien. Sformułował jedną z teorii – nauki ekonomiczne znają tych teorii nieco więcej.
    Co do pseudowiedzy – jeśli szkoła austriacka (w osobie Misesa) odrzuca „metody empiryczne” na rzecz „prakseologii” (w przeciwieństwie do innych szkół ekonomicznych – i nauk przyrodniczych w ogóle) to pojawia się pytanie, co jest zatruwaniem umysłów.

    Ad. 9
    > „Produktywność” w Warszawie może rosnąć szybciej niż w Tomaszowie Mazowieckim.
    > Nie ma przeszkód w posiadaniu jednej waluty.
    Nie tak łatwo przeskalować zagadnienie Grecja-Niemcy czy Grecja-UE do zagadnienia Warszawa-Tomaszów Mazowiecki. Jakiej natury problemy pojawią się po drodze pozostawiam do rozważenia. Niemniej – nawet z analizy dla relacji Warszawa-Tomaszów Mazowiecki pewne wnioski powinny wypłynąć.

    > Mało tego, istnienie różnic w produktywności nie oznacza,
    > że Tomaszów musi się bardziej zadłużyć niż Warszawa.
    Problemem nie są różnice produktywności (o ile wejście do unii walutowej/standardu złota nastąpiło przy kursie równowagi lub bliskim), tylko różnice dynamik produktywności.

    > Dostosowania kursowe w systemie waluty złotej są niepotrzebne tak
    > jak są niepotrzebne w przypadku handlu między Krakowem a Ząbkowicami Śląskimi.
    > I tak jak nie były potrzebne między krajami świata zachodniego
    > w wieku XIX (poza przypadkami dewaluacji wynikających z oszustw rządów).
    Mogę ponowić pytanie z 5.: „Tak na marginesie – co jest tańsze – dewaluacja wewnętrzna, czy dostosowania kursowe?”

    > Brzytwa Ockhama: Kryzys ZADŁUŻENIOWY należy tłumaczyć zjawiskami DŁUGU.
    Można też próbować go tłumaczyć mechanizmami prowadzącymi do powstawania tego długu i jego narastania.

    > „Produktywność” (na marginesie musimy bardzo ostrożnie
    > posługiwać się tym terminem, bo z mikroekonomicznego
    > punktu widzenia działalności gospodarczej niewiele znaczy)
    > nie musi być taka sama i tak naprawdę NIGDY nie jest taka
    > sama dla wszystkich rejonów istniejącej strefy walutowej.
    > Nevada jakoś sobie daje radę ze stanem Nowy Jork w jednej strefie.
    Produktywność jest akurat jednoznacznie zdefiniowana na poziomie mikroekonomicznym (produkt fizyczny na roboczogodzinę – w przedsiębiorstwie bądź branży, o ile produkt jest homogeniczny) – i trudna w agregacji na poziomie makroekonomicznym. Powtórzę – problemem nie są wyjściowe różnice produktywności, lecz względna dynamika wewnątrz unii walutowej (lub grupy krajów, które przyjęły standard złota).

    > Raz jeszcze: sprawy długu należy rozważać pod kątem długu.
    > Dostosowania kursowe to coś innego, choć jakiś związek
    > mogą mieć. Czarnogóra też ma walutę euro, a zdaje się,
    > że nie powtarza problemów Grecji.
    Co wiemy o dynamikach produktywności w tych gospodarkach względem gospodarki Niemiec?
    Unia walutowa jest przyczyną, dla której greckie obligacje pozostawały atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych znacznie dłużej niż powinny. Jest też przyczyną ruiny greckiej gospodarki, z przyczyn sygnalizowanych w komentarzu 1. Załamanie drahmy byłoby prostym wyjściem greckiej gospodarki z problemów – o ile Grecja nie byłaby zadłużona w walutach obcych. W strefie euro i w standardzie złota ta ścieżka nie jest dostępna.

    > Podsumowując poprzedni wpis, żebyśmy nie zmienili tego
    > w wymianę ciosów na przemian z wzajemnym cytowaniem
    > i przez to nie zgubili się w gąszczu: uważam, że
    > Mundellowskie rozważania o sztywnościach nominalnych
    > i dostosowaniach kursowych za odwracające w tym wypadku
    > uwagę od sedna problemów współczesnej architektury systemu
    > finansowego.
    Wydawało mi się, że dyskusja dotyczy standardu złota, a pytanie – skutków braku mechanizmu dostosowań kursowych w sytuacji różnych dynamik produktywności dla różnych państw, które przyjmą standard złota (wnioski dotyczące tych skutków stosują się również do unii walutowej).

    > Jest to tak samo zgubne jak stosowanie równania Fishera
    > i modelu ISLM do tych przypadków.
    Modele są tylko abstrakcjami – tak się składa, że akurat ułatwiającymi zrozumienie pewnych zależności w gospodarce. „Zgubność” ich stosowania określę dyplomatycznie jako dyskusyjną. Jak zaprząc IS-LM do analizy gospodarki otwartej ilustruje model Mundella-Fleminga.

    > Ani u Friedmana,
    > ani Mundella, ani Krugmana nie ma problematyki
    > długu (ten ostatni w ogóle to bagatelizuje i twierdzi,
    > że nie ma sprawy, bo dług sami posiadamy). A to jest
    > źródłem obecnych kłopotów, w których znalazła się światowa
    > gospodarka.
    > Są oczywiście istotne aspekty indywidualne dla każdego kraju.
    > Kazus grecki to nie to samo co kazus USA. Niemniej jednak każdy
    > z nich koniecznie trzeba analizować pod kątem banków komercyjnych,
    > otoczenia regulacyjnego i pożyczkodawców ostatnich instancji.
    Znów przeskakujemy od skutków braku dostosowań kursowych w standardzie złota do problemów obecnie trwającego kryzysu.

    > Nawet przykłady, do których się Pan odwołał, czyli
    > z czasów pseudo-standardu złota z lat 30 odnoszą się
    > nie do dostosowań kursowych i stymulowania eksportu,
    > albo dziwnych reguł „produktywnościowych”, lecz są tłumaczone
    > pod kątem Fisherowskiej teorii DEBT-DEFLATION.
    Co w niczym nie neguje roli braku mechanizmu dostosowań kursowych w pojawianiu się kryzysów w gospodarkach, które przyjmą standard złota, właśnie ze względu na te ‚reguły „produktywnościowe”’.

    > No właśnie. DEBT! Tu jest sedno. Tak jak i wtedy, tak i dzisiaj.
    Ale dyskusja dotyczyła standardu złota i skutków eliminacji mechanizmu dostosowań kursowych w sytuacji występowania różnych dynamik produktywności.

    > Twierdzenie, że „dług sam się robi, bo ktoś miał kłopoty eksportowe”
    > uważam za całkowicie bezzasadne.
    Twierdzenie tu sformułowane było nieco inne.
    > Dług „się robi”, bo system jest skonstruowany tak, a nie inaczej.
    > W systemie pełnego standardu złota nie byłoby to możliwe.
    To zależy, jak rozumieć „pełny standard złota”. Bo wygląda na to, że łączy się on z likwidacją nie tylko systemu rezerw frakcyjnych, ale i państw.

  12. Ad 14,

    Zaczęło się od tego, że standard złota to niby to samo co strefa euro, bo nie występują tam dostosowania kursowe.

    Odpowiadam w największym możliwym skrócie: tak, w obydwu nie występują dostosowania kursowe, ale problemy Grecji nie mają (przynajmniej bezpośredniego) związku z brakiem dostosowań kursowych. Nie w braku dostosowań kursowych leży problem, tylko w…

    … pewnych mechanizmach, które są obecne w strefie euro, a których by nie było w standardzie złota.

    Także odpowiadam: gdybyśmy mieli w Europie standard złota, TO NIE, GRECJA NIE MIAŁABY TYCH PROBLEMÓW CO OBECNIE.

  13. Ad p.e. 1984
    Pytanie brzmiało:
    „Jeśli zgodnie z ideami szkoły austriackiej wszystkie waluty narodowe będą oparte o złoto, to staną się one związane sztywnym parytetem (wynikającym z mas i prób monet). Czym się taki system będzie różnił od unii monetarnej, która doprowadziła do bankructwa Grecji i kryzysów w Hiszpanii, Irlandii, Portugalii oraz problemów we Włoszech”?

    Odpowiedź, najprościej jak tylko umiem.
    Złoto, w przeciwieństwie do Euro, nie jest pieniądzem fiducjarnym.

  14. @p.e 1984
    „pytanie – skutków braku mechanizmu dostosowań kursowych w sytuacji różnych dynamik produktywności dla różnych państw, które przyjmą standard złota ”

    a jaki mechanizm dostosowań kursowych istnieje w przypadku różnej dynamiki produktywności między Warszawą a Kozią Wólką?

  15. ad 17.

    Otóż to. Potem odpłynęliśmy w modele ISLM, Mundelle i Flemingi.

    Wynika to po części z faktu, że momentami daje o sobie znać eksportofilia, ale bądźmy umiarkowani. Nie samym eksportem człowiek żyje i nie słabą walutą eksport buduje.

    A poza tym sedno zawarte w jednym zdaniu: złota nie da się drukować. Euro owszem.

  16. Ad. 17
    Ten drugi akapit w 1. nie jest dla zabawy. On doprecyzowuje o co chodzi (co do znudzenia powtarzam). Bez niego faktycznie można odpowiadać jak pan grudge (co do sensu ekonomicznego, nie – tonu).
    Ad. 18
    Da się wydedukować z linków w 1. Znajomość historii recesji (miasto-wieś) w II RP w okresie międzywojennym też może bardzo pomóc. Równanie Fishera też. Zachęcam do pokombinowania.
    Ad. 19
    Jak Ad. 17. Wyrzucanie IS-LM do kosza może być mocno przedwczesne. Co do roli eksportu i słabości waluty – można sprawdzić na przykładzie Słowacji.

  17. ad 20
    „Da się wydedukować z linków w 1. Znajomość historii recesji (miasto-wieś) w II RP w okresie międzywojennym też może bardzo pomóc. Równanie Fishera też. Zachęcam do pokombinowania.”

    no to słucham.

  18. Niestety nie da się brać p.e. 1984 na poważnie. Miałem nieszczęście wejść na podany przez niego odnośnik i już w pierwszym akapicie natknąłem się na fragment o sztucznym zaniżaniu walut przez Japonię i Chiny.
    Tymczasem:
    http://www.money.pl/pieniadze/forex/waluty/forex,usdjpy.html
    (proszę ustawić na okres: od początku).

    Innych bzdur z jego strony już nie będę wypisywał ponieważ znowy p.e. 1984 poprosi abym napisał konkrety, a jak mu je napiszę to je zbędzie jednym zdaniem.

    Udało mu mnie złapać abym wszedł na jego stronę ale od tej umieszczam ją na liście stron blokowanych.

  19. P.S.
    Jeszcze fragment humorystyczny.
    p.e.1984 napisał w jednym zdaniu takie słormułowanie: przecena złotówki z lat 2008-2009 pomogła polskiej gospodarce czyniac z polskiego pracownika jeszcze tańszego niewolnika.

  20. @14:

    „Co do pseudowiedzy – jeśli szkoła austriacka (w osobie Misesa) odrzuca „metody empiryczne” na rzecz „prakseologii” (w przeciwieństwie do innych szkół ekonomicznych – i nauk przyrodniczych w ogóle) to pojawia się pytanie, co jest zatruwaniem umysłów.”

    Nauki empiryczne opierają się na możliwości dokonania serii eksperymentów na pewnym wyabstrahowanym przedmiocie. Nie da się wyabstrahować przedmiotu badania w ekonomii, ani nie da się dokonać wystarczająco wielu eksperymentów, więc nie da się w żaden sposób odróżnić, co z czego wynika, a co z czym jedynie współwystępuje, a co jest czystym przypadkiem itd.

    PS. Do IM – jest parę zarzutów, pytań, wątpliwości itp. które co chwilę pojawiają się w komentarzach. Może warto zrobić austriackie FAQ na stronie?

  21. p.e.1984

    Szanowny kolego,

    Zgadza się Mises nie ma monopolu na teorie, ale podobie Kopernik nie miał monopolu na teorie astronomiczne a jak wyszło to napewno wiesz (nota bene Kopernik miał bardzo ciekawe teorie na temat pieniądza). Wracając do Misesa to żaden ze współczesnych pseudo ekonomistów(mam na myśli mainstream) nie dorasta mu nawet do pięt ponieważ przemawiają za nim nie tylko słowa ale również czyny. Nie wiem czy Ci wiadomo, że w latach 20-tych ubiegłego wieku Mises uratował Austrię przed hiperinflacją, która zrujnowała w tamtym czasie Niemcy oraz przewidział wiele lat wcześniej upadek ZSRR.Powiedz mi czym mogą pochwalić się i jakie mają dokonania współcześni „eksperci” ? Najgorsze jest jednak to, że tak ważna dziedzina ja ekonomia został obecnie kompletnie sprofanowana. Gdzieś, kiedyś nie wiem czy celowo czy nie zatracono kompletnie jej główne i ponadczasowe przesłanie, które jest naprawdę proste i zrozumiałe dla każdego człowieka. Abstrahując od całej złożoności ekonomii jej przesłanie jest nastepujące: Jest to nauka o gospodarności, oszczędzaniu, akumulacji kapitału i ludzkiej przedsiębiorczości !!! a nie kreacji pieniądza z kapelusza, zadłużaniu się, życiu na kredyt i konsumpcji. W drodze do dobrobytu nie ma drogi na skróty. Jest ona niejednokrotnie wyboista i prowadzi przez ciężką pracę, wiele wyrzeczeń i determinację w dążeniu do celu a nie poprzez kreację pieniądza z niczego, manipulowanie stopami procentowymi i stymulowanie zagregowanego popytu jak próbują nam to wmówić współcześni „monetarni houdini”.
    Reasumując, nie wątpię kolego, że jesteś inteligentnym człowiekiem o czym świadczy chociażby fakt, że bierzesz udział z nami w tej polemice na nie łatwe przecież tematy dlatego naprawdę sugeruję żebyś zrewidował swoje poglądy , porzucił nierealistyczne koncepcje na których bazuje główny nurt i zagłębił się bardziej w teorie Austriaków a gwarantuję Ci, że zawarta w nich prostota, logika wywodu oraz spójność nie pozostawią Ci żadnych wątpliwości, która teoria jest prawdziwa.

  22. ad 20,

    W ISLM nie ma analizy długu, instytucji i teorii kapitałowej. Są tylko przepływy pieniężne, łatwo mierzalne wielkości i brak stadiów produkcji.

    Dlatego ISLM (również z Mundellem i Flemingiem) nie jest w stanie wyjaśnić kryzysu, który wiąże się z powstawaniem długu, analizą jakościowo-regulacyjną i dyskoordynacją w stadiach produkcji.

    A co do słabości waluty i eksportu, odpowiem pewnym przykładem, który względnie lubię: „Producent produkuje dobro X. Cena dobra X wzrasta. Czy producent ma się lepiej?”. Oczywiście odpowiedź brzmi „to zależy” i potem można zaczynać wyliczanie powodów, dla których może wzrastać cena. Podobnie z kursem walutowym.

    Ja też mogę być czasami eksportofilem. Eksportofilia nie musi być złym pomysłem. Wiem też, że wiele potęg eksportowych na świecie zbudowało swoją siłę przy jednoczesnej aprecjacji waluty (pod II wojnie Niemcy, Japonia, Szwajcaria). Silna waluta bardzo często jest rezultatem działania czynników, które sprzyjają budowie silnego eksportu (pewne czynniki stymulują sektor eksportowy i jednocześnie umacniają walutę).

    Ale jako, że jestem Post-Postkeynesistą Paleomonetarystą i Mezoaustriakiem, również wiem, że obecny kryzys ma związek ze sferą finansową i od niej trzeba zaczynać. Odwracanie od tego uwagi nie jest najlepszym pomysłem i chroni dzisiejszą finansjerę przed uzasadnioną krytyką.

    W ISLM tego nie ma, bo zostało wymyślone przez neoklasyka Hicksa, a jest namiętnie propagowane przez Paula Krugmana. Tego samego, który twierdzi, że wielkość długu w zasadzie nie ma znaczenia.

  23. Ad p.e. 1984 20
    Tylko,że akapit pierwszy nie ma nic wspólnego z drugim.

    Koniecznie chcesz nam wmówić, że dewaluacja bądź deprecjacja kursu waluty pomoże krajowi poprawić warunki gospodarcze. Problem w tym, że żadnemu krajowi proponowane przez Ciebie rozwiązanie nie pomoże, jeśli będzie się zadłużało lub będą niskie stopy procentowe (a to jest przyczyną kryzysu).

    Zresztą nawet jak będziesz taniej produkował to co Ci to da jak inne mieszkańcy innych krajów będących w recesji będą mniej konsumować i nie kupią towarów z Twojego Kraju?
    Taki problem maja obecnie Chiny dlatego ich włodarze starają się pobudzić popyt wewnętrzny.
    Ponadto korzystniejszy dla eksportu kurs waluty to mnie korzystny dla importu (rozumiem, że jesteśmy samowystarczalni i tylko ekporujemy).
    Ostatnio Chińczycy zmniejszają import stali bo wysokie ceny surowca dają im sie we znaki.

  24. Ad. 21
    Moją intencją było zachęcić Pana do samodzielnych dociekań. Proszę potraktować to jako łamigłówkę.
    Ad. 22
    Pan grudge pokazuje, że nie rozumie pojęcia kursu nadwartościowego ani zaniżonego. Jeśli czytelnik nie wie czym one są – nie zauważy tego. W efekcie pan grudge osiągnie swój cel – stworzy wrażenie, że ma rację. A to wszystko – nie mając pojęcia o czym pisze.

    Ad. 24
    Przykładowo produkt nie jest funkcją techniki produkcji, pracy i kapitału, ta zależność jest jedynie przypadkowa i nie da się stwierdzić, czy to produkt nie wytwarza pracy i technologii oraz kapitału.

    Ad. 25
    Roosevelt uratował USA przed hiperinflacją a Grabski Polskę. Hashimoto i Koizumi ocalili Japonię od hiperinflacji, zaś Obuchi-Mori Japonię w hiperinflację wpędził. W tym czasie pewnie gdzieś na świecei trwały różne hiperinflacje.
    Ale popadamy w dygresje. Decyzję o nieużywaniu pewnych modeli ekonomicznych odsunę do momentu, w którym je sfalsyfikuje empiria.

    Ad. 26
    Odbiegamy od problemu, który został jasno zdefiniowany.
    Każdy prawdziwy model jest tylko tak dobry, jak dobrze jest dopasowanie jego wykorzystanie do analizy określonych zależności ekonomicznych. Ja pokazałem, jakie aspekty zależności makro w sytuacji liquidity trap można przeanalizować wspomagając się IS-LM i pokazałem (w zasadzie – L. Wincenciak), że nadaje się przyzwoicie do analiz gospodarki otwartej. Zrobiłem to ze świadomością tego, do czego mi IS-LM jest w danym zastosowaniu potrzebny.

    Nie dyskutujemy o eksportofilii bądź eksportofobii. Co do silnych i słabych walut – waluta aprecjująca niekoniecznie nie jest niedowartościowana.

    ” (…) obecny kryzys ma związek ze sferą finansową i od niej trzeba zaczynać. Odwracanie od tego uwagi nie jest najlepszym pomysłem i chroni dzisiejszą finansjerę przed uzasadnioną krytyką”.
    Mnie interesują pewne własności unii walutowych wspólne ze standardem złota. Gdybym chciał się zajmować uzasadnioną krytyką finansjery (bądź obroną finansjery przed krytyką) sformułowałbym problem inaczej niż w 1.

    Ad. 27
    To, że pan grudge nie widzi czym jest akapit drugi dla pierwszego (w 1.) nie jest moją winą. Reszta wypowiedzi jest nie na temat i dowodzi, że pan grunge dalej nie rozumie problemu.

  25. @28
    „Moją intencją było zachęcić Pana do samodzielnych dociekań. Proszę potraktować to jako łamigłówkę”

    no to sobie podyskutowaliśmy.

  26. Ad p.e.1984
    „Pan grudge pokazuje, że nie rozumie pojęcia kursu nadwartościowego ani zaniżonego. Jeśli czytelnik nie wie czym one są – nie zauważy tego. W efekcie pan grudge osiągnie swój cel – stworzy wrażenie, że ma rację. A to wszystko – nie mając pojęcia o czym pisze”.
    „To, że pan grudge nie widzi czym jest akapit drugi dla pierwszego (w 1.) nie jest moją winą. Reszta wypowiedzi jest nie na temat i dowodzi, że pan grunge dalej nie rozumie problemu”.

    Proszę zatem spróbować obalić cokolwiek z tego ca napisałem.

    Ps Kolejny dowód na to, że p.e.1984 nie ma zielonego pojęcia o czym pisze:
    „… zaś Obuchi-Mori Japonię w hiperinflację wpędził”.
    Było dokładnie na odwrót (lata 1998-2001):
    http://www.tradingeconomics.com/japan/inflation-cpi
    W dodatku źle przeczytał źródło (albo z takich niskiej jakości źródeł korzysta) ponieważ Obuchi i Mori to były dwie różne osoby (on użył liczby pojedynczej „wpędził”).

  27. Ad. 30
    Po co obalać wypowiedzi nie na temat wygłaszane przez kogoś, kto nie rozumie o czym mowa? Jeśli świadkowie Jehowy przyjdą tu pisać swoje dogmaty i każą mi je obalać, też nie będę, bo nie o ich dogmatach tu mowa. Jak (o ile) pan grudge zacznie pisać na temat będzie z czym dyskutować.

    Co do spraw Japonii – pan grudge nie potrafi zauważyć kiedy ktoś się posługuje sarkazmem. Dla rozważanych tu problemów to czy panowie Obuchi i Mori (przywołani dla żartu, acz faktycznie niepoprawnie, po prostu na pewnym wykresie figurowali jako Obuchi-Mori) byli różnymi osobami czy jedną jest bez znaczenia. Na marginesie – pan grudge nie zdaje sobie sprawy z tego, że ekspansja fiskalna nie musi się łączyć z większą inflacją (mniejszą deflacją) – a dyscyplina budżetowa – na odwrót. Żart dotyczył polityki realizowanej przez gabinety, nie zaś – obserwowanego wskaźnika cen. Można było na to wpaść choćby po przeczytaniu zdania o Grabskim i Roosevelcie.

    Ale to jest oczywiście nie na temat.

  28. Ad p.e. 1984
    „Co do spraw Japonii – pan grudge nie potrafi zauważyć kiedy ktoś się posługuje sarkazmem”.
    Natomiast post do którego sie odwoływałeś czyli Pana Mieszkowskiego nie zawierał sarkazmów bo miał rację co do wpływu Misesa a austriacką gospodarkę. Twoje przykłady stanowiły przeciwwagę w polemice, jeżeli natomiast miał to być sarkazm to trafiłeś jak kulą w płot, bo tego rodzaju sformułowań używa sie gdy rozmówca nie ma racji.

    „… to czy panowie Obuchi i Mori (przywołani dla żartu, acz faktycznie niepoprawnie, po prostu na pewnym wykresie figurowali jako Obuchi-Mori) byli różnymi osobami czy jedną jest bez znaczenia”.
    Tylko wykazałem, że nie wiesz o czym piszesz i to wystarczy.

    „Na marginesie – pan grudge nie zdaje sobie sprawy z tego, że ekspansja fiskalna nie musi się łączyć z większą inflacją (mniejszą deflacją) – a dyscyplina budżetowa – na odwrót”.
    Miałem nieszczęście zobaczyc na Twojej stronie wykres poziomu podaży pieniądza do poziomu inflacji/deflacji.
    W takim razie proszę napisać jaka jest sytuacja w Japonii i dlaczego przy zwiększającej się podaży pieniądza panuje tam deflacja?

  29. @28:

    „Przykładowo produkt nie jest funkcją techniki produkcji, pracy i kapitału, ta zależność jest jedynie przypadkowa i nie da się stwierdzić, czy to produkt nie wytwarza pracy i technologii oraz kapitału.”

    Wymienione zależności nie wynikają z doświadczenia ani eksperymentu, tylko są czysto tautologiczną konsekwencją definicji pojęć. Ale nieważne, to tylko offtop, gadajcie sobie o złocie, już się nie wcinam.

  30. ad 28

    „Odbiegamy od problemu, który został jasno zdefiniowany.”

    Proszę zerknąć na swój pierwszy wpis. Spytał Pan, czym się różni SZ od strefy euro i zasugerował Pan, że funkcjonują „niemal identycznie”.

    Dostał Pan dosyć jasną odpowiedź, czym się SZ różni od strefy euro. Jak również wyjaśnienie, dlaczego w SZ nie doszłoby do tego, co mamy dzisiaj w Europie.

    SZ znacząco różni się od strefy euro i NIE funkcjonuje „niemal identycznie”.

  31. p.e.1984

    „Roosevelt uratował USA przed hiperinflacją ”

    Niby jak? Chyba okradając ludzi ze złota.
    Dalsza dyskusja chyba nie ma zbytniego sensu.
    Próbujemy przekonać cię, że 2+2=4 a ty uważasz, że jest inaczej. Zrozum, że obecny system finansowo-bankowy to socjalizm w czystej postaci a lewactwo opanowało już prawie cały świat. O dobrobycie nie świadczy wysoki PKB i dodatni bilans handlowy tylko poprawiający się standard życia ludzi a obecnie mamy do czynienia z przeciwnym trendem. Czymś takim jak gospodarka nie da się zarządzać bez szkody dla większości społeczeństwa bo za dużo w niej danych, które na dodatek ciągle się zmieniają a główny nurt bazuje na statycznym nierealny modelu gospodarki. Na koniec dodam, że empiria już falsyfikuje a końcowy etap nadchodzi wielkimi krokami.

  32. Ad. 32
    > Twoje przykłady stanowiły przeciwwagę w polemice, jeżeli
    > natomiast miał to być sarkazm to trafiłeś jak kulą w płot,
    > bo tego rodzaju sformułowań używa sie gdy rozmówca nie ma racji.
    Pan grudge nie wie widać, że żeby nie doprowadzić do hiperinflacji w sytuacji niezrównoważonego budżetu wystarczy nie drukować pieniędzy i zaciągnąć długi. Z tego co pamiętam Austria dostała zagraniczne pożyczki stabilizacyjne (oj oj, dług). Dlatego „uchronienie przed hiperinflacją” nie jest jakąś strasznie wielką zasługą von Misesa – zostało wyśmiane wyolbrzymianie jego zasług przez porównania do Republiki Weimarskiej. Przepraszam, że nie dodałem wyjaśnień.

    > Tylko wykazałem, że nie wiesz o czym piszesz i to wystarczy.
    Jest różnica pomiędzy wykazaniem komuś, że nie wie o czym pisze (co panu grudge zostało wykazane, tylko nie pojął) a znalezieniem pomyłki w kwestii nieistotnej dla dyskutowanych zagadnień.
    Dlatego pisanie w 30.:
    > Kolejny dowód na to, że p.e.1984 nie ma zielonego pojęcia o czym pisze
    jest śmieszne, bo po pierwsze nie jest to „kolejny dowód” – bo gdzie te poprzednie, po drugie – od pomyłki dotyczącej osób do braku zielonego pojęcia o czym się pisze jest daleko jak od wypowiedzi grunge do treści pytania 1. Ale tego typu zabawy erystyczne są typowe w sporach z osobami, którym brak wiedzy merytorycznej.

    > W takim razie proszę napisać jaka jest sytuacja w Japonii
    > i dlaczego przy zwiększającej się podaży pieniądza panuje
    > tam deflacja?
    Proszę sobie przeczytać tekst „Druk pieniądza, parytet złota i recesje”.

    Ad 33
    > Wymienione zależności nie wynikają z doświadczenia ani eksperymentu,
    > tylko są czysto tautologiczną konsekwencją definicji pojęć.
    Zgoda, ale dają się potwierdzić metodami empirycznymi. Można zbadać siłę zależności, zweryfikować postać funkcji produkcji itp. itd.

    Ad. 34
    Pan uparcie ignoruje, że w pytaniu chodzi o brak mechanizmu dostosowań kursowych i zjawiska, które z tego wynikną. Dlatego Pana odpowiedzi są nie na temat. Najbliżej pisania na temat był Pan w 9.:
    > Raz jeszcze: sprawy długu należy rozważać pod kątem długu.
    > Dostosowania kursowe to coś innego, choć jakiś związek
    > mogą mieć.
    Reszta Pana to odpowiedzi dotyczy pytań, których nie zadano. Po doprecyzowaniu przeze mnie problemu w kolejnych wypowiedziach sens pytania 1. powinien być jasny.

    Ad. 35
    Tomasz Mieszkowski Pisze: (p.e.1984: „Roosevelt uratował USA przed hiperinflacją ”) Niby jak? Chyba okradając ludzi ze złota.
    Jak – widać na wykresie 2 w tekście Druk pieniądza, parytet złota i recesje. Jak Pan przeczyta tekst, to się Pan dowie, dlaczego zdanie, do którego się Pan odnosi jest sarkazmem.
    Tomasz Mieszkowski Pisze: Próbujemy przekonać cię, że 2+2=4 a ty uważasz, że jest inaczej.
    Sytuacja wygląda od strony arytmetycznej tak: ja pytam, czy panowie wiedzą, że jeśli 2+x=z to dla x=1 z=3, panowie zaś odpowiadają, że zawsze y=7.
    Reszta Pana opinii jest zupełnie nie na temat, odniosę się tylko do jednej z nich:
    Tomasz Mieszkowski Pisze: Czymś takim jak gospodarka nie da się zarządzać bez szkody dla większości społeczeństwa bo za dużo w niej danych, które na dodatek ciągle się zmieniają a główny nurt bazuje na statycznym nierealny modelu gospodarki.
    W ekonomii nie istnieje coś takiego, jak „główny nurt”, przynajmniej nie w obszarze akademickim. To, że zwolennicy szkoły austriackiej starają się wrzucić inne szkoły ekonomiczne do jednego wora nie zmienia stanu rzeczy.

    Podsumowując: po 35 wypowiedziach nie padła odpowiedź na pytanie 1., natomiast doszło do wielu prób zmiany tematu – lub nieporozumień.

  33. ad 36

    Raz jeszcze powtarzam, że w standardzie złota nie mogłoby dojść do takiej bańki na długu greckim jak w strefie euro.

    Zatem twierdzenie, że SZ działa „niemal identycznie” jak strefa euro jest całkowicie nieuzasadnione.

    A odwołanie się do minimalnego podobieństwa (brak dostosowań kursowych i w jednym, i w drugim) w żadem sposób tej całkowitej bezzasadności nie zmienia.

  34. Ad p.e.1984 36
    „Z tego co pamiętam Austria dostała zagraniczne pożyczki stabilizacyjne (oj oj, dług). Dlatego „uchronienie przed hiperinflacją” nie jest jakąś strasznie wielką zasługą von Misesa”.
    Po pierwsze należy pamiętać, że Austria była stroną przegraną w I wojnie światowej (chyba, że uważasz, że to wina Misesa?).
    Po drugie pożyczki trzeba spłacić z procentem czyli bez reformy nici z uratowania gospodarki.
    Po trzecie i najważniejsze:
    „But in 1922, during the worsening Great Austrian Inflation, Mises actually proposed „indexation” of wages and prices, as well as government revenues and expenditures to reduce deficit fiscal pressures, maintain real standards of living for many in the society, and eliminate some of the inflationary distortions on economic calculation — as a part of a specific policy agenda to bring the inflation to an end. And he explained how the indexation should be implemented and linked to the international value of gold”.
    Żródło: http://mises.org/daily/4189
    Tak więc Twoje „sarkazmy” z postu numer 28 są trafieniem jak kulą w płot, gdyż adwersarz miał rację.

    „Jest różnica pomiędzy wykazaniem komuś, że nie wie o czym pisze (co panu grudge zostało wykazane, tylko nie pojął) a znalezieniem pomyłki w kwestii nieistotnej dla dyskutowanych zagadnień”.
    Pomyłka jest wtedy gdy ma się wiedzę na dany temat, Ty na natomiast w poście numer 31 sam podałeś, że bezmyślnie przepisujesz z innych źródeł „… to czy panowie Obuchi i Mori (przywołani dla żartu, acz faktycznie niepoprawnie, po prostu na pewnym wykresie figurowali jako Obuchi-Mori) byli różnymi osobami …”.

    „… jest śmieszne, bo po pierwsze nie jest to „kolejny dowód” – bo gdzie te poprzednie …”
    Wcześniejszym dowodem był w moim poście numer 22 wykres ukazujący jak kształtowała się wartość dolara do jena.

    „Proszę sobie przeczytać tekst „Druk pieniądza, parytet złota i recesje””.
    Pozostaje mi jedynie powtórzyć słowa balcerka, no to żeśmy sobie podyskutowali.

  35. ad.35

    Przeczytałem twój artykuł i jedyne co mi się nasuwa to (za to „ogłupianie przez Austriaków”, które umieściłeś w swoim artykule) jak to ładnie określił grudge – typowo mainstreamowy bełkot, że aż się chce płakać.
    Po pierwsze nikt nie twierdzi, że każdy „dodruk pieniądza” musi się wiązać z efektem inflacyjnym.
    Zgadza się istotny jest tu fakt na jaką skalę banki prowadzą ekspansje kredytową po zwiększeniu bazy monetarnej. Ale to nie wszystko ponieważ nawet jeśli banki prowadzą zakrojoną na szeroką skalę ekspansje kredytową to wcale nie musi dojść do inflacji(rozumianej jako ogólne wzrost cen) ponieważ wzrost cen może być niwelowany wzrostem produktywności.Czyli ogólny poziom cen wcale nie musi wzrosnąć, ale to wcale nie znaczy, że z gospodarką jest wszystko w porządku. Ponieważ to co się złego dzieje to bezpowrotne zniekształcenia w pierwotnej strukturze produkcji(sztuczne wydłuzania i poszerzania etapów procesów produkcji) będące efektem pompowania w gospodarkę pustego pieniądza nie mającego pokrycia w realnych oszczędnościach ludzi. Ale dla was apologletów centralnego planowania to chyba zatrudne do zrozumienia. Bo widzisz kolego tylko inwestycje oparte na realnych oszczędnościach ludzi, którzy w wyniku powstrzymania się od konsumcji uwolnili do gospodarki dodatkową ilość rzadkich zasobów są gwarantem trwałego i zdrowego wzrostu gospodarczego. Natomiast w wyniku wtłaczania w gospodarkę pieniądza fiducjarnego i sztucznego zaniżania stop procentowych, które nie odzwierciedlają preferencji czasowych ludzi, przedsiębiorcy zwabieni w tą pułapkę niskich stóp angażują się w projekty, które nie mogą zostać ukończone ponieważ ludzie wcale nie oszczędzali i nie uwolnili dodatkowych zasobów i na dodatek nie mają pieniądzy na zakup tych dóbr trwałych produkowanych w wyniku ekspansji (np.samochody).Dalej, wskaźniki inflacji, którymi się posłużyłeś nic nie wnoszą ponieważ ani CPI ani deflator PKB nie uwzględniają etapów pośrednich procesów produkcji,czyli dóbr kapitałowych wyższych rzędów a to właśnie w tych sektorach są największe fluktuacje cenowe podczas cyklu koniunkturalnego i to te sektory stanowią największą część gospodarki a nie konsumcja.Dalej, błednie również opisałeś procesy deflacyjne ponieważ deflacja nie jest żadnym problemem jeśli nie poprzedza ją ekspansja kredytowa.Deflacja cenowa będąca rezultatem wzrostu produktywności jest zjawiskiem jak najbardziej pożądanym i naturalnym efektem zdrowego wzrostu gospodarczego (ponieważ produkuje się coraz więcej dóbr).Ale nie, wy monetarni inżynierowie ubzduraliście sobie, że ceny trzeba stabilizować a nie zdajecie sobie sprawy, że właśnie ta stabilizacja powoduje efekty deformacyjne w strukturze produkcji.Dalej, Wielka depresja była efektem ekspansji kredytowej lat 20-tych i nie miałaby tak przykrych konsekwencji gdyby banki nie „drukowały” tak olbrzymiej ilości papierków w stosunku do złota i były zobligowane do utrzymywania 100% rezerwy zarówno dla banknotów jak i depozytów na ządanie. Dalej, kompletnie nie rozumiesz specyfiki złota i fiat money. Najwiekszą zaletą złota jest to, że właśnie nie można go drukować, bo pieniądz musi być rzadki i ceniony przez ludzi w przeciwnym razie od setek lat ludzie w wymianach posługiwaliby się liśćmi, piaskiem czy czym tam jeszcze chcesz. Dlatego rządy od lat kobinowały jak tu pozbyć się złota i zmonopolizować produkcję pieniądza i im się to udało.Mogą się teraz do woli zadłużać na nasz koszt ale co ich to obchodzi przecież i tak oni za to nie zapłacą. Ale dla was mainstreamowców i to chyba jest za trudne do zrozumienia.
    Reasumując, naprawdę przykro czytać takie dyletanckie artykuły jak twój ale z drugie strony powinieneś się cieszyć bo z takimi poglądami masz szanse napewno na Nobla.

  36. ad 36,

    Pan Pe1984 ma jeden główny problem ze swoim tekstem: bez przeczytania Hayeka, Misesa, albo nawet popularnych ich wersji (Murphy) bierze się za krytykę czegoś, z czym się najwyraźniej nie zaznajomił.

    A potem powołuje się na Krugmana (jego manipulacje były wielokrotnie wywlekane na wierzch przez ekonomistów nieaustriackich) jakoby się mylili, bo nie ma wysokiej inflacji.

    Panie Pe1984, a co Pan powie na lekturkę Hayeka Prices and Production do poduszki? Albo MOnetary Theory, gdzie trochę jest o deflacji i liquidity trap? (Tak! Lepiej niż w podręczniku z Makroekonomii i modelu ISLM).

  37. Ad. p.e.1984

    W 1. pisze Pan: „Standard złota funkcjonuje niemal identycznie jak strefa euro. W obu brak mechanizmu dostosowawczego w postaci płynnych kursów walutowych. Państwo zbyt wolno zwiększające produktywność pracy nie może dokonać obniżenia kursu, jak w przykładzie tutaj. Może dokonać wewnętrznej dewaluacji – albo opuścić standard złota.”.
    W 5. pyta: „Pytam konkretnie – czym w standardzie złota ma być zastąpione dostosowanie kursów? Sytuacja jest jasno zdefiniowana – produktywność w państwie X nie rośnie tak szybko jak w innych państwach „standardu złota” (lub strefy euro).”.

    Odpowiadam na Pana pytanie:
    Gdy obowiązuje standard złota i wolna bankowość, ręczne „dostosowanie kursów” jest zastąpione przez działanie (mechanizmy) wolnego rynku!
    Nie ma potrzeby stosowania dewaluacji, ani nie trzeba opuszczać standard złota. (Pisał już o tym Pan Machaj w 9., cytuję: „Dostosowania kursowe w systemie waluty złotej są niepotrzebne tak jak są niepotrzebne w przypadku handlu między Krakowem a Ząbkowicami Śląskimi.”)

    Ponieważ nie ma Pan pojęcia o działaniu wolnego rynku (gdyby miał Pan pojęcie, to nie zadawałby Pan pytania 5.), poniżej opiszę bardziej szczegółowo te mechanizmy. Jest Pan keynesistą, więc dla lepszego zrozumienia w opisie będzie trochę matematyki.

    Założenia będę maksymalnie upraszczał i celowo przejaskrawiał, aby uwypuklić działanie wolnego rynku.

    Załóżmy, że:
    1. Mamy rok 2084, na całym świecie swobodnie (nieskrępowany przez interwencjonizm) działa wolny rynek i wolna bankowość, w powszechnym użyciu jest pieniądz towarowy – złoto.
    2. Przez wolną bankowość rozumiem: a) nie ma banku centralnego, b) każdy może otworzyć bank, c) banki dzielą się na depozytowe i oszczędnościowo-pożyczkowe, d) w umowach zawieranych między klientem a bankiem depozytowym znajduje się klauzura zobowiązująca bank do utrzymywania 100% rezerw złota (depozyt nieprawidłowy).
    3. Dla ustalenia uwagi, rozważamy tylko dwa państwa Chiny i USA.
    4. Ilość złota w Chinach oznaczymy przez złoto_C, ilość złota w USA przez złoto_A. złoto_A + złoto_C = złoto_AC = const.
    5. Banknot dolarowy (nota bankowa, kwit bankowy) jest wymieniany na 2 gramy złota (1$ = 2 g złota). 1 juan jest wymieniany na 1 gram złota ( 1y = 1 g złota). 1$ = 2y. (Obowiązuje to przez cały czas naszego rozumowania).
    6. W chwili t1 w USA i w Chinach samochód kosztuje 200 g (gram złota).
    7. Produktywność w Chinach wzrosła. Ponieważ złoto_C = const, więc mamy deflację – ceny maleją. Niech w chwili t2 (t2 > t1) samochód w Chinach kosztuje 100 g (jest o połowę tańszy).
    8. Ponieważ w chwili t2 w USA samochód kosztuje 200 g, Amerykanie zaczynają kupować tańsze samochody w Chinach. Złoto zaczyna przepływać z USA do Chin (złoto_C’ > złoto_C).
    9. Napływ złota i wzrost podaży (prawo popytu i podaży) powoduje wzrost cen w Chinach.
    10. Odpływ złota i malejący popyt w USA powoduje obniżenie cen w USA (złoto_A’ t2) ceny w USA i Chinach wyrównają się. Amerykanie przestaną kupować samochody w Chinach, będą kupować u siebie w USA.
    13. Wracamy do punktu wyjścia, bez zmiany 1$ = 2y.

  38. Ad. p.e.1984

    Przy wysyłaniu komentarza nr 42 miał miejsce błąd.

    Punkty 10, 11 i 12 powinny mieć poniższą treść:

    10. Odpływ złota i malejący popyt w USA powoduje obniżenie cen w USA (złoto_A’ t2) ceny w USA i Chinach wyrównają się. Amerykanie przestaną kupować samochody w Chinach, będą kupować u siebie w USA.

  39. Ad. p.e.1984

    11. złoto_A’ + złoto_C’ = złoto_AC. Chińczycy zwrócą się (lub nie) do banków amerykańskich z prośbą o wymianę banknotów (dolarów) na złoto. Amerykańskie banknoty nie mające pokrycia w złocie zostaną zniszczone. Amerykańskie złoto może zostać (lub nie) zamienione w Chinach na banknoty (juany) mające pokrycie w złocie (dodruk).

  40. Ad. p.e.1984

    12. Po pewnym czasie t3 (t3 > t2) ceny w USA i Chinach wyrównają się. Amerykanie przestaną kupować samochody w Chinach, będą kupować u siebie w USA.

  41. Ad. p.e.1984

    W p. 9. powinno oczywiście być „wzrost popytu” a nie „wzrost podaży”, czyli:
    9. Napływ złota i wzrost popytu (prawo popytu i podaży) powoduje wzrost cen w Chinach.

  42. Osobiście przychylnie podchodzę do standardu złota, jednak mam co do niego kilka wątpliwości.
    1. Standard złota oznacza, że mamy pieniądz oparty na dobru, którego wartość mogą określać inne podmioty gospodarcze. Np. Załóżmy, że mamy w Polsce teraz standard złota. Chiny akumulują złoto i najprawdopodobniej oprą oni swój renminbi na tym dobru. W takim wypadku złoto poszybowało by w górę być może nawet 5-8. krotnie, co wyrządziło by przeogromną szkodę naszej gospodarce (ostatni skok franka szwajcarskiego wpędził ich kraj w recesję).
    2. Punkt drugi mogę skopiować z tej strony: https://radtrap.wordpress.com/2012/05/21/pulapki-systemu-waluty-zlotej/
    ,,Przejęcie realnej władzy przez posiadaczy złota, które obecnie – na skalę niespotykaną w historii (może poza biblijnym królem Salomonem) – skoncentrowane jest w rękach bardzo niewielkiej grupy osób, będących właścicielami banków (w tym banków inwestycyjnych). W praktyce oznaczałoby to, że kontrola podaży pieniądza, a stąd realna władza nad danym krajem lub grupą krajów, pozostawałaby w rękach obecnych posiadaczy złota niezależnie od ewentualnej zmiany demokratycznie wybranych rządów. Różniłoby się to od dzisiejszej sytuacji, z pieniądzem opartym na zaufaniu do rządu tym, że – teoretycznie – obecnie nadal może zaistnieć przejęcie władzy przez osobę (lub grupę osób) pokroju Abrahama Lincolna, która dokonałaby emisji nieoprocentowanych pieniędzy i wprowadziłaby niezbędne zmiany, których przeprowadzenie po wycofaniu pieniędzy opartych na zaufaniu i wprowadzeniu nowych, opartych na złocie, mogłoby być albo niemożliwe, albo bardzo utrudnione.”

    Osobiście byłbym faworytem systemu wyżej wspomnianego Abrahama Lincolna – emisja wolnego od długu pieniądza papierowego, którego podaż zwiększana była by 2-3% rocznie – i tyle, stopy procentowe określane były by przez rynek poprzez preferencję czasową ludzi używających danego pieniądza. Pomijając aspekt psychologiczny, myślę, że ze strony ekonomicznej zdało by to egzamin.

    1. @mamba. Nr1 W przypadku wzrostu waluty z jakiegokolwiek powodu i powstania w związku z tym kryzysu polegającego na tym że taniej kupić za granicą niż w kraju. Gospodarka reaguje w ten sposób że przedsiębiorcy szukają oszczędności, jedną z nich jest nominalna obniżka płac plus cięcia kosztów a to umożliwia obniżkę cen i konkurowanie z zagranicą. Generalnie pomijając sytuacje skrajne dobrze jest mieć silną walutę. Kto pamięta czasy dolara po 2 zł z małym hakiem ten wie że było fajnie. Argument nr2 jest błędny bo jest całkowicie nietrafiony. Przy standardzie złota właściciele takich czy innych ilości złota nie mają władzy nad pieniądzem. Władzę ma państwo które na przykład mając na bazie zdeponowanego w NBP 1000 uncji wydrukuje banknoty opiewające na milion uncji. Kiedyś mieli taką władzę królowie którzy w swoich mennicach fałszowali monetę dodając mniej kruszcu niż głosiła nominalna wartość. Dzisiaj oprócz rządu z drukarką taką władzę mógłby mieć alchemik wynalazca kamienia filozoficznego albo chemikfizyk który opracowałby tanią metodę otrzymywania złota z innych pierwiastków.

      1. Nie jestem przekonany co do argumentu drugiego. Przypadek, w którym państwo ma władzę nad pieniądzem jest właśnie teraz, gdy każdy bank centralny drukuję walutę dla określonego kraju, np. NBP ma pełnię władzy nad złotówką – nadrukuje więcej, to obniży wartość, podwyższy stopy procentowe –> zmniejszy akcję kredytową i wartość złotego wzrośnie. Jeżeli jednak weźmiemy pod lupę złoto, to okaże się, że jest to towar GLOBALNY. Tak jak w przypadku ropy – wiele państw eksportuje, jeszcze więcej zużywa, i jak np. jakieś państwo zdecyduje zalewać świat ropą, aby podtrzymywać niższe ceny (jak obecnie Arabia Saudyjska), to cena będzie niższa. I na odwrót – jak np. w jakimś państwie nastąpi awaria / wybuch / cokolwiek, podaż ropy zostanie obniżona i cena już idzie w górę. I na tym właśnie opierała się moja druga obawa, że ze złotem mogło by się dziać to samo.
        __
        Idąc dalej: zakładając, że wartość złota określana by była na rynku światowym, to raczej nie miało by to większego znaczenia ile banknotów nadrukuje państwo, ponieważ każdy banknot były zdefiniowany jako określona waga złota.
        __
        Weźmy przykład: Mamy globalny standard złota. państwo polskie importuje 100 ton złota i wypuszcza w obieg tyle banknotów, że opiewają one również na tą ilość złota – czy w tym przypadku wartość złotówki zmaleje ? Jeżeli banknot będzie zdefiniowany jako X złota, to wydaje mi się, że właśnie nie.
        __
        PS. Być może nie zgadzam się z tym do końca, ponieważ ci chodziło o wartość samej waluty, której państwo drukuje więcej niż ma złota, a nie o wartość kruszcu, który sam byłby pieniądzem. Tak czy siak, zachęcam każdego do dalszej dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy