Kraus: Kto kogo wyzyskuje?

14 stycznia 2005 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 1

Autor: Wladimir Kraus
Kto kogo wyzyskuje?
Tłumaczenie: Witold Falkowski

Różne socjalistyczne szkoły – od zagorzałych marksistów do opowiadających się za państwem dobrobytu socjaldemokratów – stawiają sobie za cel zapewnienie sprawiedliwości w sferze gospodarczej. Sprawiedliwość oznacza według nich chronienie interesów pracowników przed kapitalistycznymi krwiopijcami, którzy rzekomo niczego nie produkując, osiągają pokaźne zyski.

Socjaldemokraci są gotowi poczynić ustępstwa od swoich zasad ze względu na to, że krwawa wojna domowa i centralnie planowana gospodarka mogłyby być jeszcze gorsze niż ciągły wyzysk pracowników. Mimo to jednak uważają, że prawdziwymi właścicielami produkcji są robotnicy, ponieważ to oni trudzą się i pocą, czyli są bezpośrednio zaangażowani w fizyczną produkcję towarów.

Austriacki ekonomista Eugen von Böhm Bawerk, jak czytamy w niedawno opublikowanym artykule Roberta Murphy’ego, uzasadniał, że bardzo wysokie zyski kapitalistów wynikają z pełnionych przez nich istotnych funkcji. Jednakże nawet Böhm Bawerk niewątpliwie uznaje podstawowe prawo pracowników do całkowitej wartości produkowanych przez nich towarów, choć w analizie pozytywnej stoi wyraźnie na stanowisku, iż kapitalista pełni ważną rolę i jest potrzebny również robotnikom. Według Böhm Bawerka rola kapitalisty polega na zapewnieniu pracownikom środków na zakup teraźniejszych dóbr konsumpcyjnych.

Robotnicy potrzebują kapitalistów, ponieważ sami albo nie mogą, albo nie chcą czekać, aż produkty ich pracy osiągną pełną wartość dóbr konsumpcyjnych. Przyjąwszy taką perspektywę, należałoby uznać, że podstawowa rola kapitalisty sprowadza się do wymiany teraźniejszych dóbr konsumpcyjnych na niewykończone przyszłe dobra konsumpcyjne. W ten sposób pracownicy dostają tylko zdyskontowaną wartość, nadal – jak się zdaje – równą wartości ich krańcowego produktu. Gdy ten produkt stanie się ostatecznie teraźniejszym dobrem konsumpcyjnym mającym pełną wartość rynkową, kapitaliści otrzymają różnicę – procent. Używając języka ekonomistów, powiedzielibyśmy, że rola kapitalisty polega na „czekaniu”.

Argument mówiący, że robotnicy nie chcą czekać, aż produkty ich pracy ostatecznie osiągną pełną wartość, może się wydawać nieco brutalny. Kilkuletnie oczekiwanie na pełną zapłatę oznaczyłoby dla wielu pracowników i ich rodzin po prostu głód. A zatem robotnicy pojawiają się w sytuacji, gdy niektórzy ludzie są po prostu fizycznie niezdolni do czekania przez dłuższy okres czasu i życia w ciągłym stresie. Dlaczego w takiej sytuacji stopa procentowa zależy od preferencji czasowej kapitalistów, a nie robotników?

Te zastrzeżenia i pytania mają rację bytu tylko wówczas, gdy przyjmiemy, że pracownicy rzeczywiście są prawowitymi właścicielami wyprodukowanych towarów. Twierdzenie, że robotnicy dostają tylko ułamek tego, co produkują, oznaczałoby zasadniczo, że zyski są potrącane od płac.

Twierdzę – za George’em Reismanem[1] – że z samej istoty rzeczy wynika, iż robotnicy nie mają żadnego prawa własności do produktów swojej pracy. Przeciwnie: mają je biznesmeni i kapitaliści. Ponadto płace stanowią uszczuplenie zysków.

Co było pierwsze?

Twierdzenie, że zarobki stanowią potrącenia od zysków, z pewnością może się wydawać dziwne, a nawet całkowicie błędne. Kto bowiem pracuje w fabrykach i bierze udział w bezpośrednim wytwarzaniu towarów i usług? Robotnicy. Jednak fakt, że robotnicy uczestniczą w procesie fizycznej produkcji, nie ma w gruncie rzeczy żadnego znaczenia, jeżeli chcemy dotrzeć do głębszych poziomów zjawiska i zrozumieć ekonomiczne współzależności w systemie gospodarczym opierającym się na podziale pracy (czyli w kapitalizmie).

Po pierwsze musimy zrozumieć, że nie każdy, kto bierze udział w fizycznej produkcji, otrzymuje płacę. Dla unaocznienia tej prawdy, wyobraźmy sobie pracującego na własny rachunek hodowcę owiec, mieszkającego sto lat temu gdzieś w stepach Kazachstanu. Przyjmijmy, że nasz hodowca owiec nie jest samowystarczalny i potrzebuje ubrania, chleba oraz wielu innych rzeczy, które może kupić na targu w pobliskim mieście. Przyjmijmy ponadto, że gospodarka Kazachstanu jest na tyle rozwinięta, iż używa się w niej złotych monet jako pieniądza.

Gdy tylko nasz hodowca potrzebuje wszystkich tych rzeczy, idzie na targ i sprzedaje trochę owiec za, powiedzmy, dziesięć złotych monet. W tym miejscu pojawia się zasadnicze pytanie. Czy mamy prawo nazywać otrzymane przez niego dziesięć złotych monet płacą? Nie, nie mamy. Pomijając fakt, że nasz właściciel owiec jest człowiekiem ubogim, który wstaje bardzo wcześnie i pracuje do późna w trudnych warunkach, dziesięć złotych monet nie może być nazwanych jego płacą, ponieważ ten, kto otrzymuje płacę, musi być przede wszystkim zatrudniony przez kogoś innego. Człowiek otrzymujący płacę, lub inaczej mówiąc, proletariusz, to z definicji ktoś, kto nie posiada żadnych środków produkcji oprócz własnego ciała oraz ewentualnie wyjątkowej siły fizycznej i innych osobistych talentów.

Tymczasem nasz właściciel owiec sam jest swoim szefem i może zdecydować, co robić ze swoją własnością—stadem owiec. Pieniądze, które właściciel owiec otrzymuje po sprzedaniu kilku z nich, są jego przychodem ze sprzedaży produktu. Teraz lepiej rozumiemy, jaka jest dokładnie natura związku między płacą, przychodem ze sprzedaży produktu a zyskiem. Jak za chwilę zobaczymy, żeby mogła w ogóle pojawić się płaca, najpierw musi powstać zysk.

Żeby to zrozumieć, musimy wziąć pod uwagę fakt, że w gospodarce rynkowej ludzie angażują się w działalność produkcyjną wyłącznie w celu zarabiania pieniędzy. Zarabianie pieniędzy jest dosłownie niezbędne do życia, ponieważ zazwyczaj jedyną metodą nabycia potrzebnych do konsumpcji towarów jest wydanie pieniędzy, które się posiada. Zarabianie pieniędzy jest więc naczelnym, centralnym celem wszelkiej produktywnej działalności gospodarczej. Ludzie i przedsiębiorstwa mogą zarabiać pieniądze tylko wtedy, gdy mają do zaoferowania rzeczy, za które ktoś jest skłonny wymienić swoje pieniądze.

Ponadto, w gospodarce rynkowej zarabianie większej ilości pieniędzy, albo nawet określonego minimum, nie przychodzi łatwo, ponieważ potencjalni nabywcy mogą zawsze postanowić, że wydadzą swoje ograniczone dochody gdzie indziej. Tylko dzięki ciągłej poprawie jakości albo atrakcyjniejszej ofercie cenowej lub dzięki zastosowaniu kombinacji obydwu tych czynników można trwale wyeliminować konkurencję, zapewniając sobie stały dochód.

Najczęściej jednak poprawę jakości i niższe ceny można osiągnąć dzięki zastosowaniu większej ilości narzędzi i materiałów oraz inteligentniejszej sile roboczej. W tym miejscu pojawia się gatunek ludzi zwany przedsiębiorcami lub biznesmenami. To oni podejmują istotne decyzje biznesowe dotyczące inwestycji w narzędzia, materiały i siłę roboczą.

Nasz właściciel owiec zyskuje status przedsiębiorcy, jeżeli uzna swoją działalność produkcyjną, w tym przypadku hodowlę owiec, za sposób na osiągnięcie przychodów ze sprzedaży. Z jego punktu widzenia osiągany przez niego przychód ze sprzedaży produktu można uznać za środki do życia albo za dochód.

Jeżeli część z tych pieniędzy hodowca postanowi zainwestować w zatrudnianie pracownika i będzie mu płacił określoną sumę pieniędzy, dajmy na to, co miesiąc, ponosi wówczas koszty przedsiębiorcy. Jego inwestycja w formie comiesięcznej płacy zmniejsza część przychodu ze sprzedaży, którą uważa się powszechnie za zysk, czyli tę część, która jest różnicą między wpływami ze sprzedaży produktu a kosztami.

Zauważmy, że jeśli nasz właściciel owiec nie ponosi żadnych kosztów w formie zapłaty miesięcznego wynagrodzenia, to całość jego wpływów ze sprzedaży produktu trzeba zakwalifikować jako jego zysk! Powyższa abstrakcyjna analiza potwierdza wniosek, że pierwotną formą pozyskiwania dochodu jest zysk, a nie płaca.

W celu lepszego zrozumienia problemu, rozwińmy nasz przykład i przyjmijmy, że do pomocy przy doglądaniu owiec i pilnowaniu, żeby nie zjadły ich wilki, nasz właściciel owiec zatrudnia nieposiadającego żadnej własności sąsiada, Murata. Umawiają się, że Murat będzie otrzymywał za swoje usługi jedną złotą monetę na miesiąc. Teraz obraz ulega całkowitej zmianie. Mamy z jednej strony pracownika najemnego, a z drugiej przedsiębiorcę-kapitalistę.

Czy w tej sytuacji wolno nam powiedzieć, że Murat ma prawo do posiadania wszystkich owiec tylko dlatego, że skutecznie strzeże ich przed wilkami? Nie, Murat nie ma takiego prawa! Nie ulega wątpliwości, że krańcowa produkcyjność stada owiec wzrosła od czasu, gdy do ich pilnowania został zatrudniony Murat, ale samo to nie oznacza, że Murat ma prawo żądać tego krańcowego produktu (owiec uratowanych przed wilkami) dla siebie tylko z tego powodu, że jest pracownikiem.

Zapłata, którą Murat otrzymuje jako wynagrodzenie, nie jest krańcowym produktem jego usług pasterskich, lecz po prostu złotą monetą. Zauważmy kluczową rolę, jaką odgrywa tu właściciel owiec.

Wynagrodzenie Murata –złota moneta – pojawia się tylko dlatego, że właściciel owiec jest na tyle mądry i przezorny, żeby zachować jedną złotą monetę z uzyskanego ze sprzedaży przychodu, i wykorzystać ją na opłacenie Murata.

Zatrudniając Murata, właściciel owiec ma oczywiście nadzieję, że zarobi więcej złotych monet, niż wyda ich na opłacenie Murata. Mimo to jednak Murat ma możliwość zarobienia złotej monety i przyczynienia się zarazem do wzrostu całkowitej fizycznej produkcyjności krańcowej, a tym samym – w ostatecznej konsekwencji – do wzrostu własnej płacy realnej. Wszystko to dzięki oszczędnościom i mądrej decyzji biznesowej właściciela owiec! Gdyby właściciel owiec wydał złotą monetę, powiedzmy, na pyszne owoce dla swojej żony, to Murat pozostałby bezrobotny, a ludzie mieliby mniej owiec do zjedzenia.

Możemy uogólnić ten przypadek. Jako odrębna klasa ekonomiczna pracownicy najemni pojawiają się i istnieją tylko dzięki temu, że istnieją przedsiębiorcy-kapitaliści, którzy chcą im wypłacać wynagrodzenie z zaoszczędzonych środków.

Idąc dalej tym tropem, zrozumiemy lepiej, jak ważną rolę odgrywa system wymiany pieniężnej.

Jak zauważył Ludwig von Mises, bez pieniądza i wyrażonego w pieniądzu rachunku ekonomicznego niemożliwa byłaby jakakolwiek kapitalistyczna lub okrężna metoda produkcji[2]. Z kolei kapitalistyczne (okrężne) metody produkcji możliwe są dzięki funduszom kapitałowym (capital funds), które zostały zaoszczędzone, tzn. nie zostały skonsumowane przez biznesmenów i kapitalistów.

Zaoszczędzony i wydany na procesy produkcyjne fundusz zakładowy (capital funds) można nazwać wydatkiem produkcyjnym, ponieważ jest on dokonywany z zamysłem produkowania dóbr i usług, które zostaną następnie sprzedane za (najczęściej) większą sumę pieniędzy niż suma pieniędzy wydana na początku na zakup czynników produkcji[3].

Wydatki produkcyjne biznesmenów i kapitalistów w postaci płac pracowniczych oraz zakupów dóbr kapitałowych nie tylko prowadzą do powstania odrębnej klasy pracowników najemnych, ale przyczyniają się jednocześnie do zwiększenia fizycznej wydajności określonej liczby ludzi, którzy chcą pracować za pensję. W rezultacie wzrastają płace realne[4].

Dzięki takim instytucjom kapitalistycznym, jak system gospodarki pieniężnej i system własności prywatnej, najinteligentniejsze, najbardziej produktywne i zapobiegliwe jednostki mogą wykorzystać swoją pracę i pracę innych do celów produkcyjnych, przyczyniając się tym samym do poprawy swoich warunków życia oraz – w znacznie większym stopniu – do poprawy poziomu życia innych, mniej uzdolnionych osób.

Na zakończenie chciałbym postawić pytanie: kto kogo „wyzyskuje”? Czy biznesmeni i kapitaliści wyzyskują robotników, czy też robotnicy żyją właściwie z inteligencji, produktywności i zapobiegliwości przedsiębiorców i kapitalistów?

Tekst pochodzi ze strony Mises.org.


[1] Zobacz niezwykle wartościową książkę profesora Reismana Capitalism: A Treatise on Economics (1996), dostepną również w internecie pod adresem http://www.capitalism.net/. Podnoszone w niniejszym artykule zagadnienia profesor Reisman omawia szczegółowo, podając liczne ważne przykłady i rozwijając wiele wątków w rozdziałach 2, 4 – 7, 11, 13 swojej książki.

[2] Zobacz: Ludwig von Mises (1922): Economic Calculation in the Socialist Commonwealth

[3] Na temat pojęcia wydatków produkcyjnych i ich roli w podziale pracy zobacz: Capitalism, s. 441 – 462.

[4] Wyczerpującą analizę czynników decydujących o wydajności pracy oraz na temat płac realnych można znaleźć w przełomowej pracy profesora Reismana Productivity Theory of Wages, stanowiącej rozdział 14 książki Capitalism, s. 603–672.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Wladimir Kraus

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Kraus: Kto kogo wyzyskuje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy