Bitner: Prorok codzienny

23 czerwca 2005 Drogi i infrastruktura komentarze: 0

Autor: Maciej Bitner

Z okazji zbliżających się wyborów zamierzam poświęcić kilka „komentarzy” analizie programów gospodarczych kandydatów. Doskonale zdaje sobie sprawę, że pozycja konstytucyjna prezydenta daje mu minimalny wpływ na sprawy gospodarcze. Są jednak to wybory przyciągające uwagę opinii publicznej, a przedstawiane idee są szeroko dyskutowane w mediach. Niektóre występujące tam postulaty są dość popularne w społeczeństwie, więc warto (chciałoby się powiedzieć raz na zawsze) je obalić.

Postanowiłem zacząć niekonwencjonalnie i przedstawić krótką analizę pomysłów Liwiusza Ilasza. Nie bywam często w innych miastach, ale w Warszawie wszędzie pełno jest plakatów z jego wizerunkiem reklamujących go jako kandydata. Jest to dość zagadkowe, gdyż nikt nigdy go nie widział w mediach, pan Ilasz nie występuje w telewizji i nie udziela wywiadów. By sprawdzić, co ma do powiedzenia, sięgnąłem więc po jego książkę sprzed prawie trzech lat pod tytułem „Nowa Wizja Polski” oraz zajrzałem na stronę internetową www.liwiuszilasz.pl.

Najbardziej rażący wydał mi się powrót do starej, sprawdzonej koncepcji budowy autostrad za pożyczone przez rząd pieniądze: „Budowa dróg i autostrad leży w interesie wszystkich. Bezrobotni otrzymają pracę, państwo, po uprzednim zainwestowaniu otrzyma podatki od ich zarobków. Zużycie ogromnej ilości asfaltu (…) spowoduje pobudzenie gospodarki narodowej w prawie każdej dziedzinie produkcji (…). Wzdłuż wybudowanych nowoczesnych dróg i autostrad będą powstawać centra handlowe (…).” Na początek warto zauważyć, że państwo nie wzbogaci się na podatkach od świadczeń, które samo wypłaca – pan Ilasz nie wspomina tu przecież, że zatrudnieni uprzednio bezrobotni znajdą gdzieś indziej pracę. Ale błąd tego wywodu tkwi znacznie głębiej. Pokazuje on widoczne efekty redystrybucji zasobów jedynie w miejscu wydawania pieniędzy. Ekonomista musiałby zastanowić się również nad konsekwencjami pozyskiwania tych środków. Nie ma podstaw by twierdzić, że któraś z podanych w dwóch ostatnich zdaniach informacja jest nieprawdziwa. Co z tego, jeśli dobrodziejstwa z „dawania” są mniejsze niż te z brania. A może jednak jest odwrotnie?

Właśnie na tym polega podstawowy problem. Nie można ocenić, czy inwestycja, jaką niewątpliwie jest autostrada, jest przedsięwzięciem korzystnym, czyli zyskownym – nie pochłaniającym środków, które mogłyby być lepiej użyte. Jeśli budowa nie dokonuje się na rynku (nie ma cen – nikt nie wykłada kapitału – dany jest pod przymusem, a droga jest bezpłatna), to ocena jej zyskowności jest niemożliwa. Dodać należy, że w warunkach pełnego rynku takie działanie zawsze przyniosłoby stratę.

Tak mówi teoria, wiadomo jednak, że w Polsce wolnego rynku nie ma. Czy nie może się zdarzyć, że budowa autostrady rękami rządu jest korzystna? Jak najbardziej. Wydaje się, że w Polsce jest takie zapotrzebowanie na autostrady, że magistrala transportowa byłaby błogosławieństwem dla gospodarki. To oczywiście spekulacja, ale może uzasadniona. Jaka jest przyczyna tego, że interwencja rządu mogłaby być korzystna? Czy nie jest to teza niemile widziana na tych łamach?

Przyczyną są stosunki własnościowe i panujące prawo. Państwo posiada ogromną część ziemi, na której pobudowało drogi, a tych użycza bezpłatnie. Koszty ich remontu pokrywa jednak z przymusowych świadczeń. Dlatego właśnie prywatna, czyli płatna autostrada nie jest praktycznie w stanie konkurować z drogą publiczną. Dodatkowo prywatny przedsiębiorca nie może skupić w swoim ręku zbyt dużo ziemi (zabrania tego ustawa zwalczająca obszarnictwo – to nie jest żart). Pobieranie opłat za całkowicie prywatną drogę jest również bardzo utrudnione lub wręcz nielegalne.

Widać teraz wyraźnie, że interwencjonizm nie jest najlepszym rozwiązaniem. Lekarstwem na kłopoty transportowe jest radykalna prywatyzacja gruntów. Tylko takie posunięcie pozwoli na swobodne kształtowanie się cen połączeń, jak również umożliwi realną konkurencję między różnymi środkami transportu. Zachęcam czytelników do pogłębienia tego tematu choćby poprzez lekturę rozdziału jedenastego „Manifestu…” Rothbarda.

Pan Ilasz napisał jeszcze tak: „Długość dróg i autostrad jest wskaźnikiem rozwoju przemysłowego regionu (…). Przykłady najbardziej rozwiniętych regionów Włoch (…) stanowią najlepsze świadectwo zależności stopnia rozwoju obszaru od proporcji istniejących tam dróg i autostrad.” Jak wspomniałem autostrada to inwestycja, czyli budujemy tyle, by się opłacało, ale nie więcej. Jak ktoś by miał kłopot z kontrprzykładem dla obszarów podejrzanych o rozwój w wyniku budowy autostrad, to podpowiadam. Na obszarze byłego NRD Niemcy pobudowali za ogromne pieniądze autostrady, by utworzyć sieć równie gęstą jak na zachodzie. Niestety region ten nadal się nie rozwija, ciągnąc w dół statystyki całego RFN.

W książce Liwiusza Ilasza jest wiele, mniej ciekawych, socjalistycznych postulatów. Minimum socjalne, większy interwencjonizm KRRiTV, większa kontrola służby zdrowia (ani słowa o prywatyzacji!), rola państwa w zwalczaniu bezrobocia to niektóre z nich. Dość zabawny wydał mi się następujący fragment: „Problemem polskich rodzin pozostaje również ciąża nastolatek. Jest to jeden z poważnych problemów społecznych, o którym się niewiele mówi. Uważam, że rząd powinien stworzyć ciało doradcze, które zajmowałoby się tylko tym problemem, składające się z reprezentantów różnych grup społecznych. Taka rada powinna spotykać się z przedstawicielami rządu i Kościołów w celu wypracowania programu zmierzającego do redukcji tego zjawiska w Polsce”. Żałuję, że autor nie rozwinął tego tematu, bo chętnie dowiedziałbym się, jakie to grupy społeczne miałyby wejść do tego ciała.

Tak w ogóle, to był to niewątpliwie jeden z najciekawszych fragmentów. Cała książka jest nudna i okropnie napisana – razi całkowity brak błyskotliwości i fatalna polszczyzna. Oszczędzając czasu ciekawym nadmienię, że przypisywanie jakiegoś dodatkowego znaczenia nazwisku tego pana jest błędem (mózg syntetyzuje dwa imiona – Izajasz i Eliasz). Swoją drogą, to nie ma się czemu dziwić, bo żaden z niego prorok – głosi hasła już dawno przebrzmiałe, albo takie, które weszły już do kanonu socjalistycznej codzienności.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *