Hülsmann: W jaki sposób państwo niszczy rodzinę?

21 lipca 2005 Ekonomia rodziny komentarze: 1

rg Guido Hülsmann
W jaki sposób państwo niszczy rodzinę?
Tłumaczenie: Alicja Kuropatwa

Dlaczego w państwie dobrobytu dorośli pozostają wiecznie dziećmi?
Dla liberałów klasyczne rozwiązanie problemów to laissez faire – doktryna mówiąca, że państwo nie powinno nikomu przeszkadzać w korzystaniu z praw własności. Laissez faire jest imperatywem kategorycznym. Każdy powinien móc postępować ze swoją własnością według uznania i powinno to dotyczyć wszystkich okoliczności i sytuacji życiowych. Ich granice zależą per se od uzasadnienia: każdy może zarządzać tylko swoją własnością, zaś rzeczami innych ludzi tylko wtedy, kiedy ci wyrazili na to zgodę.
Liberałowie zwalczają nie tylko państwową kuratelę w zakresie rzemiosła. Również w polityce społecznej laissez faire jest najlepszą receptą. Polityka rodzinna (die Familienpolitik) jest tu bardzo pouczającym przykładem. Z ekonomicznego punktu widzenia życie rodzinne, a w szczególności wychowanie dzieci, jest bowiem trudnym procesem produkcyjnym. Nie chodzi oczywiście o zbywalne na rynku „produkty”. Właściwym zadaniem rodziny jest uformowanie każdorazowo indywidualnej osobowości. Małżonkowie oddziałują na siebie wzajemnie (często w świetle religijnych, intelektualnych albo estetycznych ideałów) i jako rodzice kierują rozwojem osobowości swoich dzieci. Ten proces dokonuje się za pomocą boskich darów takich jak miłość, wiara, nadzieja, odwaga, sprawiedliwość i tym podobne, choć z drugiej strony zasadniczy wpływ nań mają rzadkie dobra, takie jak czas czy pieniądze.
Małżeństwo i wychowanie dzieci są trudnymi procesami produkcyjnymi – to długa i żmudna praca.
Burza wczesnej miłości ustaje po czasie, a słodkie uśmiechy niemowląt przemijają zbyt szybko. Potem powstają konflikty o użycie rzadkich środków. Kwestie finansowe mogą zostać uregulowane poprzez umowę małżeńską (choć nie występuje to praktycznie w żadnym przypadku), ale i tak pozostają odmienne opinie na temat sensownego spożytkowania czasu. Mąż chce, by jego żona troszczyła się o dzieci. Jej życzeniem jest jednak powrót do życia zawodowego. Chce, by podlewał kwiaty i pilnował dzieci przy odrabianiu prac domowych. On jednak z większą chęcią majsterkuje przy swoim motorze. Oboje wymagają uprzejmości i posłuszeństwa od dzieci, zamiast buntowania się przeciw rodzicielskiej woli.
Co trzyma rodzinę razem w tej codziennej walce? Ponownie pomagają tutaj wiara, miłość i nadzieja. Kiedy te przymioty występują, rodzina funkcjonuje nawet ponad materialnymi przeszkodami. Kiedy brakuje wspomnianych cnót, nie może ich zastąpić żaden pieniądz świata. Lecz problem najczęściej się na tym nie kończy. Zwykle istotnie owe cechy są powszechne, jednak nie w pełni rozwinięte. W tych przypadkach decydującą rolę odgrywają tzw. przymusowe okoliczności. Nie można być do końca zachwyconym swoim małżonkiem, ale także nie myśli się jeszcze przez długi czas o rozłące, związanej za znaczącymi stratami materialnymi. Dzieci sprzeciwiają się rozkazom dorosłych, ale w końcu dostosowują się, dochodząc do wniosku, że od rodziców otrzymali nie tylko ciepło serca, lecz także pokój, trzy posiłki i dach nad głową. Rodzice uważają, że powinni karać dzieci, ale powstrzymują się od tego, ponieważ w późniejszym wieku chcieliby zobaczyć jeszcze swoje wnuki.
Te przymusowe okoliczności wypływają nieodmiennie z ograniczeń środków i nikt temu nie zapobiegnie. Także ramię państwa nie może ich zlikwidować, nadaje im tylko inny kształt. Ludzie tak czy owak dążą do zniesienia przymusu. Konkretny jego rodzaj, przed którego wyborem stoimy, ma przede wszystkim olbrzymie konsekwencje dla stylu życia, moralnych opinii i stosunków psychologicznych dominujących w społeczeństwie.
W liberalnym społeczeństwie istnieje środowisko, w którym mogą zachodzić odpowiednie dla respektu praw własności okoliczności. Ów respekt wykształca się nie tylko na rynku, lecz również w rodzinie. Rodzice są właścicielami materialnych dóbr w kręgu rodzinnym i dlatego mogą rozstrzygać o wyborach i stanowią autorytet. Dzieci są samodzielne (są posiadaczami samych siebie) i dlatego obdarzone są nienaruszalną godnością. Autorytet rodzicielski opiera się na prawie w taki sposób, żeby nie krzywdzić dzieci. Granicą tego autorytetu jest wolność dzieci, które opuszczają dom (one wcześniej czy później i tak zrobią, co chcą).
To jest, w znacznym zarysie, obraz rodziny w wolnym społeczeństwie – z pewnością żaden dobry widok dla wiecznych piecuchów i despotów. Przecież wszyscy inni, którzy zachowali odmienną postawę, dostrzegają w tym delikatną równowagę pomiędzy autorytetem i wolnością. Widzą w tym prawdziwą wolność, która jest ograniczona przez własność (i dodatkowo autorytet) innych. Wszystko to niszczy państwo i zmusza ludzi o robienia tego, co robiliby, gdyby państwo nie istniało. Państwo, nie będąc w stanie zlikwidować faktu rzadkości dóbr, zmienia tylko ich formę. Przez to produkuje inny styl życia, inną moralność i inne postawy psychologiczne.
Następujące przykłady pomogą to unaocznić:
Podatek spadkowy
– niszczy produkcję rodzinną i osłabia więzy pomiędzy generacjami. Zmniejsza zainteresowanie rodziców ukierunkowywaniem wykształcenia zawodowego dzieci. Zamiast wiedzy, którą należałoby nabyć w celu prowadzenia rodzinnego zakładu, dzieci kończą jedynie ogólne studia. Nie produkują, lecz konsumują radość duchowej inicjatywy – to pierwszy krok do akademickiego proletariatu. Ale gdzie nie istnieje żaden rodzinny zakład, tam rodzinne więzy ulegają osłabieniu. Rodzice mają mniejszy udział w rozwoju dzieci i dlatego stają się one bezczelne, co nie wróży dobrze na przyszłość. Następstwem jest przeprowadzana przez państwo inflacja, zżerająca zawartość majątku pieniężnego.
Ubezpieczenie na wypadek bezrobocia
– i płaca minimalna wytwarzają bezrobocie. Długookresowe bezrobocie sprawia, że dotknięty nim ojciec traci respekt swojej żony i dzieci. Jego autorytet we wszystkich innych kwestiach jest podważany. Państwowe ubezpieczenie emerytalne, narzucane coraz bardziej i coraz częściej pracownikom, uspołeczniły korzyści prokreacji, pozostawiając przy tym koszty wychowania rodzinie. Następstwem tego jest moda na mini-rodziny (jedno, a w najlepszym wypadku dwójka dzieci).
Całodniowe szkoły finansowane przez państwo
– i całodniowe przedszkola zmniejszają koszty pracującego zawodowo. Rodzice poświęcają mniej czasu na osobiste wychowanie dzieci, zajmując się zamiast tego pracą. Dzieci spędzają więcej czasu w grupie swoich kolegów szkolnych, wyrastając w dużej mierze w „mentalności zgrai” (Hordenmentalität). Rozwody zdarzają się coraz częściej, małżonkowie są od siebie niezależni, co składa się na wzmocnienie trendu „rodziny” z jednym tylko rodzicem (z reguły matką). Odpowiednio w tym kierunku rozwija się nowe małżeńskie prawa rodzinne.
Państwo narzuca szkolny obowiązek
– wmusza młodemu człowiekowi socjalistyczne i zielone ideologie, od dłuższego czasu infiltrujące nasze szkoły i uniwersytety. Finansowanie z podatków (tutaj: socjalnych) uczestnictwa szkolnego doprowadziło do sztucznego przedłużenia czasu przeznaczonego na wykształcenie. Zawody, którymi wcześniej trudnili się fachowcy, przyciągają dzisiaj wielu magistrów i doktorów, wystawionych na długotrwałą państwową indoktrynację. Wskutek tego dzieci stają się wyobcowane, oddalając się od rodziców ku coraz bardziej w ich oczach wiarygodnemu państwu.
Obowiązek wychowania przez rodziców jest przymusem, w istocie przymusem wychowania, względnie przymusem zapewnienia środków materialnych. Wytrąca on rodzicom z ręki właściwie każdą broń, szczególnie nieodzowną dla cywilizowanego wychowania upartych młodych mężczyzn. Jest tak choćby w przypadku zakazanych, lecz niekiedy koniecznych, kar cielesnych – zarezerwowanych tylko dla państwa. Następstwem tego stanu rzeczy jest nieuznawanie przez młodych mężczyzn żadnych autorytetów, które nie są oparte na sile – to wpaja im państwo. Szydzą z uprawnień swoich rodziców i nauczycieli, a ich buńczuczne zachowania często widoczne są w szkole – dostrzec już można nadciągającą szkolną „anarchię”.
Takie przykłady można mnożyć niemal w nieskończoność. Terror pozostaje zawsze ten sam, w efekcie państwo, niszcząc aktywność tradycyjnej rodziny, rozluźniając więzi pomiędzy rodzicami, osłabiając zachęty do przynoszenia dzieci na świat i przede wszystkim do prawidłowego ich wychowywania. Doprowadza także do nagłego wzrostu coraz to nowszych niekonwencjonalnych form rodzinnych. Podkopuje respekt dla wszystkich autorytetów, które nie opierają się na władzy państwa i skutecznie atomizuje społeczeństwo, odgrywając największą rolę spośród wszelkich jeszcze pozostałych organizacji. Tylko jedna strona odnosi korzyść z tego rozwiązania – państwo i jego „bezinteresowni” słudzy w ministerstwach i urzędach.
Literatura:
Hans-Hermann Hoppe: Democracy: The God That Failed, New Brunswick (NJ) 2001. (dt.: Demokratie, der Gott der keiner ist, Manuscriptum, Leipzig 2003).

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jörg Guido Hülsmann

Jörg Guido Hülsmann (ur. w 1966 r.) jest profesorem ekonomii na University of Angers we Francji.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Hülsmann: W jaki sposób państwo niszczy rodzinę?

  1. zastanawia mnie odwoływanie się do postaci literackiej Boga: „Ten proces dokonuje się za pomocą boskich darów takich jak miłość, wiara, nadzieja, odwaga, sprawiedliwość i tym podobne […]” Spostrzeżenia ciekawe, ale w Konstytucji Wolności F. A. Hayek’a w rozdziale Oświata i nauka wyraża się on dosyć pozytywnie o obowiązku nauczania oczywiście zastrzegając, iż tyczy się to wartości uniwersalnych, a nie indoktrynacji (wnioskuję, że chodzi także o religijną, a przede wszystkim ograniczającą pęd do poszukiwania „innych” niż pożądane przez państwo rozwiązań czy postaw: silne akceptowanie obow. służby wojskowej itd.) co w tekście jest wyraźnie zaznaczone. Co więcej obowiązek edukacji daje możliwości wszystkim także ze społeczności zamkniętych jak mormoni (tutaj niestety niekorzystny wyrok Sądu Najwyższego USA), co powinno być uwieńczeniem prawa do wolności każdego, również młodego człowieka, aby wchodząc w dorosłe życie miał wiedzę najbliższą rzeczywistej i zarysowaną cechę wolności od uprzedzeń i poszukiwania rozwiązań a nie przyjmowania dogmatów. Wolności, którą Libertarianie tak bardzo cenią.
    pozdrawiam
    Andrzej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy