Murphy: Hayeka plan prywatyzacji pieniądza

27 lipca 2005 Konkurencja walut komentarze: 0

Autor: Robert P. Murphy
Hayeka plan prywatyzacji pieniądza
Tłumaczenie: Katarzyna Rybak

Najsławniejszym ekonomistą Szkoły Austriackiej jest laureat nagrody Nobla z roku 1974, Friedrich Hayek. Ze względu na jego umiarkowane poglądy usprawiedliwiające w wielu przypadkach interwencje państwa, ortodoksyjni zwolennicy Rothbarda zwykli uważać Hayeka za „nie dość kryształowego” w wielu kwestiach.

Jest jednak jeden obszar, gdzie Hayek jest z pewnością bardziej radykalny (jakkolwiek najprawdopodobniej niesłusznie!) niż nawet Murray Rothbard. Są to instytucje monetarne wyszczególnione w jego fascynuje broszurze pt. Denacjonalizacja pieniądza (1978).

Jeśli chodzi o wolnorynkowe podejście do pieniądza, to typowa austriacka polemika toczy się o bankowość rezerwy częściowej (ang. fractional reserve banking, FRB). Wielu uważa FRB za jak najbardziej uzasadnioną (tak długo jak banki nie uzyskują specjalnych przywilejów od rządu), podczas gdy inni uważają, że z natury jest ona źródłem malwersacji. Obie grupy zgadzają się jednak, że pieniądz papierowy jest straszliwym tworem państwa i że wolny rynek powinien zawsze bazować na dobrach realnych (takich jak złoto) jako bazy dla pieniądza.

Ponieważ wielu uczestników debaty wokół FRB jest znacznie bardziej radykalnych niż Hayek w większości kwestii dotyczących polityki, jest więc niezwykle zaskakujące, że nawołuje on do drukowania prywatnych, rywalizujących ze sobą papierowych walut. W rzeczy samej, Hayek proponuje, by poszczególne firmy emitowały kawałki papieru nie poparte żadną produkcją czy dobrami konsumpcyjnymi. W pewnym sensie Hayek skłania się ku prywatyzacji bankowości centralnej.

Jak sobie czytelnik może wyobrazić, ta propozycja wydaje się prawie wszystkim – nawet współczesnym Austriakom – absurdalna. Poniżej będziemy rozważać główne kontrargumenty przeciw niej. Jednak częściowo z powodu tego prawie jednogłośnego odrzucenia i częściowo dlatego, że analiza w każdym przypadku jest kształcąca, będę próbował w tym artykule zapewnić koncepcji Hayeka najlepszą możliwą obronę.

Propozycja Hayeka

Hayek argumentuje, że jeżeli tylko przeszkody ze strony rządu zostałyby usunięte, wolny rynek dostarczyłby optymalnej ilości (i różnorodności) produktów pieniężnych. W ten sam sposób jak siły konkurencji prowadzą do niskich cen i najlepszej jakości w każdym zakresie, również konkurencja w „przemyśle pieniądza fiducjarnego” prowadziłaby do pieniędzy, które byłyby nieskończenie lepsze niż ich odpowiedniki drukowane przez rząd. Na przykład pieniądze prywatne byłyby znacznie stabilniejsze jeśli chodzi o ich siłę nabywczą, byłyby trudniejsze do podrobienia i byłyby dostępne w wygodniejszych nominałach.

Jakkolwiek można sobie wyobrazić stan równowagi pod warunkiem, że społeczeństwo posiada już znaczne ilości takich prywatnych walut, trudno jest wyobrazić sobie jak mogłyby one na początku „oderwać się od ziemi”. Stanowi to najbardziej światłą część propozycji Hayeka (którą naturalnie adaptuję do warunków współczesnych):

Prywatna firma mogłaby początkowo wydrukować powiedzmy milion kawałków papieru (oczywiście trudnych do powielenia dla kogoś z zewnątrz) z umieszczoną na nich sympatyczną podobizną Hayeka. Firma zobowiązuje się kontraktem, by w dowolnym momencie wymienić każdego „Hayeka” na 10 USD lub 80 yuanów chińskich. Zakładając, że firma ma znaczne aktywa i wszyscy są w pełni przekonani o wymienialności waluty, Hayeki będą się sprzedawać na aukcji za nieco więcej niż 10 USD. Wynika to z tego, że będą one zawsze warte przynajmniej 10 USD, ale mogą (w niezbyt odległej przyszłości) być warte więcej, gdy (i jeśli) chiński rząd pozwoli na aprecjację yuana względem dolara. (W takim przypadku inwestorzy mogliby wymienić każdego Hayeka za 80 yuanów, które z kolei można byłoby wymienić na więcej niż 10 USD.) Na potrzeby niniejszego rozumowania załóżmy, że firma początkowo wystawia na aukcję cały milion Hayeków po 12 USD każdy.

Jak dotąd propozycja nie wnosi niczego radykalnego; każdy Hayek jest w rzeczywistości po prostu papierem wartościowym. Jak więc miałaby emitująca firma sprawić, by społeczeństwo zaczęło traktować Hayeki jako pieniądze? Tuż przed pierwszą aukcją, po ustaleniu ceny rynkowej Hayeków, firma emitująca zdefiniowałaby koszyk dóbr (składający się z chleba, jajek, mleka i innych dóbr w zależności od konsumentów), który kosztuje powiedzmy 60 USD w Wal-Mart. Następnie firma powiadomiłaby społeczeństwo o następującej niewiążącej deklaracji: „Użyjemy aktywów naszej firmy by wyrównać brakującą podaż Hayeków tak, że 5 Hayeków będzie miało zawsze (na tyle na ile leży to w granicach ludzkich możliwości) taką siłę nabywczą, by nabyć ten konkretny koszyk dóbr.”

Z upływem czasu dolar amerykański i chiński yuan mogłyby ulegać deprecjacji względem realnych dóbr i usług. W szczególności mogłaby się zwiększyć wyrażona w dolarach cena określonego koszyka dóbr. Tak długo, jak Hayeki pozostawałyby wartościowane wyłącznie ze względu na swoje powiązanie z dolarami czy yuanem, ich wartość również zaczęłaby spadać; cena Hayeków za koszyk dóbr zaczęłaby rosnąć z 5 do 5,05, itd.

Od tego momentu firma emitująca mogłaby dostrzec potrzebę wsparcia wartości swojej papierowej waluty. Mogłaby wejść na rynek, by wykupić Hayeki od tych ich mało znaczących posiadaczy, którzy byliby najbardziej skłonni je sprzedać. W ten sposób firma emitująca mogłaby (przynajmniej czasowo) utrzymać siłę nabywczą Hayeków, tak, że za 5 Hayeków ciągle można byłoby kupić określony koszyk dóbr w Wal-Mart, nawet jeśli cena koszyka w dolarach wzrosłaby powyżej 60 USD (jako że rząd USA nadal drukowałby nowe dolary).

W tym miejscu teoria się kończy, a my tkwimy przy praktycznym zagadnieniu: Czy firma w końcu skupi cały milion Hayeków? Czy, od jakiegoś punktu zanim to się stanie, notowania stabilności Hayeka (jeśli chodzi o jego siłę nabywczą w stosunku do określonego koszyka dóbr) pozwoliłyby na samospełniającą się przepowiednię, zgodnie z którą ludzie zaczynają trzymać Hayeki nie ze względu na stojącą za nim gwarancję wymienialności lecz ze względu na jego spodziewaną siłę nabywczą w przyszłości?

Problemy

Propozycja Hayeka była, co zrozumiałe, traktowana podejrzliwie. Murray Rothbard[1] argumentował, że jest naruszeniem Misesowskiego „teorematu regresji”, wskazującego, że wszystkie waluty – nawet papierowe, emitowane przez rząd – muszą koniecznie wywodzić swoją siłę nabywczą z historycznego powiązania z dobrem, które było wartościowane na etapie barteru. Zastrzeżenie to pomija jednak fakt, że propozycja Hayeka zawiera początkowe powiązanie z aktywami wprowadzone w celu wprowadzenia waluty do obiegu.

Rothbard sprzeciwia się również prywatyzacji wszystkich funkcji rządu, w szczególności pobierania podatków, torturowania więźniów i emitowania pieniądza papierowego. Można się z tym punktem zgodzić, ale propozycja Hayeka z pewnością byłaby prawnie dopuszczalna w libertariańskim społeczeństwie. Nawet ci, którzy uważają FRB za podatne na nadużycia nie mogą znaleźć w tej propozycji naruszenia praw własności;[2] mogliby się jedynie upierać (i jest to argument wymuszony), że jakakolwiek firma próbująca wprowadzić do obiegu własny pieniądz papierowy zbankrutowałaby.

Innym problemem jest, że, w świecie wykreowanym przez Hayeka nie będzie jednego pieniądza i zalety płynące ze wspólnego środka wymiany będą ograniczone. Na to odpowiedziałbym, że jest możliwe, że nawet przy standardzie 100% wymiany na dobra niektóre z grup używają złota, inne używają srebra a inne używają krów jako środka wymiany.

Zgoda, byłyby siły próbujące pomagać we wprowadzaniu jednolitego pieniądza na całym świecie, ale nie byłoby to natychmiastowe, jako że warunki różnią się znacznie z regionu na region. Tak długo jak długo lokalne waluty mogłyby być swobodnie wymieniane jedna na drugą, współczesne rynki walutowe (wspomagane przez komputery) mogłyby znacząco zredukować związane z tym koszty transakcji. Z tego samego względu, nie możemy powiedzieć, że korzyści z jednolitego pieniądza przeważają wszystkie inne korzyści, i że z tego względu system Hayeka musi zostać odrzucony.

Innym kontrargumentem (podnoszonym przez Selgina i White’a) jest, że prywatny „bank centralny” mógłby, jak jego rządowy odpowiednik, zawsze stwierdzić, że najbardziej zyskowna jest hiperinflacja. Jest prawdą, że mogłoby to spowodować porzucenie waluty przez społeczeństwo, ale co z tego? Jeśli 5 Hayeków wymienia się obecnie na tak wiele jajek, mleka itd. To dlaczego nie wydrukować 2 milionów i nie kupić tak wielu realnych dóbr jak to tylko możliwe? Z pewnością to jednorazowe posunięcie przyniosłoby większy zysk niż możliwa do uzyskania w danej chwili wartość płynąca z odpowiedzialnego zarządzania podażą Hayeków.

Ta obawa płynie z pomijania faktu, że Hayeki (w naszym przykładzie) są zawsze prawnie wymienialne na 10 USD lub 80 yuanów. To stanowi dolną granicę, poniżej której ich wartość nie może spaść (bez wyczerpania rezerw firmy emitującej).

Pete Canning uznaje ten fakt i poprawia brzmienie tego zarzutu wskazując, że oczywiście waluty rządowe będą ulegać deprecjacji w takim stopniu, że taka kontrola szybko stanie się bezskuteczna.

Jak na ironię w tym właśnie miejscu przychodzą na ratunek inne z zjawiska uznawane za braki tej teorii – mianowicie mnogość walut. Ze względu na to, że każda z emitujących firm będzie dostarczać pieniędzy utrzymywanych jedynie przez część społeczeństwa, decyzja jednej z firm o hiperinflacji nie będzie aż tak katastrofalna jak w przypadku monopolu rządowego.

Co więcej, jeśli większa firma kiedykolwiek zdecyduje się na hiperinflację, społeczeństwo zażąda podjęcia kroków, które będą miały zapobiec powtórzeniu się sytuacji. Na przykład, oprócz deklaracji o wymianie Hayeków w dowolnym czasie za 10 USD lub 80 yuanów, nasza hipotetyczna firma może również zobowiązać się prawnie: „Nigdy nie zwiększymy podaży Hayeków o więcej niż 100 procent rocznie.”[3]

Korzyści

Pozwolę sobie zakończyć wskazując kilka korzyści projektu Hayeka, które przeoczono. Po pierwsze, emitowane prywatnie pieniądze papierowe okazują się generalnie stabilniejsze niż nawet metale jeśli chodzi o ich siłę nabywczą. Cała praca firmy emitującej Hayeki (w naszym przykładzie) to uważny monitoring rynków finansowych w celu dostrojenia wartości wymiennej Hayeków tak, by 5 z nich zawsze stanowiło ekwiwalent określonego koszyka dóbr w większym sklepie spożywczym. W przypadku złota nie ma to miejsca; kurs wymiany pomiędzy złotem a koszykiem dóbr byłby znacznie bardziej płynny (mimo że znacznie bardziej stabilny niż kurs wymiany pomiędzy walutami rządowymi a koszykiem).

Inną korzyścią jest to, że firmy mogłyby zmienić zestaw dóbr wchodzących w skład koszyka by odzwierciedlić preferencje posiadaczy ich walut. Na przykład niektórzy ludzie mogą nie interesować się ceną jajek i chleba i preferowaliby pieniądz o stabilnej sile nabywczej w zakresie aluminium, platyny itd. Firma mogłaby wtedy wypełnić taką niszę.

Inną interesującą właściwością systemu Hayeka jest, że posiadacze pieniędzy raczej sami zagarną korzyści z inflacji waluty niż emitująca ją firma. Rozważmy: Gdyby społeczeństwo zaakceptowało kiedyś Hayeki (i Lachmanny itd.) jako środki płatnicze, z upływem czasu rynek zwiększyłby produkcję jajek, masła itd. i z tego względu pojawiłaby się tendencja, by ich cena wyrażona w Hayekach spadła. Z tego względu, aby utrzymać deklarowaną siłę nabywczą, firma emitująca powinna okresowo drukować i rozprowadzać dodatkowe Hayeki.

Teraz, jeśli firma byłaby monopolem, jej właściciele oczywiście sami wydaliby nowe Hayeki. Jednak ze względu na konkurencję, jedynym sposobem dla firmy aby społeczeństwo wciąż korzystało z Hayeków byłoby, w dodatku do niezwykle stabilnej siły nabywczej, gdyby ich posiadacze otrzymywali nowe jednostki w proporcji do posiadanych udziałów. Oznacza to, że firma mogłaby chcieć okresowo zwiększyć ogólną podaż Hayeków, ale musiałaby dać nowe jednostki swoim klientom. (Prostym sposobem osiągnięcia tego celu byłoby dla firmy występowanie również w roli bankiera i wypłacanie dywidend za utrzymywane depozyty.)

Na koniec – i jest to, przyznaję, wielkie udziewnienie – przypuśćmy, że w odległej przyszłości ludzkość rozwinie zdolności, na modłę Star Treka, powielania (w pewnych granicach) każdego typu obiektu fizycznego. W takim przypadku żadne dobro nie mogłoby służyć za użyteczny środek wymiany, ponieważ ludzie po prostu uruchamialiby jego masową produkcję prawie bez żadnego kosztu. W takim świecie pieniądze stałyby się raczej zapisami w komputerach.

Tak, jeśli oczekiwano by od rządów odpowiedzialnego kierowania takim systemem, wszystko byłoby stracone. Jest jednak co najmniej warte zbadania, czy system bazujący na pomysłach Hayeka mógłby dostarczyć zdrowych środków wymiany w takim futurystycznym środowisku.


Robert Murphy jest pracownikiem naukowym Mises Institute. Wykłada ekonomię w Hillsdale College. Niniejszy artykuł opiera się w znacznej mierze na mojej (autora) dyskusji z Petem Canningiem, dotyczącej jego (znakomitej) pracy magisterskiej na temat prywatnych pieniędzy.


[1] Rothbard, The Logic of Action One, s. 153-161.

[2] Tak długo, jak długo firma w naszym hipotetycznym przykładzie utrzymuje kapitał 10 mln USD i 80 mln yuanów chińskich, nie ma problemu angażowania się przez nią w „fałszerstwo.”

[3] Przyczyną tak znacznej swobody (tj. pozwalającej na podwojenie się podaży Hayeków) jest, że takie znaczne wzrosty mogłyby być potrzebne do utrzymania jego siły nabywczej wyrażonej w koszyku dóbr. Na przykład, jeśli coraz więcej ludzi używałoby Hayeka jako środka wymiany, firma emitująca potrzebowałaby zwiększenia podaży, by zneutralizować rosnący popyt.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Murphy

Amerykański ekonomista i konsultant związany z austriacką szkołą ekonomii. Tytuł doktora uzyskał na New York University, obecnie jest adiunktem na Texas Tech University. Współpracuje z licznymi amerykańskimi think-tankami. W ramach działalności w Independent Institute i Ludwig von Mises Institute angażuje się w liczne inicjatywy edukacyjne – prowadzi wykłady, kursy e-learningowe, pisze książki. To właśnie w ramach współpracy z tymi instytucjami powstały jego przewodniki ułatwiające lekturę najważniejszych dzieł ekonomistów szkoły austriackiej: "Ludzkiego działania" i "Teorii pieniądza i kredytu" Ludwiga von Misesa oraz "Ekonomii wolnego rynku" Murraya N. Rothbarda. Murphy jest także autorem podręcznika z ekonomii dla licealistów "Lessons for the Young Economist" i książki "Choice: Cooperation, Enterprise, and Human Action".

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy