Rothbard: Dlaczego konserwatyści kochają wojnę i państwo?

30 lipca 2005 Filozofia polityki komentarze: 3

Murray N. Rothbard
Dlaczego konserwatyści kochają wojnę i państwo?
Tłumaczenie: Rafał Przekop[*]

Konserwatyści od dawna odznaczali się, świadomie lub nie, dalekosiężnym pesymizmem: wierząc, że długookresowy trend, więc sam Czas, działa przeciw nim, i z tego powodu nieuchronna tendencja kieruje nas w stronę lewicowego etatyzmu wewnątrz kraju i komunizmowi poza jego granicami. To właśnie ta długofalowa rozpacz stanowi wyjaśnienie dość dziwacznego optymizmu w spojrzeniu konserwatystów na chwilę obecną: skoro chwila późniejsza została uznana za nie rokującą nadziei, jedyną szansą na wygraną jest dziś. W problematyce międzynarodowej ten punkt widzenia prowadzi konserwatystów do wołania o ostateczne desperackie potyczki z komunizmem, ponieważ czują oni, że im dłużej czekają, tym gorzej sprawy będą się z pewnością miały. W problematyce krajowej objawia się on absolutnym poświęceniem najbliższym wyborom, gdzie konserwatyści spodziewają się zwyciężyć, lecz nigdy im się to nie udaje. Przesiąknięci duchem Człowieka Praktycznego i osaczeni przez poczucie nieuniknionej porażki na dalszą metę, konserwatyści odrzucają myślenie i planowanie sięgające poza aktualne wybory.

Pesymizm jednak, tak długo- jak i krótkofalowy, jest tu zupełnie słuszny; wszakże konserwatyzm to umierająca pozostałość ancien régime epoki przedindustrialnej i jako taki nie ma przyszłości. W swej współczesnej amerykańskiej postaci, ostatnia odnowa konserwatyzmu była ucieleśnieniem drgawek przedśmiertnych niechybnie chylącej się ku upadkowi fundamentalistycznej, wiejskiej, małomiasteczkowej, białej anglosaksońskiej Ameryki. Cóż jednak z perspektywami wolności? Zbyt wielu libertarian mylnie wiąże przyszłość wolności z ponoć silniejszym i rzekomo pokrewnym ruchem konserwatywnym; łatwo dzięki temu zrozumieć, dlaczego wielu współczesnych libertarian charakteryzuje pesymizm w odniesieniu do przyszłości. Celem niniejszego artykułu jest pokazanie, że mimo tego, iż przyszłość wolności na świecie nie rysuje się w radosnych barwach, prawidłową postawą libertarian powinien być niegasnący długoterminowy optymizm.

Na takie zapewnienie pozwala pewien szczególny sposób ujęcia historii: otóż do XVIII wieku w Europie Zachodniej istniał (a cały czas istnieje poza światem zachodnim) Stary Porządek. Niezależnie czy przybierał on postać feudalizmu czy wschodniego despotyzmu, cechował się tyranią, wyzyskiem, zastojem, kastowością oraz beznadzieją i głodem dla większości populacji. Ogólnie mówiąc życie było „paskudne, bezsensowne i krótkie.” Było to „społeczeństwo stanowe” Maine’a czy „społeczeństwo militarne” Spencera. Klasa lub kasta rządząca zdobywała władzę na skutek podboju i wmawiała masom wiarę w boskie pochodzenie swojej pozycji.

Stary Porządek był, i pozostaje nadal, ważnym i potężnym wrogiem wolności, a był zwłaszcza silny w przeszłości, gdy jego zburzenie zdawało się być nieosiągalne. Jeśli zauważymy, że zasadniczo istniał on od początku historii, we wszystkich cywilizacjach, być może bardziej docenimy chwałę i wagę zwycięstwa rewolucji liberalnej w XVIII wieku.

Niektóre z wymiarów tej walki zostały przyćmione przez wielki mit historii Europy Zachodniej stworzony przez antyliberalnych XIX-wiecznych historyków niemieckich. Zgodnie z nim rozwój monarchii absolutnej i merkantylizmu we wczesnych latach ery nowożytnej był niezbędny dla powstania kapitalizmu, gdyż przysłużył się uwolnieniu kupców i ludu od lokalnych, feudalnych ograniczeń. W rzeczywistości sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Król i jego państwo narodowe sprawowali raczej funkcję superfeudalnego panującego, który narzucał ponownie feudalizm ulegający rozpadowi na skutek pokojowego stopniowego rozwoju gospodarki rynkowej. Król wprowadzał swoje ograniczenia i monopolistyczne przywileje na miejsce istniejących w ustroju feudalnym. Monarchie absolutne były tak samo rozrośnięte jak w Starym Porządku i nawet bardziej despotyczne niż wcześniej. Kapitalizm natomiast rozwinął się najwcześniej i najaktywniej w tych obszarach, gdzie centralne państwo było słabe lub nieobecne: we włoskich miastach, w Lidze Hanzeatyckiej, w XVII-wiecznej Konfederacji Holenderskiej. Wreszcie Stary Porządek został obalony albo poważnie zachwiany w swoich posadach na dwa sposoby. Po pierwsze, przez przemysł i rynek przeciskający się przez wyrwy w porządku feudalnym (np. angielski przemysł rozwijający się na terenach wiejskich poza władzą feudałów, państwa i ograniczeń cechowych). Ważniejsza jednak była seria rewolucji, które zmiotły Stary Porządek i stare klasy rządzące: rewolucje angielskie w XVII w., Rewolucja Amerykańska, Rewolucja Francuska. Wszystkie były konieczne, by zapoczątkować Rewolucję Przemysłową i przynieść chociaż częściowe zwycięstwo wolności osobistej, leseferystyczny rozdział Kościoła od państwa i międzynarodowy pokój. Społeczeństwo stanowe ustąpiło, przynajmniej w jakimś stopniu, „społeczeństwu kontraktowemu,” społeczeństwo militarne ustąpiło częściowo „społeczeństwu przemysłowemu.” Ludność zyskała możliwość wyboru miejsca pracy i zamieszkania oraz przyspieszenie wzrostu poziomu życia, o którym dawniej nawet nie śmiałyby marzyć. Liberalizm przyniósł zachodniej cywilizacji nie tylko wolność, perspektywę pokoju i wzrost poziomu życia, ale przede wszystkim nadzieję – nadzieję coraz większego postępu, który wydźwignął ludzkość z wielowiekowego bagna stagnacji i rozpaczy.

Wkrótce rozwinęły się w Europie Zachodniej dwie wielkie ideologie polityczne, skupione wokół nowego rewolucyjnego zjawiska: jedną był liberalizm, partia nadziei, radykalizmu, wolności, Rewolucji Przemysłowej, postępu, ludzkości, a drugą konserwatyzm, partia reakcji, partia dążąca do powrotu hierarchii, państwa, teokracji, zniewolenia, wyzysku klasowego i Starego Porządku. Ponieważ liberalizm miał po swojej stronie rozsądek, konserwatyści zaciemniali ideologiczną atmosferę niejasnymi odwołaniami do romantyzmu, tradycji, teokracji i irracjonalizmu. Ideologie polityczne zostały spolaryzowane z liberalizmem na skrajnej „lewicy” i Konserwatyzmem na skrajnej „prawicy” ideologicznego spektrum. Prawdziwy liberalizm był w swej istocie radykalny, a jego rewolucyjność została świetnie uchwycona w słowach Lorda Actona (jednej z niewielu postaci w historii, która z wiekiem stawała się coraz bardziej radykalna). Acton pisał: „Liberalizm żąda tego, co być powinno, nie zważając na to co jest.” Nawiasem mówiąc, realizując tę wizję to Acton, a nie Trocki, pierwszy stworzył koncepcję „permanentnej rewolucji.” Jak napisała Gertrude Himmelfarb w swojej doskonałej pracy o Actonie:

jego filozofia rozwinęła się do punktu, w którym przyszłość była widziana jako zdeklarowany wróg przeszłości, i w której przyszłość nie dopuszczała władzy, jeśli ta nie zgadzała się z moralnością. By traktować tę liberalną teorię historii poważnie, by dać pierwszeństwo „temu, co powinno być” przed „tym, co jest,” trzeba wprowadzić w życie „permanentną rewolucję.”

„Permanentna rewolucja,” jak wspomniał Acton w swoim wykładzie inauguracyjnym i powtarzał otwarcie w swoich zapiskach, była punktem kulminacyjnym jego filozofii historii i teorii polityki (…). Ta idea sumienia, polegająca na tym, że człowiek nosi w sobie znajomość dobra i zła, jest podstawowym źródłem rewolucji, gdyż niszczy świętość tego, co było (…). „Liberalizm jest w swej istocie rewolucyjny” zauważa Acton. „Fakty muszą poddać się ideom. Pokojowo i spokojnie, jeśli to możliwe. Pod przemocą, jeśli nie.”[1]

Liberał, pisał Acton, przerasta Wiga.

Wig dąży do kompromisu. Liberał zaczyna władzę idei (…). Pierwszy jest praktyczny, powolny, gotowy na ugodę. Drugi filozoficznie realizuje zasady. Czym innym jest wstrzeliwanie się taktyką w filozofię, a czym innym szukanie taktyki dla filozofii.[2]

Co się stało z liberalizmem? Dlaczego zanikł w XIX wieku? Pytanie to było rozważane wielokrotnie, ale prawdopodobnie główną przyczyną był jego wewnętrzny rozkład. Po częściowym zwycięstwie liberalnej rewolucji na Zachodzie, liberałowie stracili swój radykalny zapał, a co za tym idzie liberalne cele. Spoczęli na laurach, ograniczając się jedynie do obrony niemotywującego i ułomnego status quo. Można wskazać dwa filozoficzne źródła tego upadku: Po pierwsze, odrzucenie teorii praw naturalnych i „wyższego prawa” na rzecz utylitaryzmu, choć tylko formy prawa naturalnego lub wyższego mogą tworzyć radykalną bazę poza istniejącym systemem, by rzucić wyzwanie status quo. Tylko też takie teorie nadają sens niezbędny libertariańskiej walce, poprzez skupienie się na konieczności doprowadzenia rządzących kryminalistów przed oblicze sprawiedliwości. Utylitaryści, z drugiej strony, porzucając sprawiedliwość na rzecz korzyści, odrzucają jednocześnie gwałtowność na rzecz spokojnej stagnacji i nieuchronnie kończą jako apologeci istniejącego porządku.

Drugą ważną filozoficzną przyczyną zaniku liberalizmu był ewolucjonizm, czy społeczny darwinizm, który ostatecznie pogrzebał liberalizm jako radykalny ruch społeczny. Społeczni darwiniści błędnie widzą historię i społeczeństwo przez różowe okulary pokojowej, nieskończenie powolnej, stopniowej ewolucji społecznej. Ignorując fakt, że żadna klasa panująca w historii dobrowolnie nie zrzekła się swej władzy, a co za tym idzie liberalizm musiał się przedrzeć przez serię rewolucji, społeczni darwiniści patrzyli w przyszłość pokojowo i radośnie jak na tysiące lat niekończącego się rozwoju do następnego nieuniknionego poziomu indywidualizmu.

Interesującym przykładem myśliciela, który uosabia upadek liberalizmu w XIX wieku jest Herbert Spencer. Spencer zaczynał jako niezwykle radykalny liberał, w zasadzie czysty libertarianin. Ale kiedy wirus socjologii i społecznego darwinizmu opanował jego duszę, Spencer odrzucił libertarianizm jako dynamiczny ruch historyczny, chociaż na początku nie porzucił go jako czystej teorii. Wkrótce jednak, szukając ostatecznego ideału czystej wolności, Spencer zaczął widzieć jej zwycięstwo jako nieuniknione, lecz tylko w wyniku tysiącleci powolnej ewolucji, a co za tym idzie porzucił libertarianizm jako walczące, radykalne kredo i ograniczył swój praktyczny liberalizm do nużących, obronnych działań przeciwko rosnącemu kolektywizmowi końca XIX wieku. Interesujące jest również to, że po skręcie „na prawo” w strategii, wkrótce skręcił na prawo również w praktyce, odrzucając czystą wolność nawet w teorii, np. wyrzekając się słynnego rozdziału pt. „Prawo do ignorowania państwa” w swoim słynnym Social Statics.

W Anglii klasyczni liberałowie rozpoczęli swoją drogę od radykalizmu do quasi-konserwatyzmu na początku XIX wieku, a widomym znakiem zmiany kursu była generalna postawa brytyjskich liberałów w sprawie walki narodowowyzwoleńczej w Irlandii. Walka ta miała dwa wymiary: przeciwko brytyjskiemu imperializmowi i przeciwko feudalnym właścicielom ziemskim narzuconym przez ten imperializm. Przez swoją torysowską ślepotę na irlandzkie dążenia do narodowej niepodległości, a zwłaszcza na własność chłopską przeciwko feudalnemu uciskowi, brytyjscy liberałowie (w tym Spencer) symbolizowali odrzucenie prawdziwego liberalizmu, który narodził się w walce z feudalnym systemem ziemskim. Tylko w Stanach Zjednoczonych, wielkiej ojczyźnie radykalnego liberalizmu (gdzie feudalizm nigdy nie był w stanie zapuścić korzeni poza południem), prawa naturalne i teorie wyższego prawa, a w konsekwencji radykalny ruch liberalny, przetrwał do polowy XIX wieku. Na swoje odmienne sposoby jacksoniści i abolicjoniści reprezentowali ostatnie silne ruchy wolnościowe w życiu Ameryki.[3]

Zatem, z liberalizmem, który uległ wewnętrznemu rozkładowi, nie istniała już w zachodnim świecie partia nadziei, nie było już „lewicowego” ruchu walczącego z państwem i przeciwko pozostałościom Starego Porządku. Tę lukę, tę pustkę powstałą wskutek zaniku radykalnego liberalizmu wypełnił nowy ruch: socjalizm. Dzisiejsi libertarianie przyzwyczaili się myśleć o socjalizmie jako krańcowo przeciwnym wolnościowemu kredo. A to wielka pomyłka, która spowodowała we współczesnym świecie krytyczną dezorientację ideologiczną libertarian. Jak zobaczyliśmy, to konserwatyzm jest skrajnym przeciwieństwem wolności, zaś socjalizm, jako leżący na lewo od niego, był zasadniczo dziwnym ruchem centrowym. Był i nadal jest, bo próbuje osiągnąć liberalne cele konserwatywnymi metodami.

Krótko mówiąc, zarówno Russell Kirk, który twierdzi, że socjalizm wyłonił się z klasycznego liberalizmu, jak i Ronald Hamowy, który uważa, że socjalizm jest spadkobiercą konserwatyzmu, mają rację, zależnie od tego, na którym aspekcie tego pogmatwanego centrowego ruchu się skupimy. Socjalizm zgodnie z liberalizmem i przeciwko konserwatyzmowi akceptował system industrialny i liberalne cele wolności, rozumu, mobilności, postępu, wyższego poziomu życia mas oraz końca teokracji i wojny, ale próbuje osiągnąć ten cel przy pomocy nie przystających doń konserwatywnych środków: państwa, centralnego planowania, komunitaryzmu itd. Albo, żeby być bardziej precyzyjnym, od początku istniały w socjalizmie dwa standardy: jeden prawicowy i autorytarny reprezentowany przez Saint-Simona i jego nastepców, gloryfikujący państwo, hierarchię i kolektywizm, będący zatem projekcją konserwatyzmu próbującą zaakceptować i zdominować nową cywilizację industrialną. Drugie skrzydło, reprezentowane w swych różnych odłamach przez Bakunina i Marxa, było lewicowe, bardziej wolnościowe, rewolucyjne i bardziej zainteresowane osiągnięciem wolnościowych celów liberalizmu i socjalizmu, a w szczególności w zniszczeniu aparatu państwa, w doprowadzeniu do „obumarcia państwa,” i zakończeniu „wyzysku człowieka przez człowieka.” Zastanawiające, że marksistowskie hasło „zastąpienia rządu ludzi administracją rzeczy” może być wyprowadzone okrężną drogą od wielkich francuskich leseferystycznych liberałów Charlesa Comte’a (nie mylić z Augustem) i Charlesa Dunoyera. To samo można zrobić także z koncepcją walki klas, z tym, że u Dunoyera i Comte’a przeciwstawnymi klasami nie są biznesmeni i robotnicy, tylko producenci (wolni biznesmeni, robotnicy, chłopi) i klasa wyzyskująca utworzona i czerpiąca przywileje z aparatu państwowego.[4] Saint-Simon w pewnym momencie swojego poplątanego i chaotycznego życia był blisko Comte’a i Dunoyera i zaczerpnął swoją analizę klasową od nich, wywracając jednocześnie całą sprawę na drugą stronę i nazywając rynkowych biznesmenów razem z panami feudalnymi i innymi uprzywilejowanymi przez państwo „wyzyskiwaczami.” Marx i Bakunin zapożyczyli to od Saint-Simona i w rezultacie zbałamucili cały lewicowy ruch socjalistyczny, który obok zniszczenia represyjnego państwa postawił sobie także za cel zniszczenie prywatnej, kapitalistycznej własności środków produkcji. Odrzucając prywatną własność, zwłaszcza kapitału, lewicowi socjaliści wpadli w kluczową wewnętrzną sprzeczność. Jeśli państwo ma zniknąć po Rewolucji (natychmiast wg. Bakunina, stopniowo „obumrzeć” zdaniem Marxa), to jak „kolektyw” ma przejąć własność nie stając się faktycznie przerośniętym państwem niezależnie ot tego, jak ten twór nazwiemy. Była to sprzeczność, której ani marksiści ani bakuniniści nie byli nigdy w stanie rozwiązać.

Zajmując miejsce radykalnego liberalizmu jako partia „lewicy,” socjalizm w XX wieku padł ofiarą tej wewnętrznej sprzeczności. Większość socjalistów (fabianiści, lassalleaniści, nawet marksiści) zwrócili się ostro na prawo, całkowicie porzucając dawne wolnościowe cele oraz ideały rewolucji i śmierci państwa. Stali się potulnymi konserwatystami całkowicie pogodzonymi z państwem, status quo i całym aparatem neomerkantylizmu, państwowym monopolistycznym kapitalizmem, imperializmem i wojną, która szybko wybuchła, dotykając europejskie społeczeństwo na początku XX wieku. Konserwatyzm także się zreformował i przegrupował, by radzić sobie w nowoczesnym systemie industrialnym i stał się przefarbowanym merkantylizmem, państwowym reżimem charakteryzującym się państwowymi przywilejami monopolistycznymi w bezpośrednich i pośrednich formach, mającym na celu służenie kapitalistom i quasi-feudalnym właścicielom ziemskim. Pokrewieństwo pomiędzy prawicowym socjalizmem i nowym konserwatyzmem stało się bardzo bliskie, gdyż ten pierwszy popierał taką samą politykę, tylko w demagogicznej, populistycznej otoczce. Tak więc drugą twarzą imperializmu był „imperializm socjalny,” który został złośliwie zdefiniowany przez Josepha Schumpetera jako „imperializm, w którym przedsiębiorcy i inne elementy umizgują się do robotników z pomocą środków koncesjonowania opieki społecznej, które okazują się zależeć od sukcesu monopolu na eksport (…).”[5]

Historycy już dawno zauważyli pokrewieństwo i zespolenie prawicowego socjalizmu z konserwatyzmem we Włoszech i Niemczech, gdzie nastąpiła pierwsza taka fuzja pod postacią bismarckizmu, a później faszyzmu i narodowego socjalizmu: ostatecznego wypełnienia konserwatywnego programu nacjonalizmu, imperializmu, militaryzmu, teokracji i prawicowego kolektywizmu, który utrzymał, a nawet wzmocnił stare przywileje klasowe. Ale dopiero teraz historycy zaczęli zauważać, że podobne procesy miały miejsce w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Bernard Semmel w swojej doskonałej historii socjalistyczno-imperialistycznego ruchu w Anglii na początku XX wieku pokazuje, z jakim zadowoleniem fabiańskie społeczeństwo przywitało rozrost imperializmu.[6] Kiedy w połowie lat 90. XIX wieku Partia Liberalna w Anglii podzieliła się na lewicowych radykałów i liberalnych-imperialistów na prawicy, Beatrice Webb, jedna z liderek fabianistów, potępiła radykałów jako „leseferystycznych antyimperialistów,” chwaląc jednocześnie drugie skrzydło jako „kolektywistów i imperialistów.” Oficjalny fabiański manifest „Fabianism and the Empire” (1890), napisany przez George’a Bernarda Shawa (który później, z żelazną konsekwencją, popierał politykę wewnętrzną Stalina, Mussoliniego i Sir Oswalda Mosley’a), wychwalał imperializm i atakował radykałów, którzy „wciąż trwają na niewzruszonych pozycjach ideałów indywidualistycznego republikanizmu [i] nieingerencji.” Przeciwnie: „potężna władza (…) musi kierować [światowym imperium] w interesie cywilizacji jako całości.” W późniejszym okresie fabianiści blisko współpracowali z torysami i liberalnymi-imperialistami. Pod koniec 1902. roku Sidney i Beatrice Webb stworzyli małą, tajną grupę trustu mózgów zwaną The Coefficients. Jak napisał jeden z jej ważniejszych członków, torysowski imperialista, Leopold S. Amery: „Sidney i Beatrice Webb byli dużo bardziej zainteresowani wprowadzeniem swojej idei państwa opiekuńczego wspólnie z kimkolwiek gotowym do pomocy, nawet na najmniejszą skalę, niż początkowymi sukcesami przeciwnej nam partii socjalistycznej (…). Nie było zatem nic nienaturalnego, jak pokazała kariera Josepha Chamberlaina, w połączeniu imperializmu w polityce zagranicznej z socjalizmem municypalnym albo połowicznym socjalizmem w kraju”[7] Pozostałymi członkami The Coefficients, którzy chcieli funkcjonować jako „trust mózgów” lub „zarząd powszechny” byli: liberalny-imperialista Richard B. Haldane, geopolityk Halford J. Mackinder, imperialista, germanofob i publicysta „National Review” Leopold Maxse, torysowski socjalista i imperialista Viscount Milner, zamorski imperialista Carlyon Bellairs, znany dziennikarz J. L. Garvin, Bernard Shaw, udziałowiec Banku Morgana Sir Clinton Dawkins i Sir Edward Grey, który jako pierwszy na spotkaniu klubu naszkicował politykę Ententy z Francją i Rosją, która ostatecznie doprowadziła do wybuchu I wojny światowej.[8]

Zdradzenie przez europejskich socjalistów, nawet marksistów, podczas I wojny światowej starych ideałów rewolucyjnego pacyfizmu nie powinna nas dziwić. To, że wszystkie partie socjalistyczne (z chwalebnym wyjątkiem amerykańskiej Partii Socjalistycznej kierowanej przez Eugene’a Victora Debsa) poparły w wojnie „swoje” narodowe rządy, było ostatecznym ziszczeniem upadku klasycznej socjalistycznej lewicy. Od tej pory socjaliści i quasi-socjaliści przyłączyli się do konserwatystów w głównych założeniach: akceptacji państwa i mieszanej ekonomii (= neomerkantylizmu = państwa socjalnego interwencjonizmu = państwa kapitalizmu monopolistycznego; to tylko różne synonimy tej samej rzeczywistości). W reakcji na ten upadek Lenin wystąpił z Drugiej Miedzynarodówki, by odbudować klasyczny rewolucyjny Marksizm w odrodzeniu lewicowego socjalizmu.

W rzeczywistości, Lenin, prawie o tym nie wiedząc, uczynił znacznie więcej. Powszechnie wiadomo, że ruchy „oczyszczające,” dążące do pierwotnej czystości pozbawionej ostatnich błędów, prowadzą znacznie dalej niż do klasycznych założeń ruchu. W pismach Marxa i Engelsa faktycznie pojawiały się „konserwatywne” plamy w postaci usprawiedliwiania istnienia państwa, zachodniego imperializmu i agresywnego nacjonalizmu. Właśnie te motywy w ambiwalentnych poglądach mistrzów na ten temat stały się źródłem późniejszego przejścia wielu marksistów do obozu „socjalistycznych imperialistów.”[9] Obóz Lenina stał się bardziej „lewicowy” od samych Marxa i Engelsa. Lenin prezentował zdecydowanie bardziej rewolucyjną postawę wobec państwa i konsekwentnie bronił i wspierał ruchy narodowowyzwoleńcze przeciwko imperializmowi. Leniniści byli bardziej lewicowi również w innych istotnych kwestiach. Gdy Marx koncentrował się na atakowaniu rynkowego kapitalizmu per se, Lenin skupiał się na tym, co uważał za najwyższy stopień kapitalizmu – imperializmie i monopolu. Odkąd Lenin skupił się bardziej na państwowym monopolu i imperializmie niż na leseferystycznym kapitalizmie, jego działalność stała się bliższa wolnościowcom od tej Karola Marxa. W ostatnich latach podziały w leninistowskim świecie stworzyły jeszcze bardziej lewicową tendencję: chińską. W ich niemal wyłącznym parciu na rewolucję w krajach III świata, pogardzając dodatkowo kompromisami prawicowych marksistów z państwem, trafnie skupili swoją wrogość na feudalnych i quasi-feudalnych stosunkach ziemskich, na koncesjach monopolistycznych, które połączyły kapitał z quasi-feudalnym systemem ziemskim, oraz na zachodnim imperializmie. Porzucając klasyczne dla marksistów skupienie uwagi na klasie pracującej, maoiści skupili leninistowskie wysiłki bardziej na zniszczeniu największych reliktów Starego Porządku we współczesnym świecie.[10]

Faszyzm i nazizm były, w polityce wewnętrznej, logicznymi kumulacjami dryfu w kierunku prawicowego kolektywizmu. Wśród libertarian, podobnie jak wśród zachodniego establishmentu, powszechne stało się postrzeganie faszyzmu i komunizmu jako zasadniczo jednakowych. Ale, chociaż oba systemy były niewątpliwie kolektywistyczne, różniły się znacznie zawartością socjoekonomiczną. Komunizm był ruchem prawdziwie rewolucyjnym, który bezlitośnie zmiótł stare elity rządzące, podczas gdy faszyzm przeciwnie, umocnił ich pozycję. Zatem faszyzm był ruchem kontrrewolucyjnym, który utrzymał monopolistyczne przywileje kosztem społeczeństwa, krótko mówiąc, faszyzm był apoteozą nowoczesnego państwowo-monopolistycznego kapitalizmu.[11] To jest przyczyna, dla której faszyzm okazał się tak atrakcyjny dla interesów wielkiego biznesu na Zachodzie w latach 20. i na początku 30. XX wieku.[12]

Mamy teraz podstawy do dokonania analiz amerykańskiej sceny politycznej. Rozprawimy się z mitem o najnowszej amerykańskiej historii, rozpowszechnionym przez współczesnych konserwatystów i przejętym przez większość amerykańskich libertarian. Mit ten wygląda w przybliżeniu tak: Ameryka była, mniej więcej leseferystycznym rajem aż do Nowego Ładu (New Dealu). Wtedy Roosevelt, pod wpływem Felixa Frankfurtera, Akademickiej Społeczności Socjalistycznej (Intercollegiate Socialist Society) oraz innych „fabianistycznych” i komunistycznych „konspiratorów” przeprowadził rewolucję, która skierowała Amerykę na drogę socjalizmu, a dalej, na horyzoncie, komunizmu. Dzisiejsi libertarianie przyjmujący takie albo podobne wizje myślą o sobie jako „skrajnych prawicowcach;” zaraz na lewo od nich znajdują się konserwatyści, następnie partie środka, a na lewicy socjalizm i komunizm. Stąd olbrzymia pokusa dla libertarian, widzących Amerykę zmierzającą nieubłaganie na lewo, w kierunku socjalizmu, a potem komunizmu, by przeoczyć wszystkie stany pośrednie i przypiąć całej swojej opozycji łatkę „czerwonych.”

Niektórzy mogą pomyśleć, że „prawicowy libertarianin” szybko zauważy jakieś błędy w tej koncepcji. Chociażby wprowadzenie podatku dochodowego, nad którym ubolewa jako początkiem socjalizmu w Ameryce, zostało przegłosowane przez Kongres w 1909. roku przez ogromną większość obydwu partii. By uznać to zdarzenie za ostry zwrot na lewo w kierunku socjalizmu, trzeba by potraktować prezydenta Williama Howarda Tafta, który przeforsował 16 poprawkę, jako lewicowca, a niewielu będzie tak bezczelnych, by to zrobić. Nowy Ład nie był pod żadnym względem rewolucją, jego całkowicie kolektywistyczny program został poprzedzony przez politykę Herberta Hoovera w czasach Wielkiego Kryzysu, a jeszcze wcześniej przez wojenny kolektywizm i centralne planowanie w czasie I wojny światowej. Wszystkie elementy Nowego Ładu: centralne planowanie, stworzenie sieci przymusowych karteli w przemyśle i rolnictwie, inflacja i wzrost długu, sztuczne podnoszenie płac, promocja fuzji przez struktury monopolistyczne, rządowe regulacje i własność, na wszystko to zanosiło się przez poprzednie dwie dekady.[13] Program ten, uprzywilejowujący wielki biznes na szczycie kolektywistycznej drabiny, w żaden sposób nie przypominał socjalizmu lub lewicowości, nie zawierał nic egalitarnego lub proletariackiego. Krewnym tego burżuazyjnego kolektywizmu nie był absolutnie socjalizm-komunizm, lecz faszyzm albo prawicowy socjalizm, systemy, których wprowadzenia domagało się wielu wielkich biznesmenów w latach 20. w miejsce quasi-leseferystycznego. Chcieli kolektywizmu, który można by kontrolować. I w oczywisty sposób do postaci Williama Howarda Tafta, Woodrowa Wilsona i Herberta Clarka Hoovera znacznie lepiej pasuje określenie protofaszysty niż kryptokomunisty.

Sens Nowego Ładu został dostrzeżony, znacznie lepiej niż w konserwatywnej mitologii, przez ruch leninistowski we wczesnych latach 30., zanim, w połowie lat 30., na skutek sytuacji międzynarodowej, w jakiej znalazł się Związek Radziecki, nastąpił ostry zwrot linii komunistycznego świata i powstanie „ludowego frontu” zgody na Nowy Ład. W 1934. roku brytyjski leninista R. Palme Dutt opublikował krótką acz kąśliwą analizę Nowego Ładu jako „socjalnego faszyzmu,” w którym rzeczywistość faszyzmu przemyca się pod przykrywką populistycznej demagogii. Żaden konserwatywny przeciwnik nigdy nie potępił tak ostro i stanowczo polityki Nowego Ładu. Dutt pisał, że polityka Roosevelta „prowadzi do dyktatury typu wojennego,” podstawowym celem polityki jest wprowadzenie państwowego monopolistycznego kapitalizmu przez NRA (National Recovery Act, Ustawa o Odnowie Narodowej), subsydiowanie biznesu, banków i rolnictwa przez inflację i częściowe wywłaszczenie ludności przez obniżenie płac realnych, regulację i wyzysk pracy środkami rządowymi-regulowanymi płacami i przymusowym arbitrażem.” Kiedy Nowy Ład obedrze się z tego „socjalno-reformistycznego ‘postępowego’ kamuflażu,” „pozostaje rzeczywistość nowego faszystowskiego systemu skoncentrowanego państwowego kapitalizmu i przemysłowego niewolnictwa,” w tym bezwzględny „marsz ku wojnie.” Dutt efektownie konkludował, cytując redaktora szanowanego Current History Magazine (z 1933. roku): „Nowa Ameryka nie będzie kapitalistyczna w starym sensie, nie będzie też socjalistyczna. Obecnie trend zmierza do faszyzmu, będzie to amerykański faszyzm uosabiający doświadczenia, tradycje i nadzieje wielkiego narodu klasy średniej.”[14]

Zatem Nowy Ład nie stanowił jakościowej zmiany w Amerykańskiej historii, przeciwnie, był ilościowym rozwinięciem systemu państwowych przywilejów zaproponowanych i wprowadzonych wcześniej, przez administrację Hoovera, wojenny kolektywizm I wojny światowej i w epoce progresywnej. Źródła państwowo-monopolistycznego kapitalizmu lub, jak określa to autor, „kapitalizmu politycznego,” zostały świetnie przedstawione w znakomitej pracy doktora Gabriela Kolko. W Triumph of Conservatism Kolko znajduje źródło kapitalizmu politycznego w „reformach” ery progresywnej. Ortodoksyjni historycy zawsze traktowali erę progresywną (w przybliżeniu lata 1900-1916) jako okres, w którym wolnorynkowy kapitalizm zaczął stawać się coraz bardziej „monopolistyczny.” W odpowiedzi na te rządy monopolu i wielkiego biznesu, ich zdaniem, altruistyczni intelektualiści i dalekowzroczni politycy zwrócili się do rządu o interwencję w celu dokonania reform i regulacji tych nieszczęść. Wspaniała praca Kolko pokazuje, że rzeczywistość wyglądała dokładnie przeciwnie niż ten mit. Pomimo fali fuzji i trustów powstałych na przełomie XIX i XX wieku, siły konkurencji wolnego rynku szybko osłabiły i rozmyły te próby stabilizacji i umocnienia ekonomicznej potęgi interesów wielkiego biznesu. To właśnie biznes, w obawie przed rychłym upadkiem pod wpływem rynkowej konkurencji, po 1900. roku zwrócił się do rządu o ochronę i pomoc. Krótko mówiąc, interwencje rządu federalnego zostały przeprowadzone nie po to, żeby okiełznać monopol wielkiego biznesu w interesie dobra ogółu, ale by stworzyć monopole, których wielki biznes (i związki mniejszych przedsiębiorstw) nie byłyby w stanie utworzyć na wolnym rynku. Obecnie zarówno prawica jak i lewica mylnie twierdzą, iż państwowe interwencje są z natury lewicowe i antybiznesowe. Stąd powszechny na prawicy mit czerwonego Nowego Ładu. Zarówno wielcy biznesmeni, pod przywództwem Morgana, jak i profesor Kolko, jako jeden z nielicznych w środowisku akademickim, zauważyli, że przywileje monopolistyczne mogą być wprowadzone tylko przez państwo, nie jako wynik procesów rynkowych.

Kolko wskazuje, że rozpoczęte wraz z Nowym Nacjonalizmem Roosevelta, a rozwinięte w Nowej Wolności Wilsona regulacje w ubezpieczeniach, bankowości, rynku mięsa, eksporcie i innych działach gospodarki, o których dzisiejsi prawicowcy mówią jako „socjalistycznych,” nie tylko zostały z zadowoleniem przyjęte, ale wymyślone i przeforsowane przez wielkich biznesmenów. Był to świadomy wysiłek, by związać ekonomię z subsydiami, regulacjami i przywilejami monopolistycznymi. Typowe spojrzenie na tę sprawę prezentował Andrew Carnegie, który był głęboko zatroskany konkurencją w hutnictwie, której ani stworzenie US Steel, ani słynne „Gary Dinners,” sponsorowane przez kompanię Morgana, nie potrafiły zdusić. Carneige oświadczył w 1908. roku: „zawsze w końcu uświadamiam sobie, że państwowa kontrola rozwiąże problem.” Oświadczył, że w rządowej kontroli nie ma nic niepokojącego, zaś „kapitał kompanii gazowej, chociaż kontrolowany przez sąd, jest doskonale bezpieczny. Niech zatem cały kapitał znajdzie się pod rządową kontrolą (…).”[15]

Partia Progresywna, jak pokazuje Kolko, została utworzona przez Morgana, by doprowadzić do reelekcji Roosevelta i ukarania prezydenta Tafta, który był nadgorliwy w zaskarżaniu inicjatyw Morgana. Lewicowi pracownicy socjalni, często nieświadomie, stanowili demagogiczną przykrywkę dla konserwatywno-państwowego ruchu. Nowa Wolność Wilsona, której kulminacyjnym punktem było utworzenie Federalnej Komisji Handlu, nie była postrzegana jako niebezpiecznie socjalistyczna przez wielki biznes, została przezeń powitana z entuzjazmem, jako wprowadzająca w życie długo oczekiwany program pomocy, przywilejów i, w efekcie, regulacji konkurencji (a wojenny kolektywizm Wilsona został przyjęty jeszcze przychylniej). Edward N. Hurley, przewodniczący Federalnej Komisji Handlu, a wcześniej prezes Stowarzyszenia Przemysłowców Illinois, radośnie oświadczył pod koniec 1915. roku, że Federalna Komisja Handlu powstała, by „zrobić dla całego biznesu” to, co z taką ochotą robiła dla kolei i żeglugi ICC (Interstate Commerce Commission, Międzystanowa Komisja Handlu), dla bankowości Rezerwa Federalna, a Departament Rolnictwa dla farmerów.[16] Jak to się później stało w bardziej dramatyczny sposób w europejskim faszyzmie, każda grupa interesów została skartelizowana, zmonopolizowana i dopasowana do swojej monopolistycznej niszy w zhierarchizowanej socjoekonomicznej strukturze. Szczególnie wpływowe były pomysły Arthura Jerome’a Eddy’ego, znakomitego korporacyjnego prawnika specjalizującego się w tworzeniu grup przemysłowych i współtwórcy Federalnej Komisji Handlu. W swoim wielkim dziele, zawzięcie potępiającym konkurencję w biznesie i wołającym o rządową kontrolę oraz ochronę przemysłowej „współpracy” pokrzykuje: „konkurencja to wojna, a wojna to piekło.”[17]

Co z intelektualistami okresu progresywnego, dziś potępianymi przez prawicę jako „socjalistyczni”? Oczywiście byli socjalistyczni, ale jakiego typu był to „socjalizm”? Był to konserwatywny państwowy socjalizm Niemiec Bismarcka, pierwowzoru tak wielu europejskich i amerykańskich formacji politycznych, pod panowaniem którego większość amerykańskich intelektualistów XIX wieku odebrała wyższe wykształcenie. Jak przedstawia to Kolko:

Konserwatyzm dzisiejszych intelektualistów, (…) idealizacja państwa przez Lestera Warda, Richarda T. Ely’ego czy Simona N. Pattena (…) była także wynikiem szczególnego kształcenia amerykańskich akademików w tym okresie. Pod koniec XIX wieku na społeczne i ekonomiczne teorie wpływ miały uniwersytety. Bismarckowska idealizacja państwa, z jego funkcjami opiekuńczymi (…) została rozwinięta przez tysiące wpływowych akademików, którzy studiowali w Niemczech w latach 80 i 90 XIX wieku (…).[18]

Idea naśladowania ultra-konserwatywnych niemieckich profesorów, którzy, co więcej, byli także nazywani „socjalistami tronu” tworzyła z nich „intelektualną ochronę dworu Hohenzollernów,” którą z pewnością byli.

Jako przykład progresywnego intelektualisty Kolko trafnie cytuje Herberta Croly’ego, wydawcę finansowanej przez Morgana New Republic. Podsumowując Nowy Nacjonalizm Roosevelta, Croly chwali ten nowy hamiltonizm jako system kolektywistycznej federalnej kontroli i organizacji społeczeństwa w strukturze hierarchicznej.

Opisując dalej epokę progresywną, Gabriel Kolko konkluduje, że

połączenie biznesu i polityki na poziomie federalnym powstało w czasie wojny, w różnych agencjach administracyjnych i bezpieczeństwa, istniejących wciąż w następnym dziesięcioleciu. Okres wojny przedstawia triumf biznesu w najwymowniejszy sposób (…) wielki biznes otrzymał wsparcie od różnych agencji regulacyjnych i wykonawczych. To podczas wojny rzeczywiste oligopole oraz kontrola cen i rynku stały się obecne w większości działów amerykańskiej gospodarki. Nastąpiła gwałtowna ingerencja władzy w ekonomię. Pomimo uchylenia wielu ważnych zarządzeń sojusz biznesu i rządu federalnego trwał w latach 20. i później, korzystając z bazy stworzonej w epoce progresywnej dla stabilizacji i konsolidacji różnych gałęzi przemysłu (…). Zasada wykorzystania rządu federalnego do stabilizacji gospodarki, stworzona w kontekście nowoczesnego industrializmu w erze progresywnej, stała się podstawą politycznego kapitalizmu w jego wielu przejawach.

W tym sensie progresywizm nie umarł w latach 20., lecz stał się podstawą amerykańskiego społeczeństwa.[19]

Stąd Nowy Ład. Po drobnym odchyleniu w lewo w drugiej połowie lat 30., został, począwszy od lat 40., ponownie powiązany przez administrację Roosevelta z wielkim biznesem w gospodarce kontraktów na obronę narodową oraz wojennych. Były to polityka i ekonomia, jakich w Ameryce wcześniej nie znano, uwidaczniające się w permanentnej gospodarce wojny, a także w pełni rozwiniętym kapitalizmie monopolistycznym i neomerkantylizmie, dzisiejszym aliansie wojska i przemysłu. Podstawowe cechy amerykańskiego społeczeństwa nie zmieniły się od czasu, gdy zostały silnie zmilitaryzowane i upolitycznione podczas II wojny światowej – poza tym, że trendy te umocniły się i nawet w życiu codziennym ukształtowały uległych Ludzi Ustroju (Organization Man) służących państwu i kompleksowi militarno-przemysłowemu. William H. Whyte, Jr. w słynnej książce The Organization Man jasno dowodzi, że to ich kształtowanie następuje wskutek przejmowania przez biznes kolektywistycznych wizji „oświeconych” socjologów i inżynierów społecznych. Jest też oczywiste, że ta harmonia nie jest po prostu wynikiem naiwności wielkich biznesmenów – nie, kiedy taka „naiwność” zbiega się z wymaganiami zredukowania pracownika i menadżera do roli uniżonego sługi w wielkiej machinie przemysłu wojennego. W użytecznej masce „demokracji,” edukacja stała się masową musztrą w technikach wpasowywania się w tryby przerośniętej maszyny biurokratycznej.

Tymczasem Republikanie i Demokraci pozostają sojusznikami w formowaniu i wspieraniu establishmentu, jak to czynili w pierwszych dwóch dekadach XX wieku. Filozofia „ja też” (me-tooism) – wspólne poparcie status quo, stanowiące ostoję dla wymyślonych różnic między partiami, nie zaczął się w 1940. roku.

Jak resztki libertarian zareagowały na te ruchy w politycznym spektrum Ameryki? Pouczającej odpowiedzi może udzielić przyjrzenie się karierze jednego z wielkich wolnościowców XX-wiecznej Ameryki: Alberta Jay’a Nocka. W latach 20, kiedy Nock tworzył swoją radykalną wolnościową filozofię, był generalnie postrzegany jako przedstawiciel radykalnej lewicy, i za takiego sam się uważał. Zawsze istnieje tendencja, w życiu ideologicznym i politycznym, do skupiania się na głównym współczesnym wrogu, a wrogiem takim był wówczas konserwatywny etatyzm administracji Hoovera i Coolidge’a. Zatem naturalnym było dla Nocka, jego przyjaciela i kolegi w libertarianizmie Menckena i innych radykałów przyłączenie się do quasi-socjalistycznej walki przeciwko wspólnemu wrogowi. Gdy Nowy Ład zastąpił Hoovera, socjaliści i lewicowi interwencjoniści chcieli na nim skorzystać. Na lewicy jedynie libertarianie tacy jak Nock i Mencken i leniniści (przed okresem Frontu Ludowego) rozumieli, że Roosevelt jest tylko odmiennie brzmiącą kontynuacją Hoovera. Zatem było całkiem naturalne, że radykałowie utworzyli front przeciwko Rooseveltowi z konserwatystami Hoovera i Ala Smitha, którzy albo uważali, że Roosevelt poszedł za daleko, albo nie znosili jego kwiecistej, populistycznej retoryki. Ale problem leżał w tym, że Nock i inni radykałowie, początkowo lekceważący swoich nowych sojuszników, szybko zaczęli ich akceptować, a nawet radośnie określać się niedawno jeszcze pogardzanym mianem „konserwatystów.” Z radykałami nastąpił podobny proces jak w wielu przypadkach innych ideologii w historii, bezwiednie i wobec braku właściwego ideologicznego przywództwa; dla Nocka i, w pewnym stopniu, dla Menckena, problem stał się głębszy.

Zawsze we wspaniałej wolnościowej doktrynie stworzonej na odmienne sposoby przez Nocka i Menckena istniała olbrzymia skaza, którą był pesymizm. Nie mieli nadziei, że ludzkość kiedykolwiek przyjmie system wolności, rozpaczali, że radykalna doktryna wolności nigdy nie zostanie zastosowana w praktyce, obydwaj, każdy na własną modłę, wycofali się z wzięcia odpowiedzialności za ideologiczne przywództwo – Mencken radośnie i hedonistycznie, Nock wyniośle i potajemnie. Pomijając olbrzymi ich udział w sprawie wolności, żaden z nich nie mógł świadomie zostać liderem ruchu wolnościowego, bo nie potrafili sobie wyobrazić partii wolności jako partii nadziei, partii rewolucji, a tym bardziej, partii laickiego mesjanizmu. Błąd pesymizmu jest początkiem staczania się po równi pochyłej do konserwatyzmu. A jakby tego jeszcze było mało pesymistycznemu radykałowi Nockowi, nawet pozostając w podstawach wolnościowcem, zaakceptował etykietkę konserwatysty i zaczął powtarzać banały o apriorycznym założeniu przeciwko jakiejkolwiek zmianie społecznej.

Fascynujące, że Albert Jay Nock podążył ideologiczną drogą swojego ukochanego duchowego protoplasty Herberta Spencera; obydwaj zaczęli jako czyści radykalni wolnościowcy, obydwaj szybko porzucili radykalną czy rewolucyjną taktykę woli urzeczywistnienia teorii w praktyce przez masowe działania i obydwaj ostatecznie z torysowskiej praktyki stoczyli się do przynajmniej częściowej torysowskiej ideologii.

I tak wolnościowcy, zwłaszcza w ich pojęciu umiejscowienia w politycznym spektrum, połączyli się że starszymi konserwatystami, zmuszonymi do przejęcia wolnościowej frazeologii (ale bez wolnościowej zawartości) w opozycji do administracji Roosevelta, która stała się dla nich zbyt kolektywistyczna, zarówno w praktyce, jak i w retoryce. II wojna światowa umocniła ten sojusz, gdyż siły pokojowe i „izolacjonistyczne,” w przeciwieństwie do pozostałych amerykańskich wojen XX stulecia, były postrzegane przez ich przeciwników, a później przez nich samych jako prawica. Pod koniec II wojny światowej naturalne dla wolnościowców było określanie siebie jako „skrajnej prawicy” z umiejscowionymi tuż na lewo od nich konserwatystami. Był to wielki błąd, który pokutuje do dziś. W szczególności współcześni libertarianie zapomnieli, albo nigdy nie zauważyli, że sprzeciw wobec wojny i militaryzmu był zawsze tradycją „lewicy,” do której się zaliczali. Zatem gdy historyczny zwrot Nowego Ładu skorygował się i „prawica” stała się znowu zwolennikiem totalnej wojny, wolnościowcy nie byli przygotowani, by zrozumieć co się dzieje i podążyli za swoimi rzekomymi konserwatywnymi „sojusznikami.” Liberałowie postradali swoje stare ideologiczne cechy i cele.

Po właściwej reorientacji ideologicznego spektrum, zastanówmy się, jakie są widoki na wolność? Nie powinno dziwić, że dzisiejszy libertarianin, widząc świat zmierzający ku socjalizmowi i komunizmowi, a siebie wyizolowanego i bez nadziei na masowe działania, popada w pesymizm. Ale scena gwałtownie się rozjaśnia, gdy uświadomimy sobie, że ten niezbędny fundament współczesnej cywilizacji, zburzenie Starego Porządku, został stworzony przez masowe wolnościowe działania, które przejawiły się w wielkich rewolucjach Zachodu takich jak francuska czy amerykańska i przyniosły chwałę rewolucji przemysłowej i rozwój swobód, prawo do przemieszczania się czy wzrost poziomu życia, który utrzymujemy do dzisiaj. Pomimo wstecznych odchyleń do etatyzmu dzisiejszy świat przewyższa świat przeszłości. Jeśli dodatkowo uświadomimy sobie, że Stary Porządek despotyzmu, feudalizmu, teokracji i militaryzmu dominował we wszystkich cywilizacjach do XVIII wieku, optymizm co do tego, co człowiek osiągnał i może osiągnąć, zwiększa się.

Można ripostować, że ten historyczny zapis despotyzmu i stagnacji tylko wzmacnia pesymizm, gdyż pokazuje trwałość i siłę Starego Porządku i słabość i efemeryczność Nowego – zwłaszcza w świetle regresji ostatniego stulecia. Ale takie sztuczne analizy zaniedbują wielką zmianę, jaka nastąpiła z rewolucją Nowego Porządku, zmianę nieodwracalną. Stary Porządek mógł przetrwać w swoim niewolniczym systemie przez stulecia, bo nie budził oczekiwań, a masy niższych klas nie miały nadziei. Ich dolą było życie w niewolnictwie i podporządkowaniu rozkazom wskazanych przez boga władców. Ale liberalna rewolucja wpoiła umysłom ludzkim gorące pożądanie wolności, ziemi pod rolę, pokoju między narodami i, chyba przede wszystkim, prawa do przemieszczania się i wzrostu poziomu życia, których może im dostarczyć tylko cywilizacja przemysłowa. Ludzie już nigdy nie zaakceptują bezmyślnego zniewolenia Starego Porządku, a dzięki tym oczekiwaniom, które zostały rozbudzone przez liberalizm i Rewolucję Przemysłową, ostateczne zwycięstwo wolności jest nieuniknione.

Tylko wolność i wolny rynek mogą zorganizować i podtrzymać system przemysłowy, a kiedy populacja wzrasta coraz bardziej, niezbędne jest nieskrępowane działanie takiej gospodarki. Leseferyzm i wolny rynek stają się coraz bardziej niezbędne wraz ze wzrostem systemu, zaś gwałtowne zmiany powodują załamania i kryzysy ekonomiczne. Kryzys etatyzmu jest szczególnie dramatyczny i bolesny w całkowicie socjalistycznych społeczeństwach, zatem nieuniknione jego załamanie się najpierw będzie miało miejsce w krajach obozu komunistycznego, gdyż socjalizm utrzymuje swoje wewnętrzne sprzeczności najsztywniej. Desperacko próbuje realizować swoje zadeklarowane cele wzrostu przemysłowego, wyższego poziomu życia mas i ostatecznie odsunięcia państwa, a coraz bardziej jest niezdolny do dokonania tego swoimi kolektywistycznymi środkami. Stąd upadek socjalizmu jest nieunikniony. Ten postępujący upadek socjalistycznego planowania nie był początkowo taki oczywisty. Działo się tak dlatego, że leniniści przejmowali władzę nie w, jak to mylnie przewidział Marx, rozwiniętych państwach kapitalistycznych, tylko w cierpiących ucisk feudalizmu. Po drugie, komuniści nie próbowali wprowadzać socjalizmu w gospodarce wiele lat po przejęciu władzy. W Radzieckiej Rosji dopiero Stalin wymusił kolektywizację na początku lat 30. odwracając leninowski NEP (Nowa Ekonomiczna Polityka), który ulubiony teoretyk Lenina, Bucharin, rozwinąłby zapewne w kierunku wolnego rynku. Plan Libermana dla Związku Radzieckiego przyniósł ludności wiele korzyści, a proces desocjalizacji posunął się jeszcze dalej w Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech. Najbardziej zaawansowana jest Jugosławia, która, uwolniwszy się od stalinizmu szybciej niż jej towarzysze w ciągu zaledwie kilkunastu lat, zdesocjalizowała się tak, że jej ekonomia jest niewiele bardziej socjalistyczna od francuskiej. Fakt, że cały czas jest nazywana „komunistyczną” nie wynika z rzeczywistości społecznej ani ekonomicznej. Centralne planowanie w Jugosławii praktycznie zniknęło, sektor prywatny nie tylko dominuje w rolnictwie, ale jest też silny w przemyśle, a sektor publiczny został zdecentralizowany i poddany wymogom uwolnionych cen, rachunków zysków i strat i kooperatywnej własności robotników każdej fabryki, także prawdziwy socjalizm już tam raczej nie istnieje. Tylko ostatni krok zamiany robotniczej syndykalistycznej kontroli na indywidualną pozostaje na drodze do całkowitego kapitalizmu. Komunistyczne Chiny i spostrzegawczy marksistowscy teoretycy Monthly Review zauważyli tę sytuację i wszczęli alarm, że Jugosławia nie jest już państwem socjalistycznym.

Można pomyśleć, że wolnorynkowi ekonomiści ucieszą się z potwierdzenia znakomitych prognoz profesora Ludwiga von Misesa sprzed półwiecza, że socjalistyczne państwo pozbawione prawdziwego systemu cen nie może zbilansować się ekonomicznie i planować z powodzeniem swojej gospodarki. Jeden ze spadkobierców Misesa przewidział ten proces desocjalizacji kilka lat temu. Teraz ani ten autor, ani inni wolnorynkowi ekonomiści nie wspominają nawet o rzeczonym procesie, zapewne ze względu na ich prawie histeryczną wizję rzekomego zagrożenia komunizmem, nie pozwalającą im na potwierdzenie istnienia jakichkolwiek wyłomów w obowiązującej doktrynie zagrożenia.[20]

Tymczasem komunistyczne kraje coraz mocniej i bezpowrotnie zmuszone są do desocjalizacji, a zatem ostatecznie dotrą do wolnego rynku. Stan krajów III świata jest również powodem do podtrzymywania wśród libertarian optymizmu. Na całym świecie ludność krajów III świata angażuje się w rewolucje, by zniszczyć feudalny Stary Porządek. To prawda, że Stany Zjednoczone robią wszystko co w ich mocy, by zdławić ten rewolucyjny proces, który kiedyś wyzwolił je i Europę Zachodnią z kajdanów Starego Porządku, ale staje się coraz jaśniejsze, że żadna zbrojna siła nie jest w stanie zmiażdżyć pragnienia mas, by stać się częścią nowoczesnego świata.

Pozostaje nam jeszcze analiza Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej. Tu sprawa optymizmu nie jest tak oczywista, gdyż quasi-kolektywistyczny system nie wydaje się tak sztywny i wrażliwy na własne sprzeczności jak socjalizm. Ale i tu istnieje groźba kryzysu ekonomicznego, który zniszczy spokój keynesistowskich menadżerów: pełzająca inflacja odbijająca się w dokuczliwym załamaniu bilansu płatniczego niegdyś potężnego dolara, zwiększające się bezrobocie spowodowane stawkami płacy minimalnej oraz głębsze i kumulujące się w czasie nieekonomiczne skrzywienia ekonomii permanentnej wojny. Co więcej, potencjalny kryzys Stanów Zjednoczonych nie jest jedynie natury ekonomicznej. Wśród amerykańskiej młodzieży narasta inspirujący ferment przeciwko jarzmu scentralizowanej biurokracji, masowemu wychowaniu w jednakowości oraz brutalności i opresywności przejawianej przez sługi państwa.

Co więcej, znaczący poziom wolności słowa i demokratyczne udogodnienia, przynajmniej na krótką metę, umożliwiają wzrost ruchu wolnościowego. Stany Zjednoczone są szczęśliwym posiadaczem, w znacznej części zapomnianej pod wpływem etatyzmu i tyrańskiego charakteru ostatniego półwiecza, ogromnej tradycji wolnościowej myśli i działań. Wiele z tej spuścizny jest wciąż obecne w potocznej retoryce, nawet pozbawionej praktycznego znaczenia, co stanowi istotne zaplecze dla przyszłości partii wolności.

To, co marksiści nazwaliby „obiektywnymi warunkami” dla triumfu wolności istnieje, na całym świecie, i bardziej teraz niż kiedykolwiek w przeszłości, wszędzie tam, gdzie ludność optuje za lepszymi warunkami życia i obietnicą wolności, a różne państwowe reżimy nie są w stanie osiągnąć tych celów. To, czego potrzebujemy, to „subiektywne warunki” zwycięstwa, wzrastającej liczby libertariańskich aktywistów, którzy poniosą ludziom przesłanie, że swoboda i wolny rynek rozwiążą ich problemy i kryzysy. Wolność nie może zostać osiągnięta, jeżeli nie będzie wystarczająco wielu libertarian, by zaprowadzić lud na właściwą drogę. Ale chyba największą przeszkodą dla stworzenia takiego ruchu jest pesymizm typowy dla dzisiejszego wolnościowca. Pesymizm ten w znacznej mierze wynika z błędnej interpretacji historii i poczucia beznadziejnej izolacji od mas, a co za tym idzie prądów historii. Libertarianin staje się bardziej osamotnionym krytykiem wydarzeń historycznych niż osobą postrzegającą się jako część potencjalnego ruchu, który historię może tworzyć. Współczesny libertarianin zapomniał, że XVII i XVIII-wieczni liberałowie stawiali czoło znacznie większym przeszkodom niż dzisiejsi, że przed Rewolucją Przemysłową zwycięstwo liberalizmu nie było takie pewne. Liberalizm nie zadawalał się statusem małej sekty frustratów, wprowadzał teorie w czyn. Liberalizm wzrósł i rozwinął się jako ideologia i, przewodząc masom, dokonał rewolucji, która odmieniła losy świata, dokonując fundamentalnego przełomu. Ta rewolucja XVIII wieku zastąpiła historię będącą kroniką stagnacji i despotyzmu postępowym ruchem zmierzającym do prawdziwej świeckiej utopii wolności, racjonalizmu i dostatku. Stary Porządek jest martwy albo kona, a reakcyjne próby cofnięcia nowoczesnego społeczeństwa i ekonomii do Starego Porządku skazane są na całkowitą porażkę. Liberałowie pozostawili współczesnym libertarianom wspaniałą spuściznę, nie tylko ideologii, ale i zwycięstw przeciwko o wiele bardziej niszczycielskim siłom. Pozostawili też spadek właściwej strategii i taktyki, które libertarianie powinni naśladować: nie tylko przewodzenia miast oddalania się od mas, lecz także nie ulegania doraźnemu optymizmowi. Prowizoryczny optymizm, jako nierealny, prowadzi do utraty złudzeń i do pesymizmu na dalszą metę, tak samo jak, z drugiej strony, pesymizm długiego okresu prowadzi do wyłącznej i samobójczej koncentracji na chwili obecnej. Krótkookresowy optymizm wywodzi się z naiwnej i uproszczonej wizji strategii: wolność wygra jedynie przez edukację większej liczby intelektualistów, którzy wyedukują liderów, którzy przekonają masy, po czym państwo zwinie swoje manatki i spokojnie odejdzie. Nie jest tak prosto rozwiązać zarówno problem edukacji jak i władzy. Jest prawem historii, że żadna panująca kasta nigdy nie oddała swojej władzy po dobroci.

Ale problem władzy, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, pojawi się dopiero w dalekiej przyszłości. Dla libertarianina podstawowym zadaniem jest porzucenie poczucia zbędności i osłabiającego pesymizmu, nastawienie celownika na przyszłe zwycięstwo i wejście na drogę do jego osiągnięcia. By to osiągnąć, musi przede wszystkim wyprostować swoją błędną wizję sceny politycznej, musi odkryć, kim są jego naturalni przyjaciele i sojusznicy, a może przede wszystkim, kim są jego wrogowie. Uzbrojony w tę wiedzę niech działa w duchu radykalnego optymizmu, który Randolph Bourne, jedna z wielkich postaci w historii wolnościowej myśli, słusznie opisał jako ducha młodości. Niech poruszające słowa Bourne’a posłużą jako drogowskaz dla ducha wolności:

Młodość jest wcieleniem rozsądku przeciwko niewzruszonej tradycji. Młodość stawia bezlitosne pytania wszystkiemu co stare i zasiedziałe – Dlaczego? Dlaczego ta rzecz jest dobra? I kiedy dostaje bełkotliwą, wymijającą odpowiedź od obrońców, przykłada własną miarę świeżego, czystego ducha rozumu do instytucji, zwyczajów i idei, i odkrywając, że są one głupie, bezmyślne i szkodliwe, instynktownie próbuje je zniszczyć i zbudować w ich miejsce rzeczy, które zgadzają się z jej wizją.

Młodość jest zaczynem fermentu w kwestionowanych postawach. Gdyby nie ta kłopotliwa aktywność młodzieży z jej nienawiścią do sofizmatów i blichtru, jej napieraniem na rzeczy jakimi są, społeczeństwo upadłoby na skutek wewnętrznego rozkładu. To zwyczaj starszego pokolenia, które przystosowawszy się do świata, chowa nieprzyjemne rzeczy gdzie się da albo stosuje zmowę milczenia i dowodzi, że nie istnieją. Tymczasem rany wciąż ropieją. Młodość jest silnym antyseptykiem (…). Wyciąga trupa z szafy i domaga się wyjaśnień. Nie dziwi zatem, że starsze pokolenie boi się i nie ufa młodszemu. Młodzież jest mściwą Nemezis na jego drodze (…).

Nasi staruszkowie zawsze są optymistami jeśli chodzi o wizje teraźniejszości i pesymistami w prognozach na przyszłość, młodzi są pesymistyczni co do teraźniejszości i pełni nadziei na przyszłość. Ta właśnie nadzieja jest dźwignią postępu, i rzec można, iż jedyną (…).

Tajemnicą życia zatem jest to, by nigdy nie utracić tego czystego, młodzieńczego ducha. Niepokoje młodości powinny być zaczynem rozsądnego, silnego, agresywnego ducha odwagi i działania. Musi on być postawą elastyczną, wzrastającą i gościnną dla nowych idei i lotną w doświadczaniu. By utrzymać reakcje gorącymi i prawdziwymi, trzeba odkryć sekret wiecznej młodości, a wieczna młodość jest zbawieniem.[21]



Tekst ukazał się pierwotnie w: Left and Right, wiosna 1965, s. 4-22, jako „Left and Right: The Prospects for Liberty.” Anglojęzyczny oryginał znaleźć można pod adresem: http://www.lewrockwell.com/rothbard/rothbard16.html. Niniejsze tłumaczenie zamieszczono za zgodą Mindfuckzine.


[*] Oryginalne tłumaczenie pomijało dwa pierwsze akapity jako odnoszące się głównie do sytuacji w Stanach Zjednoczonych. W wersji na www.mises.pl przetłumaczył je Jan Lewiński. Dokonano również niewielkich zmian redaktorskich.

[1] Gertrude Himmelfarb, Lord Acton (Chicago: University of Chicago Press, 1962), s. 204-205.

[2] Ibid., s. 209.

[3] Por. Carl Becker, The Declaration of Independence (New York: Vintage Books ed., 1958), rozdział VI.

[4] Wiadomości o Comte’cie i Dunoyerze, jak również analizę politycznego spektrum zawdzięczam Panu Leonardowi P. Liggio. Dla podkreślenia pozytywnego i dynamicznego aspektu utopijnego kursu, bardzo obecnie oczernianego, polecam Alan Milchman, „The Social and Political Philosophy of Jean-Jacques Rousseau: Utopia and Ideology,” The November Review (listopad, 1964), s. 3-10. Także por., Jurgen Ruhle, „The Philosopher of Hope: Ernst Bloch,” w Leopold Labedz, red., Revisionism (New York: Praeger, 1962), s. 166-178.

[5] Joseph A. Schumpeter, Imperialism and Social Classes (New York: Meridian Books, 1955), s. 175. Schumpeter przypadkiem zauważył, że, nie będąc właściwą częścią współczesnego kapitalizmu, współczesny imperializm jest powrotem do przedkapitalistycznego imperializmu wcześniejszych epok, ale z mniejszością uprzywilejowanych kapitalistów, którzy teraz przyłączyli się do feudalnych i militarnych kast w promowaniu imperialistycznej agresji.

[6] Bernard Semmel, Imperialism and Social Reform: English Social-Imperial Thought, 1895-1914, (Cambridge: Harvard University Press, 1960).

[7] Leopold S. Amery, My Political Life (London, 1953), cytowany w Semmel, op. cit., s. 74-75.

[8] Nie chodzi oczywiście o to, że ci ludzie byli częścią jakiegoś „fabiańskiego spisku,” ale przeciwnie, że fabianizm na przełomie wieków był tak skonserwatyzowanym socjalizmem, że stał w jednym szeregu z innymi dominującymi neokonserwatywnymi trendami w brytyjskiej polityce.

[9] Zobacz Horace B. Davis. „Nations, Colonies, and Social Classes: The Position of Marx and Engels,” Science and Society (zima, 1965), s. 26-43.

[10] Schizmatyckie skrzydło ruchu trockistowskiego reprezentowane przez Międzynarodowy Komitet Czwartej Międzynarodówki jest obecnie jedyną marksistowsko-leninowską sektą, która skupia się wyłącznie na klasie robotniczej.

[11] Patrz artykuł Alexandra J. Grotha, „The ‘Isms’ in Totalitarianism,” American Political Science Review (grudzień, 1964), s. 888-901. Groth pisze: „Komuniści (…) zasadniczo podejmowali się zadania wytępienia istniejących elit socjoekonomicznych: właścicieli ziemskich, biznesu, znacznej części klasy średniej i chłopstwa, jak również elit biurokratycznych, militarnych, służby cywilnej, prawników i korpusu dyplomatycznego (…). Po drugie, w każdym przypadku przejęcia przez komunistów władzy istniało znaczące ideologiczno-propagandowe zaangażowanie w celu stworzenia państwa proletariackiego czy robotniczego (…), [któremu] towarzyszyła możliwość awansu społecznego dla najniższych klas ekonomicznych, dzięki edukacji i zatrudnieniu, które znacząco przewyższały możliwości istniejące w poprzednim reżimie. Wreszcie, w każdym przypadku komuniści od podstaw zmieniali charakter systemu ekonomicznego, który padł pod ich rządami, przeważnie z rolniczego na przemysłowy (…). Faszyzm (zarówno w niemieckiej, jak i włoskiej odmianie) (…) był socjoekonomicznie ruchem kontrrewolucyjnym (…). Nie wywłaszczał ani nie niszczył istniejących elit społeczno-ekonomicznych (…). Wręcz przeciwnie. Faszyzm nie powstrzymywał trendu do monopolistycznej prywatnej koncentracji w biznesie, ale wspierał tę tendencję (…).

Oczywiście gospodarka faszystowska nie była wolnorynkowa, a zatem nie ‘kapitalistyczna,’ jeśli ktoś życzy sobie ograniczać ten termin do systemu leseferystycznego. Ale czyż nie przyczyniła się (…) do ochrony i zakonserwowania materialnych zysków istniejącej elity społeczno-ekonomicznej?” Ibid., s. 890-891.

[12] Dla przykładów atrakcyjności faszystowskich i prawicowo-kolektywistycznych idei i planów dla amerykańskich wielkich biznesmenów tej epoki, zobacz Murray N. Rothbard, America’s Great Depression (Princeton: Van Nostrand, 1963). Także por. Gaetano Salvemini i George LaPiana, What To Do With Italy (New York: Duell, Sloan, and Pearce, 1943), s. 65n.

O faszystowskiej gospodarce Salvemini spostrzegawczo napisał „W rzeczywistości to państwo, czyli podatnik, stanie się odpowiedzialny za prywatne przedsięwzięcia. W faszystowskich Włoszech państwo płaci za błędy prywatnych przedsięwzięć (…). Zysk jest prywatny i indywidualny, strata jest publiczna i społeczna” Gaetano Salvemini, Under the Axe of Fascism (London: Victor Gollancz, 1936), s. 416.

[13] Patrz Rothbard, passim.

[14] R. Palme Dutt, Fascism and Social Revolution (New York: International Publishers, 1934), s. 247-251.

[15] Patrz Gabriel Kolko, The Triumph of Conservatism: A Re-interpretation of American History, 1900-1916 (Glencoe, Ill.: The Free Press, 1963), s. 173 i passim. Dla przykładu, w jaki sposób Kolko zaczął już wpływać na amerykańską historiografię patrz David T. Gilchrist i W. David Lewis, red., Economic Change in the Civil War Era (Greenville, Del.: Eleutherian Mills-Hagley Foundation, 1965), s. 115. Uzupełniająca i potwierdzająca praca Kolko o kolejach, Railroads and Regulation, 1877-1916 (Princeton. Princeton University Press, 1965) ukazała się zbyt późno, by uwzględnić ją tutaj. Zwięzłe potraktowanie monopolizującej roli ICC dla przemysłu kolejowego można znaleźć w Christopher D. Stone, „ICC: Some Reminiscences on the Future of American Transportation,” New Individualist Review (wiosna, 1963), s. 3-15.

[16] Kolko, Triumph of Conservatism, s. 274.

[17] Arthur Jerome Eddy, The New Competition: An Examination of the Conditions Underlying the Radical Change That Is Taking Place In the Commercial and Industrial World – The Change from A COMPETITIVE TO A COOPERATIVE BASIS (7. wyd., Chicago: A. C. McClurg and Co., 1920).

[18] Kolko, Triumph of Conservatism, s. 214.

[19] Ibid., s. 286-287.

[20] Jednym szczęśliwym wyjątkiem jest William D. Grampp, „New Directions in the Communist Economies,” Business Horizons (jesień, 1963), s. 29-36. Grampp pisze; „Hayek powiedział, że centralne planowanie prowadzi do zniewolenia. Zatem spadek ingerencji państwa w ekonomię powinien oddalać od zniewolenia. Komunistyczne państwa mogą pokazać, że to prawda. Byłby to zanik państwa, na który marksiści nie liczyli, ani nie przewidywali go ci, którzy zgadzają się z Hayekiem.” Ibid., s. 35. Książką, o której mowa, jest Henry Hazlitt, The Great Idea (New York: Appleton-Century-Crofts, 1951.)

[21] Randolph Bourne, „Youth,” The Atlantic Monthly (kwiecień, 1912); przedruk w Lillian Schlissel, red., The World of Randolph Bourne (New York: E. P. Dutton and Co., 1965), s. 9-11, 15.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Murray N. Rothbard

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Rothbard: Dlaczego konserwatyści kochają wojnę i państwo?

  1. Uh .. dawno już nie czytałem podobnego steku demagogii .. mnóstwo twierdzeń 0 dowodów ..

    Najciekawsze urywki:

    ‚konserwatyzm to umierająca pozostałość ancien régime epoki przedindustrialnej i jako taki nie ma przyszłości’

    .. jakiś dowód na to twierdzenie?

    ‚ostatnia odnowa konserwatyzmu była ucieleśnieniem drgawek przedśmiertnych ‚

    ‚Przesiąknięci duchem Człowieka Praktycznego i osaczeni przez poczucie nieuniknionej porażki na dalszą metę, ‚

    Jak wyważnoe i przekonujące .. buhahaha

  2. Ad 1).”konserwatyzm to umierająca pozostałość ancien régime epoki przedindustrialnej i jako taki nie ma przyszłości” – sami konserwatyści wydają się nie mieć złudzeń, co do tej smutnej dla nich konstatacji; czym innym jest tytuł książki prof. Jacka Bartyzela – „Umierać, ale powoli”, jeśli nie dowodem na to twierdzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *