„Finanse publiczne – rozwój przez zatrudnienie” – analiza manifestu gospodarczego PiSu.

Czy warto czytać ten trzydziestopięciostronicowy dokument? Moja odpowiedź nie będzie oryginalna. Naprawdę trudno domyślić się, kim miałby być adresat dokumentu (w przeciwieństwie do autora – doktora Cezarego Mecha, który, zapewne bardzo dumny z tego, co stworzył, podpisał się na każdej stronie). Ciągła krytyka poprzedniej ekipy, momentami bardzo rozwlekle opisowy styl i liczne „atrakcyjne” graficzne schematy mogłyby sugerować, że zespół dr. Mecha zwraca się do szerszej rzeszy członków i sympatyków PiSu, jednak niezwykle zawiły język przesycony często nie wyjaśnianymi terminami sugeruje, że czytelnik powinien być (przynajmniej z zamiłowania) ekonomistą. Przyjrzyjmy się zatem propozycjom, które tu padają, okiem ekonomisty.

Bezrobocie, zbyt wolny wzrost PKB, zadłużenie i wysokie stopy procentowe zostały podkreślone i napiętnowane. Przedstawiony został program pozbycia się tych problemów, którego realizacją ma zająć się „Tanie i sprawne państwo”. Bez daleko idących uproszczeń można przedstawić go w sześciu punktach.

1. Rozszerzenie inflacyjnego kredytu.

Zaklęcia, które co jakiś czas rzucają posłowie PSLu, znalazły się i w opisywanym dokumencie: „Obniżenie realnych stóp procentowych pobudzi wzrost gospodarczy, przyciągnie inwestycje bezpośrednie, spowoduje wzrost zatrudnienia, wzrost popytu wewnętrznego i przyrost bazy podatkowej. (…) W tym kontekście ważna jest kolejna zmiana w polityce pieniężnej, która powinna zrezygnować z restrykcyjnego podejścia do likwidowania inflacji (…)”. Choć w swym projekcie PiS dostrzega, że jedną z przyczyn bezrobocia jest polityka na rynku pracy „skierowana w znacznie większym stopniu na dezaktywację niż na pomoc w znalezieniu zatrudnienia”, to ciężar rozwiązania problemu bezrobocia złożyli w głównej mierze na karb polityki monetarnej. Czytelnicy www.mises.pl zapewne dobrze wiedzą, jakie skutki niesie ekspansja kredytowa, nie zaszkodzi jednak przypomnieć podstawowe z nich. Przede wszystkim, wbrew intencjom autorów programu, którzy chcą w ten sposób zmniejszyć „rozmiary wahań cyklicznych”, polityka inflacyjna powoduje wahania koniunktury. Przeinwestowanie branż produkujących dobra inwestycyjne, które jako pierwsze uzyskują pieniądze z kredytu kosztem reszty firm, wywołuje nieuchronny kryzys wśród tych pierwszych, gdy inflacja dobiegnie końca. To natomiast musi nastąpić, gdyż utrzymywanie stóp na stale za niskim poziomie wymaga coraz gwałtowniejszego zwiększania podaży pieniądza, które jak wiadomo nie może być aplikowane gospodarce w nieskończoność. Inne efekty inflacyjnej polityki to redystrybucja bogactwa (o kierunku bardzo trudnym do przewidzenia, nie należy się łudzić, że tracą bogaci, a zyskują biedni) oraz zakłócenie kalkulacji ekonomicznej. Jeśli chodzi o za wysokie stopy w Polsce, to trzeba jeszcze przypomnieć, że główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest chroniczny deficyt budżetowy – zasysanie kapitału a następnie jego konsumpcja przez rząd. Ważną sprawą jest też relatywnie niski poziom oszczędności Polaków (to w pewnym stopniu również zasługa inflacjonistów sprzed kilkunastu lat). To już jednak ich sprawa – stopy procentowe nie powinny być niskie, ani wysokie, powinny być rynkowe.

2. Dalsze zwiększanie zadłużenia państwa.

PiS proponuje dalsze zwiększanie zadłużenia Polski. Kwota czterystukilkudziesięciu miliardów złotych wydaje się ekspertom tej partii nie uwzględniać jeszcze „realnych możliwości, jakie stwarza stan polskiej gospodarki”. W programie dr. Cezary Mech przekonuje nas o konieczności zadłużania się samorządów ponad granicę konstytucyjną w celu absorpcji środków unijnych, kilka stron poświęcone jest też na przekonanie czytelnika do włączenia OFE do finansów publicznych, co również pozwalałoby zwiększać dług. O cięciach wydatków prawie się nie mówi, padają te stwierdzenia co zwykle – cięcia w administracji i likwidacja zbędnych agencji. Autorzy projektu nie dostrzegają, że jeśli państwo nie wycofa się z pewnych zadań, to oszczędności w urzędach działających na tym polu mogą być tylko symboliczne.

3. Obniżenie podatków dochodowych przy jednoczesnym zwiększaniu wydatków budżetowych.

Ten pomysł jest niemożliwy do zrealizowania, gdyż bazuje na fałszywych założeniach z innych punktów – przy stałych 30 mld deficytu, by zwiększyć wydatki, trzeba zwiększyć dochody. Autorzy zakładają, że dokona się to samoistnie w skutek zwiększonych wpływów z podatków pośrednich oraz z podatku PIT, które napływać będą dzięki wysokiemu wzrostowi gospodarczemu i spadkowi bezrobocia. By te dwa ostatnie czynniki pojawiły się, nie wystarczy inflacyjny kredyt. Autorzy projektu proponują jeszcze dodatkowo obniżkę podatków od firm. Pojawia się sugestia, że to właśnie te 1000 zł przyznawane pracodawcy miesięcznie byłoby tym dodatkowym środkiem do pobudzenia wzrostu gospodarczego. Widać, że autorzy zrozumieli, że przyczyną bezrobocia są m.in. wysokie koszty pracy i postanowili temu zaradzić – wysoko opodatkowana praca będzie następnie wysoko subsydiowana. Wymienione pieniądze trafiają jednak do różnych, arbitralnie dobranych grup osób. Ma to daleko idące konsekwencje ekonomiczne. Najbardziej widoczną jest sam koszt takiego transferu (w tym zawiera się administracja czy zniechęcenie osób opodatkowanych do pracy). Dalej dochodzi fakt, że otrzymane pieniądze właściciel firmy musi wydać koniecznie na zatrudnienie. Gdyby rzeczywiście zdobyte w innych okolicznościach, na przykład znalezione na ulicy, 24 000 zł dołożył do dwuletniej pensji nowo zatrudnionego pracownika, to wszystko byłoby w porządku. Jednak w większości przypadków tak by się nie stało – podwyżkę (nadgodziny) dostałby już zatrudniony pracownik, albo zakupiony zostałby nowy sprzęt. Wszystkie te „inne” możliwości stanowią koszt alternatywny tego subsydium. Ujemna różnica między produktywnością pracownika a produktywnością innej, alternatywnej inwestycji w firmę jest w sensie ekonomicznym stratą. W ten sposób 1000 zł zostaje odebrane komuś i przymusowo użyte źle. Dodatkowo, proszę policzyć koszt takiego rozwiązania – milion bezrobotnych zatrudnionych w ten sposób na rok to bagatela 12 mld zł. O walce z nieuczciwymi pracodawcami wyrzucającymi starych i zatrudniającymi nowych już nie wspomnę.

4. Szkolenia bezrobotnych.

O szkoleniach było już trochę, postaram się nie powtarzać. Z dokumentu wynika, że „Obecnie osoby poszukujące pracy zwykle nie dysponują umiejętnościami, których oczekują pracodawcy, głownie obsługi nowoczesnych maszyn, urządzeń biurowych, komputerów. Dlatego stworzony zostanie przy pomocy środków państwa system kształcenia ustawicznego na poziomie średnim i system studiów podyplomowych na poziomie wyższym dla osób bezrobotnych, aby ułatwić im w ten sposób znalezienie pracy”.

Do poprzedniego Komentarza dodam tylko, że podniesienie kwalifikacji obecnych bezrobotnych do poziomu absolwenta szkoły wyższej jest w miażdżącej większości przypadków niemożliwe. Bezrobotni to nie najzdolniejsza część społeczeństwa, lecz grupa, która nie może znaleźć zatrudnienia, gdyż ich praca jest mniej warta niż jej koszt. Ludzie ci powinni wykonywać ją za mniejsze pieniądze – znowu jedynym rozwiązaniem jest radykalne zmniejszenie kosztów pracy. Takie szkolenia to wyrzucanie publicznych pieniędzy, a starsi panowie w szkolnych ławach to obraz zaczerpnięty chyba ze znanej powszechnie groteskowej literatury.

5. Państwowe zamówienie na dzieci (na masową skalę).

Dr. Cezary Mech nie proponuje naprawy systemu emerytalnego, choć jako szef Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi miał pewnie okazję przyjrzeć się patologiom w jego funkcjonowaniu. Zamiast tego chce zafundować nam zmianę żony, gdy trudnościom winne jest niewygodne łóżko. W dodatku, jak i w tym porównaniu, rozwiązanie mniej oczywiste jest niemożliwe. Dowieść, że przyczyną spadku dzietności są trudności materialne jeszcze nikomu się nie udało (przyrost ludności jest wręcz zwykle odwrotnie proporcjonalny do PKB per capita). Jedni winą za niekorzystną sytuację demograficzną Polski (i całej Europy Zachodniej) obarczają właśnie system emerytalny, rozrywający więź między pokoleniami, a którego dr. Mech milcząco broni. Inni mówią, że takie to mamy czasy, że dobrobyt po prostu nie sprzyja rozrodczości. Natomiast symboliczne (trochę ponad 100 zł miesięcznie na rodzinę w przypadku czwórki dzieci) dodatki na dzieci nie mają żadnych szans zmiany sytuacji demograficznej. Dodatkowo wyjątkowo obrzydliwe wydaje mi się zaprezentowane podejście – w przyszłości będzie za mało osób w wieku produkcyjnym, wiec państwo musi już teraz kupić od obywateli więcej dzieci.

6. Częściowa prywatyzacja służby zdrowia.

Czy są Państwo zaskoczeni? W ostatnim punkcie sama radość: „konieczne będzie wprowadzenie rozwiązania polegającego na możliwości indywidualnego ubezpieczenia się i korzystania z usług prywatnych w zakresie ochrony zdrowia. Rodzina będzie mogła zdecydować o skorzystaniu z możliwości rezygnacji z ubezpieczenia zdrowotnego w ramach systemu publicznego i samodzielnie ubezpieczyć się prywatnie. Rodzina decydująca się na indywidualne ubezpieczenie mogłaby otrzymać zwrot w kwocie ok. 50 zł miesięcznie, jednak nie więcej niż wysokość wniesionych składek”. To rozwiązanie to jakby bon oświatowy w ochronie zdrowia, więc znów odsyłam do poprzedniego Komentarza. Swoją drogą, to koncepcja ta trochę nie pasuje do całego dokumentu, ale warta jest odnotowania, szkoda, że jakoś umknęła uwadze naszych mediów.

Dodatki

Pozwolę sobie wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach, które uderzyły mnie podczas czytania omawianego dokumentu. Pierwszą z nich jest jakaś niesamowita fobia przed inwestorami zagranicznymi. Obok postulatów pozostania w polskich rękach różnych przedsiębiorstw, m.in. GPW, autorzy dochodzą do jawnej sprzeczności: „Powinny zostać utrzymane limity inwestowania środków [Otwartych Funduszy Emerytalnych] za granicą, gdyż obecnie panująca sytuacja na rynku kapitałowym powoduje, że inwestycje zagraniczne przynoszą mniejsze zyski niż krajowe, a eksport oszczędności emerytalnych grozić będzie spowolnieniem wzrostu PKB i spadku bezrobocia. W bardziej odległej przyszłości może zagrozić także niższym poziomem emerytur wypłacanych w Polsce.” Sprawa jest prosta – albo bardziej opłaca się funduszom inwestować w danym momencie w Polsce, albo za granicą. W tym drugim przypadku w interesie posiadaczy pieniędzy – emerytów – leży inwestycja poza Polską, gdyż tylko wtedy ich emerytury będą możliwie najwyższe. Jeśli były prezes UNFE widzi jakieś inne cele w tym ograniczeniu, to powinny one zostać wyartykułowane, bo zasłanianie się interesem emerytów jest niedorzeczne.

Drugim dodatkiem jest, można to tak nazwać, zabawna polszczyzna dokumentu. Są milleryzmy jak „powrót Polski na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego”, czy „stabilny przyrost tempa wzrostu gospodarczego”. Są zdania, z których zupełnie nie wiadomo, co z czego wynika, na przykład: „Prognozuje się, iż przy utrzymaniu dotychczasowych trendów i nie podjęciu koniecznych działań mających na celu naprawę finansów publicznych, a także z propozycjami wprowadzenia 15% stawki PIT, CIT i VAT od 2007 r., w latach 2005-2009 nastąpi spadek dochodów budżetowych”. Są również wyliczenia cyklu świńskiego, których dla przyzwoitości nie będę cytował. Wspomniany jest oczywiście też papież Jan Paweł II, którego śmierć stwarza „niebywałą okazję do urzeczywistnienia nowego otwarcia w finansach publicznych naszego kraju i przeorientowania ich na nowe priorytety rozwoju”.

Podsumowując program „Finanse publiczne – rozwój przez zatrudnienie”, przyznać trzeba, że miała rację posłanka Senyszyn – widmo krąży po Polsce. Nie jest jednak to przeszło stupięćdziesięcioletnie widmo komunizmu, ani nowe jakieś zjawisko nazwane przez nią kaczyzmem. Jest to, wiekowo pośrednie miedzy dwoma poprzednimi, ale za to równie rogate widmo keynesizmu.

Maciej Bitner

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowa polityka rządu. Milton Friedman
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Kamil Bojdoł
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Andrzej Jędruchniewicz
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Wojciech Langiewicz
Pan Kamil Ludwiczuk
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Łukasz Osileniec
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 425,86 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>