Bitner: Czy kraje biedne z natury szybciej się rozwijają?

2 grudnia 2005 Komentarze komentarze: 1

Czy kraje biedne z natury szybciej się rozwijają?

Takie pytanie pada bardzo często w dyskusjach nad źródłami rozwoju gospodarczego. Równie często następuje po nim odpowiedź twierdząca, jak i przecząca. Ta pierwsza bywa wygodnym dla rządów w krajach bogatej Europy wytłumaczeniem ich powolnego rozwoju. Ta druga stanowi podłoże teorii głoszącej, że bez pomocy Zachodu biedne kraje nie mają szans na zrównanie się z nimi poziomem.

O ile można łatwo przekonać się, że oba wnioski są nieprawdziwe[1], nie zmienia to faktu, że na postawione pytanie jakaś odpowiedź powinna się znaleźć. Prześledzę kilka argumentów przemawiających zarówno na „tak”, jak i na „nie”. Przed tym jednak przypomnę podstawy austriackiej teorii rozwoju gospodarczego.

Na wzrost gospodarczy decydujący wpływ mają dwie kwestie. Są to stopień zakłócania procesów rynkowych przez rząd i poziom preferencji czasowej w społeczeństwie, który odpowiada za ilość dostępnych oszczędności, więc i kapitału. Aprioryczna analiza nie wyklucza wpływu korzystnego położenia, licznych bogactw naturalnych, określonych religii, czy diety na relatywnie szybszy rozwój danego regionu, choć doświadczenie uczy, że wpływ tych czynników w porównaniu z tym, co wyrabia państwo jest marginalny[2]. Co można jednak powiedzieć o wpływie poziomu rozwoju na jego tempo w kolejnych latach?

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że gospodarka rynkowa ma tendencje do rozwijania się równomiernie. Rozumiem przez to, że każda praca i każdy towar po uwzględnieniu kosztów transportu są wyceniane podobnie[3]. Nie wypływa to z jakiejś sprawiedliwości społecznej lecz z nieustannego poszukiwania źródeł dodatkowego zysku, jakim niewątpliwie jest niedowartościowany towar, czy pracownik. Oczywiście przedsiębiorcy też są ludźmi i nie wszystkie różnice zostają natychmiast dostrzeżone i zasypane. Nie to jest jednak decydującą przyczyną niewyrównywania się różnic w stopniu rozwoju. Bariery w przepływie kapitału pracy i towarów są skuteczna barierą dla tej ogólnorynkowej tendencji. Tak więc obecny stan zróżnicowanego rozwoju jest między innymi konsekwencją istnienia tej bariery. W dalszych rozważaniach uwzględniam jej oddziaływanie, gdyż w przeciwnym wypadku poniższe argumenty oddziaływałyby na gospodarkę jako całość, a nie tylko na poszczególne regiony lub byłyby zupełnie nieadekwatne.

Odpowiadając na tytułowe pytanie, zacznijmy przewrotnie od „nie”. Im więcej jest produkowane, tym mniejszy jest ilościowy udział dóbr służących utrzymaniu przy życiu uczestników rynku. W kraju bogatym do rozdysponowania pomiędzy oszczędności i konsumpcję jest, powiedzmy, 95% dochodu, a w kraju biednym 50%. Jeśli czasowa preferencja będzie identyczna, załóżmy 4:1 na korzyść konsumpcji, to na oszczędności w kraju biednym przeznaczone zostanie 10% dochodu, a w kraju bogatym 19%. Z tym argumentem można trochę podyskutować, ale tylko trochę. Otóż wysoki poziom rozwoju, jeśli chce się, by był utrzymany, wymaga pewnych oszczędności, które służą jedynie do wymiany zużytych środków produkcji. Jest to jakaś wielkość, którą trzeba odliczyć od środków mogących być przeznaczonych na rozwój. Doświadczenie uczy[4], że nie są to bardzo obciążające sumy, a w sytuacji, gdy kraj biedny musi konsumować 100% dochodu ten kontrargument zupełnie traci ważność.

Teraz głos za „tak”. Odłóżmy na chwilę na bok wszelkie, niekoniecznie fałszywe, stwierdzenia, że bogactwo pleni dekadentyzm, lenistwo i podminowujące społeczeństwo ideologie. W czysto ekonomicznej dyskusji używa się dwóch praw – malejących przychodów i malejącej użyteczności.

To pierwsze mówi nam, że koszty wytworzenia kolejnej jednostki każdego dobra są od pewnego momentu rosnące. Wynika ono z faktu, że zasoby odciągane są z coraz istotniejszych potrzeb. Błędem jednak jest stosowanie go do całej gospodarki. To, że dana branża zaspokaja już potrzeby społeczne i rozwijanie produkcji przychodzi tam z trudem, nie znaczy jeszcze, że w innych sektorach nie rośnie ona błyskawicznie.

Prawo malejącej użyteczności z kolei mówi, że użyteczność konsumpcji każdej kolejnej jednostki danego dobra jest coraz mniejsza. Znowu, gdyby rozszerzyć je na całą gospodarkę oznaczałoby to, że uczestnicy rynku czerpią coraz mniejszą satysfakcję z poprawy swojego bytu. A przecież, co być może warto było powiedzieć na samym początku, rozwój gospodarczy to zaspokajanie coraz większej liczby ludzkich potrzeb, a nie rosnąca masa wytworzonych produktów. Tempo rozwoju można rozumieć jako tempo przyrostu użyteczności majątkowej[5]. Tak więc, czy nie jest rzeczą nieuchronną, że tak rozumiane tempo wzrostu krajów bogatych jest wolniejsze?

Nie jest, bo nie da się tego obiektywnie stwierdzić. Użyteczność majątkowa z różnych dóbr jest nieporównywalna, więc dla każdej pierwszej jednostki zupełnie nowego dobra, nie możemy powiedzieć, że jest ona mniej lub bardziej cenna niż jakakolwiek jednostka innego dobra.[6] Można na to odpowiedzieć, że fakt, że ludzie rozwijali najpierw jeden rodzaj działalności a następnie kolejny, świadczy o tym, że wcześniejsze produkty jawiły się jako istotniejsze od dzisiejszych nowinek. Czyli zaczynano od tych, które dawały największą użyteczność (na przykład od dachu nad głową). Choć nie można się z tym nie zgodzić, nie zmienia to jednak faktu, że pojawienia się pewnych dóbr nikt w przeszłości nie oczekiwał, a użyteczności płynącej z nich da się z niczym porównać.

Napisałem, że wrócę jeszcze do psychologicznego i ideologicznego wpływu bogactwa na chęć prowadzenia dalszej działalności gospodarczej. Są to pewne socjologiczne prawidłowości i czysta aprioryczna analiza nie przyniesie żadnych odpowiedzi. Dodatkowo nie sposób przy tym uciec od wzajemnego wpływu stopnia rozwoju na wymienione na początku czynniki wzrostu i psychologicznego wpływu tego wszystkiego na biednego człowieka.

Nie można w sposób jednoznaczny odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie, choć argumenty czysto ekonomiczne wskazują jednoznacznie na „nie”. Nie są to bowiem jedyne argumenty, gdyż istotny wpływ na społeczeństwo rynkowe mają ideologie i wzorce zrodzone z bogactwa. Jest to więc otwarte pole dla analizy historycznej wychwytującej „zdroworozsądkowo” pewne relacje, a nie dla poszukiwania apriorycznej konieczności określonych rezultatów.

Zajmowanie się dalsze tym tematem uważam ponadto za nieco jałowe, na wzrost gospodarczy ma ta sprawa wpływ trzeciorzędny. Dlatego właśnie kończę.

Maciej Bitner


[1] W pierwszej tezie prawdziwymi przyczynami, moim zdaniem, są cła, subsydia, redystrybucja, podatki i regulacja (kolejność przypadkowa). Jeśli chodzi o niemożność rozwijania się krajów biednych, to wystarczy zadać sobie pytanie, czy aby na pewno kraje Europy zawsze były tak bogate i jakie to inne kraje pomogły imię wtedy rozwinąć.

[2] Warto zauważyć, że na przykład kraje o większej zasobności w surowce rozwijają się dziś relatywnie wolniej, choć w przeszłości bywało odwrotnie. Jest to dobra okazja do wskazania na wzajemne oddziaływania pomiędzy wymienionymi przez mnie czynnikami. W tym przypadku zwykle państwo przejmuje kontrolę nad kopalniami i rośnie w siłę pasąc się na rencie monopolowej. Ciekawe są też oddziaływania między państwem a religią i religią a preferencją czasu. Polecam speech Hansa-Hermanna Hoppego dotykający tego tematu [link: The Wealth of Nations: Ideology, Religion, Biology, and Environment]

[3] Oczywiście mówimy tu o rzeczach tej samej jakości – nie należy spodziewać się, że pracownicy krajów biednych od razu otrzymają takie samo wynagrodzenie jak ich koledzy po fachu z Zachodu. Niestety ich kwalifikacje, a więc praca i wytwarzane towary stoją na o wiele niższym poziomie.

[4] W XIX wieku stopa oszczędności była wyższa niż obecnie. Tempo rozwoju jest mniej więcej porównywalne. Z tego wynika, że suma idąca na odbudowę środków produkcji jest na tyle nieistotna, że nie wpłynęła ona na obniżenie tempa wzrostu, mimo iż musiała urosnąć. Inną kwestią jest, czy rzeczywiście musiała, bo czyż odbudowa nowocześniejszych parków maszynowych rzeczywiście musi trwać dłużej? Tym bardziej nie ma też podstaw, by twierdzić, że suma ta rośnie proporcjonalnie do dochodu.

[5] Przez majątek rozumiem wszystkie posiadane przez ludzi dobra. Użyteczność majątkowa człowieka to łączna użyteczność z poszczególnych dóbr. Mowa cały czas oczywiście o subiektywnej, niemierzalnej użyteczności.

[6] Jest jeszcze jeden problem – redefinicja jednostki dobra, która może nastąpić, gdy jego użyteczność przekroczy nasze oczekiwania. Na przykład trzecia jednostka byłaby mniej cenna niż druga, ale aktor właśnie przedefiniował swoją jednostkę i zaczął traktować trzy dawane jednostki jako jedną. Wtedy prawo malejącej użyteczności jeszcze nie działa, bo mamy do czynienia z nowym dobrem i pierwszą jednostką.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Bitner: Czy kraje biedne z natury szybciej się rozwijają?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *