Bitner: Trzeci podmiot w rodzinie

11 grudnia 2005 Komentarze komentarze: 0

Trzeci podmiot w rodzinie

W sprawach gospodarczych sfera zainteresowań współczesnego państwa powoli kurczy się. Proces ten nie dotyczy wszystkich krajów, ale od końca lat siedemdziesiątych pewien trend jest wyraźnie obserwowalny. Wciąż jesteśmy daleko od ideału, uważam jednak, że najgorsze już za nami[1]. Trzeba oczywiście przejść do kontrofensywy (jak to określał Hayek – mistrz celnych terminów – The Counter-Revolution of Science), bo sama obrona nie poprawi stanu rzeczy.

Niestety ofensywa państwa na innych polach jest ciągle niepowstrzymana. Oprócz nasilającej się kontroli związanej między innymi z „wojną z terroryzmem” na szczególną uwagę zasługuje wdarcie się państwa do relacji rodzinnych, czemu poświecę uwagę w tym Komentarzu.

Wyjść można od roztrząsanego w ostatnich miesiącach becikowego, bez którego jak zaznaczają niektórzy politycy budżet nie przejdzie. To, że w ogóle ten problem jest poruszany świadczy o tym, jak daleko posunięte są zmiany w mentalności społeczeństwa i że państwo nie potrzebuje już żadnej dodatkowej legitymizacji by sięgać do spraw najbardziej intymnych, jaką niewątpliwie jest decyzja o posiadaniu potomstwa. Rząd planuje, ile potrzeba mu dzieci, a następnie używa przemocy, odbierając jednym ludziom pieniądze, i uruchamia zachęty dla innych by mieli więcej dzieci[2]. Państwo karze za brak dzieci i wynagradza (zrabowanymi pieniędzmi) za ich posiadanie.

Jak doszło do tego, że relacje państwo-rodzina stanęły na głowie? Był to proces stopniowy i jeszcze się nie zakończył. Jego najważniejszymi elementami są system emerytalny i system szkolny.

Charakteryzując ten pierwszy należy zauważyć pewien fakt. Otóż nie ma, nie było i nic nie zwiastuje w najbliższym czasie pojawienia się systemu emerytalnego nie opartego na solidarności pokoleń. Zstępująca generacja uzależniona jest od pracy młodszych od siebie i zdana na ich łaskę. Zawsze poziom życia emerytów zależy od liczby pracujących. W skrajnym przypadku, gdyby obecnie pracujący odmówili wszelkiej współpracy z emerytami, to ich rodziców (dziadków) w przeważającej większości czeka śmierć głodowa. Oczywiście taka tragedia nam nie grozi, młodsi i starsi współpracują ze sobą, co może przybrać postać jednego z trzech rozwiązań. Po pierwsze, można zdać się na dobroć swoich dzieci – oddawszy im swoje mienie w najlepszych latach życia liczyć na odrobinę wzajemności. Po drugie, można ubezpieczyć się indywidualnie (zaoszczędzić pieniądze na przyszłą emeryturę). Trzecim i niestety najbardziej powszechnym dziś rozwiązaniem jest państwowy system emerytalny, w którym przymusowo ubezpieczeni są wszyscy obywatele, a wypłacona emerytura zależy w niewielkim stopniu od wpłacanej kwoty. Które rozwiązanie najmniej sprzyja prokreacji? Oczywiście ostatnie. Dzieci są wyłącznie przeszkodą do uzyskania większej emerytury – mniej troszczą[3] się o rodziców, bo wyręcza ich rząd, a jednocześnie utrudniają zgromadzenie oszczędności. Najbardziej racjonalnym zachowaniem, biorąc pod uwagę jedynie korzyść ekonomiczną, jest więc całkowita rezygnacja z dzieci i korzystanie z pracy potomków tych „frajerów”, którzy jeszcze ich mają. Oprócz katastrofalnych konsekwencji demograficznych obecny system emerytalny w znaczący sposób wpływa na sytuację wewnątrz rodziny, wysyłając istotny sygnał do rodziców, że nie muszą oni tak bardzo starać się wychować swoje dzieci, bo utrzymanie na starość państwo i tak im zapewni.[4] To niestety nie wszystko, co państwo czyni rodzinie.

Znacznie istotniejszy wpływ ma przymus kształcenia. Dobre państwo ułożyło dla wszystkich dzieci jednakowy program, wyręczając tym samym rodziców w konieczności zajmowania się nauką ich pociech. Przekonani (oczywiście w państwowej szkole) o słuszności przymusowego kształcenia wedle jednego wzorca rodzice nie troszczą się o wypełnienie różnic miedzy „dzieckiem statystycznym”, a ich dzieckiem. „Jasiu odrób lekcję” (czyli „wyrób zadaną przez państwo normę”) – to jedyne, czego należy wymagać od dziecka, bo w końcu państwo wie lepiej (przecież przebadało miliony przypadków), co jest konieczne dla niego w tym wieku. Niestety nie zauważa tego również Kościół, mimo iż na każdym kroku podkreśla rolę rodziny. Do państwowego harmonogramu włączona została niestety religia. Stworzyło to istotny bodziec zniechęcający rodziców do poruszania z dziećmi trudnych tematów związanych z religijnością. Ten sam mechanizm wystąpił paradoksalnie i przy edukacji seksualnej. Sprawy seksu, trudniejsze w relacjach międzypokoleniowych nawet od religii, nie muszą być już roztrząsane w domu. Państwo „ofiarowuje się” wyręczyć rodziców i w tym. Podobnie ma się sprawa z patriotyzmem – przedmiot o takiej nazwie miałby się pojawić w szkole, przynajmniej słychać było o tym w mediach z ust polityków rządzących partii jakiś czas temu.

Nie można pominąć przymusu braku kształcenia, który również od kilkudziesięciu lat jest coraz częstszym elementem polityki państwa. Polega on na odgórnym wymuszeniu izolowania dzieci od pewnych doświadczeń, które są dla nich (rzekomo) zbyt trudne. Ostatnio słyszałem o pomyśle ustawowego ograniczenia reklamy skierowanej do dzieci. Autorzy zakazu argumentowali, że dziecko do lat sześciu nie jest w stanie odróżnić reklamy od programu, który ogląda. Abstrahując od poprawności ustalenia tej granicy wieku[5], należy postawić sobie pytanie, kiedy dziecko ma nauczyć się odróżniać program od reklamy? Bo jeśli, powiedzmy, do wieku sześciu lat nie będzie oglądać reklam, to czy w siódmej wiośnie swojego życia cudownie nabędzie tę umiejętność? Autorzy tego typu zakazów zapominają, że miarą dorosłości jest nie tyle wiek, co ilość przebytych doświadczeń. Zamykanie drogi dzieciom do kolejnych z nich jest działaniem zmierzającym do zdziecinnienia społeczeństwa. Umiejętności, które ktoś powinien nabyć jako dziecko, wykształcają się stopniowo u dorosłego (kosztem innych – czas jest ograniczony). Rozumiem, oczywiście, że nie wszystkie treści przeznaczone są dla dzieci, że należy próbować od pewnych rzeczy je izolować, ale od czego i w jakim stopniu – powinna decydować rodzina, a nie Sejm.

Na ironię zakrawa obecna nazwa edukacji seksualnej – „przysposobienie do życia w rodzinie”. Państwo tak dzieci do życia w rodzinie przysposabia, że rodzicom coraz mniej na nich zależy i w coraz mniejszym stopniu za nie odpowiadają. Nie ma co się dziwić, że dorośli mniej z dziećmi rozmawiają, albo że ów brak porozumienia skutkuje przemocą w domu. Mogłoby się komuś wydawać, że wszechstronna opieka państwa rozmowie sprzyja – za jego sprawą znikają co trudniejsze tematy. Czym jednak jest rozmowa, czy międzyludzka relacja, zbudowana jedynie o rzeczy łatwe? Zwłaszcza, że w tych innych, „łatwiejszych” sprawach rodzice niekoniecznie muszą mieć coś do powiedzenia.

Maciej Bitner


[1]Takie kwestie jak dwucyfrowa inflacja, nacjonalizacja poszczególnych branż, czy siedemdziesięcioprocentowe progi podatkowe nie są już problemami cywilizowanego świata.

[2] Abstrahuję od tego, na ile skuteczne są takie zachęty. Eksperci PO wyliczyli podobno, że wychowanie jednego dziecka kosztuje średnio 500 tyś. zł, co oznacza, że „zachętą” miałaby być 1/500 wspomnianej kwoty. To jednak i tak dużo, bo decyzja rodziców nie zależy przecież wyłącznie od spraw materialnych.

[3] Wiem, że w ten sposób obrażam wielu troskliwych potomków, ale zupełnie nie oto chodzi! Piszę jedynie, jak ukierunkowane są bodźce tzw. instytucjonalne.

[4] Innym rezultatem działania obecnego sytemu emerytalnego jest nieustanny nacisk różnych grup zawodowych na rząd, mający zapewnić im, by dostawali tyle samo, a pracowali krócej, co rodzi ciągłe napięcia społeczne, jak ostatnio z górnikami.

[5] Ci sami ludzie, którzy głoszą ten pogląd, zwykle popierają obowiązek szkolny zaczynający się od właśnie szóstego roku życia.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy