Mises: Nauki społeczne a nauki przyrodnicze

22 stycznia 2006 Metaekonomia komentarze: 0

Ludwig von Mises
Nauki społeczne a nauki przyrodnicze
Tłumaczenie: Marcin Zieliński

I

Fundamenty pod współczesne nauki społeczne zostały postawione w osiemnastym wieku. Do tego momentu natrafiamy jedynie na historię. Oczywiście, pisma historyków są pełne implikacji, które mają pretensje do obowiązujących każde ludzkie działanie niezależnie od czasu i otoczenia. Nawet gdy te roszczenia nie są jawnie wyrażane, to historycy musieli koniecznie opierać swoje rozumienie faktów i ich interpretację na takich założeniach. Nie podjęto się jednak żadnej próby rozjaśnienia tych milczących supozycji za pomocą specjalistycznej analizy.

Z drugiej strony, panowała wiara, że na polu ludzkiego działania nie można stosować innych kryteriów niż te, że coś jest dobre lub złe. Jeśli jakaś polityka nie osiągnęła swoich celów, to jej porażka była przypisywana moralnej niedoskonałości człowieka lub słabości rządu. Uważano, że z dobrymi ludźmi i silnym rządem wszystko jest wykonalne.

Potem, w osiemnastym wieku, nadeszła radykalna zmiana. Twórcy ekonomii politycznej odkryli regularność w działaniu rynku. Odkryli, że każdemu stanowi rynku towarzyszy określony stan cen i, że tendencja do przywracania tego stanu pojawia się zawsze, gdy coś próbuje go zmienić. Ten pogląd otworzył nowy rozdział w nauce. Ludzie zaczęli uświadamiać sobie ze zdziwieniem, że ludzkie działania można badać z innych punktów widzenia niż sądy moralne. Musieli uznać tę regularność, którą porównali do tej, którą znali już z pola nauk przyrodniczych.

Od czasów Cantillona, Hume’a, fizjokratów i Adama Smitha, teoria ekonomii dokonuje nieustannego – chociaż nie miarowego – postępu. W czasie tej ewolucji, stała się ona czymś znacznie większym niż teorią działania rynku w ramach społeczeństwa opartego na prywatnej własności środków produkcji. Od jakiegoś czasu jest ona ogólną teorią ludzkiego działania, ludzkich wyborów i preferencji.

II

Elementy społecznego poznania są abstrakcyjne i nieredukowalne do jakichkolwiek konkretnych obrazów, które mogą być pojęte za pomocą zmysłów. Żeby uprościć ich wyobrażenie, ludzie lubią uciekać się do języka metafor. Przez jakiś czas bardzo popularne były metafory biologiczne. Istnieli autorzy, którzy wyeksploatowali te metafory do absurdalnych skrajności. Wystarczy przytoczyć tutaj nazwisko Lilienfeld[1].

Dzisiaj mechanicystyczne metafory są w o wiele częstszym użyciu. Teoretyczną podstawę ich zastosowania można znaleźć w pozytywistycznym spojrzeniu na nauki społeczne. Pozytywizm beztrosko zlekceważył wszystko, czego nauczała historia i ekonomia. Historia, według pozytywistów, zwyczajnie nie jest nauką; ekonomią jest szczególną odmianą metafizyki. W ich miejsce pozytywizm postuluje wprowadzenie nauki społecznej, która byłaby zbudowana za pomocą metod eksperymentalnych, które idealnie zastosowano w newtonowskiej fizyce. Ekonomia powinna być eksperymentalna, matematyczna i ilościowa. Jej zadaniem jest mierzyć, ponieważ nauka jest pomiarem. Każde stwierdzenie powinno być otwarte na weryfikację przez fakty.

Każde stwierdzenie pozytywistycznej epistemologii jest błędne.

Nauki społeczne ogólnie, a ekonomia w szczególności, nie mogą być oparte na doświadczeniu w sensie, w jakim ten termin jest używany przez nauki przyrodnicze. Doświadczenie społeczne jest doświadczeniem historycznym. Oczywiście każde doświadczenie dotyczy czegoś, co minęło. Ale tym, co odróżnia doświadczenie społeczne od fundamentów nauk przyrodniczych, jest fakt, że odnosi się zawsze do zjawisk w ich pełnej złożoności. Doświadczeniem, któremu nauki przyrodnicze zawdzięczają wszystkie swoje sukcesy, jest doświadczenie eksperymentu. W eksperymentach różne zmienne elementy są obserwowane w izolacji. Kontrola nad zmiennymi warunkami zapewnia eksperymentatorowi możliwość przypisania każdemu skutkowi jego wystarczającą przyczynę. Bez odnoszenia się do zawiłych problemów filozoficznych, przystępuje on do gromadzenia „faktów.” Te fakty są cegiełkami, których naukowiec używa do konstruowania teorii. Stanowią one jedyne tworzywo, jakie ma do dyspozycji. Jego teoria nie może stać w sprzeczności z tymi faktami. Są one podstawowymi rzeczami.

Nauki społeczne nie mogą spożytkować eksperymentów. Doświadczenie, którym się muszą zajmować, jest doświadczeniem złożonych zjawisk. Są w tej samej sytuacji, w jakiej byłaby akustyka, gdyby jedynym materiałem naukowca było słuchanie koncertu lub szumu wodospadu. Modne w dzisiejszych czasach jest tworzenie biur czy laboratoriów statystycznych, jest to jednak wprowadzanie w błąd. Materiał, którego dostarcza statystyka, ma charakter historyczny, co oznacza wynik ogromnie skomplikowany. Nauki społeczne nie mają możliwości obserwowania konsekwencji zmiany jednego elementu przy innych warunkach niezmiennych.

Z tego wynika, że nauki społeczne nie mogą nigdy użyć doświadczenia do zweryfikowania swoich twierdzeń. Każdy fakt i każde doświadczenie, z którymi mają one do czynienia, mogą być interpretowane na przeróżne sposoby. Oczywiście, doświadczenie kompleksu zjawisk nie może nigdy potwierdzić lub zaprzeczyć twierdzeniu w sposób, w jaki robi to eksperyment. Nie istnieje żadne historyczne wydarzenie, którego doniosłość byłaby identycznie oceniana przez wszystkich ludzi. Nie ma wątpliwości, że w historii do dnia dzisiejszego tylko narody, które oparły ład społeczny o prywatną własność środków produkcji, osiągnęły, przynajmniej do pewnego stopnia, wyższy poziom dobrobytu i cywilizacji. Mimo to, nikt nie uważa tego za niezaprzeczalne obalenie socjalistycznych teorii. Na polu nauk przyrodniczych istnieją także różnice dotyczące interpretacji złożonych faktów. Ale tutaj swoboda objaśnienia jest ograniczona przez konieczność nie zaprzeczania twierdzeniom zadowalająco zweryfikowanym przez eksperymenty. Przy interpretacji faktów społecznych takie ograniczenia nie istnieją. Możemy twierdzić o nich wszystko, jeśli tylko nie ograniczymy się zasadami, których logiczną naturę omówimy później. Jednakże musimy tutaj już wspomnieć, że każda dyskusja dotycząca znaczenia doświadczenia historycznego niezauważalnie przemienia się w dyskusję o tychże zasadach, bez dalszego odwoływania się do doświadczenia. Ludzie mogą zacząć od dyskusji na temat lekcji danej przez cła importowe czy system radziecki; wkrótce jednak zaczynają rozmawiać o ogólnej teorii handlu międzynarodowego czy o czystej teorii socjalizmu i kapitalizmu.

Niemożliwość eksperymentowania oznacza też towarzyszącą jej niemożliwość mierzenia. Fizyk zajmuje się wielkościami i relacjami liczbowymi, ponieważ ma prawo założyć, że zachodzą określone i niezmienne relacje pomiędzy fizycznymi przedmiotami. Eksperyment dostarcza mu wartości liczbowych, jakie ma im przypisać. W przypadku ludzkiego zachowania nie istnieją takie stałe relacje, nie istnieją standardy, których można by użyć do pomiaru i nie istnieją eksperymenty, które mogłyby wprowadzić ujednolicenia tego typu.

To, co statystyk ustala podczas badania zależności pomiędzy cenami i podażą lub pomiędzy podażą i popytem jest ważne tylko z punktu widzenia historii. Jeśli stwierdza on, że wzrost o 10% podaży ziemniaków w Atlantis pomiędzy 1920 i 1930 rokiem niósł za sobą spadek ich ceny o 8%, to nie mówi nic o tym, jak się zmieniła lub jak się mogła zmienić podaż ziemniaków w innym kraju lub w innym czasie. Takie pomiary jak elastyczność popytu, nie mogą być porównywane do pomiarów dokonywanych przez fizyków, np. do pomiaru gęstości lub ciężaru atomów. Oczywiście każdy zdaje sobie sprawę, że zachowania ludzi dotyczące wszystkich dóbr, wśród nich np. ziemniaków, są zmienne. Różne osoby różnie wartościują te same przedmioty, a wartościowanie zmienia się u tej samej osoby wraz ze zmianą warunków. Nie możemy zaklasyfikować jednostek do grup, które reagują w ten sam sposób, nie możemy też określić warunków, które wywoływałyby tę samą reakcję. W tych okolicznościach musimy sobie uświadomić, że ekonomista-statystyk jest historykiem, a nie eksperymentatorem. W naukach społecznych statystyka stanowi metodę badań historycznych.

W każdej nauce rozważania, które skutkują sformułowaniem równania, mają charakter niematematyczny. Sformułowanie równania ma znaczenie praktyczne, ponieważ stałe relacje, które ono zawiera, zostały ustalone eksperymentalnie i możliwe jest wprowadzenie do funkcji ściśle określonych, znanych wartości, dzięki czemu ustalić można te nieznane. Te równania tkwią zatem u podłoża konstrukcji technologicznych; nie są tylko zwieńczeniem teoretycznej analizy, ale także punktem startu pracy praktycznej. Jednak w ekonomii, gdzie nie ma stałych relacji pomiędzy wielkościami, równania nie mają praktycznego zastosowania. Nawet gdybyśmy mogli pozbyć się wszystkich wątpliwości dotyczących ich formułowania, to dalej musimy zdawać sobie sprawę, że nie ma z nich żadnego praktycznego pożytku.

Lecz główny zarzut, jaki należy podnieść przeciwko stosowaniu matematyki przy problemach ekonomicznych, jest innej natury: matematyczna ekonomia nie zajmuje się rzeczywistymi działaniami człowieka, ale fikcyjną koncepcją, którą ekonomista rozbudowuje dla celów instrumentalnych. Jest to koncepcja równowagi statycznej.

W celu zrozumienia konsekwencji zmian i natury zysku w gospodarce rynkowej, ekonomista konstruuje fikcyjny system, w którym nie istnieją żadne zmiany. Dzień dzisiejszy jest taki sam jak wczorajszy, a jutrzejszy będzie identyczny z dzisiejszym. Nie istnieje żadna niepewność związana z przyszłością, a zatem działanie nie zawiera ryzyka. Ale po uwzględnieniu zysku z kapitału, suma cen komplementarnych czynników produkcji jest dokładnie równa cenie produktu końcowego, co oznacza, że nie ma miejsca na zysk. Ta fikcyjna koncepcja jest jednakże nie tylko niemożliwa do zrealizowania w rzeczywistym świecie; nie można jej nawet w spójny sposób doprowadzić do podstawowych konkluzji. Jednostki w tym fikcyjnym świecie nie podejmowałyby się działań i nie dokonywałyby decyzji, ludzie zwyczajnie by wegetowali. To prawda, że ekonomia, ponieważ właśnie nie może dokonywać eksperymentów, jest ograniczona do stosowania takiej i innych podobnych fikcyjnych koncepcji. Jednak jej użycie powinno być ograniczone przez cele, którym ma służyć. Celem koncepcji równowagi statycznej jest badanie natury związków pomiędzy kosztami i cenami, a zatem też natury zysków. Poza tym nie ma żadnego zastosowania i zajmowanie się nią jest daremne.

Teraz, wszystkim, co matematyka jest w stanie zrobić na polu badań ekonomicznych, jest opisanie równowagi statycznej. Równania i krzywe obojętności dotyczą fikcyjnego stanu rzeczy, który nigdy nie zaistnieje. Tym, co dostarczają, jest matematyczne wyrażenie równowagi statycznej. Ponieważ matematyczni ekonomiści zaczynają od nastawienia, że ekonomię należy uprawiać za pomocą terminów matematycznych, zatem studium równowagi statycznej uważają za kompletną ekonomię. Czysto instrumentalny charakter tej koncepcji został przez ów przesąd przyćmiony.

Oczywiście, matematyka nie może nic nam powiedzieć o sposobie, w jaki równowaga statyczna mogłaby być osiągnięta. Matematyczne określenie różnic pomiędzy rzeczywistym stanem a stanem równowagi nie jest substytutem dla metody, za pomocą której logiczni czy niematematyczni ekonomiści pozwalają nam zrozumieć naturę tych działań człowieka, które koniecznie będą prowadzić do równowagi przy założeniu, że nie wystąpią dalsze zmiany danych.

Zajmowanie się równowagą statyczną jest uchylaniem się od badania ważnych problemów ekonomicznych. Pragmatyczna wartość koncepcji równowagi nie powinna być zaniżana, ale jest tylko narzędziem rozwiązania jednego problemu. Matematyczne opracowanie równowagi statycznej dla ekonomii jest zawsze sprawą ledwie drugorzędną.

Podobne argumenty stosują się w przypadku używania krzywych. Możemy przedstawić cenę dobra jako punkt przecięcia dwóch krzywych, krzywej popytu i krzywej podaży. Ale musimy sobie uświadomić, że w rzeczywistości nic nie wiemy o kształtach tych krzywych. Znamy a posteriori ceny, które przyjmujemy jako punkty przecięcia, ale nie znamy postaci krzywej ani w przyszłości, ani nawet w przeszłości. Przedstawienie krzywych nie jest zatem niczym więcej niż środkiem dydaktycznym, który przez graficzną interpretację teorii ułatwia jej zrozumienie.

Matematyczny ekonomista ma skłonność do rozpatrywania ceny albo jako miernika wartości, albo jako równowartości towaru. Tu musimy powiedzieć, że ceny nie są mierzone w pieniądzu, ale są one ilością pieniędzy wymienionych na towar. Cena nie jest równowartością towaru. Do zakupu dochodzi tylko wtedy, gdy kupujący wartościuje towar wyżej niż cenę, a sprzedający niżej niż cenę. Nikt nie ma prawa abstrahować od tego faktu i zakładać równego wartościowania, gdy mamy do czynienia z różnicami w nim. Kiedy chociaż jedna ze stron uważa cenę za równą wartości towaru, do transakcji nie dochodzi. W tym sensie możemy powiedzieć, że każda transakcja jest dla obydwu stron „interesem.”

III

Fizycy badają obiekty z zewnątrz. Nie mają wiedzy o tym, co się dzieje we wnętrzu, „w duszy” spadającego kamienia. Ale mają możliwość obserwowania spadającego kamienia w eksperymentach i sformułowania tego, co nazywają prawem grawitacji. Na bazie takiej eksperymentalnej wiedzy budują swoje teorie, przechodząc od formy szczególnej do bardziej ogólnej, od konkretnej do bardziej abstrakcyjnej.

Ekonomia zajmuje się działaniami ludzi, a nie, jak to się czasem twierdzi, towarami, ekonomicznymi wielkościami czy cenami. Nie posiadamy możliwości eksperymentowania z działaniami homo sapiens. Ale mamy, będąc sami ludźmi, wiedzę o tym, co ma miejsce wewnątrz działających przedstawicieli naszego gatunku. Wiemy coś o znaczeniu, jakie działający ludzie przypisują swoim posunięciom. Wiemy, dlaczego chcieliby zmienić warunki swojego życia. Wiemy coś o niewygodach, które są podstawowymi bodźcami zmian, których dokonują. Człowiek zadowolony ze wszystkiego w stopniu doskonałym i człowiek, który mimo braku satysfakcji nie może znaleźć środków odpowiednich do polepszenia bytu, nie będą działali w ogóle.

Zatem ekonomista, jak mówi Cairnes, już na początku swoich badań jest w posiadaniu podstawowych zasad rządzących zjawiskami, które tworzą przedmiot jego studiów, podczas gdy o podstawowych zasadach fizyki bezpośredniej wiedzy nie posiadamy[2]. Tutaj właśnie leży ogromna różnica pomiędzy naukami społecznymi (naukami moralnymi, Geisteswissenschaften) i naukami przyrodniczymi. Bez możności eksperymentowania nauki przyrodnicze byłyby niemożliwymi; bez możności objęcia rozumem lub wyobrażenia sobie znaczenia ludzkiego działania, niemożliwymi byłyby nauki społeczne.

Musimy wyróżnić dwa całkiem odmienne rodzaje obejmowania tegoż sensu działania: pojmujemy (conceive) i rozumiemy (understand).

Pojmujemy znaczenie działania, to jest patrzymy na działanie takim, jakim jest. Widzimy w działaniu próbę osiągnięcia celu poprzez użycie środków. W pojmowaniu znaczenia działania uwzględniamy je jako celową próbę osiągnięcia jakiegoś celu, ale nie odnosimy się do jakości zamierzonych celów ani zastosowanych środków. Pojmujemy działanie jako takie, jego logiczne (prakseologiczne) cechy i kategorie. Nie wykraczamy w procesie pojmowania poza dedukcyjną analizę ujawniającą wszystko, co zawarte w pierwszych zasadach działania i zastosowanie ich w przypadku różnych klas warunków, o jakich tylko można pomyśleć. To badanie jest przedmiotem teoretycznej nauki o ludzkim działaniu (prakseologii), a w szczególności jej dotychczas najbardziej rozwiniętej gałęzi, ekonomii (teorii ekonomicznej).

Ekonomia nie jest zatem oparta na doświadczeniu; nie jest też jego pochodną (jego abstrakcją). Jest systemem dedukcyjnym, wychodzącym od postrzeżenia zasad ludzkiego umysłu i zachowania. W istocie całe nasze doświadczenie na polu ludzkiego działania jest oparte na i uwarunkowane przez okoliczność, iż jesteśmy w stanie pojąć własny umysł. Bez tej wiedzy a priori i teorematów z niej wyprowadzonych nie bylibyśmy w stanie uświadomić sobie, o co chodzi w ludzkiej działalności. Nasze doświadczenie ludzkiego działania i życia społecznego wyłożone jest z pomocą teorii prakseologii i ekonomii.

Jest ważne, żeby być świadomym faktu, że ta procedura i metoda nie są właściwe tylko dociekaniom naukowym, ale są sposobem zwyczajnego, codziennego rozumienia faktów społecznych. Te aprioryczne zasady i ich implikacje są stosowane nie tylko przez zawodowego ekonomistę, ale przez każdego, kto ma do czynienia z ekonomicznymi faktami lub problemami. Laik nie postępuje w sposób znacząco różny od tego, jak postępuje naukowiec; jemu czasami tylko zdarza się być mniej krytycznym czy mniej skrupulatnym w badaniu każdego kroku łańcucha dedukcyjnego, a zatem czasem jest bardziej podatny na błąd. Wystarczy przyjrzeć się jakiejkolwiek dyskusji o bieżących problemach ekonomicznych, żeby uświadomić sobie, że jej kierunek prędko zmienia się na rozważanie abstrakcyjnych zasad bez odnoszenia się do doświadczenia. Nie można, na przykład, dyskutować o systemie sowieckim bez odwołania się do ogólnych zasad zarówno kapitalizmu, jak i socjalizmu. Nie można rozmawiać o ustawie o płacach i czasie pracy bez odwołania do teorii płacy, zysku, zysku z kapitału i cen, czyli ogólnej teorii społeczeństwa rynkowego. „Czysty fakt” – pomińmy epistemologiczne pytanie, czy takie coś w ogóle istnieje – jest otwarty na różne interpretacje. Te interpretacje muszą zostać wyjaśnione przez teoretyczne pojmowanie.

Ekonomia nie tylko nie jest pochodną doświadczenia – zweryfikowanie jej teorematów przez odwołanie się do doświadczenia jest wręcz niemożliwe. Każde doświadczenie złożonego zjawiska, które musimy powtórzyć, może być i jest wyjaśniane na różne sposoby. Te same fakty i te same dane statystyczne są uważane za potwierdzenie sprzecznych ze sobą teorii.

Pouczające jest porównanie techniki prowadzenia doświadczeń w naukach społecznych z tymi w naukach przyrodniczych. Istnieje wiele książek ekonomicznych, w których po opracowaniu teorii przedstawia się aneksy, w których próbuje się zweryfikować opracowaną teorię przez odwołanie się do faktów. Nie jest to droga, którą kroczy przedstawiciel nauk przyrodniczych. Zaczyna on od faktów ustanowionych eksperymentalnie i buduje teorię korzystając z nich. Jeśli jego teoria pozwala na dedukcję, przewidującą stan rzeczy jeszcze nie odkryty eksperymentalnie, to opisuje on, jakiego typu eksperymenty będą rozstrzygające dla jego teorii; ta wygląda na zweryfikowaną, kiedy wynik odpowiada prognozie. Jest to coś znacząco różnego od podejścia stosowanego w naukach społecznych.

Żeby skonfrontować teorię ekonomii z rzeczywistością, nie wystarczy wyjaśnić w powierzchowny sposób różnie interpretowane przez różnych ludzi fakty, tak by zdawały się potwierdzać naszą teorię. Ta wątpliwa procedura nie jest sposobem, w jaki prowadzi się rozsądną dyskusję. To, co musimy zrobić to: zbadać, czy szczególne warunki działania, które implikowaliśmy w naszym rozumowaniu odpowiadają tym, które znajdujemy w rozważanym wycinku rzeczywistości. Teoria pieniądza (czy raczej wymiany pośredniej) jest poprawna lub nie bez odwoływania się do pytania, czy w rzeczywistym systemie ekonomicznym, który analizujemy, stosowana jest wymiana pośrednia czy tylko barter.

Metoda stosowana w tych teoretycznych apriorycznych rozważaniach jest metodą konstrukcji spekulatywnych. Ekonomista – i podobnie laik – buduje wyobrażenie nieistniejącego stanu rzeczy. Materiał dla tej konstrukcji bierze się z pojmowania warunków ludzkiego działania. To, czy stan rzeczy, który te spekulatywne konstrukcje opisują, odpowiada lub mógłby odpowiadać rzeczywistości, nie ma związku z ich instrumentalną skutecznością. Nawet niemożliwe do zrealizowania konstrukcje mogą pełnić wartościowe funkcje przez danie nam możliwości pojęcia, co je takowymi czyni i pod jakim względem różnią się od rzeczywistości. Spekulatywna konstrukcja wspólnoty socjalistycznej jest nieodzowna dla ekonomicznego rozumowania bez względu na to, czy takie społeczeństwo mogłoby zostać zrealizowane.

Jedną z najlepiej znanych i najczęściej stosowanych spekulatywnych konstrukcji jest wspomniany wyżej stan równowagi statycznej. Jesteśmy w pełni świadomi, że ten stan nigdy nie zostanie zrealizowany. Ale nie możemy badać implikacji zmian bez rozważenia niezmiennego świata. Żaden współczesny ekonomista nie zaprzeczy, że zastosowanie spekulatywnych pojęć przyniosło nieoceniony pożytek, jeśli chodzi o wyjaśnienie charakteru zysków i strat przedsiębiorcy oraz związku pomiędzy kosztami i cenami.

Całe nasze ekonomiczne rozumowanie operuje tymi spekulatywnymi pojęciami. Jest prawdą, że ta metoda niesie pewne zagrożenia; często przyczynia się do błędów. Ale musimy jej używać, gdyż jest jedyną dostępną. Oczywiście musimy być bardzo ostrożni przy jej używaniu.

Na oczywiste pytanie, jak czysta logiczna dedukcja z apriorycznych zasad może nam powiedzieć cokolwiek o rzeczywistości, musimy odpowiedzieć, że zarówno myślenie człowieka, jak i jego działanie wynikają z tego samego źródła w tym sensie, że obydwa są wytworami ludzkiego umysłu. Prawidłowe rezultaty naszego apriorycznego wnioskowania są zatem nie tylko logicznie niepodważalne, ale także mają z całą ich apodyktyczną pewnością zastosowanie w rzeczywistym świecie, pod warunkiem, że dotyczące ich założenia są dane w rzeczywistości. Jedynym sposobem obalenia wniosku w ekonomii jest wykazanie, że zawiera on błąd logiczny. Jest jeszcze inne pytanie, tj. pytanie o to, czy otrzymane wnioski mają zastosowanie w rzeczywistości. O tym można przesądzić tylko poprzez ukazanie, że założenia mają lub nie mają odpowiednika w rzeczywistości, którą chcemy objaśnić.

Związek pomiędzy historycznym doświadczeniem – a każde ekonomiczne doświadczenie jest historyczne w tym sensie, że jest doświadczeniem czegoś przeszłego – a teorią ekonomii jest zatem inny niż się powszechnie zakłada. Teoria ekonomii nie wywodzi się z doświadczenia. Wprost przeciwnie, jest niezbędnym narzędziem do zrozumienia historii gospodarczej. Historia gospodarcza nie może potwierdzić ani obalić teorii ekonomii. Przeciwnie, to teoria ekonomii pozwala nam pojąć fakty gospodarcze z przeszłości.

IV

Ale by orientować się w świecie ludzkich działań, potrzebujemy znacznie więcej niż zaledwie pojąć znaczenie ludzkiego działania. Zarówno działający człowiek, jak i obserwujący jedynie historyk, muszą nie tylko pojąć kategorie ludzkiego działania, tak jak to robi teoria ekonomii, lecz muszą poza tym zrozumieć (verstehen) znaczenie ludzkiego wyboru.

To rozumienie znaczenia działania jest charakterystyczne dla metody badań historycznych. Historyk musi ustalić fakty – tak dalece jak jest to możliwe – przez użycie wszystkich środków dostarczonych zarówno przez teoretyczne nauki o ludzkim działaniu – prakseologię i jej dotychczas najbardziej rozwiniętą część, ekonomię – jak i nauki przyrodnicze. Ale musi iść potem dalej. Musi zbadać indywidualne i unikalne warunki występujące w omawianym przez niego przypadku. Individuum est ineffabile. Indywidualność jest dana historykowi, jest dokładnie tym, co nie może być wyczerpująco wyjaśnione lub wywiedzione z innych bytów. W tym sensie indywidualność jest irracjonalna. Celem charakterystycznych założeń stosowanych przez dyscypliny historyczne jest zrozumienie znaczenia indywidualności poprzez proces psychologiczny. Dzięki temu napotykamy indywidualność. Ustala to wartości, cele, teorie, wierzenia i błędy, słowem całą filozofię działających jednostek i sposób, w jaki przewidywali warunki, w których działali. Wprowadza nas w środowisko działania. Oczywiście, to charakterystyczne rozumienie nie może być oddzielone od filozofii interpretatora. Ten stopień naukowej obiektywności osiągany w naukach przyrodniczych i w naukach apriorycznych takich jak logika czy prakseologia nie może być nigdy osiągnięty w naukach moralnych czy historycznych (Geisteswissenschaften) na polu owego charakterystycznego rozumienia. Można to rozumieć na różne sposoby. Historia może być pisana z różnych punktów widzenia. Historycy mogą się zgadzać we wszystkim, co może zostać ustalone w racjonalny sposób i mimo to w ogóle nie zgadzać się, jeśli chodzi o interpretacje. Historia zatem musi ciągle być pisana od nowa. Nowe filozofie wymagają nowego przedstawienia przeszłości.

To charakterystyczne rozumienie w naukach historycznych nie jest aktem czysto racjonalnym. Jest uznaniem, że rozum wyczerpał wszystkie swoje zasoby i, że nie możemy zrobić nic więcej niż spróbować dać wyjaśnienie czemuś irracjonalnemu, co jest odporne na wyczerpujące i jednoznaczne opisanie. To są zadania, które musi spełnić rozumienie. Jest to niemniej jednak narzędzie logiki i powinno jako takie być używane. Nie powinno się go nigdy nadużywać w celu przemycenia do pracy historycznej obskurantyzmu, mistycyzmu i tym podobnych. Nie jest to kartka, na której można zapisać każdy nonsens.

Trzeba koniecznie podkreślić ten punkt, gdyż zdarza się czasami, iż nadużycia pewnego typu historyzmu usprawiedliwia się przez odwołania do źle interpretowanego „rozumienia.” Wnioskowanie logiki, prakseologii i nauk przyrodniczych nie może w żadnych okolicznościach być unieważnione przez rozumienie. Jakkolwiek mocny dowód by nie został dostarczony przez źródła historyczne, i jakkolwiek zrozumiały by nie był fakt z punktu widzenia teorii współczesnych mu, to nie możemy go zaakceptować, jeśli nie jest zgodny z logiką. Istnienie czarownic i praktykowanie czarów są wyraźnie poświadczone przez procedury prawne; mimo to nie akceptujemy ich. Wyroki wielu trybunałów oficjalnie stwierdzają, że ludzie deprecjonują krajową walutę przez zakłócanie bilansu płatniczego; mimo to nie możemy wierzyć, że właśnie takie działania przynoszą podobne skutki.

Nie jest zadaniem historii odtwarzanie przeszłości. Próba zrobienia tego byłaby daremna i wymagałaby powielania przekraczającego ludzkie możliwości. Historia jest przedstawieniem przeszłości za pomocą pojęć. Charakterystycznymi dla badań historycznych pojęciami są klasy. Te klasy metody historycznej mogą być zbudowane tylko przez użycie specyficznego rozumienia i mają znaczenie tylko w ramach rozumienia, któremu zawdzięczają swoje istnienie. Zatem nie każde pojęcie klas, które jest ważne z punktu widzenia logiki, może być rozważane jako użyteczne dla celu rozumienia. Klasyfikacja jest ważna w sensie logicznym, jeśli wszystkie elementy należące do jednej klasy są charakteryzowane przez wspólną cechę. Klasy nie istnieją w rzeczywistości, są zawsze wytworem umysłu, który przez obserwację przedmiotów odkrywa podobieństwa i różnice. Jest inną kwestią, czy klasyfikacja, która jest ważna z logicznego punktu widzenia i oparta na logicznych rozważaniach może zostać użyta do wyjaśnienia danych informacji. Nie ma na przykład wątpliwości, że klasa „faszyzm,” która zawiera nie tylko włoski faszyzm, ale też niemiecki nazizm, hiszpański system generała Franco, węgierski system admirała Horthy’ego, a także wiele innych systemów, może zostać skonstruowana w prawidłowy z logicznego punktu widzenia sposób i zostać przeciwstawiona klasie zwanej „bolszewizmem,” która zawiera rosyjski bolszewizm, system Bela Kuna na Węgrzech oraz krótki sowiecki epizod w Monachium. Ale kwestia, czy taka klasyfikacja i oparte na niej wnioskowanie, widzące świat ostatnich dwudziestu lat podzielony pomiędzy dwie strony, faszystów i bolszewików, jest odpowiednią drogą do rozumienia współczesnej sytuacji politycznej, jest nierozstrzygnięta. Można rozumieć ten okres historii w zupełnie inny sposób przez użycie innych klas. Można wyróżnić demokracje i totalitaryzmy, a wtedy klasa demokracja oznaczałaby zachodni system kapitalistyczny, a klasa totalitaryzm zawierałaby zarówno bolszewizm jak i to, co poprzednia klasyfikacja nazywała faszyzmem. To, czy użyjemy pierwszej czy drugiej klasyfikacji, zależy od całościowego sposobu, w jaki postrzegamy rzeczy. Rozumienie rozstrzyga, która klasyfikacja będzie użyta, a nie na odwrót.

Pojęcia klas w naukach historycznych czy moralnych (Geisteswissenschaften) nie są średnimi statystycznymi. Większość cech używanych do klasyfikacji nie jest przedmiotem ilościowego określenia, a samo to czyni niemożliwym skonstruowanie ich jako średnich statycznych. Te pojęcia klas (w języku niemieckim używa się terminu Ideal-Typus w celu odróżnienia ich od pojęć klas w innych naukach, szczególnie biologicznych) nie powinny być mylone z prakseologicznymi pojęciami używanymi do pojmowania kategorii ludzkiego działania. Na przykład: pojęcie „przedsiębiorca” jest używane w teorii ekonomii do oznaczenia specyficznej funkcji, jaką jest zabezpieczanie przed niepewną przyszłością. Pod tym względem każdy, w jakimś stopniu, musi być rozważany jako przedsiębiorca. Oczywiście, nie jest zadaniem takiej klasyfikacji w teorii ekonomicznej rozróżniać ludzi, ale rozróżniać funkcje i wyjaśnić źródła zysków i strat. Przedsiębiorca w tym sensie jest personifikacją funkcji, która skutkuje zyskiem lub stratą. W historii ekonomii, a także podczas rozwiązywania współczesnych problemów gospodarczych pojęcie „przedsiębiorca” oznacza klasę ludzi zajmujących się biznesem, ale którzy pod wieloma innymi względami różnią się tak bardzo, że ogólne pojęcie „przedsiębiorca” zdaje się być nic nieznaczące i jest używane tylko w szczególnej klasyfikacji, przykładowo: duży (średni, mały) biznes, „Wall Street,” przemysł zbrojeniowy, przemysł niemiecki itd. Klasa „przedsiębiorca” używana w historii i polityce nigdy nie może mieć takiej pojęciowej ścisłości, jakie ma prakseologiczna koncepcja przedsiębiorcy. Nigdy w życiu nie spotkamy ludzi, którzy będą jedynie personifikacją pojedynczej funkcji[3].

V

Wcześniejsze uwagi uzasadniły wniosek, że istnieje zasadnicza różnica pomiędzy metodami nauk społecznych a metodami nauk przyrodniczych. Nauki społeczne zawdzięczają swój rozwój użyciu określonych metod i muszą iść dalej drogą, której wymaga specyficzny charakter ich przedmiotu. Nie muszą przyjmować metod nauk przyrodniczych.

Błędem jest zalecanie naukom społecznym używania matematyki i wiara, że mogą w ten sposób stać się bardziej „dokładne.” Zastosowanie matematyki nie czyni fizyki dokładniejszą i nie budzącą wątpliwości. Zacytujmy uwagę Einsteina: „o ile twierdzenia matematyczne odnoszą się do rzeczywistości, nie są one pewne, a o ile są pewne, to nie odnoszą się do rzeczywistości.” Inaczej jest z twierdzeniami prakseologicznymi. Odnoszą się one z całą swoją ścisłością i pewnością do rzeczywistego ludzkiego działania. Wyjaśnienie tego zjawiska tkwi w fakcie, że zarówno nauka o ludzkim działaniu, jak i samo ludzkie działanie mają wspólną podstawę, tj. ludzki rozum. Byłoby błędem zakładać, że podejście ilościowe mogłoby uczynić je bardziej dokładnymi. Każde wyrażenie liczbowe jest niedokładne z przyczyn wrodzonych ludzkiej istocie trudności z pomiarem. Co się tyczy reszty, musimy się odwołać do tego, co zostało powiedziane powyżej o czysto historycznym charakterze wyrażeń ilościowych na polu nauk społecznych.

Reformatorzy, którzy chcieliby ulepszyć nauki społeczne przez przyjęcie matematycznych metod nauk przyrodniczych czasami próbują uzasadnić swoje wysiłki przez wskazanie stanu uprzedniego. Nikt nie zaprzeczy, że naukom społecznym, a zwłaszcza ekonomii, daleko do doskonałości. Każdy ekonomista wie, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ale nie można zapominać o dwóch aspektach. Po pierwsze, obecny niesatysfakcjonujący stan warunków społecznych i ekonomicznych nie ma nic wspólnego z rzekomym brakiem adekwatności teorii ekonomii. Jeśli ludzie swoich zamiarach nie czerpią z nauk niesionych przez ekonomię, to nie mogą jej winić za swoje porażki. Po drugie, jeśli pewnego dnia trzeba będzie zasadniczo zreformować teorię ekonomii, to zmiana ta nie pójdzie w kierunku sugerowanym przez obecnych krytyków. Ich zarzuty zostały obalone całkowicie i na zawsze.


[1] Patrz np.: Paul von Lilienfeld, La Pathologie Sociale, Paris 1896. [Kiedy rząd bierze pożyczkę z Domu Rothschildów, to socjologia organiczna wyobraża sobie ten proces następująco: „Działanie Domu Rothschildów w takiej sytuacji jest bardzo podobne do działania grupy komórek somatycznych, które współpracują w procesie produkcji krwi niezbędnej do podtrzymywania pracy mózgu w nadziei, że zostanie im to zrekompensowane przez szare komórki, które są z kolei potrzebne do reaktywacji i akumulacji nowej energii.” Lilienfeld, La Pathologie…, s. 104, za: Ludwig von Mises, Socialism, tłum. J. Kahane, Liberty Classics, Indianapolis, Ind. 1981, s. 257, przypis – przyp. red. oryg.]

[2] [John E. Cairnes, The Character and Logical Method of Political Economics, Augustus M. Kelley, New York 1965, s. 89-97 – przyp. red. oryg.]

[3] Dla dokładności, musimy wspomnieć, że można użyć terminu przedsiębiorca w trzeci sposób, prawny, co należy dokładnie oddzielić od dwóch powyższych przypadków.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *