Rozmowa z Mateuszem Machajem: Dlaczego Human Action?

9 lipca 2006 Teksty komentarze: 2

Dlaczego Human Action jest tak ważną książką? Czy rzeczywiście zasługuje na to, żeby po kilkudziesięciu latach od jej pierwszego wydania tłumaczyć ją na polski?

Human Action jest dziełem ważnym ze względów historycznych oraz czysto teoretycznych. Jeśli chodzi o jej znaczenie historyczne, to nie sposób pominąć ogromnego wpływu Misesa i jego dzieła na pokolenie kolejnych ekonomistów, a także historyków (Raico, Liggio). Wystarczy wymienić uczestników jego seminarium w Stanach Zjednoczonych, trzech wielkich uczniów: Murraya Rothbarda, Israela Kirznera oraz George’a Reismana. Praca każdego z nich przesiąknięta jest duchem Misesowskim, chociaż nie ma co ukrywać, że każdy z nich ma swój własny sposób na uprawianie ekonomii i swój własny sposób postrzegania zależności gospodarczych. Bez Human Action Misesa ciężko sobie wyobrazić Man, Economy, and State Rothbarda, Capitalism Reismana czy serie prac Kirznera o przedsiębiorczości. Gdy czytamy ich teksty, to możemy wyobrazić sobie alternatywny scenariusz: Rothbard sam przyznał, że zanim poznał Misesa (a już był wolnościowcem) jego ekonomia opierała się na prostych schematach podażowo-popytowych Alfreda Marshalla. A zatem bez Misesa (czy tradycji austriackiej) mielibyśmy wojującego libertarianina Rothbarda, wspierającego się modelami cząstkowej i ogólnej równowagi. Czy odniósłby wtedy taki sukces, z jakiego go znamy? Szczerze mówiąc, wątpię – sądzę, że mielibyśmy raczej kolejnego neoklasycznego anarchistę, raczącego nas optymalizacyjnymi równaniami. Reisman z kolei był uczniem Rand i ekonomistów klasycznych, co do dziś widać w jego pracy. Bez wpływu Misesa (a także Boehm-Bawerka) jego praca byłaby przeróbką Johna Stuarta Milla i Davida Ricardo. Z kolei gdyby Kirzner (z całej trójki najbliższy mainstreamowi) nie zetknął się z dziełami Misesa, to byłby czystym neoklasykiem, o czym może świadczyć jego książka Market Theory and the Price System. Nota bene, on sam wspomniał, z jakim zaskoczeniem przyjął wypowiedź Misesa, że „rynek to proces”[1] (po tym jak już był przeszkolony w oficjalnej teorii). Właśnie ta wypowiedź Misesa sprawiła, że Kirzner poświęcił całą swoją energię badawczą dociekaniom, co Mises miał na myśli, wypowiadając to zdanie, oraz badaniu, jakie znaczenie ma ten pogląd w kontekście problemów głównego nurtu. Oczywiście nie możemy twierdzić, że bez Misesa ci wybitni i genialni ekonomiści byliby podrzędnymi teoretykami; to czysto spekulacyjna zabawa myślowa.

Dlaczego seminarium amerykańskie i kojarzone z nim Human Action miałoby być ważniejsze niż na przykład wiedeńskie z lat dwudziestych? W końcu z tamtych lat mamy również wybitnych ekonomistów, uczniów Misesa, Morgensterna, Hayeka, Machlupa, Haberlera…

Niewątpliwie są to wybitni ekonomiści, ale zasadniczo nie odróżniają się od tych głównonurtowych. Można nawet zaryzykować tezę, że byli odpowiedzialni za budowanie mainstreamu. Haberler praktycznie od niego nie odbiega, Morgenstern zdecydował o dużym wpływie niepotrzebnych ekonomii dobrobytu i teorii gier, a podstawowe cechy austriackiej szkoły ekonomii, które wymienia Machlup są zdecydowanie niewystarczające. Hayek natomiast to już trochę inna historia. Przypuszczam, że ten podróżnik po świecie idei niewiele by zmienił w swoich poglądach, gdyby spotkał nauczycieli o innych przekonaniach niż Mises. Dodam tylko jeszcze, że tak naprawdę nie był to nawet teoretyk Misesowski, akceptujący wiele elementów neoklasycznej teorii; wystarczy przeanalizować jego relację z Hicksem. Ale Hayek i jego geniusz to temat na inną dyskusję. Przede wszystkim warto jednak pamiętać o tym, że kiedy Mises prowadził seminarium w Wiedniu, nie dostrzegał aż tak istotnych różnic między paradygmatami poszczególnych szkół ekonomicznych.

Może Pan to rozwinąć?

W latach 20. Mises dopiero rozpoczynał budowę swojego własnego systemu. Istotne były zwłaszcza jego dokonania w dziedzinie teorii pieniądza[2], której jednak nie rozwinął do końca (to nastąpiło dopiero w latach 40.), co sprawiło, że pod wieloma względami przypominała ona systemy stworzone przez ekonomistów klasycznych i monetarystow. Opublikował najsłynniejszy esej w historii myśli na temat socjalizmu i jego funkcjonowania[3], ale nadal przypominało to poziom teorematu niż elementu całego systemu ekonomicznego. Wydaje się, że w tamtych latach najistotniejszym podziałem był dla niego podział na „ekonomistów” i „nieekonomistów”. Ci pierwsi rozumieją zasady funkcjonowania rynku i systemu cen oraz znaczenie własności prywatnej. Ci drudzy natomiast to ignoranci, którzy zupełnie nic o tych rzeczach nie wiedzą. Jeszcze w latach trzydziestych Mises pisał, że szkołę austriacką odróżnia od szkoły lozańskiej tylko forma przekazu, a nie jego treść. Widział siebie zatem raczej jako przedstawiciela szerokiej tradycji myśli ekonomicznej, która walczy z niewiedzą. Nie był też, w przeciwieństwie do Rothbarda, wrogo nastawiony do klasycznych poprzedników – Smitha czy Ricardo. W latach trzydziestych sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Pojawiły się neoklasyczne odpowiedzi na esej Misesa o niemożliwości efektywnego socjalizmu. Knight, Schumpeter – by wymienić tylko dwóch jakże prominentnych ekonomistów – twierdzili, że socjalizm z ekonomicznego punktu widzenia może efektywnie funkcjonować. Mises zrozumiał, że metody stosowane przez główny nurt są nieprzydatne do realistycznego opisu gospodarki i jako takie są raczej antyekonomiczne, gdyż to właśnie one poprowadziły neoklasyków do ekonomicznej obrony efektywności socjalizmu. W międzyczasie Mises sformułował podstawy swojej własnej teorii kalkulacji ekonomicznej i jako pierwszy ekonomista w historii przedstawił poprawną teorię pieniądza. A w głównym nurcie ekonomii skupiano się na innych aspektach, na przykład właśnie na teorii ekonomii dobrobytu, próbie budowania funkcji opisujących użyteczność (obojętnie czy wyrażaną poprzez liczby kardynalne, czy porządkowe). Makroekonomiczne zwycięstwo Keynesa postawiło tu tylko kropkę nad i. W latach czterdziestych Mises był już pewien, że jego ekonomia wyraźnie odbiega od tego, co oferuje główny nurt i stąd owa alternatywa, jaką przynosi Human Action. To jest właśnie drugi istotny aspekt tego dzieła, a mianowicie jego warstwa czysto teoretyczna.

Czyli Human Action byłoby owocem niezadowolenia z oficjalnego nauczania ekonomii? Co miałoby być najsłabszym punktem głównego nurtu?

To dosyć proste. Wystarczy bowiem, że skupimy się na tym, co się w tym nurcie działo, co spowodowało, że teoretyczne osiągnięcia Misesa dotyczące pieniądza i socjalizmu nie zostały zaakceptowane. Moim zdaniem odpowiedzi należy szukać w Misesowskim rozumieniu ekonomii. Kluczowy ma być tu podział pracy w ramach gospodarki pieniężnej. To właśnie on ma stanowić główny przedmiot tej nauki. Gospodarka pieniężna i związany z nią podział pracy to zjawiska z definicji oparte na wymianie pośredniej, w której mamy system cenowy wyrażony w pieniądzu. Ekonomista ma zatem przedstawić zestaw twierdzeń wiernie opisujących rzeczywiste funkcjonowanie systemu cenowego w ramach podziału pracy. Tego właśnie brakowało i mimo lat rozwoju nadal brakuje głównemu nurtowi ekonomii – realistycznej analizy systemu cenowego.

Czy aby Pan nie przesadza? Neoklasycyzm lat trzydziestych jednak mówił o roli cen w gospodarowaniu – między innymi dlatego był w stanie odpowiedzieć na argument o socjalizmie. Keynesizm też miał i ma coś do powiedzenia o cenach w gospodarce.

Mises na początku swojego traktatu o socjalizmie (Socialism) zaznacza, że istotne dla jakiegokolwiek władania zasobami jest określenie „własności” zasobów. Dopiero potem wykształca się system cenowy. Nie sposób na przykład zrozumieć kształtowania się cen pietruszki, jeśli nie zrozumie się tego, że w cały proces zaangażowani są właściciele różnych zasobów. Z jednej strony mamy właścicieli pieniędzy, którzy kupują pietruszkę, uczestnicząc w targu kształtującym jej cenę. Z drugiej strony sprzedawca pietruszki uczestniczy w procesie jej sprzedaży nie tylko w momencie otrzymania zapłaty, ale także działając na rynku produkcji i kupując za uzyskane pieniądze niezbędne mu czynniki produkcji. „Cena” rozumiana jako rezultat „kupowania” i „sprzedawania” różnych zasobów, zarówno konsumpcyjnych jak i produkcyjnych, jest zawsze rezultatem działań różnych właścicieli, wymieniających tytuły własności. Odseparowanie zjawiska „cen” od „własności” to jeden z poważniejszych błędów, jakich może dopuścić się teoretyk ekonomii. Tymczasem taki właśnie podział wprowadziła ekonomia głównego nurtu. U Misesa ceny są pochodną wymiany tytułów własności i w oparciu o rzeczywiste działania ludzi dochodzi do kształtowania się podziału pracy i konkurencji. O to chodzi w tym „procesie”, o którym mówił Mises. W głównym nurcie natomiast cena to jakaś siła wypadkowa przedstawionego układu równań. Określamy sobie, jak gospodarka zmierza do jakiegoś stanu stacjonarnego bądź nie i już wiemy, jak wygląda gospodarowanie. Dodajmy jeszcze do tego, że ekonomia neoklasyczna opisuje zjawisko cen pieniężnych… bez pieniądza. Wystarczy otworzyć Variana, Begga, czy też Friedmana, aby się o tym przekonać. A ekonomia bez pieniądza to jak biologia bez życia. To tylko pokazuje, jak daleko ekonomia głównego nurtu odsunęła się do prawdziwego opisu świata. Właśnie przeciwko temu protestował Mises, atakując główny nurt i „metodę matematyczną”.

Ale czy nie jest to krytyka przestarzała? W końcu metody ilościowo-matematyczne od roku 1949 ogromnie się rozwinęły.

Mimo rozkwitu tej dziedziny, Misesowska krytyka pozostaje nadal aktualna, gdyż wychodzi od analizy samego fundamentu ekonomii. Takim fundamentalnym zjawiskiem, stanowiącym nieodłączny element naszego świata, jest niepewność. Żadne równanie nie jest i nie będzie w stanie rozwiązać tego problemu, Gdyby za pomocą równania można było osiągnąć pewność, to wszyscy zaczęliby je stosować, zmieniając swoje dotychczasowe zachowania, a przez to podważając pierwotne równania „opisujące” gospodarkę. Z pewnością wiele teorii równowagowych to doskonała gimnastyka matematyczna, która opisuje jakieś stany idealne. Nie opisuje jednak najważniejszego, co jest właśnie istotą ekonomii – gospodarowania w świecie niepewnym. Podobnie ma się rzecz z teorią gier – tutaj także sytuacja jest ostatecznie określona przez z góry wybrany scenariusz oraz wachlarz dostępnych graczom strategii. Ale przecież teoria gier nie jest nawet w stanie opisać nam prostej gry w piłkę nożną (lecz tylko wybrane elementy i to najczęściej ex post) i pomóc w wyborze „najlepszej” strategii – jak więc tu mówić o całej gospodarce (nic dziwnego, że mało które przedsiębiorstwo stosuje teorię gier do prowadzenia biznesu). Toteż praktyczne zastosowanie, teorii równowagowych i matematycznych jest niewielkie, mimo że od 1949 roku wprowadzono do nich wiele zmian (i wiele można się dzięki nim nauczyć!).

Jednakże musi pan przyznać, że model matematyczny może opisywać niektóre mechanizmy gospodarcze.

Z pewnością tak jest, ale nie jest to opis „syntetyczny”, który wnosi coś do naszej wiedzy i poznania. Funkcja matematyczna – jak sama nazwa wskazuje – jest tylko odwzorowaniem, przyporządkowaniem jakiemuś X jakiegoś Y. Możemy na przykład poszczególnym cenom na rynku przyporządkować odpowiednio ilości dóbr zakupywanych na rynku. I, faktycznie, stworzymy w ten sposób jakąś „funkcję popytu”. Możemy tak budować całe modele gospodarcze, które będą albo opisem pewnego zjawiska historycznego (gospodarki z przeszłości), albo przewidywaniem przyszłego stanu gospodarki (która może się sprawdzić bądź nie). Sęk w tym, że nie wyjdziemy w naszej prezentacji ponad to, co do niej już wcześniej „wstawimy”. Nie na darmo mówi się, że matematyka jest „analityczna”, a wszystkie jej postulaty są wyłącznie rezultatem przyjętych aksjomatów i wcześniej przyjętych założeń. Podobnie ma się rzecz ze wspomnianą „funkcją popytu”. O wpływie ceny na ilość zakupywanego dobra decydują suwerenne decyzje właścicieli zasobów. Funkcja matematyczna może to tylko w pewnej formie zilustrować. Ale o tym, co się dzieje z cenami, ilością zakupywaną towaru decyduje działanie człowieka, a nie funkcja. Funkcja jest tylko pochodną działań ludzi, a nie działanie ludzi pochodną funkcji. Między innymi dlatego aparat „krzywych obojętności” i „linii budżetowej” w teorii neoklasycznej jest zupełnie nieprzydatny w analizie rzeczywistości; mówi nam tylko, że te funkcje istnieją i być może coś opisują. Ale nie powiedzą nam więcej o świecie niż samo działanie ludzi. Problem „cen” w głównym nurcie wynika z tego, że są one rezultatem przyjętych funkcji, a nie odwrotnie.

Powiedział Pan, że matematyka nie jest w stanie opisać świata niepewności, bo opiera się na „pustych”, tautologicznych aksjomatach. Ale czy nie jest tak w przypadku prakseologii, nauki opartej, zdaniem Misesa, wyłącznie na aksjomatach ludzkiego działania?

Wydaje mi się, że Mises rzeczywiście popełnia dość istotny błąd, nazywając siebie „apriorystą”. Próbuje nas bowiem przekonać do tego, że całe Human Action to nie owoc empirycznej analizy, lecz zespół twierdzeń wyprowadzonych tylko z aksjomatu działania. Gdy uważniej przyjrzymy się temu problemowi, zauważymy, że np. teoria przedsiębiorczości lub interwencjonizmu nie jest czysto apriorycznym wywodem, w którym wychodzi się od prostej tezy, że ludzie działają. Matematyka jest analitycznym zestawem tautologii wychodzących z przyjętych założeń. Jeśli mamy aksjomaty o geometrii euklidesowej, to fakt, że odcinek łączący dwa punkty to najkrótsza droga między nimi, jest implicite zawarty w założeniach. Podobnie fakt, że suma kątów trójkąta wynosi 180 stopni. Tymczasem nie wszystkie teorematy, które Mises opisuje w Human Action, są zawarte implicite w aksjomacie działania. Kiedy Mises mówi na przykład o funkcjonowaniu socjalizmu czy rynku pieniężnego, zastanawia się nad ich faktycznym empirycznym kontekstem i praktycznymi konsekwencjami. Trudno powiedzieć, by cały rozdział o pieniądzu naprawdę zawierał się (a tak twierdzi Mises) w samym słowie „pieniądz”. Dlatego też osobiście uważam, że Mises winien być uznany za arystotelika, racjonalnego empirystę, a nie kantowskiego apriorystę (zresztą sam Kant by się pewnie nie zgodził z Misesem – dla Kanta nawet zasada przyczynowości nie jest czysta apriorycznie i pozbawiona elementów empirycznych, a co tu dopiero mówić o ekonomii). Aprioryzm Misesa oznacza, że nauka ekonomii jest „przed” (a priori), ale „przed historią” a nie „przed doświadczeniem”. Innymi słowy, nie potrzebujemy w ekonomii specyficznych obserwacji okresów historycznych (a potem „weryfikacji” albo „falsyfikacji”); potrzebujemy tu generalnych obserwacji. Weźmy przykładowo różnorodność ludzi i zasobów. Nie musimy dokładnie badać, że Pan Wiesław z Elbląga ma inne potrzeby i umiejętności niż mały Adaś z Bolkowa. Musimy za to wiedzieć ogólnie, że każdy człowiek ma inne zdolności (stąd teoretyzowanie o podziale pracy). Nie potrzeba nam dokładnej wiedzy o tym, że młotek wyprodukowany w fabryce stali „Mietex” jest czymś innym niż klamka w drzwiach dyrektora spółki PPHU „Doberman”, natomiast generalna świadomość tego, że dobra kapitałowe nie mają wspólnej fizycznej jednostki jest niezbędna (dlatego zasób kapitałowy wycenia się w pieniądzu, a nie zużywanych kilogramach).

Wróćmy jednak do wspomnianego wcześniej keynesizmu.

Keynesizm jest w pewnym sensie sensowniejszy od neoklasycznej mikroekonomii, ale ma też swoją zdecydowanie ciemniejszą stronę. Z jednej strony ważne są aspekty realistyczne – szczególnie problemy dostosowawcze w gospodarce. Pod tym względem bliżej keynesistom do rzeczywistości niż mikroekonomicznym klasykom. Z drugiej jednak strony, w przeciwieństwie do neoklasyków, keynesiści nie uznają cen za ważny aspekt analizy. Dużo ważniejsze są dla nich wydatki inwestycyjne, konsumpcyjne, rządowe i to, jak ich aktywność (stymulowana przez rząd i bank centralny) decyduje o poziomie aktywności gospodarczej. U neoklasyków ceny są matematycznym automatem, u Keynesa są nieważne – sam nie wiem co gorsze [śmiech]. Być może zarzut ten nie dotyczy Nowych keynesistów, ale tych uznałbym już raczej za monetarystów. Zauważmy, że dostosowania cenowe są absolutną podstawą każdej teorii mikroekonomicznej czy makroekonomicznej. Ceny umożliwiają kalkulację monetarną, podział pracy, innowacje, akumulację kapitału i dostosowania do zmieniających się potrzeb konsumentów. O tym w istocie traktuje obszerna część Human Action, dotycząca „katalaktyki”. Nie ma w niej miejsca na jakieś naciągane teorie równowagi czy stateczne ujęcia procesu rynkowego. Mises ani na chwilę nie zapomina o zjawisku niepewności i nieodłącznie z tym związanym problemie realnego władania zasobami.

Nie zgodzę się. Mamy przecież u Misesa „evenly rotating economy” (ERE), stan równowagi, w którym nie ma niepewności.

Faktycznie Mises wprowadził tego typu koncepcję. Proszę jednak zauważyć, iż jest to bardzo mały element jego systemu, który służy wyjaśnieniu tylko jednego problemu: jak wyglądałby świat bez zmian i niepewności? To unikatowe podejście do teorii równowagi, które odziera świat z niepewności, a ludzie stają się, jak to określał sam autor, robotami, ale tylko dla wyjaśnienia stosunkowo drobnej rzeczy. Gospodarka „jednostajnie funkcjonująca”, w której nic się nie zmienia, ma pokazać, że zjawisko oprocentowania jest naturalną konsekwencją działania człowieka. ERE nie ma wyjaśniać rzeczywistego procesu cenowego i przedsiębiorczości. Czy Misesowi udaje się wyjaśnić zjawisko oprocentowania, to kwestia odrębna. Lecz teoria równowagi (u Misesa ERE), pozwolę sobie powtórzyć, to mniej znaczący wątek teorii ekonomii. Tymczasem dla głównego nurtu ów niezbyt istotny wycinek przyjmuje rozmiary niewyobrażalne: poświęca się mu traktaty i potężne księgi. Nie sposób tego zaakceptować. Zwróćmy uwagę, że pod tym względem, paradoksalnie, nawet niektórzy uczniowie Misesa – Hayek, Kirzner, a także Rothbard – mogliby być postrzegani jako naukowcy odchodzący od misesowskiego paradygmatu. Popatrzmy na prace Hayeka dotyczące teorii kapitału i cyklu koniunkturalnego. Pure Theory of Capital to równowagowy koszmar z ulicy Wiązów. W Prices and Production, opisującym teorię cyklu koniunkturalnego, Hayek wychodzi od założenia, że musi najpierw opisać świat równowagowy, w którym nic się nie zmienia. Tymczasem Mises pozostaje w swojej analizie realistyczny – analiza równowagowa nie jest mu potrzebna ani do wypracowania teorii kapitału, ani do wyjaśnienia zjawiska cyklu koniunkturalnego. Podobne do hayekowskich problemy znajdziemy u Kirznera, dla którego „stan równowagi” jest stanem, do którego gospodarka zmierza (mimo że go nie osiąga). Widzimy tu coś więcej niż tylko narzędzie pomagające wyjaśnić istotę procentu. Nie inaczej jest w Rothbardowskim Man, Economy, and State – by opisać zjawisko wyceny, autor posuwa się w analizie równowagowej do granic austriackich możliwości; mniej kontrowersyjny jest dopiero drugi tom. Pod tym względem Rothbard przypomina bardziej Boehm-Bawerka. U niego co rusz przeskakujemy z jednej drogi do równowagi na inną, co jest, jak sądzę, zasadniczym odstępstwem od misesowskiego ujęcia. W opinii Misesa teorie gospodarowania można w dużej mierze opisać bez teorii równowagowych. Przykładem są teorie cyklu koniunkturalnego i kapitału, a szczególnie ogólna teoria wyceny. Gdy w MES Rothbard pisze o przesuwaniu się stanów równowagi, u Misesa, w części czwartej Human Action (teoria wyceny i kalkulacji), tego po prostu nie ma. Najważniejszym elementem teorii Misesa jest zatem jej realizm. Owszem, teoria musi się opierać na abstrahowaniu, lecz pamiętajmy, że nie polega to wcale na odchodzeniu od realiów, ale na wnikliwej obserwacji świadomie dobranych zjawisk. Celem jest znalezienie względnie prostych relacji łączących bardziej skomplikowane byty, dzięki czemu uzyskuje się przejrzystą i dającą się relatywnie łatwo pojąć strukturę analityczną wyjaśniającą bardziej skomplikowane i mniej oczywiste problemy. (Dlatego też elegancja wywodu jest dla nauki kategorią bardzo istotną; bez możliwości sprawdzenia założeń i bez transparentności logiki wywodu trudno myśleć o płodnej analizie.) Metodą analizy abstrakcyjnej jest więc generalizacja, czyli przyglądanie się najprostszym i możliwie powszechnym prawom, a nie sztuczne zakładanie, że nic innego nie istnieje i i z pewnością nie może zaistnieć. Jeśli naszym celem jest badanie rzeczywistego świata, gospodarki, w której działają ludzie, to możemy abstrahować od tego, jakiego dokładnie koloru są sprzedawane tam cukierki, jaki dokładnie rozmiar mają poszczególne buty. Nie czynimy założeń, które analizę zabijają. Tymczasem do tego zabijania właśnie sprowadza się rozumowanie ekonomiczne w rodzaju: „załóżmy, że możemy opisać gospodarkę za pomocą tego układu równań”, albo „załóżmy, że w świecie przestaje występować zjawisko niepewności” etc. Oczyszczenie analizy ekonomicznej z tych bezzasadnych założeń jest największym osiągnięciem Misesa, które pozwoliło mu tak trafnie opisać rzeczywistość. Między innymi dlatego inteligentny laik, czytając jego dzieła, co chwilę dochodzi do wniosku, że to, o czym wcześniej nie pomyślał, „jest przecież tak oczywiste”.

Do kogo wobec tego adresowana jest Human Action?

Powinni ją przeczytać wszyscy studenci nauk społecznych, nie tylko ekonomii, lecz także socjologii, historii, a przede wszystkim politologii. Filozof też powinien być zadowolony, chociaż pewnie nie spodoba mu się dziwaczny kantyzm Misesa. Jednak teoria społeczna jest tu zdecydowanie ciekawsza.

A co z poziomem trudności książki?

Z wielkimi dziełami jest zawsze tak, że można je rozpoznać po tym, iż trafiają do możliwie największego grona. Dobrą muzyką poważną delektują się nie tylko specjaliści, lecz także ludzie mniej z nią obeznani. Nie inaczej jest z Human Action. Profesor de Soto powiedział mi ciekawą rzecz, z którą się w pełni zgadzam: Human Action powinno się przeczytać na początku studiów ekonomii i na ich końcu. Z jednej strony jest to zupełnie zrozumiała książka, która przemówi do osoby średnio zorientowanej w meandrach ekonomii, więc może być świetnym wprowadzeniem. Z drugiej strony jest to książka, w której wytrawni znawcy odnajdą naprawdę dużo interesujących tematów. Niektóre tezy zawarte między wierszami można dostrzec dopiero dzięki pewnemu teoretycznemu przygotowaniu. Posłużę się tutaj przykładem teorii pieniądza, o której już wspomniałem. W rozdziale XVII Mises wyjaśnia w prosty i przystępny sposób, jak funkcjonuje pieniądz w gospodarce. Dla osoby wchodzącej w świat ekonomii rozdział ten będzie niezapomnianą intelektualną przygodą, po której będzie miał wrażenie, że wszystkie tezy Misesa znał już od dawna z własnego doświadczenia. Dla kogoś, kto zaznajomił się z innymi teoriami pieniężnymi, rozdział ten będzie druzgocącą krytyką wszystkich innych szkół monetarnych. Mises pośrednio i między wierszami zręcznie radzi sobie z problemami keynesizmu, monetaryzmu, zjawiskiem „bilansu płatniczego”, który rzekomo ma sterować zmianami kursów walutowych, kwestią „wartości pieniądza”, związkami między stopą procentową a siłą nabywczą, koncepcją „pieniądza endogenicznego” etc. Przy tym Mises należał do nielicznej grupy myślicieli, którzy czytają prace swoich oponentów, (choć robił na przykład znacznie mniej przypisów niż Rothbard).

Wspomniał pan, że Mises jest autorem „poprawnej” teorii pieniądza, ale że chodzi o tę sformułowaną w Human Action, a nie wcześniejszą. Co jest takiego szczególnego w tej teorii, czego nie było np. w Theory of Money and Credit?

Przede wszystkim, klasyczna ekonomia dosyć mechanicznie (jak dzisiejsi monetaryści) traktuje relacje między podażą pieniądza a cenami. Zgodnie z równaniem Fishera, które do pewnego stopnia jest uzasadnione, ceny są konsekwencją zmian ilości pieniądza. Zwiększ podaż pieniądza, a zwiększą się ceny. Ale Mises w 1912 w swoim przełomowym dziele przekonał nas, że wcale nie jest to takie proste, bo zwiększona podaż pieniądza zasila salda gotówkowe ludzi. W zależności od ich wydatków kształtować się będzie struktura cen na rynku: czy wydadzą je na dobra produkcyjne, czy konsumpcyjne? Czy udzielą pożyczek innym ludziom, czy też odłożą dodatkowe pieniądze do szuflady? Naturalnie to decydujący czynnik, którego nie widać w równaniu Fishera. Jednakże Mises z 1912 nie poszedł tak daleko, aby wyciągnąć wnioski, do których doszedł w Human Action. W 1912 roku Mises uważał, że pieniądz jak gdyby nie ma swojej „wartości” – jego wartość jest pochodną wartości tych dóbr, które można za niego nabyć. W tym znaczeniu pieniądz jest swego rodzaju cieniem wartości dóbr kupowanych przez konsumentów. Popyt na niego będzie zależał od użyteczności, którą przynoszą nabywane dobra. W Human Action Mises zrezygnował z tego podejścia, tworząc teorię pieniężną w pełni zintegrowaną z systemem gospodarczym. Pieniądz jest jakimś zasobem, w który ludzie inwestują i który ma sam swoją częściowo niezależną wartość. Pieniądz to wyjątkowo chętnie akceptowane dobro, które jest najłatwiej zbywalne na rynku. Ludzie pożądają jego określonej ilości, aby umieścić je w swoim saldzie gotówkowym, lub portfelu. Ta indywidualna decyzja o tym, ile konkretnie trzymać pieniędzy w gotówce jest główną siłą decydującą o kształtowaniu się cen. Ludzie nie trzymają w portfelach jakiejś „realnej podaży pieniądza”. Przechowują tylko określone kwoty – sto, dwieście, trzysta złotych etc. Poziom cen na rynkach zależy od preferencji trzymania przez ludzi pieniędzy. A zatem pieniądz ma swoją własną wartość, wynikającą z jego określonej siły nabywczej, którą prawdopodobnie zachowa przez kolejne dni. Rekonstrukcja teorii pieniężnej dokonana przez Misesa w Human Action poprowadziła do radykalnej rekonstrukcji całej makroekonomii i wreszcie pierwszej solidnej obrony prawa Saya. Wraz z tym podejściem upada mit „niedoboru pieniądza” na rynku. Mnóstwo ekonomistów (jeśli nie wszyscy w głównym nurcie) twierdzi, iż w sytuacji, gdy aktorzy nie wydają pieniędzy może zaistnieć problem monetarnego niedoboru i przez to pojawi się presja na obniżanie cen przez producentów. Tymczasem nie oznacza to żadnego niedoboru – oznacza to jedynie, że ludzie przy danych cenach przypisują pieniądzowi większą wartość i chcą go trzymać w kieszeni (zwiększają na niego popyt). Nie ma więc żadnego niedoboru pieniądza, skoro jego posiadacze wyrażają swoje preferencje w stosunku do istniejącej podaży pieniądza i struktury cenowej. Nie podobają im się aktualne wysokie ich zdaniem ceny. Nikt, kto chowa pieniądze do portfela nie wysyła do banku centralnego sygnału: „pożądam zwiększenia podaży pieniądza”. Stąd owa konkluzja, która musi wywołać u ekonomisty głównego nurtu zdziwienie: gospodarka nie potrzebuje banku centralnego, który będzie pompował w nią nowe pieniądze. Konkluzji tej nie dostrzeżemy u Misesa z 1912 roku (wtedy twierdził, że w pewnym zakresie zwiększanie podaży pieniądza może być korzystne). Gdyby nie dokonanie Misesa z 1949, nie powstałby na przykład znakomity pamflet Rothbarda What Has Government Done to our Money?. Zatem w Human Action znajdziemy poprawną teorię pieniężną, której brakuje w dziele z 1912. Nie polecałbym też angielskiego tłumaczenia tego ostatniego, bowiem momentami jest naprawdę fatalne – Mises nie był z niego zadowolony. Nawet tytuł przekręcono.

Pomówmy jeszcze o pierwszej części Human Action i metodzie. Na czym polega znaczenie „indywidualizmu metodologicznego” dla teorii ekonomii?

Indywidualizm metodologiczny opiera się na prostym fakcie – wszelkie zjawiska gospodarcze są kierowane przez ludzi zorientowanych na realizację określonych celów. Wydatki, ceny, nadwyżki, niedobory, popyt, podaż – wszystkie te elementy to rezultat działań konkretnych ludzi. Na pierwszy rzut oka wydaje się to trywialne, a jednak jest niezwykle pomocne przy głębszej analizie ekonomicznej. Czasem łatwo o tym zapomnieć – dobrym przykładem może być wspomniane równanie Fishera, które może przesłonić autentyczny proces rynkowy.

Ekonomia ma ponoć zajmować się analizą otaczającego nas świata. Tymczasem Mises kilka razy w Human Action daje nam do zrozumienia, że jest to nauka aprioryczna, niezależna od doświadczenia.

Jak już wspominałem, rzekoma różnica między aprioryzmem a empiryzmem jest wyolbrzymiona. Moim zdaniem Mises jest empirystą – to znaczy jego teorie są wyprowadzone bezpośrednio z doświadczenia wspartego procesem dedukcji. Obserwacja rzeczywistości wokół nas, różnorodności zasobów, istnienia pieniądza, przedsiębiorczości, niepewności, heterogeniczności ludzi i zastanowienie się nad tym, co znaczy działanie (zarówno za pomocą wewnętrznego przemyślenia jak i zewnętrznej obserwacji) prowadzi nas do właściwej teorii. W tym znaczeniu Mises jest empirystą, a ekonomia nie jest zestawem twierdzeń podobnych do twierdzeń geometrii czy matematyki (nauk a priori). Jednakże pod pewnym niezwykle istotnym względem Mises jest apriorystą i myślę, że jest to szczególnie ważne: występuje przeciw szkole historycznej. Poprawna teoria ekonomiczna jest a priori, czyli „przed”. Jednakże nie „przed doświadczeniem”, lecz „przed historią” – przed konkretnymi doświadczeniami historycznymi. Na przykład, najpierw doświadczamy, czym są popyt, cena, podaż, nadwyżka, niedobór, po czym zaczynamy rozumieć te gospodarcze instytucje oraz zasady ich działania. Nasza teoria nie jest jednak pochodną konkretnych doświadczeń historycznych w określonych okolicznościach czasu i miejsca. Nie potrzebujemy wiedzy o cenach pietruszki i truskawek z dnia 22 czerwca 2001 roku, żeby zrozumieć, co to są ceny; nie musimy też znać dokładnej wysokości stopy procentowej z kilku poprzednich miesięcy, aby zrozumieć mechanizm działania rynku kredytowego. W tym znaczeniu teoria jest a priori i zawsze poprzedza historię. Na Human Action można także spojrzeć jako na wielki manifest przeciwko metodzie „historycznej” w ekonomii. Carl Menger, założyciel szkoły austriackiej, prowadził za swych lat gorący spór z przedstawicielami szkoły historycznej, którzy uważali, że nie istnieją uniwersalne prawa ekonomii. Każda gospodarka, każde państwo, każda społeczność miała być tworzona przez różne czynniki, poza czymś takim jak powszechne prawa ekonomii. Nietrudno się domyślić, że była to (i jest do dzisiaj) metoda bliska sercu skrajnych etatystów i zwolenników wielkiego państwa. Bo skoro nie ma uniwersalnych praw ekonomii obowiązujących wszystkich, to władca może sobie wprowadzać takie reformy, jakie mu się tylko przyśnią. Nihilizm teoretyczny szkoły historycznej bardzo przysłużył się rozwojowi etatyzmu, czemu Mises wyraźnie się przeciwstawił, pokazując, iż uniwersalna teoria ekonomiczna jest możliwa, a prawa ekonomii obejmują zarówno USA, jak i Rosję. Pewne mechanizmy przyczynowo-skutkowe nie tracą nigdy swojej mocy.

Czy na pewno tak jest? Przecież rzeczywistość gospodarcza inaczej wygląda w USA, a inaczej w Rosji. Jak można mówić o tym, że działają tam takie same mechanizmy?

Gospodarka rosyjska ma się do amerykańskiej jak pięść do nosa. Nikt nie powiedział, że zgodnie z naukowymi zasadami ekonomii gospodarka ma wszędzie wyglądać identycznie. Grawitacja działa i na biegunie północnym, i w centrum Nowego Jorku, a nikt przecież nie twierdzi, iż te miejsca wyglądają identycznie. Podobnie z gospodarkami i prawami ekonomii. Prawa ekonomii obowiązują powszechnie w każdej gospodarce pieniężnej, ale to nie znaczy, że dane gospodarki będą wyglądały zawsze tak samo.

Czy może pan podać przykład powszechnego prawa ekonomicznego, które miałoby obowiązywać wszędzie?

Oczywiście. Weźmy klasyczny przykład systemu, jakim był socjalizm. Mises poświęca mu wiele uwagi w Human Action. Obojętnie, czy wprowadzimy go w Rosji czy w USA, skutkiem będzie katastrofa, ponieważ załamie się proces rynkowy i nieodłącznie z nim związany podział pracy. Może to sprowadzić społeczeństwo tylko do cywilizacyjnego, kulturowego i gospodarczego dna. Naturalnie, będą różnice, ponieważ socjalizm ma to do siebie, że konsumuje kapitał, co prowadzi do skrajnego ubóstwa ogółu mieszkańców. Im więcej zatem jakieś społeczeństwo posiada kapitału, tym dłużej zachowa względny dostatek. Toteż dynamika zmian po nacjonalizacji wyglądałaby prawdopodobnie inaczej w USA, a inaczej w Rosji. Do tego można dorzucić mnóstwo aspektów socjologicznych i politycznych, które już nie będą powszechnie obowiązujące zawsze i wszędzie, ale wzbogacą naszą konkretną analizę o istotne społeczne obserwacje. Wszak to, że ekonomia jest aprioryczna – sytuuje się przed historią – nie oznacza, że takie dziedziny jak historia, socjologia, czy psychologia, nie są w stanie nic nam zaoferować. Jest dokładnie odwrotnie! Właśnie one dają unikalny opis wybranych zdarzeń na konkretnych przykładach i umożliwiają zademonstrowanie działania uniwersalnych teorii ekonomicznych.

Mises jest kontynuatorem myśli Boehm-Bawerka i Mengera. Czy jest coś istotnego w Human Action, co odbiega od dorobku poprzedników wybitnego Austriaka?

Poruszył pan dosyć istotny problem. Wraz z rewolucją marginalistyczną i nadejściem nowej epoki (między innymi powstaniem szkoły austriackiej), ekonomia została zorientowana na teorię konsumenta. Między innymi właśnie dzięki Mengerowi w centrum ekonomii umieszczono potrzeby człowieka i to, jak gospodarka jest zorientowana na ich zaspokajanie. Niewątpliwie pod wieloma względami był to słuszny zwrot po latach ekonomii klasycznej. Jednakże miał on niebezpieczne konsekwencje, a mianowicie prowadził do „psychologizacji” ekonomii. Rzeczywiście, można dostrzec, że po nadejściu rewolucji marginalistycznej rozpoczęto budowę całego zestawu teorematów na temat „użyteczności” konsumenta, map preferencji czy też krzywych obojętności. Potem przyszedł czas na magiczne w istocie teorie dobrobytu, konieczność redystrybucji zasobów, efektywność w sensie Pareto i inne podobne wynalazki, którym w pewnym stopniu ulegli nawet niektórzy Austriacy. Ponieważ w centrum postawiono człowieka i jego potrzeby, pojawił się zwrot w stronę „psyche”. Było to coś naturalnego, skoro bowiem w centrum zainteresowania są potrzeby człowieka, to ważne jest sprawdzanie użyteczności, która idzie za zaspokajaniem tych potrzeb. Ta oczywiście jest subiektywna i jest „wewnątrz” działającej jednostki. Pogląd ten otworzył drogę dla psychologizmu, który doprowadził do pojawienia się w ekonomii mnóstwa niepotrzebnych konstrukcji. Nic dziwnego, że marksista Bucharin twierdził, że absurdem jest próba wyjaśnienia niejako zewnętrznych zjawisk społecznych poprzez odniesienie do – z konieczności odrębnego od otoczenia – psyche człowieka[4]. Granica między jednym a drugim jest nieprzekraczalna. Nie da się za pomocą teorematów o indywidualnej użyteczności zbudować sensownej teorii o obiektywnych zjawiskach, jakimi są ceny. Menger i Boehm-Bawerk niedostatecznie bronili się przed tym i stąd istotna zasługa ich następcy. Mises bowiem nie rezygnuje z postawienia w centrum zainteresowania nauki ekonomii potrzeb człowieka. Nie koncentruje się jednak w swojej analizie na psyche, lecz na „praxis”. Nie na psychice człowieka, lecz na jego faktycznym działaniu. To uwalnia Misesa od zarzutów niemożliwości powiązania indywidualnej subiektywnej użyteczności z obiektywną rzeczywistością cenową wokół nas. Nie interesują go jakieś mapy wartościowania, ukryte gdzieś w psychice człowieka, lecz faktycznie dokonywane przez ludzi codzienne wybory. Pragnę też zwrócić uwagę na kolejną ważną rzecz, która odróżnia wielkiego Austriaka od jego poprzedników – teorię „imputacji”. „Imputacja” mówi nam o tym, że dobra produkcyjne uzyskują wartość wprost od dóbr konsumpcyjnych, które tworzą (jak żelazo ma wartość przez to, że wyprodukuje się z niego młotek). U Mengera, Boehm-Bawerka, a w szczególności Wiesera, imputacja ma charakter imputacji „wartości” i ciężkiej próby zdecydowania o tym, „jaka część dziecka to mamusia, a jaka to tatuś”. Widać to także w boehm-bawerkowskim traktacie Rothbarda. Mises tymczasem w ogóle nie jest tym zainteresowany i nawet wprost zaznacza niemożliwość tego zadania. Nie sposób stwierdzić, jak wartość młotka decyduje o wartości trzonka, obucha i pracy robotnika (i jak jest między te elementy „rozdzielona”). Zdecydowanie ważniejsza, powiada Mises, jest kalkulacja pieniężna, ponieważ to ona faktycznie decyduje o tym, jak zorganizowana jest gospodarka. A zatem teoria imputacji tak, ale imputacji cenowej, pieniężnej, a nie „wartościowej”. I tu znowu kolejny nacisk na pieniądz i teorię cen Misesa. Ekonomia bez cen pieniężnych jest jak biologia bez życia. Tymczasem większość ekonomistów zajmowała i zajmuje się taką właśnie biologią bez życia.

Czyli poprzednicy Misesa koncentrowali się nadmiernie na zagadnieniach psychologicznych?

Tak. Widać to przykładowo w teorii procentu Boehm-Bawerka. Mises zdawał sobie sprawę z problemów, jakie idą za psychologicznym ujęciem procentu. Dlatego też próbował naprawić błędy Boehm-Bawerka i zaoferował w zamian własną autorską teorię procentu, uwolnioną od psyche, a opierającą się w całości właśnie na praxis. Czy mu się to udało, to już odrębna sprawa.

Wróćmy jeszcze na chwilę do adresatów książki. Czego mogą się z niej nauczyć nieekonomiści czy kręgi bliższe innym naukom społecznym?

Human Action opisuje mechanizm podziału pracy w ramach gospodarki pieniężnej i pokazuje, że jest to fundament każdego społeczeństwa – przy czym nie chodzi tutaj wcale tylko o materialny, aktualny poziom życia, lecz w ogóle o całość cywilizacji. Nie sposób sobie wyobrazić życia kulturalnego, oper, teatrów, czy też w ogóle istnienia czegoś takiego jak „czas wolny” bez własności prywatnej i gospodarki pieniężnej. Właśnie kalkulacja monetarna umożliwia akumulację kapitału, a co za tym idzie, masową produkcję dóbr konsumenckich. Celem Human Action jest między innymi ukazanie tego faktu. Dzięki zapewnieniu odpowiedniego poziomu życia otwierają się drogi do bardziej wyrafinowanych form spędzania czasu. Nie trzeba już bowiem pracować po kilkanaście godzin w fabrykach (wcale nie dlatego, że zakazuje tego prawo, lecz dlatego, że w wyniku wzrostu oszczędności produktywność pracy znacznie się zwiększyła). To sprawia, że ludzie mają czas na oglądanie telewizji, basen, kino, a niektórzy na koncert w filharmonii czy operę. Tego właśnie chciałby nauczyć Mises socjologów i politologów – aby zrozumieli, że własność prywatna umożliwia wysoki standard materialny społeczeństwa, którego przeciwieństwem jest gospodarcze i cywilizacyjne zacofanie. Często w nieekonomicznych naukach społecznych z pogardą mówi się o pieniądzu, który ma być źródłem wszelkiego zła. Tymczasem, co demonstruje zręcznie Mises, pieniądz jako taki nie jest źródłem zła (jeśli coś jest źródłem zła w społeczeństwie, to raczej specyficzna forma imitująca pieniądz, tj. pieniądz inflacyjny, zaburzający naturalne struktury w społeczeństwie). Pieniądz jest fundamentem cywilizacji – bez niego większość z nas nie mogłaby rozwinąć własnych wyjątkowych umiejętności. Zamiast tego musielibyśmy produkować podstawowe dobra konsumpcyjne lub towary przeznaczone do prymitywnej wymiany barterowej. Nie mielibyśmy ekonomistów, socjologów, politologów, a już na pewno filozofów. Teoretycy, którzy krytykują istnienie gospodarki pieniężnej i nawołują do powrotu „do natury” zjadają sami własny ogon, ponieważ mogą pisać, wypowiadać się i teoretyzować właśnie dzięki gospodarce pieniężnej. Mogę się założyć, że nawet Diogenes sam sobie nie zrobił beczki w której według legendy mieszkał, a korzystał w jakimś większym bądź mniejszym wymiarze z podziału pracy.

Ceny i własność są ważne i większość teoretyków to dzisiaj rozumie. Czy jednak nie można trochę ich ukierunkować, wesprzeć rynek interwencjonizmem w szczególnych przypadkach?

W tym właśnie sęk i ogromna zasługa Human Action, bo „wsparcie rynku interwencjonizmem” to coś jak „wsparcie gaszenia ognia benzyną”. Ślepe podążanie za najprostszymi obserwacjami zdarzeń z rzeczywistości gospodarczej może mieć katastrofalne skutki. Przypomnijmy sobie chociażby niedawną sytuację pogrzebu papieża, albo powodzi w USA. Większość ludzi, która normalnie uznaje, że biznes jest społecznie korzystną działalnością (bo dostarcza dóbr i usług), nagle zaczyna podnosić krzyk na to, że producenci podnoszą ceny. Nagle w Nowym Orleanie zdrożały latarki, a w Rzymie bułki. Powinny się tym zająć odpowiednie służby, na przykład „Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów”. Tymczasem ci protestujący ludzie nie zadają sobie trudu, żeby zrozumieć mechanizm wzrostu cen i jego konsekwencje Producenci nie są w stanie dowolnie sterować cenami, bo ogranicza ich wola konsumentów. Ceny latarek i bułek rosną, ponieważ pojawia się presja po stronie konsumentów, którzy zwiększają swoje zakupy. Mamy tu zatem dwa mechanizmy: Z jednej strony, ceny muszą wzrosnąć, ponieważ zainteresowanie produktem wyraźnie się zwiększyło. Z tego powodu dobro trafia do najbardziej zainteresowanego konsumenta. Z drugiej strony, wzrost ceny jest wyraźnym sygnałem skłaniającym producentów, aby sprowadzili bułki i latarki do danego regionu, ponieważ właśnie tam są one szczególnie potrzebne. Jeśli ktoś nakazałby ograniczyć ceny bułek w Rzymie, wnet pojawiłby się niedobór – bułki zniknęłyby. Zabrakło by też rozbicia cenowego, zachęcającego do zwiększenia asortymentu dostarczanych bułek. Zatem interwencja w system cenowy doprowadziłaby do efektu dokładnie przeciwnego niż zamierzony – zamiast zaopatrzyć wszystkich w tanie bułki, przyniosłaby ich kompletny brak.

Rozumiem wobec tego skąd nacisk na „katalaktykę”.

Tak. Nie przesadzę, jeśli powiem, że większość błędów ekonomicznych, zarówno po stronie amatorów jak i zawodowców, wynika z błędnego postrzegania systemu cenowego. Human Action to traktat o katalaktyce, który ma to zmienić.

Jaka zdaniem Misesa jest rola ekonomii jako nauki? Zarzeka się on, że jest to nauka nie dająca bezpośrednich zaleceń dotyczących porządku społecznego, a tymczasem proponuje wprowadzenie wolnego rynku. Jak to jest?

Mises był utylitarystą w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie wierzył w jakieś społeczne kalkulacje o tym, co jest bardziej społecznie użyteczne, a co mniej. Uznawał raczej, że jego rolą jako ekonomisty i teoretyka społecznego jest wskazanie na to, co sprzyja rozwojowi gatunku ludzkiego w ogóle. W tym znaczeniu ekonomia jest jak medycyna, która nie mówi nam na przykład, czy powinniśmy leczyć chorych ludzi, czy nie. Dostarcza nam tylko niezbędnych narzędzi i teorii, które pokazują, że jeśli chcielibyśmy leczyć chorych, to musimy zrobić to w odpowiedni sposób. Analogicznie z ekonomią, która nie dochodzi, czy powinniśmy osiągać wysoki standard życia i rozwijać się gospodarczo, cywilizacyjnie, społecznie, kulturowo, lecz pokazuje, co musielibyśmy zrobić, gdyby to było naszym celem. A Mises to nie Marx: jest przyjaźnie nastawiony do rodzaju ludzkiego, więc opowiada się za wprowadzeniem wolnej gospodarki. Wolność jest bowiem, zdaniem Misesa (starającego się to udowodnić w swoim wielkim dziele), podstawą wszelkich społeczeństw. I tak, wybieramy między wolnością i człowieczeństwem z jednej strony, a socjalizmem i barbarzyństwem z drugiej.

Czy jest coś, czego szczególnie zabrakło w Human Action, czy też jest to ostateczny i zamknięty traktat ekonomiczny?

W żadnym wypadku nie jest to alfa i omega ekonomii. Mises mimo wszystko popełnia poważne błędy [śmiech]. Human Action jest dziełem ogólnym i, jak pokazali Rothbard, Reisman i Kirzner, o ekonomii można mówić jeszcze bardzo, bardzo wiele. Co więcej, nawet prace tych następców nie wyczerpują wszystkich zagadnień. Nie należy uznawać, iż Human Action zamyka całą teorię ekonomii na swych dziewięciuset stronach. Wręcz przeciwnie – książka ta jest bramą do świata teorii ekonomii. Stanowi wstęp do próby rzetelnego opisu zjawisk gospodarczych, demonstrując zarazem, jakie metody stosować, by trzymać się realiów. Powiem więcej. Uważam, że wręcz należy – stosując metody i narzędzia Misesa – pokazywać błędy i niedociągnięcia wielkiego autora tak na polu teorii społecznej, jak i teorii ekonomii. Jak bowiem sam pisał, nikt nie jest nieomylny – człowiek popełnia błędy. Ma jednak jedno narzędzie do walki z błędami i niewłaściwymi decyzjami: rozum. Tak też powinniśmy postrzegać Human Action – jako wielki pomnik na rzecz rozumu i racjonalnej argumentacji, oraz tego, jak skutecznie stosować zdrowy rozsądek na polu nauk społecznych.

Rozmawiał Jan Lewiński.


[1] Patrz: I. M. Kirzner, Reflections on the Misesian Legacy in Economics, „Review of Austrian Economics” z. 9, nr 2, 1996. (Wszystkie przypisy J. L.) [2] Publikując Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, tłum. ang. The Theory of Money and Credit. [3] Mowa o Die Wirtschaftsrechnung im sozialistischen Gemeinwesen, tłum. ang. Economic Calculation In The Socialist Commonwealth. [4] Por. Н. И. Бухарин, Политическая экономия рантье: Теория ценности и прибыли австрийской школы, 1919. [Tłum ang. Economic Theory of the Leisure Class, International Publishers, 1927.]

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

2 Komentarze “Rozmowa z Mateuszem Machajem: Dlaczego Human Action?

  1. Zatem praxis w rozumieniu Misesa służy zarazem zachowaniu godnośi indywidualnej poprzez działania uświadomione przez Istnienie Poszcególne o jakim pisał Witkacy bądź choćby
    nieuświadomione. Ergo przez wysiłki indywidualne służy zachowaniu wolności społecznej.
    Konstrukcja prosta o sile Czernobyla dla coraz
    bardziej korupcyjnch struktur państwowych oraz
    korporacyjnych.
    Jak mawiali radzieccy zombi w filmie z Bronsonem
    – daleka droga przed nami…
    Ale… nie dajmy się Austriacy. Zum Wolle

  2. Bardzo dobry wywiad, jego lektura przydałaby się w szczególności zwolennikom austriackiej szkoły ekonomii, którzy zakochani są w Rothbardzie 🙂

    Szkoda, że nie przeczytałem go wcześniej, zważywszy że teraz powinienem się uczyć na jutrzejszy egzamin 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *