Mises: Okres produkcji, czas oczekiwania i okres zabezpieczenia

5 maja 2007 Kapitał komentarze: 0

Ludzkie działanie

XVIII. DZIAŁANIE W CZASIE

4. Okres produkcji, czas oczekiwania i okres zabezpieczenia

Gdyby ktoś chciał zmierzyć długość okresu produkcji koniecznego do wytworzenia różnych dostępnych teraźniejszych dóbr, musiałby prześledzić ich dzieje, począwszy od momentu, kiedy po raz pierwszy wydatkowano pierwotne czynniki produkcji [w związku z wytworzeniem tych dóbr]. Musiałby ustalić, kiedy po raz pierwszy wykorzystano surowce i pracę do procesów, które – niezależnie od tego, czy służyły do produkcji innych dóbr – miały udział w wytworzeniu danego dobra. Owo ustalenie wymagałoby rozstrzygnięcia problemu imputacji fizycznej, czyli określenia, jakie fizyczne czynniki przyczyniły się do powstania poszczególnych dóbr. Wymagałoby też sprecyzowania w jednostkach określonej miary, jaki był bezpośredni lub pośredni wkład narzędzi, surowców i pracy w wytworzenie danego dobra. Konieczne byłoby zbadanie najwcześniejszych stadiów akumulacji kapitału przez oszczędności ludzi, którzy przedtem żyli wyłącznie z dnia na dzień. Tego rodzaju badania historyczne sprawiają trudności nie tylko praktyczne. Każdorazowa próba takich dociekań z miejsca potyka się na nierozwiązywalnym problemie imputacji fizycznej.

Ani działający człowiek, ani teoria ekonomiczna nie potrzebują pomiaru czasu, którego wymagało w przeszłości wytworzenie dostępnych dziś dóbr. Nawet gdyby znano wyniki takiego pomiaru, byłaby to wiedza bezużyteczna. Działający człowiek stoi wobec problemu, jak najlepiej wykorzystać dostępną podaż dóbr. Wykorzystując te dobra i wybierając poszczególne części ich podaży, kieruje się myślą o zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb spośród tych, które nie zostały jeszcze zaspokojone. Najpierw jednak musi wiedzieć, jak długi jest czas oczekiwania dzielący go od osiągnięcia różnych celów, które ma do wyboru. W tym miejscu jeszcze raz chcemy podkreślić, że człowiek nie musi zastanawiać się nad historią różnych dostępnych dóbr kapitałowych. Wyliczenie czasu oczekiwania i okresu produkcji zaczyna się zawsze od dnia bieżącego. Człowiek nie musi wiedzieć, ile pracy i materialnych czynników produkcji wykorzystano do wytworzenia dostępnych teraźniejszych dóbr, zbędna jest mu również wiedza o tym, ile czasu zajęło ich wyprodukowanie. Wartość rzeczy jest oceniana wyłącznie ze względu na ich użyteczność w zaspokajaniu przyszłych potrzeb. Bez znaczenia jest to, jakich poświęceń wymagałaby ich produkcja i ile zajęła czasu. Dziś sprawy te należą całkowicie do przeszłości.

Musimy pamiętać, że wszystkie kategorie ekonomiczne wiążą się z ludzkim działaniem i nie mają żadnego bezpośredniego związku z fizycznymi właściwościami rzeczy. Ekonomia nie dotyczy towarów i usług, lecz wyborów i działań podejmowanych przez człowieka. Prakseologiczna koncepcja czasu nie ma związku z tym, jak definiują czas fizyka bądź biologia, a wiąże się ona z pojęciami wcześniej i później jako czynnikami mającymi wpływ na ocenę wartości dokonywaną przez działające podmioty. Podział na dobra kapitałowe i konsumpcyjne nie jest podziałem sztywnym, opartym na fizycznych i chemicznych cechach rozważanych dóbr. Zależy on od sytuacji podmiotów i wyborów, których mają dokonać. Te same dobra można traktować jako dobra kapitałowe lub dobra konsumpcyjne. Dobra przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji są dobrami kapitałowymi z punktu widzenia kogoś, kto traktuje je jako środki zapewniające jemu samemu i zatrudnionym przez niego robotnikom przetrwanie w czasie oczekiwania.

Zwiększenie ilości dostępnych dóbr kapitałowych jest koniecznym warunkiem zastosowania procesów, w których okres produkcji i związany z nim czas oczekiwania będą dłuższe. Aby osiągnąć cel odleglejszy w czasie, trzeba zastosować proces wymagający dłuższego okresu produkcji, ponieważ krótszy okres produkcji nie umożliwia jego osiągnięcia. Zastosowanie metod produkcji pozwalających zwiększyć jej ilościowy wynik na jednostkę poniesionych nakładów jest równoznaczne z koniecznością wydłużenia okresu produkcji. Procesy, które umożliwiają wytworzenie produktu w mniejszej ilości przypadającej na jednostkę nakładu, były stosowane wyłącznie ze względu na krótszy okres produkcji, jakiego wymagały. Jednocześnie jednak nie każdy sposób wykorzystania dóbr kapitałowych zgromadzonych w wyniku dodatkowych oszczędności wymaga procesu produkcji, w którym okres produkcji liczony od momentu jej podjęcia do uzyskania produktu finalnego byłby dłuższy niż okres produkcji, w której stosowano wszystkie procesy wykorzystywane wcześniej. Może się zdarzyć, że zaspokoiwszy pilniejsze potrzeby, ludzie zapragną dóbr, które można wytworzyć w stosunkowo krótkim czasie. Dobra te nie były wytwarzane wcześniej nie ze względu na ich dłuższy okres produkcji, lecz dlatego że czynniki niezbędne do ich produkcji wykorzystywano do zaspokojenia pilniejszych potrzeb.

Jeśli ktoś twierdzi, że wzrost podaży dostępnych dóbr kapitałowych powoduje każdorazowo wydłużenie okresu produkcji i czasu oczekiwania, to tok jego rozumowania jest następujący: Jeżeli dobra wyprodukowane wcześniej oznaczy się jako a, jako b zaś dobra wytworzone w nowych procesach, rozpoczętych dzięki zwiększeniu ilości dóbr kapitałowych, to jest oczywiste, że trzeba będzie dłużej czekać na a i b niż na samo a. Do wyprodukowania a i b niezbędne są nie tylko dobra kapitałowe potrzebne do wytworzenia a, lecz także dobra kapitałowe potrzebne do wytworzenia b. Jeśli środki przetrwania zaoszczędzone dla robotników zatrudnionych przy produkcji b zużyje się w celu zwiększenia bieżącej konsumpcji, to niektóre potrzeby zostaną zaspokojone wcześniej.

Ekonomiści, którzy problem kapitału rozpatrują inaczej niż tak zwani Austriacy, uważają, że technika produkcji zależy zawsze od bieżącego stanu wiedzy technicznej. Tymczasem ekonomiści „austriaccy” pokazują, że o wyborze jednej spośród wielu znanych technik produkcji decyduje podaż dóbr kapitałowych dostępnych w danym momencie . Poprawność „austriackiego” punktu widzenia można łatwo wykazać, analizując problem względnej rzadkości kapitału.

Przyjrzyjmy się sytuacji państwa, które odczuwa skutki takiego niedoboru kapitału. Rozważmy to na przykładzie Rumunii około 1860 roku. Z pewnością nie brakowało tam wiedzy technicznej. Technologie stosowane w rozwiniętych krajach Zachodu nie były przecież objęte tajemnicą. Opisywano je w niezliczonych książkach i omawiano w szkołach. Elita młodzieży rumuńskiej uzyskała wiedzę na ich temat podczas studiów na uczelniach technicznych w Austrii, Szwajcarii i Francji. Setki zagranicznych ekspertów było gotowych wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności w Rumunii. Brakowało jedynie dóbr kapitałowych niezbędnych do przekształcenia przestarzałego rumuńskiego aparatu produkcji, transportu i łączności na wzór zachodni. Gdyby pomoc rozwiniętych państw dla Rumunów miała polegać wyłącznie na udostępnieniu im wiedzy technicznej, to wkrótce by zrozumieli, że doścignięcie Zachodu zajmie im bardzo dużo czasu. Ich pierwszym posunięciem byłoby zgromadzenie oszczędności, dzięki którym robotników i materialne czynniki produkcji można by zatrudnić w bardziej czasochłonnych procesach. Dopiero wtedy stałoby się możliwe produkowanie coraz większych ilości narzędzi potrzebnych do budowy zakładów, które następnie wytwarzałyby wyposażenie niezbędne do organizacji, budowy i funkcjonowania nowoczesnych fabryk, gospodarstw rolnych, kopalń, kolei, telegrafu i budynków. Upłynęłyby dziesiątki lat, nim Rumuni zdołaliby nadrobić stracony czas. Jedynym sposobem przyspieszenia tego procesu byłoby ograniczenie w okresie przejściowym bieżącej konsumpcji do poziomu wyznaczonego wymaganiami fizjologii.

Jednakowoż w rzeczywistości było inaczej. Kapitalistyczny Zachód pożyczył zacofanym państwom dobra kapitałowe, które posłużyły im do natychmiastowego przekształcenia ogromnej części metod produkcji. Zaoszczędziło to owym państwom czasu i umożliwiło szybkie zwielokrotnienie wydajności pracy. Dzięki tym zmianom Rumuni mogli natychmiast korzystać z nowoczesnych technologii. Skutek był taki, jakby zaczęli oszczędzać i akumulować dobra kapitałowe znacznie wcześniej.

Niedostatek kapitału oznacza, że jest się dalej od celu niż ktoś, kto zaczął do niego zmierzać wcześniej. Brakuje produktów pośrednich, gdyż w przeszłości nie dbano o to, by je wytworzyć, mimo dostępności naturalnych czynników produkcji, z których można by je wyprodukować. A zatem niedostatek kapitału to niedostatek czasu, co wynika z tego, że zbyt późno zdecydowano się na dążenie ku określonemu celowi. Nie da się opisać korzyści, jakie dają dostępne dobra kapitałowe, ani trudności wynikających z ich niedostatku, jeśli nie uwzględni się czasowego elementu wcześniej i później.

Możliwość dysponowania dobrami kapitałowymi jest równoznaczna z tym, że jest się bliżej zamierzonego celu. Zwiększenie ilości dostępnych dóbr kapitałowych umożliwia osiągnięcie odleglejszych celów bez konieczności ograniczania konsumpcji. Zmniejszenie zaś ich ilości sprawia, że trzeba się powstrzymać od dążenia do pewnych celów, do których można było dążyć wcześniej, lub ograniczyć konsumpcję. Posiadanie dóbr kapitałowych oznacza, że – w pozostałych warunkach niezmienionych – zyskuje się na czasie. Kapitalista dysponujący dobrami kapitałowymi może – w danym stanie wiedzy technicznej – osiągnąć określony cel wcześniej niż ci, którzy ich nie mają, nie ograniczając konsumpcji i nie zwiększając nakładów pracy ani dostępnych w przyrodzie materialnych czynników produkcji. Przewaga, którą ma na starcie nad innymi, polega na wyprzedzeniu ich w czasie. Jego rywal posiadający mniejszy zasób dóbr kapitałowych, może mu dorównać jedynie za cenę ograniczenia konsumpcji.

Przewaga narodów Zachodu nad innymi polega na tym, że o wiele wcześniej stworzyły polityczne i instytucjonalne warunki umożliwiające stały i na ogół niezakłócony proces oszczędzania na dużą skalę, akumulacji kapitału i inwestycji. Dzięki temu już w połowie XIX wieku osiągnęły one poziom dobrobytu znacznie przewyższający warunki, w jakich żyły społeczeństwa mniej zaawansowane w procesie zastępowania idei łupieżczego militaryzmu ideami kapitalizmu nastawionego na nabywanie dóbr. Gdyby owe zacofane społeczeństwa nie otrzymały pomocy obcego kapitału, to potrzebowałyby znacznie więcej czasu na udoskonalenie swoich metod produkcji, transportu i łączności.

Nie da się zrozumieć biegu wydarzeń na świecie i rozwoju stosunków między Zachodem i Wschodem w ciągu ostatnich stuleci, jeśli nie pojmie się znaczenia tego olbrzymiego transferu kapitału. Zachód dał Wschodowi nie tylko wiedzę techniczną i medyczną, lecz także dobra kapitałowe umożliwiające natychmiastowe zastosowanie tej wiedzy w praktyce. Dzięki importowi zagranicznego kapitału kraje Europy Wschodniej, Azji i Afryki mogły wcześniej spożytkować osiągnięcia nowoczesnego przemysłu. Do pewnego stopnia zostały zwolnione z konieczności ograniczenia konsumpcji w celu akumulacji odpowiednich zapasów dóbr kapitałowych. Taka była prawdziwa natura rzekomej eksploatacji zacofanych państw przez zachodni kapitalizm, nad którą tak ubolewają nacjonaliści występujący w imieniu owych państw i marksiści. Bogactwo bardziej rozwiniętych krajów było czynnikiem rozwoju państw gospodarczo zacofanych.

Skorzystały na tym obie strony. Dla kapitalistów zachodnich zachętą do inwestycji zagranicznych był popyt zgłaszany przez rodzimych konsumentów. Konsumenci chcieli kupować towary, których wytwarzanie w kraju było niemożliwe, i oczekiwali obniżenia cen na dobra, które mogły być wprawdzie produkowane na miejscu, jednak po wyższych kosztach. Gdyby konsumenci z kapitalistycznego Zachodu zachowali się inaczej lub gdyby nie dało się obejść ograniczeń instytucjonalnych eksportu kapitału, to nie doszłoby do eksportu kapitału. Produkcja rozszerzałaby się pionowo na rynku wewnętrznym, a nie poziomo na rynki zagraniczne.

Konsekwencje umiędzynarodowienia rynku kapitałowego, jego funkcjonowanie a wreszcie rozpad spowodowany polityką wywłaszczeniową, jaką obrały kraje otrzymujące kapitał, nie są przedmiotem zainteresowania katalaktyki. Badanie tych zjawisk to zadanie dla historyków. Katalaktyka powinna się zająć analizą skutków wywołanych przez większą lub mniejszą podaż dóbr kapitałowych. Porównajmy sytuację dwóch izolowanych systemów rynkowych A i B, jednakowych pod względem wielkości, liczby ludności, stanu wiedzy technicznej i zasobności w surowce. Jedyna różnica między A i B dotyczy dóbr kapitałowych, których A posiada więcej. Oznacza to, że w A stosuje się wiele procesów produkcji, w których produkt przypadający na jednostkę nakładów jest większy niż produkt uzyskiwany w procesach stosowanych w B. W B nie da się wprowadzić takich procesów, ponieważ dobra kapitałowe są tam względnie rzadkie. Ich wprowadzenie wymagałoby ograniczenia konsumpcji. Znaczną część czynności, które w A wykonują maszyny zamiast ludzi, w B wykonuje się ręcznie. W A produkuje się dobra o większej trwałości, co nie jest możliwe w B, mimo że istotne wydłużenie okresu przydatności produktów dałoby się osiągnąć przez nieznaczne zwiększenie nakładów. Wydajność pracy, a zatem również płace i poziom życia są wyższe w A niż w B .

Wydłużenie okresu zabezpieczenia poza spodziewaną długość życia działającego człowieka

Sądy wartościujące, które decydują o wyborze między zaspokojeniem potrzeb w bliższej przyszłości a ich zaspokojeniem w dalszej przyszłości, dotyczą teraźniejszej, a nie przyszłej oceny wartości. Są wynikiem porównania znaczenia, jakie dziś przypisuje się satysfakcji w najbliższej przyszłości, ze znaczeniem przypisywanym dziś satysfakcji w dalszej przyszłości.
Dyskomfort, który działający człowiek chce usunąć tak dalece, jak to tylko możliwe, jest zawsze dyskomfortem teraźniejszym, to znaczy odczuwanym w chwili działania, choć odnoszącym się do przyszłej sytuacji. Działający człowiek dzisiaj odczuwa niezadowolenie ze spodziewanego stanu rzeczy w różnych okresach przyszłości i próbuje to zmienić, podejmując celowe działania.

Jeżeli działanie ma służyć przede wszystkim poprawie sytuacji innych ludzi, czyli można je nazwać altruistycznym, to dyskomfort, który zamierza usunąć działający człowiek, polega na jego niezadowoleniu z przewidywanego położenia bliźnich w różnych okresach przyszłości. Działanie w trosce o innych ma zmniejszyć niezadowolenie działającego.

Nie powinno więc dziwić to, że działający człowiek przeważnie dąży do wydłużenia okresu zabezpieczenia poza spodziewaną długość własnego życia.

Przykłady zastosowania teorii preferencji czasowej

Różne działy ekonomii mogą być celowo przeinaczane i interpretowane opacznie przez tych, którzy starają się uzasadnić błędne doktryny służące za podstawę programów ich partii. Aby zapobiec takiemu wykorzystaniu teorii preferencji czasowej, należy dodać kilka wyjaśnień.

Przedstawiciele niektórych nurtów myśli otwarcie zaprzeczają, jakoby ludzie różnili się pod względem wrodzonych cech odziedziczonych po przodkach . Według nich jedyna różnica między reprezentantami zachodniej cywilizacji białego człowieka a Eskimosami polega na tym, że Eskimosi są w ariergardzie postępu wiodącego do nowoczesnej cywilizacji przemysłowej. Ta zwykła różnica w czasie, wynosząca kilka tysięcy lat, jest bez znaczenia, gdy porówna się ją z setkami tysięcy lat trwania ewolucji gatunku ludzkiego, od stadium małpy człekokształtnej do dzisiejszego homo sapiens. Różnica ta nie wskazuje na to, że między różnymi grupami ludzkimi istnieją różnice rasowe.

Prakseologia i ekonomia nie biorą udziału w tym sporze, muszą jednak strzec się uwikłania w ideologiczne wojny, które się toczą wokół tych zagadnień. Gdyby ci, którzy zaciekle podważają ustalenia współczesnej genetyki, nie byli zupełnymi ignorantami w sferze ekonomii, toby z pewnością spróbowali posłużyć się teorią preferencji czasowej do udowodnienia swoich tez. Zwróciliby uwagę na to, że wyższość narodów europejskich sprowadza się wyłącznie do tego, iż wcześniej rozpoczęły one oszczędzanie i akumulację dóbr kapitałowych. Tę różnicę w czasie wyjaśniliby drugorzędnymi okolicznościami, takimi jak bardziej sprzyjające warunki naturalne.

Argumentem przeciw takim błędnym interpretacjom jest to, że początkowa przewaga czasu, którą miały kraje Zachodu, wynikała z czynników ideologicznych i nie da się jej sprowadzić do wpływu środowiska. To, co nazywamy cywilizacją, polegało jak dotychczas na stopniowym przechodzeniu od współpracy opartej na związkach hegemonicznych do współpracy opartej na umowie. Jedne kraje zatrzymały się na wczesnym etapie tych zmian, a inne je kontynuowały. Przewaga narodów Zachodu polegała na tym, że ducha podboju militarnego okiełznały skuteczniej niż reszta ludzkości, dzięki czemu wypracowały instytucje społeczne niezbędne do oszczędzania i inwestycji na szerszą skalę. Nawet Marks nie negował tego, że prywatna inicjatywa i prywatna własność środków produkcji były koniecznymi etapami rozwoju, który pozwolił ludzkości wydobyć się z nędzy człowieka pierwotnego, by w XIX wieku w Europie i Północnej Ameryce osiągnąć bardziej zadowalające warunki. W Indiach, Chinach, Japonii i krajach islamskich brakowało instytucji, które chroniłyby prawa jednostki. Dyktatorskie rządy paszów, kadich, radżów, mandarynów i dajmiów nie sprzyjały akumulacji kapitału na dużą skalę. Prawne gwarancje skutecznie chroniące jednostkę przed wyzyskiem i konfiskatą stanowiły fundament, który umożliwił Zachodowi bezprecedensowy rozkwit gospodarczy. Owe rozwiązania prawne nie były wynikiem przypadku, okoliczności dziejowych ani warunków geograficznych, lecz produktem rozumu.

Nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia Azji i Afryki, gdyby zamieszkujące ją ludy pozostawiono samym sobie. W rzeczywistości niektóre państwa azjatyckie stały się zależne od Europejczyków, a inne – na przykład Chiny i Japonia – zostały zmuszone do otwarcia granic przez marynarkę wojenną. Osiągnięcia zachodniego przemysłu przyszły do nich zza granicy. Jednak ideologia, na której wyrósł nowoczesny przemysł, przyjmowała się w tych krajach powoli. Dostosowanie do zachodniego stylu życia ma tam charakter powierzchowny.

Jesteśmy w trakcie rewolucyjnych przemian, które wkrótce doprowadzą do zerwania z kolonializmem wszelkich odmian. Rewolucja ta nie ogranicza się do państw, które były zależne od rządów brytyjskich, francuskich czy holenderskich. Nawet te kraje, które skorzystały z napływu zagranicznego kapitału, nie rezygnując w najmniejszym stopniu ze swojej suwerenności, chcą zrzucić z siebie jarzmo nałożone przez – jak to się określa – zagranicznych kapitalistów. Na różne sposoby konfiskują własność obcokrajowców. Stosują dyskryminacyjne cła, odmawiają spłacania długów, dopuszczają się jawnej konfiskaty i wprowadzają ograniczenia w handlu. Jesteśmy w przededniu całkowitego rozpadu międzynarodowego rynku kapitałowego. Gospodarcze konsekwencje tego procesu są oczywiste, lecz reperkusji politycznych nie da się przewidzieć.

Aby ocenić polityczne skutki upadku międzynarodowego rynku kapitałowego, należy pamiętać, jakie były konsekwencje jego umiędzynarodowienia. Pod koniec XIX wieku nie miało znaczenia to, czy dany kraj był przygotowany do odpowiedniego wykorzystania surowców znajdujących się na jego terytorium i czy dysponował na ten cel niezbędnym kapitałem. Dostęp do bogactw naturalnych na całym świecie był właściwie otwarty dla wszystkich. Granice państw nie stanowiły przeszkody uniemożliwiającej kapitalistom i organizatorom poszukiwanie najkorzystniejszych możliwości zainwestowania kapitału. Gdy chodziło o inwestowanie w jak najlepsze wykorzystanie znanych surowców, to większą powierzchnię ziemi można było traktować jako jednolity ogólnoświatowy system rynkowy. Trzeba przyznać, że w niektórych rejonach, na przykład w brytyjskich i holenderskich koloniach w Indiach i na Malajach, że działo się to pod panowaniem kolonialnych reżimów. Rządy lokalnej ludności prawdopodobnie nie stworzyłyby na tych terenach instytucjonalnych warunków niezbędnych do importu kapitału. Jednak państwa Europy wschodniej i południowej, a także kraje półkuli zachodniej przyłączyły się do wspólnoty międzynarodowego rynku kapitałowego z własnej woli.

Marksiści chcieli wykazać, że zagraniczne pożyczki i inwestycje wynikały z żądzy wojny, podboju i ekspansji kolonialnej. W rzeczywistości umiędzynarodowienie rynku kapitałowego, wraz z wolnym handlem i swobodą migracji przyczyniło się do wyeliminowania gospodarczych motywów wojny i podboju. Dla ludzi nie miało już tak wielkiego znaczenia, jak przebiegają granice ich państwa. Granice nie stanowiły już przeszkody dla przedsiębiorcy i inwestora. W okresie poprzedzającym I wojną światową idee pokojowego, „dekadenckiego” liberalizmu najlepiej rozwijały się w tych krajach, które były największymi międzynarodowymi pożyczkodawcami i inwestorami. Główni agresorzy, Rosja, Włochy i Japonia, nie byli eksporterami kapitału, lecz potrzebowali go do eksploatacji własnych złóż. Imperialistycznych awantur Niemiec nie wspierali wielcy przedsiębiorcy ani finansjera tego kraju .

Upadek międzynarodowego rynku kapitałowego całkowicie zmienia sytuację. Uniemożliwia swobodny dostęp do surowców naturalnych. Jeśli któryś z socjalistycznych rządów krajów zacofanych gospodarczo nie ma kapitału potrzebnego do wykorzystania swoich surowców, nie da się temu zaradzić. Gdyby takie przeszkody istniały sto lat temu, nie eksploatowano by złóż ropy w Meksyku, Wenezueli i Iranie, nie zakładano plantacji kauczukowca na Malajach i w Iranie ani nie podjęto by produkcji bananów w Ameryce Środkowej. Nierealistyczne jest przypuszczenie, że kraje rozwinięte zgodziłyby się na to, by taka sytuacja trwała wiecznie. Rozpoczęłyby podbój. Jeśli nie istnieje swoboda inwestowania na międzynarodowym rynku kapitałowym, jedynym rozwiązaniem staje się wojna.

Napływ zagranicznego kapitału nie wyrządził szkód państwom, do których trafił. Wspaniały rozwój gospodarczy Stanów Zjednoczonych i kolonii brytyjskich został przyspieszony za sprawą europejskiego kapitału. Dzięki obcemu kapitałowi państwa Ameryki Łacińskiej i Azji dysponują dziś takimi urządzeniami do produkcji i transportu, na które musiałyby jeszcze długo czekać, gdyby nie pomoc finansowa. Płace realne i dochody rolników w tych krajach są teraz wyższe za sprawą napływu owego kapitału. Marksiści i nacjonaliści opowiadają bajki, o czym świadczy choćby to, że dzisiaj niemal wszystkie państwa głośno dopominają się o „zagraniczną pomoc”.

Tymczasem samo zapotrzebowanie na importowane dobra kapitałowe nie wskrzesi międzynarodowego rynku kapitałowego. Inwestycje i pożyczki zagraniczne są możliwe tylko wtedy, gdy państwa, które je otrzymują, przestrzegają zasady prywatnej własności i nie planują wywłaszczenia zagranicznych kapitalistów. Takie wywłaszczenia zniszczyły międzynarodowy rynek kapitałowy.

Pożyczki, których udzielają sobie rządy, nie mogą zastąpić funkcjonowania międzynarodowego rynku kapitałowego. Przyznanie międzyrządowego kredytu na zasadach komercyjnych oznacza takie samo poszanowanie prywatnej własności jak w przypadku kredytu prywatnego. Jeśli natomiast tego rodzaju kredyt jest w istocie subwencją – a tak się zazwyczaj dzieje – to pociąga za sobą ograniczenie suwerenności państwa dłużnika. W rzeczywistości takie „pożyczki” to najczęściej cena, jaką trzeba zapłacić za pomoc wojskową w przyszłych wojnach. Względy militarne odegrały istotną rolę wtedy, kiedy europejskie mocarstwa przygotowywały się do wielkich wojen naszego stulecia. Doskonałym tego przykładem mogą być olbrzymie sumy, które francuscy kapitaliści – pod silną presją rządu Trzeciej Republiki – pożyczyli carskiej Rosji. Carowie wykorzystali pożyczony kapitał na zbrojenia, a nie na rozwój rosyjskiego aparatu produkcji.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *