Reisman: Obrońcy środowiska, czyli arytmetyka zniszczenia

25 maja 2007 Ekonomia środowiskowa komentarze: 0

Streszczenie artykułu George’a Reismana

Tłumaczenie i redakcja: Witold Falkowski

Obrońcy środowiska domagają się radykalnego zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, który według nich przyczynia się do globalnego ocieplenia. W brytyjskim piśmie „Stern Review” (jesień 2006) ukazał się artykuł, którego autor uważa, że emisję dwutlenku węgla należy zredukować o 25 procent do 2050 roku. Jeszcze dalej posunęli się uczestnicy Międzyrządowego Panelu ONZ dotyczącego zmian klimatu, którzy postulują redukcję o 60 procent.

Takie żądania stawia się bezkarnie, ponieważ większość ludzi nie zastanawia się nad ich konsekwencjami. Zrozumienie zagrożeń wynikających z ewentualnego spełnienia tych żądań wymaga umiejętności kojarzenia pewnych faktów i przeprowadzenia niezbędnych obliczeń, a więc czynności uważanych za bardzo nużące. Jeśli chcemy zrozumieć, jakie skutki wywołałoby podporządkowanie się postulatom ruchów ochrony środowiska, musimy podjąć taki wysiłek.

Mówiąc opisowo, skutek taki polegałby na zniszczeniu nowoczesnej struktury zasilania w energię i wstrzymanie produkcji dóbr i usług, które wymagają zużycia energii. Produkcja owej energii oraz korzystanie z tych towarów i usług przyczynia się do zwiększenia zawartości dwutlenku węgla w atmosferze. Lodówki, pralki, wentylatory, domy, samochody, samoloty, żywność, ubrania, telewizory, komputery, telefony – to przykłady dóbr, do których wytworzenia (a w niektórych wypadkach również działania) potrzeba energii produkowanej w wyniku spalania ropy naftowej, węgla bądź gazu ziemnego. Spalanie tych nośników energii wiąże się z emisją dwutlenku węgla. Zmniejszenie emisji tego gazu wymagałoby zmniejszenia produkcji energii, co skutkowałoby zahamowaniem produkcji dóbr i usług.

Przejdę teraz do matematycznej analizy skutków, które pociągnęłoby za sobą spełnienie żądań obrońców środowiska. Obliczę, jak duża redukcja emisji dwutlenku węgla, której domagają się ruchy ochrony środowiska, przypadałaby na jedną osobę. Pozwoli to obliczyć, o ile mniejsze byłyby produkcja i zużycie energii przypadające na jednego mieszkańca, a także o ile zmniejszyłaby się produkcja towarów i usług przypadająca na osobę. W ten sposób wykażę, że obrońcy środowiska domagają się w istocie zniszczenia struktury zaopatrzenia w energię i radykalnego obniżenia produkcji wszystkich dóbr i usług, które wymagają jej zużycia.

Zacznę od dwudziestopięcioprocentowej redukcji emisji dwutlenku węgla do 2050 roku, o której pisał „Stern Review”. Dotyczyłaby ona między innymi Stanów Zjednoczonych, gdzie będzie wtedy mieszkało około 400 milionów ludzi, czyli 4/3 dzisiejszej populacji wynoszącej 300 milionów. Cztery trzecie mieszkańców miałoby emitować zaledwie ¾ dwutlenku węgla emitowanego obecnie. Cztery trzecie pomnożone przez ¾ to 9/16, czyli 56,25 procent. Oznaczałoby to redukcję o 43,75 procent na mieszkańca.

Gdyby światowa emisja dwutlenku węgla miała zostać zmniejszona o 60 procent, a nie o 25 procent, to w Stanach Zjednoczonych należałoby ją ograniczyć o 70 procent na jednego mieszkańca.
W rzeczywistości w USA konieczne byłoby jeszcze radykalniejsze jej zmniejszenie, ponieważ zapewne Chiny, Indie i pozostałe kraje trzeciego świata mogłyby ją w tym czasie zwiększać, aż do wyrównania emisji przypadającej na jednego mieszkańca. Obecnie w USA, gdzie mieszka tylko 5 procent ludności świata, zużywa się 25 procent światowej produkcji energii, co wiąże się z emisją około 25 procent światowej emisji dwutlenku węgla. Jeśli założymy, że w 2050 roku ludność USA nadal będzie stanowiła 5 procent światowej populacji, będzie to oznaczało konieczność redukcji emisji dwutlenku węgla w tym kraju z 25 do 5 procent, a więc do poziomu odpowiadającego liczbie ludności. USA musiałyby zatem zmniejszyć emisję o kolejne 80 procent na jednego mieszkańca (25%– 5% = 20 %; 20/25 = 80%).

Jeśli owe 80 procent zestawimy z redukcją o 25 procent (czego domaga się „Stern Review”), to okaże się, że USA będą musiały zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do 20 procent 56,25 procent, to znaczy do 11,25 procent (20%*56,25% = 11,25%). Oznaczałoby to zmniejszenie emisji o 88,75 procent na jednego mieszkańca. Jeśli redukcja światowej emisji miałaby wynieść 60 procent (jak tego chcą uczestnicy panelu ONZ), byłoby to równoznaczne z jej zmniejszeniem o 94 procent w USA.

Niezależnie od tego, czy emisję trzeba by zmniejszyć do 11,25 procent, czy do 6 procent, musiałoby to doprowadzić do zniszczenia gospodarki, nawet gdyby przyjąć, że dzięki zwiększeniu pozyskania energii produkowanej przez wiatraki i panele słoneczne zmniejszenie produkcji energii mogłoby być mniej drastyczne.

Pod presją opinii społecznej argumenty obrońców środowiska przyjmują dziś firmy, które długo dawały im odpór. Sprzeciw słabnie. Ostatnio rozpętano kampanię, która ma skłonić ludzi do używania żarówek fluorescencyjnych zamiast tradycyjnych. Jeszcze nie wprowadzono ustawowego nakazu używania takiego oświetlenia, a już wiele firm podlizuje się obrońcom środowiska, dotując produkcję żarówek nowego typu, by uniknąć spodziewanych ataków.

Powszechna akceptacja haseł głoszonych przez ruch obrońców środowiska przywodzi na myśl masowe poparcie jakie zyskał Hilter i jego partia w 1932 roku, kiedy wydawało się, że nic nie przeszkodzi mu w zwycięstwie, i w 1932 roku, kiedy doszedł do władzy. Nazizm był katastrofą. Ruch ochrony środowiska może doprowadzić do jeszcze większej katastrofy. Jego konsekwencją może być śmierć miliardów, a nie milionów ludzi.

Na podstawie artykułu George’a Reismana – Witold Falkowski

*
Doskonałym uzupełnieniem artykułu jest film The Great Global Warming Swindle. Można się z niego między innymi dowiedzieć, że histerię wokół rzekomego globalnego ocieplenia rozpętała… Margaret Thatcher!

Witold Falkowski

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

George Reisman

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *