Henderson: Czy tylko bogaci się bogacą? Nie!

12 grudnia 2007 Społeczeństwo komentarze: 0

Autor: David R. Henderson

Źródło: thefreemanonline.org

Tłumaczenie: Tomasz Szopiński

Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „The Freeman” (sierpień 2006, vol. 56, iss. 6), publikowanym przez Foundation for Economic Education.

„W czasach, kiedy bogaci są jedyną grupą dochodową, która staje się jeszcze bogatsza” – tak zaczyna się artykuł z 13 kwietnia w „Washington Post” (Blaine Harden, As the Rich Ride In, Many Are Priced Out of Homes on the Range). Jednak w tym trzynastowyrazowym zdaniu, które często powtarza się w różnych wersjach w rozmowach i gazetach, można znaleźć nie jeden, ale dwa błędy.

Po pierwsze, bogaci nie są grupą dochodową, ale majątkową. Mówiąc, że ktoś jest bogaty, mamy na myśli jego majątek, a nie dochody. Dochód i majątek to dwie różne sprawy. Majątek mierzymy w kategoriach wartości netto – wartości rzeczywistych aktywów należących do danej osoby pomniejszonej o jej długi. Dochód to kwota, którą ktoś zarabia lub otrzymuje w ciągu roku. Korelacja między tymi dwoma pojęciami istnieje, nie jest to jednak korelacja doskonała. Zdarzają ludzie mający wysokie dochody i nie będący bogaczami (jeśli wydają wszystko, co zarobią). Ale zdarzają się również ludzie, którzy są bogaci, a zarabiają niewiele (jeżeli zaczęli wcześnie oszczędzać i inwestować w aktywa, których wartość rosła). Wiele starszych osób w USA ma niskie dochody z emerytury, ale posiada majątek o dużej wartości netto. Do zaskakującego wniosku dochodzą Thomas J. Stanley i William D. Danko w książce Sekrety amerykańskich milionerów.[1] Ich zdaniem większość milionerów nigdy nie miała szczególnie wysokich dochodów. Zdawałoby się, że powinni o tym wiedzieć publicyści, którzy piszą o zamożności w tak prestiżowych dziennikach, jak „Washington Post”. Okazuje się jednak, że nie wiedzą.

Pozostała część artykułu Hardena nie pozostawia wątpliwości, że autor ma na myśli ludzi zamożnych, a nie ludzi o wysokich dochodach. To prowadzi nas do następnego pytania. Czy zamożni – terminu tego Harden nie definiuje, ale wydaje się, że ma na myśli ludzi posiadających sporo ponad milion dolarów – są jedyną bogacącą się grupą? Nie. Uzasadnieniem dla tej odpowiedzi mogą dane przytoczone w artykule publikowanego przez Radę Rezerwy Federalnej (Fed). Co trzy lata Fed przeprowadza badania dotyczące finansów konsumentów, a ostatnie badania dotyczą roku 2004. Wykorzystując te dane, ekonomiści z Fed: Brian Bucks, Arthur Kennickel i Kevin Moore odkryli, że chociaż mieliśmy do czynienia ze wzrostem zamożności, to wzrost ten był niższy w latach 2001-2004 niż w latach 1998-2001. Skorygowana o inflację mediana wzrostu majątku rodzin wyniosła 1,5%, a przeciętny majątek netto wzrósł o 6,3 %.[2]

To prawda, że w latach 2001-2004 majątek netto najmniej zamożnych 25 % rodzin zmniejszył się przeciętnie o 1400 $, czyli na początku tego okresu ich majątek wynosił 0 $, a pod koniec –1400 $. Przeciętny majątek netto kolejnych pod względem zamożności 25% rodzinnie zmienił się zbytnio: wzrósł z 47000 $ do 47100 $. (Wszystkie dane są skorygowane o inflację w oparciu o rok 2004). Jednak kolejne 25 % rodzin zanotowało średni wzrost majątku netto z 176 000 $ do 185 000 $: wzrost o 5%. Majątek netto rodzin znajdujących się w przedziale pomiędzy 75 % a 90 % – znowu mamy do czynienia z grupą, której członkiem nie określa się zazwyczaj mianem bogatych – wzrósł średnio z 478 600 $ do 526 700 $: wzrost o 10 %. W końcu najbogatsze 10 % rodzin zanotowało przeciętny wzrost majątku z 2 936 100 $ do 3 114 200 $: wzrost o 6,1 %.

Zatem bogaci nie są jedyną grupą, która pomnaża swój majątek. Co więcej, największy procentowy wzrost majątku nie został wcale zanotowany przez górne 10 %, ale przez osoby znajdujące się w przedziale pomiędzy 75 % a 90 %. Rodziny, których majątek netto wynosił w 2004 roku nie mniej niż 328 500 $ i nie więcej niż 831 600 $, z pewnością nieźle sobie radzą, ale trudno je uznać za „bogate”.

Jednak prawdziwy wzrost został niedoszacowany. Jak już zaznaczono powyżej, są to dane w kategoriach realnych, a więc skorygowane o inflację. Do skorygowania danych o inflację ekonomiści z Rezerwy Federalnej korzystają ze wskaźnika cen konsumpcyjnych (Consumer Price Index – CPI). Ale ekonomiści stwierdzili, że CPI wyolbrzymia wzrost kosztów życia z trzech powodów. Po pierwsze, CPI jest wyliczany na podstawie kosztów danego koszyka dóbr i usług, który nie zmienia się w czasie, a zatem pominięty tutaj zostaje tzw. efekt substytucyjny (dobra, których ceny rosną szybciej, są zastępowane przez dobra, których ceny rosną wolniej). Po drugie, nie są brane pod uwagę zmiany miejsca zakupu dóbr w czasie (tzw. efekt Wal-Mart). Po trzecie, przy wyliczaniu CPI nie jest brany pod uwagę wzrost jakości produktów (jakość większości dóbr i usług nie produkowanych przez rząd rośnie w miarę upływu czasu) i fakt pojawiania się nowych dóbr na rynku . Związany z Hoover Institution ekonomista Michael Boskin, przewodził Komisji Doradczej w sprawie CPI w latach 1995-1996 i doszedł do wniosku, że mimo ulepszenia metod wyliczania CPI, to roczna inflacja wciąż jest zawyżana o 0,8-0,9 punku procentowego.

Może się wydawać, że to niewiele, ale po kilku latach różnica staje się o wiele większa. Przy założeniu, że inflacja jest przeszacowana o 0,8 % rocznie, okazuje się, że majątek netto wszystkich grup – poza dolną ćwiartką – wzrósł. Na przykład majątek netto przedstawicieli ćwiartki drugiej od dołu, wzrósł o 2,4 %. Wzrost majątku bogatszej połowy też możemy powiększyć o 2,4 %.

Jedynym problemem związanym z danymi Rezerwy Federalnej jest to, że nie śledzą one rodzin, ale przedziały. Ponieważ ludzie przechodzą z jednej grupy majątkowej do innej, tak samo jak przechodzą z jednej grupy dochodowej do innej, to nie wiemy, co się naprawdę dzieje z rodzinami w miarę upływu czasu. Chociaż przeciętna rodzina staje się coraz zamożniejsza, to wiele rodzin ze wszystkich grup majątkowych biednieje, a wiele innych bogaci się.

Zawyżone ceny nieruchomości

Istnieje też inny problem. Badania Rezerwy Federalnej pokazują że w przypadku grup, których majątek wzrósł, okazywało się, że głównym komponentem tego wzrostu było powiększenie zasobów kapitałowych o dom. W stopniu, w jakim wzrost ten był spowodowany rządowymi restrykcjami, które ekonomista z MIT Edward Glaeser oraz ekonomista z Wharton Joseph Gyourko uznali za główny czynnik odpowiedzialny za wzrost cen nieruchomości po 1970 roku, mamy do czynienia nie z rzeczywistym wzrostem zamożności, ale raczej ze sztucznym niedoborem.[3] Rozwiązaniem mogłoby być poluzowanie restrykcji dotyczących budownictwa. Tak na marginesie, samorządy lokalne w Stanach Zjednoczonych za zachętą właścicieli domów robią wszystko, aby ludzi znajdujących się w dolnej ćwiartce nie było stać na zakup domu.

W końcu, o czym wspomniano już wcześniej, wzrost zamożności był niższy w latach 2001-2004 niż w latach 1998-2001. Trudno przypisać ten wcześniejszy wzrost hossie na giełdzie, ponieważ krach dot-comów miał miejsce głównie w 2001 roku. Niższy wzrost w latach późniejszych można po części powiązać z recesją, która rozpoczęła się w 2001 roku. Prawdopodobnie jednak większe znaczenie ma to, że kiedy rząd zaczyna rościć sobie prawo do większej części produktu krajowego, marnując w ten sposób zasoby, to wskutek tego zamożność będzie mniejsza lub ściślej mówiąc, wzrost zamożności będzie mniejszy niż w przeciwnym wypadku. Za czasów Georga W. Busha wydatki federalne wzrosły z 18,5 % PKB w 2001 roku do 19,9 % w 2004 roku. Ci, którzy dążą do tego, aby wzrosła zamożność wszystkich ludzi z wszystkich grup majątkowych, powinni zacząć od zmniejszenia rozmiarów i władzy rządu federalnego.


PRZYPISY

[1] Thomas J. Stanley i William D. Danko, Sekrety amerykańskich milionerów, Fijorr Publishing, Warszawa 1998. – przyp. red.

[2] „Recent Changes in U.S. Family Finances: Evidence from the 2001 and 2004 Survey of Consumer Finances”, www.federalreserve.gov/pubs/bulletin/2006/financesurvey.pdf.

[3] The Impact of Zoning on Housing Affordability, „Economic Policy Review”, nr 2 (2003), s. 21–39.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
David R. Henderson

O Autorze:

David R. Henderson

David R. Henderson – profesor ekonomii związany z Hoover Institution Uniwersytetu Stanforda i Naval Postgraduate School w Monterey, były członek Rady Doradców Ekonomicznych Prezydenta USA.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *