Machaj: Co wolno wojewodzie…

4 lutego 2008 Audio komentarze: 0

Autor: Mateusz Machaj

Radio Olsztyn, 4.02.2008
Tu można posłuchać.

Parę tygodni temu świat obiegła szokująca wiadomość o malwersacjach finansowych dokonanych przez maklera jednego z najbardziej liczących się francuskich banków. Jérôme Kerviel, bo o nim mowa, zdołał ponoć wyprowadzić z Société Générale blisko 5 miliardów euro. Tak, nie pomyliłem się, calutkie 5 miliardów. Ponieważ nie mam odpowiedniego materiału dowodowego, ciężko mi rozstrzygnąć, czy faktycznie jest przebiegłym złodziejem elektronicznym, czy też może bank w swojej obecnej krytycznej sytuacji finansowej szuka kozłów ofiarnych dla swoich miliardowych strat, towarzyszących niedawnym spadkom giełdowym. Chciałbym jednak powiedzieć o jednej szczególnej rzeczy, na którą praktycznie nikt nie zwrócił uwagi.

Otóż zwykły obywatel, załóżmy mający jakimś cudem legalnie zarobione pięć miliardów euro, musiałby się nieźle napocić, aby całkowicie legalnie, wewnątrz systemu bankowego, ze swojego prywatnego konta przenieść takie pieniądze na inne prywatne konto. Obowiązuje bowiem w Unii Europejskiej tak zwane prawo przeciwko praniu brudnych pieniędzy. I tak każda transakcja powyżej 10 tysięcy euro jest zgłaszana, czy to przez bank, czy kantor, czy jakąkolwiek instytucję finansową, przez którą przechodzi ta suma, prosto do odpowiednich organów nadzorujących rynek finansowy. Aby zatem pozostać niezauważonym przez dzisiejszy system państwowej kontroli obywatel taki musiałby dokonać, uwaga, uwaga, zgoła ponad pięćset tysięcy przelewów i operacji. Zakładając, że całość procederu przebiega powiedzmy w pół roku, musiałby dokonywać prawie 4000 przelewów dziennie, lub 500 na godzinę, czy też 8 na minutę. I to przy dodatkowym założeniu, że pracowałby bez przerwy nad tym po 8 godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu. Krótko mówiąc, praktycznie Mission Impossible.

Do czego prowadzą nas owe rozważania? Takie proste kalkulacje mogą dostarczyć nam kilku interesujących informacji. Dokonanie przekrętu w systemie bankowym w wysokości 5 miliardów euro jest możliwe tylko, jeśli się ma specjalne przywileje ze strony systemów nadzorujących bankowość. Dlatego też mamy trzy możliwości. Albo cała historia z maklerem jest wyssana z palca i bank próbuje tuszować krążący wokół niego swąd bankructw i błędów inwestycyjnych. Albo nasz makler, jeśli faktycznie dopuścił się imponujących trików komputerowych, musiał mieć przyjaciół w nadzorze, którzy mu pomagali. Lub też, co jest dużo bardziej prawdopodobne w przypadku winy oskarżonego, wielkie instytucje finansowe i wysoko postawieni menedżerowie w tych instytucjach mają specjalne przywileje w ramach tak zwanego systemu przeciwko „praniu brudnych pieniędzy”.

Rozsądna w takim wypadku wydawałaby się konkluzja, że system nadzoru finansowego nie jest tak naprawdę żadnym systemem ochrony przeciwko praniu pieniędzy, lecz jest kolejnym narzędziem kontroli. Narzędziem otwierającym furtkę do tego, aby władza w razie potrzeby mogła dowolnie prześwietlić interesujące ją przelewy i wymiany, dokonywane przez wszystkich obywateli. Niezwykle często zdarza się tak, że wprowadza się w prawie regulacje, które mają rzekomo być wymierzone w przestępców, terrorystów, bandytów, złodziei i morderców, wszystko w interesie porządnego obywatela. Tymczasem w gruncie rzeczy, regulacje te okazują się być metodą inspekcji zwykłych szarych obywateli, podczas gdy duże ryby, zajmujące się nielegalnym procederem i tak bez problemu pływają sobie w stawach przepełnionych państwową regulacją, tłamszącą przy tym głownie tych mniejszych i uczciwszych.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy