Machaj: Eksport ponad wszystko

25 lutego 2008 Audio komentarze: 0

Autor: Mateusz Machaj

Radio Olsztyn, 25.02.2008
Tu można posłuchać.

Kandydat na wiceprezesa Narodowego Banku Polskiego, Witold Koziński, zapowiedział niedawno, że w przypadku dalszego umocnienia się złotówki, nie należy wykluczyć możliwości przeprowadzenia interwencji walutowych. Interwencji, które ją osłabią i wspomogą eksport. Uzupełnijmy jego wypowiedź, pokazując, jakie wiążą się z tą operacją koszty, o których nie raczył wspomnieć.

Przede wszystkim tak jak osłabiona złotówka oznacza większe dochody z tytułu sprzedawania zagranicę, analogicznie oznacza większe koszty dla importerów. Stąd, gdy waluta polska zostaje osłabiona, to kosztowne staje się sprowadzanie dóbr z zagranicy. A tak się składa, że import w Polsce to w lwiej części dobra niekonsumpcyjne, czyli takie, które są produktywnie zużywane w naszej gospodarce. Mało tego, w Polsce eksport jest importochłonny – co znaczy skrócie, że osłabianie złotówki wcale niekoniecznie musi poprawić pozycję eksporterów. Wynika to z faktu, że chociaż eksporterzy na osłabieniu zyskaliby po stronie sprzedaży, to jednak mogą wyraźnie stracić po stronie ponoszonych kosztów, ponieważ importują półprodukty, surowce, czy paliwo.

Widzimy wobec tego, że sprawa wcale nie jest tak prosta jak nowy kandydat na wiceprezesa zdaje się nam przedstawiać. Ale załóżmy nawet absurdalny scenariusz, że polscy eksporterzy żyją na odizolowanej od świata wyspie, na której produkują samodzielnie jakieś eksportowane gadżety bez potrzebnych do tego produktów z zagranicy (takich jak ropa). Czy chociaż w tym fikcyjnym świecie interwencja walutowa osłabiająca złotówkę nie byłaby pożądana?

O Fortuno, jednak nie. Chwytliwe hasło „osłabiania złotówki” oznacza w najprostszym tłumaczeniu drukowanie pieniędzy i wpuszczanie ich na rynek, aby spadała ich wartość w walutach obcych. W efekcie będą podnosić się ceny dóbr nie tylko importowanych, ale także krajowych. Firmy w Polsce będą musiały pogodzić się z tym, że ceny na przykład za komputery i sprzęt elektroniczny nie będą spadać tak bardzo jak by mogły. Z kolei emeryci i ludzie o stałych dochodach będą musieli patrzeć jak drożeje chleb i inne dobra, bo wszystko w imię szczytnego celu, wspierania polskiego przemysłu eksportowego.

Aha, zapomniałem chyba dodać, że jak osłabia się złotówka, to rośnie również dług zagraniczny, który Polska musi spłacać. Długu tego rzecz jasna wcale nie spłaca osobiście wiceprezes, lecz szary polski podatnik, który nota bene wypłaca mu także pensje. Słaba złotówka jest również kosztem dla zadłużonych prywatnie. Być może Witold Koziński ma na pieńku z osobą zadłużoną we franku szwajcarskim i teraz bierze odwet?

O wszystkich tych kosztach osłabiania krajowej waluty nasz przyszły wiceprezes nie zechciał obywatelom wspomnieć. Zróbmy to zatem za niego:

Kochani emeryci,
Kochani obywatele kupujący żywność i konsumujący energię,
Drodzy konsumenci komputerów i innych użytecznych dóbr importowanych,
Drodzy producenci korzystający z paliwa, surowców i sprowadzanych półproduktów,
Szanowni zadłużeni w walucie zagranicznej,
Przeciętny polski podatniku.
Miejcie się na baczności: dobroduszny wiceprezes NBP in spe pragnie zrobić prezent niektórym polskim eksporterom. Którym dokładnie? Chyba sam do końca nie jest przekonany. Nie myślcie jednak, że rachunek za ten prezent pokryje sam – zamiast tego zgrabnie wsunie rączkę do waszej kieszeni, koturnowo i z gracją informując o konieczności przeprowadzenia „operacji walutowych”. By żyło się lepiej. Nie wszystkim.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy