Krzyżanowski: Etatyzm w Polsce

28 lutego 2008 Dziedzictwo komentarze: 0

Autor: Adam Krzyżanowski

Pierwsze dziesięciolecie zmartwychwstałej państwowości polskiej, które upływa w tych dniach, zapisało się złotymi głoskami na kartach naszych dziejów szeregiem zwycięstw i powodzeń w polityce zagranicznej. Nie czuję się powołanym do rozpatrywania ubiegłego dziesięciolecia pod tym kątem widzenia. Mam zamiar ograniczyć się do kilku uwag na temat rozwoju polityki wewnętrznej: chcę pisać o dziejach polskiego etatyzmu. Będę się starał wykazać, że zjawisko to jest najistotniejszym znamieniem ewolucji naszego ustroju państwowego i że ustosunkowanie się do tego zagadnienia ma rozstrzygające znaczenie dla naszej przyszłości. […]

W XIX stuleciu w wielu państwach (w niektórych już znacznie wcześniej) zwyciężał liberalizm. Rządy poznosiły średniowieczne ograniczenia religijne, polityczne, ekonomiczne, np. ustawodawstwo cechowe. Pod koniec tego stulecia nastąpił zwrot w kierunku przeciwnym. Zakres działania państwa szybko i znacznie wzrasta w najróżnorodniejszych kierunkach. Wstępujemy w okres etatyzmu. Poprzedni okres liberalny, mimo ścieśnienia wszechwładzy państwa, był równocześnie okresem nieznanego dotychczas w dziejach rozkwitu mocarstwowych sił państwa. Państwa XIX stulecia przewyższają znacznie państwa dawniejsze militarną i finansową potęgą. Anglia równocześnie urzeczywistnia w wysokim stopniu ideały liberalne i w rzędzie mocarstw zdobywa pierwsze miejsce.

Pojmuję etatyzm jako zupełną antytezę polityki liberalnej, o ile chodzi o dobór środków osiągnięcia ostatecznych celów. Nie ma różnicy zasadniczej w określeniu celów. Jedna i druga polityka dąży do wzmocnienia państwa jako takiego, a zarazem do spotęgowania rozwoju jednostki. Różnica polega na tym, że etatyzm w rozszerzeniu zakresu działania państwa widzi niezawodny środek utrwalenia podstaw mocarstwowej siły państwa, która sama przez się zabezpiecza możliwie najlepszy rozwój jednostkom, zamieszkującym granice tego państwa. Natomiast poplecznicy liberalizmu stale i powszechnie dążą przede wszystkim do spotęgowania życia indywidualnego przez zrzucenie więzów etatystycznych, krępujących swobodny rozwój jednostki, uniemożliwiających jej zdobycie pełni sił cielesnych i duchowych, na którą ją stać. Wolność indywidualną uważają za pewny zadatek mocarstwowej siły państwa.

Poplecznicy etatyzmu niejednokrotnie zarzucają liberałom, że ich zamiarem jest osłabić państwo, a liberałowie pomawiają obrońców etatyzmu o chęć unicestwienia rozwoju indywidualnego jednostek. Oba twierdzenia są oczywiście mylne, o ile stanowić mają charakterystykę zamiarów, przyświecających stronnikom jednego i drugiego ustroju politycznego. Jeden i drugi zarzut może być słuszny tylko w tym rozumieniu, że mimo woli poplecznicy tych dwóch systemów politycznych – jedni osłabiają państwo, drudzy zbytnio krępują możliwości rozwoju jednostek.

Przekonywującym dowodem, że etatyzm zasadniczo nie odrzuca indywidualizmu, jest fakt, że wszyscy poplecznicy etatyzmu wprawdzie zwalczają liberalizm gospodarczy, ale nie wszyscy wyrzekają się liberalizmu w ogóle. Przed wielką wojną socjaliści, stanowiący ośrodek sił etatystycznych, stawali w obronie demokracji i wszelkiego liberalizmu z wyjątkiem ekonomicznego. Dopiero powojenny faszyzm stał się ideologicznie najdoskonalszym, bo dobitnym, jasnym i konsekwentnym wyrazicielem myśli etatystycznej dzięki przeciwstawieniu się liberalizmowi w ogóle. Socjalizm wywodzi się wprost z rewolucji francuskiej. Mussolini śmiało i wyraźnie potępia jej hasła równości i wolności w imię wszechwładzy państwa, stanowiącej dla jednostek dobro najwyższe, jedynie umożliwiające skuteczną i trwałą realizację wszelkich innych dóbr indywidualnych. Atoli ideologia jego jest zjawiskiem raczej odosobnionym, które pojawiło się dopiero przed kilku laty, gdy tymczasem postępy etatyzmu w walce z liberalizmem są o wiele wcześniejsze. […]

Poplecznicy etatyzmu, a w szczególności socjaliści, niejednokrotnie przyznają się do celów indywidualistycznych i liberalnych, co oczywiście nie przesądza odpowiedzi na pytanie, czy z dobrym skutkiem dążą do osiągnięcia tego celu. Może na ogół trafne będzie stwierdzenie, że etatyzm, dojrzewając z biegiem czasu siłą rzeczy, często wbrew woli swych zwolenników staje się czynnikiem anty-indywidualistycznym. Daje się unosić fali dlatego, że znowu siłą rzeczy, o wiele bardziej decydującą o przebiegu wypadków, niż na pierwszy rzut oka zdać by się mogło, etatyzm, o ile chce się rozwijać i ostać, musi się zwracać przeciwko wszystkim istotnym przejawom polityki liberalnej. Etatyzm nolens volens musi „iść na całego”, bo poszczególne człony liberalizmu są nierozerwalnie z sobą związane. Razem rodzą się i razem umierają. Poplecznikom etatyzmu zdawało się początkowo, że zwalczają jedynie liberalizm gospodarczy, a równocześnie chronią i potęgują pierwiastki liberalne ustroju politycznego. Tok wypadków rozwiał złudzenia, zapoznające uwarunkowanie liberalizmu gospodarczego liberalnym fundamentem politycznym.

Zwolennicy polityki liberalnej krytycznie oceniali daleko posuniętą jednolitość władzy państwowej, ponieważ uważali dzierżycieli władzy jednolitej za skłonnych do nadużycia jej w duchu zbytnio krępującym swobodę jednostek. Liberalizm widzi w podziale władzy na ustawodawczą, sądową i administracyjną trzy władze od siebie mało zależne i wzajemnie się równoważące, a ich równowagę uważa za środek osłabienia nacisku państwa na jednostkę i zabezpieczenia jej wolności. Dla osiągnięcia tego samego celu, liberalizm ścieśnia zakres działania państwa, wytwarzając osobne organy dla funkcji odebranych państwu, skutkiem czego jednostka w systemie politycznym liberalnym uczestniczy w różnych związkach społecznych. Ich współzawodnictwo i ścieranie się zapewnia jednostce znaczną swobodę ruchów. Etatyzm, zwłaszcza centralistyczny, skupiający dużo atrybucji w ręku państwa, krępuje tym samym jednostkę.

Etatyzm podkopuje zasadniczo ustrój liberalny, bo godzi w podział pracy i zróżnicowanie społeczeństwa. W starożytności, jak i w wiekach średnich, albo państwo degraduje kościół do rzędu religii państwowej, albo kościół stara się opanować państwo. Kościół i państwo stanowią poniekąd całość, której rozszczepienie w mniejszym lub większym stopniu staje się wynikiem postępów liberalizmu. Wolność ekonomiczna jest niczym innym, jak tylko wytyczeniem dwóch po części odrębnych sfer: politycznej i gospodarczej. Wedle teorii i praktyki liberalnej rzeczą państwa jest obrona na zewnątrz, utrzymanie ładu i zabezpieczenie własności prywatnej wewnątrz państwa, z równoczesnym wyrzeczeniem się jakiegokolwiek gospodarowania bezpośredniego przez państwo i oddziaływania na gospodarstwa prywatne, wyłącznie powołane do wykonywania czynności gospodarczych z wykluczeniem państwa. Tylko państwu liberalnemu znane jest zjawisko biednych polityków i bogaczy odsuniętych od władzy. Prawniczo temu wyodrębnieniu sfery politycznej i gospodarczej odpowiada rozróżnienie prawa publicznego i prywatnego. Liberalizm szuka i znajduje zabezpieczenie wolności politycznej w podziale władz, w zastrzeżeniu w znacznej mierze ustawodawstwa parlamentom, co łączy się z próbami umniejszenia ich wpływu na administrację i sądownictwo. Z podziałem władz i parlamentaryzmem idzie w parze zróżnicowanie funkcji cywilnych i wojskowych.

Liberalizm uznaje prawo własności i inne prawa podmiotowe jednostek. Różnicuje, a zarazem przeciwstawia państwo i jednostkę. Etatyzm można metaforycznie określić jako zacieranie usiłowań liberalnych zróżnicowania tych dwóch zjawisk. Ich rozróżnienie przejawia się także jako przeciwstawienie państwa i społeczeństwa, uzasadnione w ustroju liberalnym, zanikające w etatystycznym. Zazwyczaj przez społeczeństwo rozumiemy działalność ludzką w wysokim stopniu uniezależnioną od władz, a zatem w stosunku do nich samodzielną i rozgrywającą się poza sferą ich czynności. Z chwilą szybkiego i znacznego wzrostu zakresu działania władz społeczeństwa w znacznym stopniu zlewa się z państwem w jedną całość.

Określiłem ogólnikowo ustosunkowanie się liberalizmu do etatyzmu. Chcę uwypuklić to, co na ten temat powiedziałem, nieco bliższym wniknięciem w walkę, którą etatyzm toczy z liberalizmem na terenie politycznym, finansowym, ekonomicznym i cywilizacyjnym.

Parlamentaryzm jest fortecą, wzniesioną przez polityków liberalnych, z wyżyn której opanowali społeczeństwo. Historycznie parlamentaryzm rozwija się równolegle z przywilejem uchwalania całego budżetu, który wywalczyli sobie posłowie jako pełnomocnicy opodatkowanych. Chodziło o to, żeby, umniejszając wydatki państwowe do rozmiarów niezbędnych, zapobiec przerostowi biurokracji i uciskowi podatkowemu. Parlamentaryzm stał się ostoją liberalizmu, ponieważ w doskonałej swej formie polegał na tym, że stanowiska naczelne w rządzie, fotele ministerialne przypadały w udziale wybrańcom ludu z wykluczeniem urzędników, nie zasiadających w parlamencie. Ten system był oczywistym ograniczeniem biurokracji. Posłowie zwalczali wszechwładzę państwa gwoli ochrony wolności obywateli w najszerszym tego słowa znaczeniu. Parlamentaryzm stał się liberalną formą ustroju politycznego także dlatego, że stwarzał moralne usprawiedliwienie przymusu, wywieranego przez państwo, warunkując go zgodą większości wybrańców ludu; podlegającego owemu przymusowi. Tym sposobem przymus poniekąd przestawał być naruszeniem wolności obywateli. Słowem, liberalizm przyoblekł się w szaty parlamentaryzmu. Etatyzm je zrzucił.

Śledząc przebieg wypadków ostatnich lat w różnych państwach, trudno nie zauważyć uderzającej równoległości między rozwojem etatyzmu i osłabieniem żywotności ustroju parlamentarnego. Nie zbieżność przypadkowa, a wzajemna współzależność jest trafnym wyrazem ustosunkowania się tej równoległości.

Upadek parlamentaryzmu zazwyczaj prędzej czy później doprowadzić musi albo do jego przywrócenia, albo do przebudowy etatystycznej państwa. Jeżeli władcy państwa odmawiają ludowi współudziału w rządzie, a równocześnie zostawiają mu mało ograniczoną własność prywatną, wolność wyboru zawodu i przesiedlania się, a więc wolność gospodarczą, wówczas zachodzi niebezpieczeństwo, że ci, co w pierwszym rzędzie korzystają z tego stanu rzeczy, postarają się o uzyskanie wolności politycznej i o współudział we władzy państwowej gwoli zabezpieczenia swego stanu posiadania. Ażeby temu zapobiec, ci co ograniczają swobody polityczne, często uszczuplają gospodarcze. Nie kładę jednak nacisku na ten rozwój wypadków. Mam na myśli przede wszystkim stosunek odwrotny, to znaczy oddziaływanie zwiększonego zakresu czynności i wpływów państwa na układ sił politycznych w kierunku nieprzyjaznym liberalizmowi i parlamentaryzmowi. […]

Istnieje kategoria zarządzeń państwowych, którą nazwałbym etatyzmem cywilizacyjnym. Mam na myśli subwencjonowanie i nadzorowanie przez państwowych urzędników towarzystw dobroczynnych, sportowych, literackich, naukowych, artystycznych. Państwo nowoczesne niejednokrotnie rozwija bezpośrednio działalność w tych wszystkich, tak różnorodnych kierunkach. Mało tego. Rozszerza niepomiernie zakres moralności, którą chce narzucić przymusowym aparatem państwowym. Czyż skądinąd liberalne Stany Zjednoczone nie zakazały na swym obszarze wszelkiego wyrobu, przywozu i wywozu piwa, wina i wódki? Czyż obecny rząd hiszpański nie objął władzy w imię sanacji moralnej?

Współczesny etatyzm w Rosji bolszewickiej zakorzenił się najgłębiej. Występuje przeciw wolności religijnej, bo oddał aparat państwowy w usługi agitacji, której celem jest skłonić wszystkich mieszkańców Rosji do porzucenia wszelkiej religii w imię zalet bezwyznaniowości. We Francji państwo stara się uzyskać wpływ na życie rodzinne przez wysokie opodatkowanie bezżennych i bezdzietnych, przez równoczesne przyznanie dużych ulg podatkowych i premii rodzinom o licznym potomstwie.

Co prawda objawy te, jak dotąd, są raczej wyjątkowe. Etatyzm współczesny nie ogranicza wolności religijnej. Zachowuje się pobłażliwie, po części przychylnie wobec widocznej dążności społeczeństwa do wynagradzania sobie zwiększonego nacisku politycznego i ekonomicznego państwa pewnym rozluźnieniem spoistości węzła rodzinnego. Nie widzę w tym obecnym stanie rzeczy obalenia tezy, wedle której etatyzm staje do walki z wszelkiego rodzaju liberalizmem. Z biegiem czasu, gdy etatyzm umocni się politycznie i ekonomicznie, w obronie swego samozachowania nie omieszka poddać swym wpływom życia religijnego i rodzinnego. Wspominałem o zwiastunach ewolucji w tym kierunku.

Moralność etatystyczna okazała się tak wielkim niebezpieczeństwem, że wywołała liberalną reakcję ze strony, po której najmniej można było się spodziewać podobnego kroku, bo z łona Kościoła katolickiego. Często zbyt daleko sięgające żądania liberałów rozdziału Kościoła od państwa, ich polityka zaboru dóbr kościelnych, wywołały pozornie zasadniczy rozdźwięk między obozem liberalnym a Kościołem katolickim. Ostatnio jednak okazało się, że Kościół nie odrzuca w całości idei moralnych liberalizmu. W Stanach Zjednoczonych Kościół zwalcza prohibicję. Potępił faszyzm włoski z powodu przesady w określaniu państwa jako dobra najwyższego z ujmą dla innych walorów moralnych.

Podobnej ewolucji uległ stosunek angielskiego stronnictwa konserwatywnego do liberalizmu. Sto lat temu torysi zwalczali dość bezwzględnie liberalizm. Dziś wobec wielkich postępów etatyzmu angielska ideologia konserwatywna skłaniać się poczyna do liberalizmu, odpowiadającego obecnym stosunkom.

Niepodobna wątpić o tym, że przeżywamy okres znacznego kurczenia się pierwiastków liberalnych naszego ustroju politycznego. Wedle definicji, którą postawiłem na wstępie, etatyzm jest zupełnym przeciwieństwem liberalizmu. O wiele trudniej określić stosunek etatyzmu do ideału demokratycznego.

Zakres działania państwa wzrasta. Atoli obrońcy tej polityki przeważnie nie wywieszają sztandaru wyraźnej walki z liberalizmem i demokracją. Niejednokrotnie jawnie potępiają liberalizm gospodarczy, zastrzegając się równocześnie, że walczą usilnie w obronie całego programu z wyłączeniem jego treści ekonomicznej. O wiele życzliwsze stanowisko zajmują wobec haseł demokratycznych. Głoszą często zdanie, że liberalizm tumanił lud pozorami demokracji parlamentarnej, ażeby tym snadniej zwalczać demokrację ekonomiczną, której treścią wzbogacenie ubogich. Z mniejszym lub większym naciskiem odrzekają się demokracji parlamentarnej w imię urzeczywistnienia demokracji prawdziwej. W dobrej wierze i nie bez żadnego uzasadnienia dowodzą, że etatyzm współczesny jest na wskroś demokratyczny.

Przyznają jednak, że nie obstają bezwarunkowo przy zasadach demokracji parlamentarnej. Wiemy już z poprzednich wywodów, że etatyzm godzi w parlamentaryzm, bo parlamentarny system rządzenia okazał się niezdolnym do urzeczywistnienia programu szybkiego i znacznego rozszerzenia zakresu działania państwa. Toteż etatyzm ostatecznie obala zasadę demokratyczną, wyrażającą się współudziałem ludu w rządzeniu państwem za pośrednictwem parlamentu, wybranego na zasadzie powszechnego głosowania.

Poplecznicy etatyzmu początkowo zdawali sobie sprawę tylko z tego, że ich program przeciwstawia się liberalizmowi gospodarczemu. Tok wypadków, współzależność wszystkich zjawisk społecznych doprowadzała do zwalczania wszelkiego liberalizmu politycznego. W tym stanie rzeczy poplecznicy etatyzmu powoli zauważyli, że podkopują demokrację parlamentarną. Poczęli przyznawać, że ich program obejmuje ograniczenie nie tylko liberalizmu gospodarczego, ale także demokracji parlamentarnej w imię ostatecznego ugruntowania prawdziwej demokracji.

Wypadki dowiodły niemożności ograniczenia liberalizmu gospodarczego bez obalenia liberalnego ustroju politycznego.


Adam Krzyżanowski, Bierny bilans handlowy, Kraków 1928, ss. 426-433, 437-439.

Tekst pochodzi ze strony Ośrodka Myśli Politycznej. Został wykorzystany za wiedzą i zgodą Ośrodka.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Adam Krzyżanowski

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy