Rothbard: Relacje międzyludzkie: agresja a własność

13 marca 2008 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 3

Autor: Murray N. Rothbard
Tytuł oryginału: Interpersonal Relations: Ownership and Aggression
Tłumaczenie: Marcin M. Sołtysik

[Niniejszy tekst stanowi rozdział 8 książki The Ethics of Liberty]

Omawialiśmy dotychczas wolne społeczeństwo, społeczeństwo oparte na pokojowej współpracy i dobrowolnych relacjach międzyludzkich. Istnieje jednak inny, przeciwstawny rodzaj relacji interpersonalnych: użycie przemocy i agresji przez jednego człowieka wobec drugiego. Przez przemoc rozumiemy akt naruszenia własności należącej do innej osoby, która nie wyraziła na to zgody. Agresja może być wymierzona we własność ciała (jak to się dzieje w przypadku napaści cielesnej) lub dóbr materialnych (w przypadku kradzieży i wtargnięcia na czyjąś posiadłość). W każdym z tych przypadków, napastnik narzuca swoją wolę – pozbawia innego człowieka wolności działania i ogranicza jego naturalne prawo do samoposiadania.

Odłóżmy na moment bardziej złożony przypadek napaści na materialną własność i skoncentrujmy się na kwestii przysługującego każdej jednostce prawa własności do swojego własnego ciała. Istnieją dwie możliwości: albo ustanawiamy zasadę, że każdy człowiek ma pełne prawo własności do swojego ciała, albo że nie ma pełnego prawa własności. Posiadanie takiego prawa jest fundamentem prawa naturalnego dla wolnego społeczeństwa, które tu przedstawiamy. Co jeśli jednak takiego prawa nie posiada, jeśli nie ma pełnego, stuprocentowego prawa do samoposiadania? Implikuje to jedną z dwóch możliwości: (1) model „komunistyczny” cechujący się uniwersalnym (przynależnym każdemu) i równym prawem do posiadanie innych osób, lub (2) częściowe posiadanie jednej grupy przez inną – systemem władzy jednej grupy nad inną. Są to jedyne alternatywy dla stuprocentowego prawa do samoposiadania.[1]

Zastanówmy się nad możliwością (2). Jedna osoba lub grupa ludzi G ma prawo do posiadania nie tylko samych siebie, ale również reszty społeczeństwa R. Jednak poza wieloma innymi problemami i trudnościami, jakie niesie ze sobą taki system, możemy również wskazać na to, że nie może on opierać się na uniwersalnej, zgodnej z prawem naturalnym etyce dla całej ludzkości. Opiera się on na arbitralnej etyce, podobnej do poglądu, że Hohenzollernowie mają przysługujące im z natury prawo do rządzenia nie-Hohenzollernami. Etyka, według której klasa G jest uprawniona, by rządzić klasą R, implikuje, że przedstawiciele klasy R są podludźmi, którzy nie mają prawa korzystać w pełni z samoposiadania. Samoposiadaniem mogą się cieszyć tylko przedstawiciele klasy G. Taka etyka jednak w oczywisty sposób narusza wstępne założenie, które musi spełnić ludzka etyka.

A co z alternatywą (1)? Według niej żadnej z jednostek A, B, C… nie przysługuje prawo do stuprocentowej własności swojej osoby. Równa część prawa własności do ciała A powinna być przyznana osobom B, C… Podobnie będzie w przypadku praw własności do ciał pozostałych osób. System ten ma przynajmniej tę zaletę, że jest uniwersalny i stosuje się do każdej osoby żyjącej w społeczeństwie. Nie zmienia to jednak faktu, że z zasadą tą wiąże się wiele innych problemów.

Po pierwsze, w praktyce w społeczeństwie, w którym żyje więcej niż kilka osób, alternatywa ta musi się załamać, przez co będzie się ona sprowadzać do alternatywy (2): władzy jednej grupą nad inną. Po drugie, jest fizycznie niemożliwe, aby każdy nieustanie pilnował innych ludzi, a co za tym idzie, egzekwował swoje równe prawo do częściowej własności innych ludzi. A zatem w praktyce koncepcja uniwersalnego i równego prawa posiadania innych ludzi jest utopijna i niemożliwa do zrealizowania. Nadzór nad innymi ludźmi i prawo do posiadania ich ciał z konieczności będzie musiało przysługiwać klasie rządzącej. Dlatego też żadne społeczeństwo, którego członkowie nie posiadają pełnego prawa do samoposiadania, nie może cieszyć się uniwersalną etyką. Chociażby z tego powodu stuprocentowe prawo do samoposiadania przysługujące każdemu człowiekowi stanowi fundament jedynej możliwej do wprowadzenia etyki społecznej.

Załóżmy jednak na potrzeby naszych rozważań, że taką utopię można by wprowadzić w życie. Co wtedy? Po pierwsze, jednoczesne twierdzenie, że żaden człowiek nie jest uprawniony do posiadania samego siebie i że każdy z tych ludzi jest uprawniony do posiadania części każdego innego człowieka, jest oczywistym absurdem! Poza tym, czy naprawdę chcielibyśmy wprowadzenia w życie takiej utopii? Czy możemy sobie wyobrazić świat, w którym żadnemu człowiekowi nie wolno podejmować żadnych działań bez uprzedniej zgody ze strony każdego członka społeczeństwa? To oczywiste, że nikt nie byłby w stanie nic zrobić, a ludzkość wkrótce by wyginęła. Jeśli jednak w świecie, w którym nie istnieje – bądź prawie nie istnieje – prawo do samoposiadania, ludzkość czeka niechybna śmierć, to jakikolwiek krok w tym kierunku narusza zasadę mówiącą, co jest najlepsze dla człowieka i jego życia. Ponadto, jak mogliśmy zobaczyć wcześniej, każda etyka, według której jedna grupa jest obdarzona prawem do pełnego posiadania innych ludzi, narusza najbardziej elementarną zasadę, na której musi się opierać każda etyka: że musi się stosować do każdego człowieka. Żadna „cząstkowa” etyka nie jest lepsza niż teoria „cała władza w ręce Hohenzollernów”, chociaż na pierwszy rzut oka może się taka wydawać.

Natomiast społeczeństwo oparte na prawie do absolutnego samoposiadania uwzględnia podstawowy i naturalny fakt, że każdy człowiek posiada siebie samego oraz że człowiek może żyć i rozwijać się tylko wtedy, gdy może w pełni korzystać z naturalnej wolności wyboru, przyjmować wartości, uczyć się, jak je osiągać, itp. Będąc człowiekiem, musi korzystać ze swojego umysłu, by wybierać cele i środki. Zmuszanie go przez kogokolwiek do zmiany wybranej przez siebie drogi, oznacza naruszenie jego natury – sposobu, w jaki musi on funkcjonować. Krótko mówiąc, napastnik używa przemocy, by przeszkodzić człowiekowi w swobodnym wyborze idei i wartości oraz w podejmowaniu opartych na nich działań.

Nie wyjaśnimy w pełni praw naturalnych rządzących własnością i przemocą, jeśli nie rozszerzymy naszej analizy o własność materialną. Ludzie nie są zjawami, ale istotami, które by przetrwać, muszą zmagać się z naturą i przekształcać materialne obiekty. Wróćmy do naszej wyspy, którą zamieszkują Crusoe i Piętaszek. Żyjący pierwotnie w izolacji Crusoe skorzystał ze swojej wolnej woli i prawa do samoposiadania, by poznać swoje potrzeby i wartości oraz by dowiedzieć się, jak je zaspokoić, przekształcając surowce naturalne przez „wymieszanie” z nimi swojej pracy. W ten sposób zajął się produkcją i stworzył własność. Załóżmy teraz, że na innej części tej samej wyspy znalazł się Piętaszek. Ma on do wyboru dwie możliwości: może, podobnie jak Crusoe, zostać producentem, przekształcać nieużywaną wcześniej ziemię, wykorzystując pracę oraz wymieniać swoje produkty na produkty innych osób – czyli może zaangażować się w produkcję, wymianę oraz tworzenie własności – albo zaoszczędzić sobie wysiłku związanego z produkcją oraz wymianą i przejąć siłą owoce pracy Crusoe – może dokonać aktu agresji wobec innego producenta.

Jeśli Piętaszek wybierze pracę i produkcję, to, podobnie jak Crusoe, wejdzie w posiadanie ziemi, którą oczyścił i użytkuje oraz owoców tej ziemi. Załóżmy, że Crusoe rości sobie prawo do dużo większej własności niż mu przysługuje z natury i twierdzi, że z racji tego, że przybył na wyspę jako pierwszy, „w rzeczywistości” to on jest właścicielem całej wyspy, nawet jeśli wcześniej jej całej nie użytkował. Jest to bezpodstawne roszczenie, które wykracza poza granice wyznaczone przez prawo naturalne oparte na zagospodarowaniu i jeśli Crusoe stara się je wyegzekwować, żeby wypędzić Piętaszka siłą, to dokonuje bezprawnej agresji przeciwko osobie i własności drugiego człowieka.

Niektórzy teoretycy utrzymują – przedstawiając coś, co można nazwać „kompleksem Kolumba” – że pierwszy odkrywca nowej, niemającej jeszcze właściciela wyspy lub kontynentu może legalnie wejść w posiadanie całej tej wyspy lub kontynentu – wystarczy, że wysunie takie roszczenie (w tym przypadku Kolumb, gdyby rzeczywiście znalazł się na kontynencie amerykańskim – i gdyby nie żyli tam Indianie – mógłby pełnoprawnie rościć sobie prawo prywatnej „własności” do całego kontynentu). Ponieważ jednak Kolumb był mógłby „wymieszać swoją pracę z” małą częścią kontynentu, to reszta ziemi wciąż nie miałaby swojego właściciela, dopóki nie przybędą następni osadnicy, którzy stworzą własność na innych częściach kontynentu.[2]

Zostawmy na razie Crusoe i Piętaszka, żeby zastanowić się nad sytuacją rzeźbiarza, który stworzył rzeźbę, przekształcając glinę i inne materiały (pomińmy przy tym kwestię praw własności do gliny czy narzędzi). Powstaje pytanie: kto właściwie powinien posiadać to dzieło sztuki stworzone przez rzeźbiarza? Podobnie jak w przypadku prawa do posiadania ludzkiego ciała, istnieją tu tylko trzy logiczne możliwości: (1) rzeźbiarz, „twórca” dzieła sztuki, powinien mieć prawo własności do swojego dzieła; (2) inny człowiek, lub grupa ludzi posiada prawo do tego dzieła, czyli do wywłaszczenia tego dzieła siłą bez zgody rzeźbiarza; lub (3) rozwiązanie „komunistyczne” – każdej osobie zostaje przydzielone taka sama część prawa własności do rzeźby.

Postawmy sprawę jasno: mało kto zaprzeczy, że przywłaszczenie sobie przez jakąś grupę albo całe społeczeństwo prawa własności do rzeźby oznacza ogromną niesprawiedliwość. Przecież to właśnie rzeźbiarz „stworzył” swoje dzieło sztuki – oczywiście nie w tym sensie, że stworzył materię, ale że swoją pracą przekształcił materię (glinę), nadając jej inną formę, zgodną z jego ideami. Oczywiście, jeśli każdy człowiek ma prawo do posiadania swojego ciała i jeśli musi on korzystać z materialnych obiektów i je przekształcać, żeby przetrwać, to ma prawo posiadać produkt, który za sprawą jego wysiłku stał się przedłużeniem jego własnej osoby. Dzieje się tak nie tylko w przypadku rzeźbiarza, który odcisnął ślad swojej osoby na surowej materii, „mieszając swoją pracę” z gliną, ale również każdego producenta, który „zagospodarował” jakiś obiekt naturalny, czyli wymieszał z nim swoją pracę.

Zachowanie grupy ludzi polegające na przywłaszczeniu sobie dzieła rzeźbiarza jest zachowaniem agresywnym i pasożytniczym – ponieważ grupa taka czerpie korzyści kosztem wywłaszczonego. Większość ludzi zgodzi się z twierdzeniem, że taka grupa w ewidentny sposób narusza prawo rzeźbiarza do swojego produktu – do tego, co stanowi przedłużenie jego osoby. Twierdzenie to jest prawdziwe niezależnie od tego, czy wywłaszczenia dokona jakaś grupa, czy też „światowa komuna” – wyjątkiem jest tylko wspólna własność kilku osób (w praktyce wywłaszczenia dokonywałaby grupa ludzi w imieniu „społeczności światowej”). Jeśli jednak rzeźbiarz, jak pokazaliśmy, ma prawo posiadać swój produkt, czyli przekształconą przez siebie materię, to podobne prawo ma każdy inny producent. Prawo takie mają osoby, które wydobyły z ziemi glinę i sprzedały ją rzeźbiarzowi oraz ludzie, którzy wytworzyli narzędzia konieczne do obróbki gliny. Ci ludzie również są producentami, ponieważ wymieszali swoje idee i wiedzę technologiczną z ziemią, żeby otrzymać wartościowy produkt. Oni również wymieszali swoją pracę i energię z ziemią. Dlatego też posiadają oni prawo własności do dóbr, które wytworzyli.[3]

Ustaliliśmy, że każdy człowiek ma prawo do posiadania swojej osoby i pracy, a także własności, którą „stworzył”, bądź zebrał na nieużywanym i niemającym swojego właściciela terenie. Kto jednak ma prawo do posiadania, czy też kontrolowania samej ziemi? Krótko mówiąc, człowiek, który zebrał żołędzie lub jagody, ma prawo własności do nich, rolnik jest właścicielem plonów pszenicy; kto jednak ma prawo własności do ziemi, na której odbywają się te czynności? Uzasadnienie dla własności ziemi (gruntów) jest identyczne, jak uzasadnienie dla każdej innej własności. W rzeczywistości żaden człowiek nie „tworzy” materii, tylko przekształca daną od natury materię, wykorzystując do tego swoje idee i pracę. Dokładnie to samo czyni pionier – osadnik – gdy oczyszcza i użytkuje dziewiczą i niewykorzystywaną wcześniej ziemię, która tym samym staje się jego prywatną własnością. Osadnik – tak samo jak rzeźbiarz czy górnik – swoją pracą i osobą przekształca ziemię. Osadnik jest „producentem” w takim samym stopniu, jak inni i dlatego jest prawowitym właścicielem swojego mienia. Tutaj również trudno uznać za moralnie słusznie postępowanie grupy osób, która chciałaby wywłaszczyć efekty pracy osadnika (tutaj również „światowy komunizm” w praktyce sprowadzałby się do sytuacji, w której właścicielami byłaby klasa rządząca). Ponadto zwolennicy wspólnego posiadania ziemi, którzy utrzymują, że cała ludzka populacja w rzeczywistości posiada wspólnie całą ziemię, pomijają oczywisty fakt, że przed pojawieniem się osadnika nikt nie użytkował ,ani nie kontrolował ziemi, a co za tym idzie – nikt jej nie posiadał. Pionier, czy też osadnik to osoba, która jako pierwsza nadała bezwartościowym i niewykorzystywanym wcześniej obiektom naturalnym użyteczną formę.

Widzimy więc, że istnieją tylko dwie metody nabywania własności i majątku: produkcja i przymusowe wywłaszczenie, co trafnie zauważył wielki niemiecki socjolog Franz Oppenheimer. Pierwszą metodą jest produkcja i dobrowolna wymiana produktów. Metodę tą Oppenheimer nazywa sposobami ekonomicznymi. Druga metoda polega na unilateralnej konfiskacie produktów wytworzonych przez inną osobę: wywłaszczeniu innego człowieka przy użyciu przemocy. Tę grabieżczą metodę zdobywania majątku Oppenheimer określa mianem sposobów politycznych.[4]

Tak więc człowiek, który przywłaszcza sobie cudzą własność, żyje w sprzeczności ze swoją naturą. Jak mogliśmy zauważyć, człowiek może żyć i osiągać dobrobyt jedynie dzięki własnej produkcji i wymianie produktów. Tymczasem agresor nie jest w ogóle producentem, ale łupieżcą, który pasożytniczo wykorzystuje pracę innych ludzi. Zamiast żyć w zgodzie z naturą człowieka, agresor jest pasożytem, który osiąga unilateralne korzyści przez wykorzystanie pracy i energii innych osób. Oczywiście mamy tu do czynienia z całkowitym naruszeniem każdej etyki, którą można by uznać za uniwersalną. Człowiek nie może żyć jak pasożyt – pasożytom do życia konieczne jest istnienie niepasożytniczych producentów, którzy by pasożytów żywili. Pasożyt nic nie dodaje do społecznej sumy dóbr i usług, a ponadto jest całkowicie zależny od produkcji swojego żywiciela. A ponieważ wzrost pasożytnictwa oznacza ipso facto spadek ilości producentów i wielkości produkcji, to jeśli w końcu producenci wyginą, pasożyty szybko podzielą ich los.

Zatem pasożytnictwo nie może stanowić uniwersalnej etyki, a wzrost pasożytnictwa powoduje zmniejszenie się produkcji, która umożliwia przetrwanie zarówno żywiciela, jak i pasożyta. Oparty na przymusie wyzysk i pasożytnictwo przeszkadzają każdemu członkowi społeczeństwa w procesie produkcji. Pasożytnicza grabież, niezależnie od tego, w jakiej występuje postaci, stanowi pogwałcenie nie tylko natury ofiary, której osoba oraz własność zostają naruszone, ale również natury agresora, który rezygnuje z naturalnych metod produkcji – których podstawą jest wykorzystanie umysłu do przekształcenia natury oraz wymiana z innymi producentami – na rzecz metod opartych na pasożytniczym wywłaszczaniu produktów pracy innych ludzi. W głębszym sensie agresor szkodzi nie tylko nieszczęsnej ofierze, ale też sobie samemu. Prawda ta dotyczy współczesnych społeczeństw w takim samym stopniu, jak mieszkających na wyspie Robinsona i Piętaszka.


PRZYPISY

[1] Profesor George Mavrodes z wydziału filozofii na Uniwersytecie Michigan sprzeciwia się temu poglądowi, twierdząc, że istnieje inna logiczna alternatywa – „nikt nie posiada nikogo, ani siebie samego, ani nikogo innego w jakimkolwiek stopniu”. Jednakże, skoro prawo do posiadania oznacza posiadanie kontroli nad tym, co jest posiadane, oznacza to tyle, że nikt nie jest w stanie nic zrobić – co szybko by doprowadziło rodzaj ludzki do wyginięcia.

[2] Według nieco zmienionej wersji „kompleksu Kolumba” pierwszy odkrywca nowej wyspy lub kontynentu może rościć sobie prawo do całej wyspy lub kontynentu, jeśli tą wyspę lub kontynent obejdzie dookoła (bądź zatrudniając ludzi, by zrobili to za niego), wyznaczając w ten sposób granice terytorium. Jednak według naszego poglądu takie roszczenie mogłoby dotyczyć tylko samych granic, a nie terenu znajdującego się wewnątrz nich, gdyż tylko granica została przekształcona i użyta przez człowieka.

[3] Zob. John Locke, Dwa traktaty o rządzie, tłum. Z. Rau, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1992.

[4] Franz Oppenheimer napisał w: The State, Free Life Editions, Nowy Jork 1975, s. 12:

Istnieją dwa fundamentalnie różne sposoby, z pomocą których człowiek, chcąc przetrwać, zmuszony jest zdobywać środki konieczne do zaspokojenia swoich pragnień. Proponuję (…) określić własną pracę i równowartość wymiany tej pracy własnej na pracę innych mianem „ekonomicznych sposobów” zaspokajania potrzeb, a niewynagrodzone zawłaszczenie nazywać będę „sposobami politycznymi”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Rothbard: Relacje międzyludzkie: agresja a własność

  1. Bardzo prosze o wyjasnienie, w jaki sposob w spoleczenstwie libertarianskim odnosic sie bedzie do morderstwa na osobie samotnej?? Kto wystapi w jej imieniu? Czy nie bedzie to postepowanie „z urzedu”?? Ale jak skoro ma nie byc jako takiego panstwa?? Pozdrawiam.

  2. POZDRAWIAM PANIE DR TOMASZU R!

    Piętaszek Crusoe i libertarianizm…

    pozdrawiam

    uważny sluchasz , zainspirowana wykladem – podążam

  3. Jeżeli morderca nie był samemu ubezpieczony/zapisany do sądu arbitrażowego itp., w ramach czego zobowiązał się do powstrzymywania się od morderstw, to nawet ubezpieczalnie do których on nie należy mogą być zainteresowane procesami (maksymalnie transparentnymi – zamykanie wg widzimisię to zła reklama) i więzieniem takiego mordercy, ze względu na zmniejszanie ryzyka kolejnych morderstw i obowiązku wypłacania odszkodowań w rodzinie. Jeżeli społeczeństwo nie będzie popierało kary śmierci przypuszczalnie taki więzień będzie musiał pracować na własne utrzymanie.

    To tylko jedna z hipotez, nie sposób doskonale przewidzieć sposobu funkcjonowania oddolnych mechanizmów rynkowych, to rola przedsiębiorcy który będzie eksperymentował, a rynek weryfikował wyniki jego eksperymentów. Problem pojawia się już przy próbie opisu procesu produkcji słynnego readowskiego Ołówka:

    [www.econlib.org/library/Essays/rdPncl1.html],

    a co dopiero przy problemie prywatnego sądownictwa.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wolność nie obroni się sama
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572