Jabłecki: PO kontra podatek Belki

16 marca 2008 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 1

Autor: Juliusz Jabłecki

W ostatniej kampanii wyborczej Platforma Obywatelska jednym ze swych liberalnych postulatów uczyniła zniesienie podatku od zysków kapitałowych, tzw. podatku Belki. Niestety już po dojściu partii do władzy projekt natrafił na ostry sprzeciw przede wszystkim ministra finansów Jacka Rostowskiego, który argumentował, że takie rozwiązanie faworyzowałoby ludzi bogatych pozwalając im płacić „efektywnie niższe podatki”.[1] W końcu w sprawę zaangażował się osobiście premier Donald Tusk,[2] który wysunął kompromisową propozycję, aby utrzymać podatek od zysków z inwestycji giełdowych, ale znieść ten, który nakłada się na odsetki z lokat i rachunków bankowych.

Na pierwszy rzut oka plan Tuska wydaje się sensowny. Wszak, jak nauczał kanclerz Bismarck, polityka jest sztuką wyboru spośród możliwych scenariuszy i jeżeli z jakichś powodów niewykonalne jest całkowite zniesienie podatku Belki, to liberałowie powinni kibicować choć częściowemu jego ograniczeniu. Problem w tym, że taka selektywna deregulacja może mieć różne, niekoniecznie pozytywne, skutki.

Przede wszystkim warto zauważyć, że plan Tuska godzi w interesy funduszy inwestycyjnych a uprzywilejowuje sektor bankowy, ponieważ relatywnie korzystniejsze stanie się utrzymywanie oszczędności na lokatach bankowych (szczególnie wziąwszy pod uwagę bessę giełdową i kolejne podwyżki stóp procentowych) zamiast na giełdzie. Dla banków oznacza to przyrost depozytów, a więc najtańszego źródła finansowania akcji kredytowej. Trudno oczywiście spekulować, jaka będzie skala przyrostu podaży pieniądza, który będzie jej następstwem, ale np. już w tej chwili wiadomo, że styczniowemu wzrostowi o 4,9% (m/m) wartości środków zdeponowanych na rachunkach towarzyszył wzrost zadłużenia gospodarstw domowych i firm odpowiednio o 38% i 26% (r/r).[3] Zmiany podatkowe staną się więc bez wątpienia czynnikiem inflacyjnym. Z drugiej strony, uderzając w inwestycje giełdowe i czyniąc je względnie mniej atrakcyjnymi, propozycja tylko częściowego zniesienia opodatkowania może utrudnić firmom pozyskiwanie kapitału poprzez emisję akcji i ograniczyć rozwój prawdziwie rynkowego mechanizmu finansowania działalności gospodarczej. Wreszcie z czysto pragmatycznego punktu widzenia plan Donalda Tuska ma także ten mankament, że zmieniłby przepisy w sposób nieprecyzyjny, co zachęcałoby do ich omijania. Łatwo sobie bowiem wyobrazić, że w poszukiwaniu dodatkowych pieniędzy banki zaczną kusić klientów instrumentami, które choć w teorii będą miały status nieopodatkowanych lokat, w praktyce umożliwią pośrednie inwestowanie na giełdzie, co sprowadzi prawo do groteski.

W sumie wydaje się, że bilans selektywnego zniesienia podatku Belki wymyka się jednoznacznej ocenie: wprawdzie z jednej strony prowadziłoby ono do liberalizacji życia gospodarczego – co jest niewątpliwie korzystne – ale z drugiej cementowałoby silną pozycję sektora bankowego i zwiększyłoby potencjał ekspansji kredytowej, co może budzić pewne obawy. Czy jednak wynika stąd, że nowy projekt PO należy pryncypialnie skrytykować i odrzucić jako niekompletny i cząstkowy? Chyba niekoniecznie. Wszak dzisiejszy porządek prawny praktycznie uniemożliwia wprowadzanie takich zmian, na których wszyscy zyskaliby w równym stopniu i które nie prowadziłyby do jakiegoś rodzaju „błędnej alokacji”. Tym niemniej zmiany podatkowe bez wątpienia są potrzebne, a przesadny purytanizm w ich ocenie może przesłonić prostą acz fundamentalną prawdę, że skoro całkowite zniesienie podatków jest czymś dobrym, to częściowe pozbycie się ich nie może być czymś złym (choć oczywiście może nas nie w pełni satysfakcjonować). Poza tym, jak trafnie zauważa Slavoj Žižek, prawdziwie wywrotowe działanie nie polega wcale na wysuwaniu postulatów, których ludzie władzy nie mają możliwości spełnić.[4] Takie żądania budzą jedynie politowanie i lekceważenie („Och, jak dobrze, że przypominacie nam, drodzy radykałowie, w jakim świecie wszyscy chcielibyśmy żyć. Niestety brutalna rzeczywistość zmusza nas do zadowalania się tym, co wykonalne”). Znacznie lepiej, twierdzi Žižek, żądać realizacji konkretnych, strategicznie wybranych i dobrze zdefiniowanych małych celów, przed którymi politycy nie mogą uciec wymawiając się związanymi rękami.

Przyjęcie takiego stanowiska nie zmienia jednak faktu, że przy każdej analizie prób wybiórczej deregulacji ważny jest sposób rozkładania akcentów. Choć posunięcia takie prowadzą w dobrym kierunku, to – wbrew konfucjańskim zasadom – celem nie powinno być samo tylko dążenie do zmiany, lecz jej faktyczne wprowadzenie. A zatem wyrażając aprobatę dla takich czy innych reform, trzeba niestrudzenie podkreślać, że mają one jedynie charakter cząstkowy i ich pozytywna ocena pochodzi wprost od pozytywnej oceny wolnego, nieskrępowanego fiskalizmem rynku.

Czy warto zatem znieść podatek Belki od dochodów z lokat bankowych? Warto: ponieważ nie dodaje on niczego do już istniejącej instytucjonalnej siatki interwencjonizmu, a cała jego „niesprawiedliwość” wynika jedynie stąd, że nierównomiernie ją demontuje.


PRZYPISY

[3] Zob. np. Rekordowy wzrost bankowych depozytów, „Rzeczpospolita”, B2, 15 lutego 2008.

[4] Slavoj Žižek, Resistance is Surrender, „London Review of Books”, listopad 2007.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Juliusz Jabłecki

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Jabłecki: PO kontra podatek Belki

  1. Witam,
    formy zaoszczędzenia 19% podatku od dochodów kapitałowych (tak zwany podatek Belki):
    -lokaty których dochód nie przekracza 2,49 zł
    -polisy lokacyjne
    -IKE
    -Polisy inwestycyjne
    -Fundusze luksemburskie
    -Odsetki naliczone od środków ulokowanych na książeczce mieszkaniowej są zwolnione z podatku dochodowego od osób fizycznych.

    -Fundusze parasolowe (tu złożone)

    Więcej:
    http://lokatybezbelki.w.interia.pl/

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy