Jabłecki: Komentarz do wystąpienia dr. Josefa Christla

21 marca 2008 Bańki i kryzysy finansowe komentarze: 0

Autor: Juliusz Jabłecki

Zobacz również tekst wystąpienia dr. Josefa Christla.

Z radością i dużym zainteresowaniem przyjęliśmy tezy przedstawione w wystąpieniu dr. Josefa Christla, członka zarządu i jednocześnie dyrektora pionu analiz ekonomicznych Narodowego Banku Austrii. Zwrócenie uwagi na szkołę austriacką, nie mówiąc już o publicznym przyznaniu się do inspiracji teoriami Misesa czy Hayeka, przez tak wysoko postawioną osobę jest wyjątkową rzadkością. Często wprawdzie zwraca się uwagę, że Alan Greenspan, były szef Fedu, sympatyzował z austriackimi koncepcjami dotyczącymi standardu złota, lecz miarą tej sympatii wydaje się być jedynie krótki esej napisany blisko 40 lat temu.[1] Tymczasem dr Chrisl, przedstawiwszy skrótowo główne myśli twórców szkoły austriackiej, stwierdził jednoznacznie, że dziś jest ona bardziej aktualna niż kiedykolwiek.

Ta aktualność bierze się według dr. Christla stąd, że koncepcje sformułowane wiele lat temu przez Misesa i Hayeka dostarczają odpowiedzi na pytania, z którymi muszą się dziś zmierzyć wszystkie rozwinięte gospodarki. Chodzi tu przede wszystkim o to, jak dostosować się do zmian, które pociąga za sobą globalizacja, jak przezwyciężyć cykliczne wahania aktywności gospodarczej w kraju i jak uodpornić się na zagraniczne szoki koniunkturalne. Wskazówka, jaką w pracach austriaków odczytuje dr Christl brzmi: gospodarki powinny być bardziej elastyczne i konkurencyjne, aby lepiej stawiać czoła wyzwaniom XXI wieku. Naturalnie trudno się z tak postawioną tezą nie zgodzić. Wszak liberalizacja międzynarodowych stosunków gospodarczych i zwiększona mobilność kapitału wiążą się w swym fundamentalnym wymiarze z globalną realokacją czynników produkcji (także siły roboczej), a ta z kolei przyniesie największą korzyść tym państwom, które najszybciej dostosują się do nowych warunków.

Trzeba jednak dodać, że „elastyczność” i „konkurencyjność” nie mogą być – jak dotychczas – tylko eufemizmami ukwiecającymi kolejne wersje Strategii Lizbońskiej. Rynek będzie prowadził do efektywnej alokacji zasobów tylko wówczas, kiedy przestanie się go krępować niepotrzebnymi regulacjami i zezwoli na pełną swobodę zawierania kontraktów, w szczególności tych dotyczących pracy. Nie sposób nie zgodzić się z dr. Christlem, że prężna gospodarka potrzebuje łatwo dostosowującego się systemu cen – nie tylko po to, aby łagodzić szoki docierające z zagranicy, lecz także, by efektywniej przekazywać informacje – jednak elastyczności cen nie da się administracyjnie zadekretować. Ponadto, wszelka informacja czy wiedza zawarta w rynkowych cenach wywodzi się stąd, że wyrażają one relatywne rzadkości dóbr ekonomicznych i preferencje ich właścicieli. Austriakom chodzi więc nie tyle o elastyczność rozumianą w wąskim, technicznym sensie jako szybką zmienność, ale o silniejszy związek cen z własnością prywatną.

W swoim wystąpieniu dr Christl zwraca także uwagę na austriacką teorię cyklu koniunkturalnego i przekonująco argumentuje, że właśnie ona umożliwia zrozumienie przyczyn recesji, która dotknęła kraje rozwinięte w 2001 r., a także pozwala spojrzeć krytycznie na obecny rozwój wydarzeń na arenie międzynarodowej. Nie można zapominać, że słowa te były pisane ponad dwa lata temu, kiedy nic jeszcze nie wskazywało na problemy, jakich dostarczyć miał później kryzys na rynku kredytów hipotecznych w USA. Jednak tym większa zasługa dr. Christla, że inspirując się teorią Misesa i Hayeka już wówczas zwrócił uwagę na niebezpiecznie niski poziom globalnych stóp procentowych i zasugerował, że mogą one znacznie odbiegać od poziomu naturalnego.

Niestety w systemie rezerw cząstkowych, w którym podaż kredytów jest z teoretycznego punktu widzenia niemal doskonale elastyczna i w minimalnym tylko stopniu związana z realnymi oszczędnościami, właściwie niemożliwe jest określenie poziomu naturalnej stopy procentowej, odzwierciedlającej preferencje czasowe podmiotów rynkowych. W tym sensie proponowane przez dr. Christla rozróżnienie na „globalny przesyt oszczędnościowy” i „sztuczną nadpłynność” wygenerowaną przez banki wydaje się niezbyt trafne. Aby to lepiej zrozumieć warto odwołać się do analizy Bena Bernanke, który ukuł określenie światowego „przesytu oszczędnościowego” dla wyjaśnienia przyczyn rosnącego deficytu na rachunku obrotów bieżących USA. Otóż, jak przekonuje Bernanke, to gwałtowny wzrost poziomu oszczędności („przesyt”) w krajach Bliskiego i Dalekiego Wschodu w latach 1996-2003 spowodował spadek oszczędności krajowych w USA i przyczynił się do pogorszenia salda bilansu płatniczego.[2] Naturalnie w samym finansowaniu krajowego rozwoju oszczędnościami zagranicznymi nie musi być nic zdrożnego – przeciwnie, czasem to właśnie zagraniczne inwestycje bezpośrednie są jedynym sposobem na szybką poprawę sytuacji w zrujnowanym gospodarczo państwie. Rzecz w tym, że aby nie doszło do błędnej – międzynarodowej – alokacji kapitału, oszczędności te muszą mieć podstawy realne, tzn. muszą reprezentować nieskonsumowaną produkcję (a dokładniej czynniki wytwórcze, które zamiast na konsumpcję zostaną przeznaczone na inwestycje).

Tymczasem wydaje się, że globalne oszczędności, które zasiliły gospodarkę amerykańską nie mają wcale tego charakteru. Pochodzą one zasadniczo z dwóch grup państw: azjatyckich tygrysów (Hong Kong, Korea czy Tajlandia) i krajów Zatoki Perskiej. Źródłem wzrostu oszczędności tych pierwszych była agresywna polityka eksportowa, polegająca de facto na kreacji pieniądza krajowego i natychmiastowej wymianie go na gromadzone w – jak ujął to sam Bernanke – „skarbcu wojennym” dewizy. Wzrost podaży oszczędności ze strony państw Bliskiego Wschodu wiązał się natomiast ze zwyżką cen ropy (kwotowanej w dolarach) i wynikającym z niej zwiększonym strumieniem dolarów, napływających najpierw do Zatoki Perskiej, a potem – w poszukiwaniu bezpiecznego zysku – na rynek amerykańskich obligacji skarbowych. W obu wypadkach zatem mieliśmy do czynienia raczej ze sztuczną kreacją płynności (w USA i na świecie) niż z realnym procesem oszczędzania.

Oczywiście rację ma dr Christl pisząc, że w istocie ekspansja kredytowa także zawiera w sobie jakiś pierwiastek realnych oszczędności, lecz wobec bardzo już daleko posuniętej deregulacji przepisów, zacierającej różnicę między rachunkami oszczędnościowymi a wkładami na żądanie, te dwa różne strumienie stają się w praktyce nierozróżnialne. Stąd też nie sposób powiedzieć, które projekty inwestycyjne rozwijają się zgodnie z życzeniami konsumentów i na które wystarczy środków realnych, a które są, słusznie bądź nie, skazane na plajtę.

Niezależnie jednak od przedstawionych wyżej zastrzeżeń, wystąpienie dr. Christla należy powitać z dużym entuzjazmem. Szkoła austriacka rzeczywiście dostarcza niezbędnego klucza interpretacyjnego do zrozumienia zawiłości gospodarczych współczesnego świata. I choć z lektury Misesa czy Hayeka można wysnuć dalece bardziej radykalne wnioski niż te, o których wspomina dr Christl, to nie ma wątpliwości, że każdy program reformatorski, inspirowany lekturą austriaków, powinien zmierzać do wprowadzenia większej elastyczności gospodarek – elastyczności związanej nieodłącznie z poszanowaniem prawa własności prywatnej.


PRZYPISY

[1] Zob. Alan Greenspan, Gold and Economic Freedom, [w:] Ayn Rand (red.), Capitalism: The Unknown Ideal, Signet 1983.

[2] Ben Bernanke, The Global Saving Glut and the U.S. Current Account Deficit, http://www.federalreserve.gov/boarddocs/speeches/2005/200503102/.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Juliusz Jabłecki

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy