Mises: Dlaczego napisałem „Ludzkie działanie”?

3 kwietnia 2008 Dydaktyka ekonomii komentarze: 0

Autor: Ludwig von Mises

Tytuł oryginału: The Why of Human Action, „Plain Talk”, wrzesień 1949

Tłumaczenie: Michał Wiśniewski

Ekonomiści nie mogą skryć się w wieży z kości słoniowej. Chcąc nie chcąc, wciąż znajdują się w wirze walki, w której ścierają się ze sobą narody, partie i grupy nacisku. Nic tak nie zaprząta dzisiaj naszej uwagi, jak spory między doktrynami ekonomicznymi. Sprawy gospodarcze absorbują pisarzy i artystów bardziej niż inne tematy. Filozofowie i teologowie częściej zajmują się ekonomią niż zagadnieniami, które były kiedyś uważane za właściwy przedmiot badań filozoficznych i teologicznych. Ludzkość podzielona jest na dwa obozy, których starcie może kiedyś doprowadzić do upadku cywilizacji. Podział ten wynika z całkowicie odmiennej interpretacji ekonomicznej dotyczącej ludzkiego życia i działania. Politycy gardzą wszystkim tym, co uznają za „czystą teorię”. Głoszą bezpodstawnie, że ich podejście do problemów ekonomicznych ma charakter wyłącznie praktyczny i jest wolne od dogmatycznych uprzedzeń. Nie zdają sobie sprawy z tego, że uprawiając politykę, kierują się konkretnymi założeniami dotyczącymi związków przyczynowych, czyli przyjmują określone teorie. Kiedy działający człowiek dobiera środki służące osiągnięciu celów, zawsze kieruje się „czystą teorią”; u podstaw praktyki leży zawsze jakaś teoria. Polityk, który temu zaprzecza, próbuje bezskutecznie ukryć przed krytyką ekonomistów błędne, wewnętrznie sprzeczne i wielokrotnie obalone poglądy, którymi kieruje się w swoim postępowaniu.Społeczna funkcja ekonomii polega właśnie na opracowywaniu solidnych teorii ekonomicznych oraz na demaskowaniu błędów wynikających z nieprawidłowego rozumowania. Wykonując to zadanie, ekonomista napotyka opór oszustów i szarlatanów przekonujących o tym, że odkryli prostą drogę do raju. Im mniej mają oni solidnych argumentów przeciw tezom ekonomisty, tym wścieklej obrzucają go błotem.

Mocny pieniądz przeciw inflacjonizmowi i ekspansjonizmowi

Na początku XX wieku rządy cywilizowanych krajów nadal stosowały tak zwany klasyczny system waluty złotej lub system waluty dewizowo-złotej. Należy podkreślić, że prowadzona przez nie polityka pieniężna i kredytowa nie była wolna od błędów i pozwalały one sobie na pewien stopień ekspansji kredytowej, ale w porównaniu z sytuacją po roku 1914, wykazywały się dużym umiarem w dążeniach ekspansjonistycznych. Zdecydowanie odrzucały nierealne zamysły tak zwanych „dziwaków monetarnych”, którzy zalecali nieograniczoną inflację oraz ekspansję kredytową jako panaceum na wszystkie gospodarcze bolączki.

Jednak odrzucenie projektów, które miały na celu wzbogacenie ludzi przez zwiększanie ilości pieniądza i środków płatniczych bez pokrycia, nie było oparte na należytym zrozumieniu, jak fatalne musiałyby być ich konsekwencje. Rządy nie były skłonne do odchodzenia od tradycyjnych wzorców zarządzania pieniądzem, ponieważ starsi politycy pamiętali jeszcze trudności minionych okresów inflacji, a klasyczni ekonomiści nadal cieszyli się pewnym autorytetem. Profesorowie i bankierzy nie znosili prac Ernesta Solvaya (1838-1922), Silvio Gesella (1862-1930) oraz czeredy innych zwolenników ekpansjonizmu kredytowego, mimo że mało kto potrafił wykazać, dlaczego ci autorzy nie mają racji, i wyjaśnić, na czym polegają błędy ich twierdzeń. W gruncie rzeczy doktryny, którymi kierowały się ministerstwa skarbu poszczególnych państw, banki centralne, prasa finansowa oraz uniwersytety, nie różniły się zasadniczo od idei propagowanych przez „dziwaków monetarnych”. Głosiciele radykalnej reformy społecznej, która miała być zrealizowana za pomocą polityki monetarnej, tylko doprowadzili oficjalną doktrynę do jej ostatecznych logicznych konsekwencji. Można się było spodziewać, że w przypadkach nagłego zagrożenia, takich jak wojna czy rewolucja, rządzący wyzbędą się dotychczasowej powściągliwości, co doprowadzi do rozpasanej inflacji i ekspansji kredytowej.

Taki był stan teorii pieniądza i kredytu, kiedy ukazała się moja praca Theory of Money and Credit.[1] Postanowiłem skonstruować teorię opartą wyłącznie na nowoczesnych subiektywistycznych metodach analizowania problemów ekonomicznych – na pojęciu użyteczności krańcowej. To, co wtedy nazywano „inflacją”, a dzisiaj zachwala się jako finansowanie z deficytu i nakręcanie koniunktury, nigdy nie może przyczynić się do wzbogacenia narodu. Jest to jedynie sposób na transfer części dochodów i bogactwa od jednych grup społeczeństwa do innych, a takie działanie nieuchronnie prowadzi do zubożenia narodu jako całości. W mojej książce wskazałem, że zjawisko oprocentowania, czyli przypisywania wyższej wartości dobrom teraźniejszym niż dobrom przyszłym, jest nieodłączną kategorią ludzkiego działania. Nie zależy ono od struktury organizacji gospodarczej danego społeczeństwa i nie może być zniesione za pomocą ustawy czy reformy. Próby utrzymania stóp procentowych poniżej poziomu, jaki osiągnęłyby na rynku, którego nie deformuje ekspansja kredytowa, są w dłuższym okresie skazane na porażkę. W krótszej perspektywie takie działania doprowadzają do sztucznej koniunktury, która jednak niechybnie kończy się krachem i załamaniem. Nawroty depresji gospodarczej nie są nieodłącznym zjawiskiem związanym z leseferystycznym kapitalizmem, lecz stanowią rezultat ponawianych prób „poprawiania” kapitalizmu przez „tani pieniądz” i ekspansję kredytową. Jeżeli chcemy uchronić się od recesji, musimy powstrzymać się od wszelkich prób ingerowania w poziom stóp procentowych. Na tych spostrzeżeniach opiera się teoria, którą zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy moich poglądów wkrótce zaczęli nazywać „austriacką teorią cykli koniunkturalnych”.

Jak można było się spodziewać, moje tezy spotkały się z gwałtownym atakiem popleczników oficjalnej doktryny. Szczególnie gwałtowna była riposta ze strony profesorów niemieckich, owej samozwańczej „intelektualnej straży przybocznej dynastii Hohenzollernów.” Aby zilustrować jedną z myśli, zastosowałem w mojej książce hipotetyczne założenie, że siła nabywcza niemieckiej marki mogłaby spaść do jednej milionowej swojej poprzedniej wartości. „Cóż to za szalony człowiek, który ma czelność przedstawić – nawet hipotetycznie – tak fantastyczne założenie!” – kpił jeden z krytyków. Tymczasem kilka lat później, siła nabywcza marki spadła nie do jednej milionowej, ale jednej miliardowej części swojej przedwojennej wysokości!

Niestety ludzie rzadko wyciągają wnioski z teorii i z trudem uczą się na doświadczeniu. Ani klęski, których oczywista przyczyna tkwi w finansowaniu wydatków z deficytu i polityce niskich stóp procentowych, ani potwierdzenie moich teorii zawartych w Theory of Money and Credit przez tak znakomitych myślicieli jak Friedrich von Hayek, Henry Hazlitt czy Benjamin M. Anderson, nie powstrzymały jak do tej pory szaleństwa pustego pieniądza.[*] Polityka pieniężna i kredytowa wszystkich państw zmierza w kierunku nowej katastrofy, prawdopodobnie groźniejszej od wszystkich wcześniejszych kryzysów.

Teoria ekonomiczna socjalizmu

Sześćdziesiąt lat temu Sidney Webb chwalił się, że historia gospodarcza całego wieku to prawie nieprzerwane pasmo postępu socjalizmu. Kilka lat później sławny brytyjski mąż stanu, sir William Harcourt, stwierdził: „teraz wszyscy jesteśmy socjalistami”. Bez wątpienia wszystkie państwa prowadziły politykę, która musiała doprowadzić do przejęcia całościowego planowania przez rząd, czyli socjalizmu lub komunizmu.

Niestety nikt nie odważył się podjąć analizy problemów ekonomicznych systemu socjalistycznego. Karol Marks uznał, że nie wolno prowadzić tego typu badań, ponieważ byłyby one „utopijne” i „nienaukowe”. W jego rozumieniu, mityczne siły produkcyjne, które nieuchronnie kierują postępowaniem ludzi „niezależnie od ich woli”, z czasem doskonale wszystko uporządkują. Gdyby zwykli śmiertelnicy przypisywali sobie prawo do wyrażania własnych opinii na te tematy, popełnialiby nadużycie. Narzucone przez marksistów tabu było ściśle przestrzegane. Rzesze pseudo-ekonomistów i pseudo-ekspertów głosiły krytykę rzekomych mankamentów kapitalizmu i zachwalały dobrodziejstwo państwowej kontroli wszelkich przejawów ludzkiej działalności. Mało kto był na tyle uczciwy intelektualnie, by zająć się zbadaniem ekonomicznych problemów związanych z socjalizmem.

Aby położyć kres tej skandalicznej sytuacji, napisałem kilka esejów, a potem książkę o socjalizmie.[2] Najważniejszym rezultatem moich badań było udowodnienie, że państwo socjalistyczne nie mogłoby stosować rachunku ekonomicznego. Kiedy zasięg socjalizmu jest ograniczony do jednego czy kilku krajów, socjaliści mogą jeszcze dokonywać kalkulacji ekonomicznej, korzystając z informacji o cenach ustalonych na rynkach krajów niesocjalistycznych. Gdyby jednak socjalizm zapanował na całym świecie, rynek na czynniki produkcji przestałby istnieć, przestano by je kupować i sprzedawać, nie ustalono by na nie ceny.

Oznacza to, że rząd państwa socjalistycznego nie mógłby sprowadzić czynników produkcji do wspólnego mianownika, by dokonać kalkulacji koniecznej do zaplanowania przyszłych działań oraz oceny wyników przeszłych dokonań. Taki rząd po prostu nie wiedziałby, czy jego plany lub dokonania to najlepszy środek do osiągnięcia jego celów. Działałby po omacku. Marnowałby rzadkie zasoby – tak materialne, jak i ludzkie (czyli pracę). Paradoks centralnego planowania polega właśnie na tym, że likwiduje ono niezbędne warunki do racjonalnego działania, opartego na porównywaniu kosztów (nakładów) i przychodów (wyników). To, co przedstawia się jako świadome planowanie, jest w rzeczywistości eliminacją świadomego i celowego działania.

Orędownicy socjalizmu i komunizmu musieli przyznać, iż mój wywód jest niepodważalny. Dla zachowania twarzy radykalnie odwrócili własną argumentację. Do roku 1920, w którym ukazała się moja praca na temat rachunku ekonomicznego, socjaliści głosili, iż istotą socjalizmu jest likwidacja rynku oraz cen rynkowych. Wszelkie dobrodziejstwa, których spodziewali się po wcieleniu w życie idei socjalizmu, były opisywane jako skutki takiego właśnie obalenia systemu cen. Teraz natomiast chcą wykazać, że rynki i ceny rynkowe mogą istnieć nawet w systemie socjalistycznym. W tym celu kreślą fałszywe i wewnętrznie sprzeczne projekty socjalizmu, w którym ludzie „bawią się” w rynek, tak jak dzieci bawią się w wojnę czy w sklep. Nie potrafią zrozumieć, na czym polega różnica między taką dziecinną zabawą a prawdziwym zjawiskiem, które ma ona imitować.

Trzecia droga

Wielu polityków i autorów uważa, że można uniknąć konieczności wyboru pomiędzy leseferystycznym kapitalizmem a socjalizmem (czy komunizmem, gospodarką planową). Postulują trzecie rozwiązanie, które, jak utrzymują, jest równie odległe od kapitalizmu jak od socjalizmu. W cesarskich Niemczech ten system nazywano Sozialpolitik a w Stanach Zjednoczonych jest on znany jako Nowy Ład. Ekonomiści wolą używać francuskiego terminu „interwencjonizm”. Idea tego ustroju sprowadza się do tego, by nie eliminować całkowicie prywatnej własności czynników produkcji, lecz nadać rządowi uprawnienia do „poprawiania” i „korygowania” rynku przez ingerowanie w działalność kapitalistów i przedsiębiorców – przez nakazy i zakazy, podatki i dotacje.

Tymczasem interwencjonizm nie może funkcjonować jako trwały system gospodarczej organizacji społeczeństwa. Postulowane przez jego zwolenników środki doprowadzą nieuchronnie do sytuacji, która – zarówno z punktu widzenia samych pomysłodawców takiego ustroju, jak i rządów wcielających te pomysły w życie – będzie jeszcze gorsza niż stan rzeczy, który miały zmienić. Jeżeli rząd nie przyjmie do wiadomości tej prawdy i nie wyciągnie z niej wniosku, że powinien powstrzymać się od takich działań, to wkroczywszy na drogę interwencjonizmu, będzie zmuszony ingerować coraz częściej, aż doprowadzi do całkowitego zniesienia prywatnej własności czynników produkcji, a więc do ustanowienia socjalizmu. Ostatecznie procesy gospodarcze, czyli ustalanie celów, na które czynniki produkcji będą przeznaczone, mogą być kierowane tylko przez kupowanie i powstrzymywanie się od kupowania przez konsumentów albo przez dekrety rządowe. Nie ma trzeciej drogi. W tej dziedzinie władza jest niepodzielna.

Właśnie interwencjonizm jest przyczyną całego zła, o które zdezorientowana opinia publiczna oskarża kapitalizm. Jak zaznaczyłem, próby obniżenia stóp procentowych przez ekspansję kredytową prowadzą do nawrotów recesji. Wysiłki zmierzające do podniesienia płac powyżej poziomu wolnorynkowego skutkują długotrwałym masowym bezrobociem. Podatki uderzające w bogatych prowadzą do konsumpcji kapitału. Łączny skutek wszystkich środków interwencjonistycznych to ogólne zubożenie. Błędem jest nazywanie państwa interwencjonistycznego „państwem dobrobytu”. Takie państwo nie zapewnia wzrostu dobrobytu zwykłych ludzi, lecz przyczynia się do jego zmniejszenia. Bezprecedensowy rozwój gospodarczy Stanów Zjednoczonych oraz wysoki poziom życia ich mieszkańców były osiągnięciami systemu opierającego się na wolnej przedsiębiorczości.

Współzależność wszystkich zjawisk ekonomicznych

Ekonomii nie można podzielić na odrębne gałęzie. Zawsze zajmuje się ona współzależnością wszystkich zjawisk związanych z działaniem czy gospodarowaniem. Zdarzenia gospodarcze warunkują się na wzajem. Poszczególne problemy ekonomiczne należy rozpatrywać w kontekście całego systemu, określając, jakie miejsce przypada w nim poszczególnym aspektom ludzkich dążeń i pragnień oraz jakie jest znaczenie każdego z tych aspektów. Wszelkie monografie to dzieła wycinkowe, jeżeli rozpatrywane w nich zagadnienia nie są umieszczone w ogólnej strukturze relacji społecznych i gospodarczych.

Przedstawienie takiej całościowej analizy jest zadaniem mojej książki Ludzkie działanie – traktat o ekonomii.[3] Jest to zwieńczenie studiów i badań całego życia, wynik doświadczeń zbieranych przez 50 lat. Obserwowałem działanie sił, które zmierzały nieuchronnie do unicestwienia rozwiniętej cywilizacji i bogactwa Europy. Pisząc tę książkę, chciałem wesprzeć starania naszych najwybitniejszych myślicieli, którzy chcą powstrzymać Amerykę od podążania tą drogą ku przepaści.


PRZYPISY

[1] Die Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel, pierwsze wydanie niemieckojęzyczne, 1912; tłumaczenie angielskie: The Theory of Money and Credit (J. Cape 1934; Yale 1953; FEE 1971, Liberty Fund 1980).
[*] Friedrich A. Hayek (1899-1992) – autor Drogi do zniewolenia (pierwsze angielskie wydanie: 1944,) laureat Nagrody im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii w 1974 roku; Henry Hazlitt (1894-1993) – publicysta ekonomiczny, autor popularnej Ekonomii w jednej lekcji. Benjamin M. Anderson (1886-1949) – znany ekonomista Chase National Bank.
[2] Die Gemeinwirtschaft, pierwsze wydanie niemieckojęzyczne: 1922; tłumaczenie angielskie: Socialism (J. Cape 1936, Yale 1951, J. Cape 1969, Liberty Fund 1981).
[3] Ludzkie działanie – traktat o ekonomii, tłum. Witold Falkowski, Warszawa 2007.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Ludwig von Mises

O Autorze:

Ludwig von Mises

Ludwig von Mises był najwybitniejszym obrońcą kapitalizmu i krytykiem socjalizmu w XX wieku, najważniejszym przedstawicielem austriackiej szkoły ekonomii, nauczycielem Hayeka, Rothbarda oraz wielu innych ekonomistów i naukowców. Przez całe dorosłe życie pisał i wykładał w wielu krajach. Jest autorem kilkudziesięciu książek i ponad 250 artykułów. Pierwsza dłuższa praca Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel (Teoria pieniądza i kredytu, 1912) przyniosła mu uznanie w całej Europie. W kolejnej znakomitej książce Die Gemeinwirtschaft: Untersuchungen über den Sozialismus (Socjalizm, 1922) Mises przewidział upadek socjalizmu. Po Anschlussie Austrii Mises wyjeżdża do Szwajcarii, gdzie publikuje Nationalökonomie: Theorie des Handelns und Wirtschaftens (1940). W 1940 roku przenosi się do USA. Tu ukazuje się Human Action (1949) – rozszerzona, angielska wersja Nationalökonomie. Human Action, czyli Ludzkie działanie – opus magnum Misesa – zostało przetłumaczone na większość języków europejskich.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy