Iwanik: Wrażliwe, niehumanitarne państwo

4 kwietnia 2008 Filozofia polityki komentarze: 0

Autor: Jan Iwanik

Polskie państwo realizuje tysiące rozmaitych zadań. Na przykład: prowadzi fabrykę związków azotowych, organizuje loterię pieniężną, produkuje program „Jaka to melodia”, rozdaje pieniądze właścicielom ziemi rolnej, finansuje Polskie Towarzystwo Ringo, produkuje wódkę, rozwija świadomość narodową, magazynuje pszenicę, sprzedaje broń, dba o moralność, dystrybuuje pornografię, tworzy rozkłady jazdy pociągów, roznosi listy, dziurkuje bilety i współfinansuje kościoły.

W natłoku zadań, Polska nie ma czasu dopatrzeć swoich najbardziej podstawowych obowiązków – zapewnienia dostępu do efektywnej egzekucji prawa własności prywatnej i nienaruszalności cielesnej. Państwo polskie czynnie i biernie utrudnia ochronę tych praw. W swojej praktyce widziałem wiele przykładów na to, jak bardzo trudność wyegzekwowania odszkodowań i zadośćuczynień krzywdzi niewinne ofiar wypadków.

Przykład pierwszy – wypadek samochodowy w Kaliszu

Średnie miasto w Polsce, powiedzmy Kalisz. Pijany nastolatek wjeżdża w przystanek autobusowy, do końca życia pozbawiając innego nastolatka możliwości poruszania się. Ubezpieczyciel odpowiedzialny za szkodę prędko negocjuje porozumienie z ofiarą. Chodzi o czas, żeby chłopak nie rozmyślił się i nie wniósł sprawy do sądu. Ryzyko jest niewielkie – w Polsce nie obowiązuje zakaz „nieetycznej” reklamy adwokatów, więc chłopak z Kalisza nie dowie się, że adwokat mógłby wywalczyć wyższe odszkodowanie. Ubezpieczyciel woli jednak dmuchać na zimne. Udało się, chłopak podpisał.

W efekcie łączne odszkodowanie i zadośćuczynienie wyniosło ok. 400 tys. złotych. To około jedna trzecia samej wartości utraconych dochodów (przyjmując średnią płacę netto na poziomie 2000 zł). O rekompensacie za koszty rehabilitacji, cierpienie, utratę komfortu życia nie wspominam.

Podwójne nieszczęście, które spotkało chłopaka z Kalisza wynika z faktu, że Polska nie gwarantuje przyzwoitego dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Poprzez art. 17 konstytucji, państwo reguluje i ogranicza dostęp do zawodów adwokackich, pozostawiając tę sprawę w rękach kartelu prawniczego. W efekcie miliony osób pozbawione są dostępu do usług prawnych i stają się przez to bezbronne w wielu sytuacjach.

Każdego, kto przebrnie przez tę pierwszą barierę i dotrze jakoś do adwokata, który zechce go reprezentować, państwo naraża na długotrwałe i kosztowne postępowanie sądowe. Powolność sądów sprawia, że ofiara często decyduje się na ugodę – mniej korzystną, ale szybszą. W Polsce średni czas sądowego odzyskania należności to 980 dni. Na przykład w Singapurze ta sama procedura trwa 69 dni,[1] czyli 14 (słownie: czternaście) razy krócej.

Przykład drugi – wypadek z bronią w Lublinie

Jeśli pomimo wszelkich przeszkód uda się doprowadzić do wydania wyroku przez polski sąd, orzeczone odszkodowanie i zadośćuczynienie są zazwyczaj żałośnie niskie. Często nie rekompensują one utraconych przyszłych dochodów i satysfakcji z życia prywatnego lub przynajmniej jej niedoskonałego, pieniężnego substytutu. W ten sposób koszt wypadku ponosi ofiara, a nie jego sprawca.

W 2003 zdarzył się głośny wypadek w jednostce wojskowej w Lublinie. 25-letni żołnierz został przypadkowo postrzelony. Ofiara jest sparaliżowana, nie może samodzielnie oddychać i pozostaje pod stałą intensywną opieką medyczną. Wojsko Polskie zostało uznane za stronę odpowiedzialną.

Wojsko przyznało za ten wypadek dożywotnią rentę i dodatkowo, płatne jednorazowo, niskie zadośćuczynienie. Po przeprowadzeniu rozprawy w dwóch instancjach, rodzinie ofiary udało się ostatecznie uzyskać odszkodowanie w wysokości 1900 zł miesięcznie i dodatkowo, płatne jednorazowo, 850 tys. zł zadośćuczynienia.

Jak na Polskę, kwota może wydawać się spora. Ma się ona jednak nijak do faktycznych kosztów opieki medycznej nad ofiarą. Koszty te poniesie szpital, a więc i pozostali pacjenci. Przyznane zadośćuczynienie nie rekompensuje także utraty satysfakcji z życia, możliwości realizacji planów i ambicji ofiary wypadku. Suma płatności przyznanej przez sąd w tym przypadku jest równoważna utraconym zarobkom w przypadku osoby zarabiającej ok. 3400 zł netto. Niezbyt hojne zadośćuczynienie dla kogoś, kto pozostanie w łóżku przez kilkadziesiąt lat.

Nawet ta głośna i zakończona relatywnym sukcesem sprawa nie zaowocowała odszkodowaniem w wysokości faktycznie wyrządzonych strat. Nawet w tak głośniej sprawie koszt wypadku poniesie więc ktoś inny niż jego sprawca. Przypuszczam, że większość takich przypadków rozliczana jest po cichu, bez nagłośnienia i kończy się znacznie mniej korzystnie dla ofiar wypadków. Tak jak w opisanym przypadku w Kaliszu.

Przykład trzeci – Champaign

Dla kontrastu – Champaign, średnie miasto w stanie Illinois. Pijany nastolatek powoduje wypadek, w którym ofiarą zostaje młody chłopak. Będzie on inwalidą do końca życia i tego niestety nic nie zmieni. Jednak tym razem ofiara natychmiast kontaktuje się z adwokatem.

Poszkodowany wie, że należy skontaktować się z prawnikiem, bo amerykańscy adwokaci reklamują swoje usługi w telewizji tak samo, jak reklamuje się pastę do zębów i płatki śniadaniowe. Numerów darmowych linii prawnych, które prowadzą firmy adwokackie, pełne są wszystkie gazety. Udział adwokata w postępowaniu szkodowym automatycznie podnosi wysokość wypłacanego odszkodowania.[2] Sama świadomość, jak łatwo dostępna jest pomoc prawna sprawia, że ubezpieczyciele rzadziej próbują wykorzystać ignorancję ofiar i ogólny poziom odszkodowań jest znacznie wyższy niż w Polsce, nawet jeśli nie dochodzi do procesu.

Jeśli jednak postępowanie sądowe okaże się konieczne, będzie ono znacznie krótsze niż w Polsce. Sędziowie procesowi (trial judges) w Illinois są wybierani w wyborach powszechnych i odpowiadają przed wyborcami za sprawność działania sądów. Ich kariera nie spoczywa w rękach polityków, ale w rękach mieszkańców okręgu. Średni czas sądowego odzyskania należności w USA to 250 dni, a więc cztery razy mniej niż w Polsce.[1]

W tym przypadku wypłacone odszkodowanie i zadośćuczynienie liczone będzie w milionach. Obejmie ono wszystkie elementy poniesionej szkody: koszt usług medycznych, utracone zarobki, zadośćuczynienie za cierpienie i ból, zadośćuczynienie za oszpecenie, zadośćuczynienie za niemożność prowadzenie życia seksualnego i zadośćuczynienie o charakterze karnym.

Wrażliwe, niehumanitarne państwo

Gdy w Polsce sprawca wypadku – przez głupotę, nieuwagę lub beztroskę – pozbawia ofiarę jej zarobków, zdrowia lub życia, państwo nie umożliwia ofierze lub jej rodzinie sprawnego uzyskania pełnego zadośćuczynienia. Koszt tragedii ponosi więc ofiara wypadku i publiczny system opieki medycznej, czyli podatnik. Takie rozwiązanie zachęca potencjalnych sprawców do nierozważnego zachowania i zwiększa liczbę wypadków.

Winna temu jest nadmierna regulacja rynku usług prawnych oraz słabe i opieszałe sądownictwo.

Niehumanitarne traktowanie ofiar wypadków wynika z faktu, że wrażliwe społecznie państwo ingeruje w tysiące obszarów życia, a nie wypełnia sprawnie swojej podstawowej funkcji ochrony własności i nienaruszalności cielesnej obywateli.

Literatura:

[1]
Bank Światowy, Doing Business in 2006.

[2]
Browne & Puelz, Statutory Rules, Attorney Involvement, and Automobile Liability Claims, „The Journal of Risk and Insurance”, vol. 63.


Autor jest doktorem nauk matematycznych, aktuariuszem, członkiem Polskiego Stowarzyszenia Aktuariuszy i brytyjskiego Institute of Actuaries.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Iwanik

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy