Fijor: Dolar jeszcze sobie poradzi

15 maja 2008 Komentarze komentarze: 0

Autor: Jan M. Fijor

Wbrew prognozom Mateusza Machaja i Macieja Bitnera wierzę, że w perspektywie długookresowej dolar sobie poradzi. Jestem natomiast pesymistą, jeśli chodzi o perspektywę krótkookresową – do lat czterech. Przez ten czas może być z greenbackiem naprawdę źle. Moim zdaniem siła dolara nie tkwi w niespodziewanym odwróceniu polityki monetarnej przez Fed, lecz w zmianach politycznych, jakie w Stanach Zjednoczonych wkrótce nastąpią oraz ogólnej słabości pozostałych walut, które mimo woli przychodzą dolarowi w sukurs. Tymczasem obaj panowie przyszłość dolara oceniają przede wszystkim z punktu widzenia polityki monetarnej, a nie z perspektywy prakseologii, czyli w oparciu o preferencje zwykłych ludzi.

1. Obaj eksperci twierdzą, że gdyby mieli zamiar ulokować oszczędności w jakiejś walucie na wiele lat, to na pewno znaleźliby walutę inną niż dolar. Dlaczego jednak mielibyśmy lokować pieniądze w walutach? Jest tyle znacznie korzystniejszych lokat. Ale skoro tak ma być, pozwolę sobie zapytać: o jaką „inną walutę” chodzi? O jena? Euro? Juana? Franka szwajcarskiego? Czy może tajlandzkiego bahta, jedną z najsilniejszych walut Azji? Pamiętajmy, że wciąż prawie 2/3 światowych rezerw gotówkowych, czy to w skarpetach, czy w bankach jest trzymanych w dolarach amerykańskich. Gdyby ciułacze mieli alternatywę, już dawno by ją wybrali. Jednak alternatywy nie ma. Jeśli na dolara godzą się krezusi z OPEC, trudno się dziwić maluczkim. Jen i japońskie banki są w tarapatach od ponad 25 lat i końca tamtejszego kryzysu nie widać. Euro trzyma się dzielnie, ale wygląda dobrze tylko na tle dolara, który obecnie jest w sytuacji fatalnej. Alternatywą mógłby być frank szwajcarski, ale po pierwsze, jest go za mało, aby zastąpić dolara, po drugie, gospodarka szwajcarska jest za słabą lokomotywą, aby frank mógł stać się standardem walutowym dla całego świata, w końcu po trzecie, nawet mądrzy Szwajcarzy nie ustrzegli się socliberalizmu i zadłużają swój budżet, osłabiając w ten sposób swój pieniądz. Juan i baht – to rzecz jasna żarty.

2. O ile rację ma Maciej Bitner, pisząc że „obniżka stóp procentowych w USA już się dokonała”, o tyle dokonała się ona jedynie do końca 2008 roku. Potem Fed będzie kontynuować ekspansję kredytową, bo innego wyjścia nie będzie. Wprawdzie odejściu George’a W. Busha towarzyszyć będzie westchnienie zbiorowej ulgi, a wtedy dolar na krótko może zyskać kilka czy nawet kilkanaście procent, wkrótce jednak pojawi się refleksja i to niezależnie od tego, kto zwycięży w listopadzie 2008 roku. Jeśli będzie to McCain – źle, jeśli Barrack Obama czy Hillary Clinton – wcale nie lepiej. Ameryka znalazła się w sytuacji podobnej do tej z końca lat 70. XX wieku. Wtedy też, zmęczona aferami epoki Nixona, szukała oczyszczenia wybierając moralnie czystego Jamesa Cartera. Dziś takim sprawiedliwym wydaje się być Obama (ewentualnie Clintonowa). I znowu, na krótką metę, może to poprawić nastroje, zwłaszcza gdyby nowy prezydent zakończył – jak obiecuje duet kandydatów Partii Demokratycznej – wojnę w Zatoce Perskiej. Wkrótce jednak król zostanie obnażony: ani Obama, ani Clintonowa nie mają cienia doświadczenia w rządzeniu, są skrajnymi etatystami, żeby nie powiedzieć – socjalistami. Ich arsenał środków – podobnie jak to było z Jimmym Carterem – ogranicza się do podwyżki podatków i dalszej nacjonalizacji gospodarki. Zacznie się droga pod górkę, trzeba będzie zwrócić się do Fed, aby ratował gospodarkę, czyli znowu nadmuchał pieniądz. John McCain to jeszcze większa katastrofa. Ten urodzony oficer, który ani godziny nie przepracował w cywilu, szykuje Amerykanom tzw. nowy program energetyczny. Jego inauguracją będzie wojna z Iranem, a potem pewnie z Syrią. Program ma się zakończyć uroczystym odkryciem alternatywnych źródeł energii, aby „amerykańscy chłopcy już nigdy nie musieli ginąć w wojnach o ropę”. A zatem prezydentura 2009–2013 przebiegać będzie analogicznie do tego, co działo się przed nastaniem Ronalda Reagana. Moim zdaniem dopiero po tym okresie można będzie liczyć na korektę amerykańskiej waluty i jej wzmocnienie.

3. Czy do tego czasu może pojawić się na rynku alternatywa dla dolara? Bardzo wątpię. Gdy w Nowym Jorku będą kichać, Europa i Azja zapadną na ciężką grypę. Efekt domina po długim kryzysie (2008–2013) w Stanach Zjednoczonych będzie dla świata bardziej bolesny, zwłaszcza że dzięki uprzywilejowanej pozycji dolara i gospodarki USA amerykańską konsumpcję finansują Chiny, Azja Południowo-Wschodnia, a nawet Ameryka Łacińska. Nie ma co liczyć na Europę, gdzie po konsolidacji Unii Europejskiej nastąpi wzmocnienie sił lewicy i dalsze budowanie socjalizmu. Na krótką metę rządy krajów UE mogą – jak przewiduje Maciej Bitner – interweniować w celu wzmocnienia kursu dolara, jednak niewiele to zmieni. Jeśli już, to tylko osłabi euro. Takie interwencje kończą się zwykle redystrybucją dochodu od biednych do bogatych i nigdy nic dobrego z nich nie wynikało. Przykro to stwierdzić, ale po euforii wolnościowej z końca lat 80. XX wieku świat znowu brnie w kierunku etatyzmu. Rosną zastępy klasy próżniaczej. Stany Zjednoczone nie są tu żadnym wyjątkiem, ale właśnie tam najwcześniej nastąpi otrzeźwienie, Amerykanie już nie raz wychodzili ze ślepych uliczek. Poprawi się kondycja moralna Ameryki, w ślad za nią stanie na nogi gospodarka i waluta. Być może ziści się sen Rona Paula i przywrócony zostanie standard złota? Europa i Azja nie będą miały innego wyjścia, jak naśladować Stany Zjednoczone. Marzenia? Raczej nie. Do takich wniosków prowadzi przecież lektura dzieł austriaków. Z chwilą, gdy rządy nie będą już w stanie same się utrzymać, wrócimy na drogę liberalizacji i wolnego rynku. W tym momencie przewiduję, że dolar będzie kosztować ok. 1,5 euro. Polska będzie wtedy członkiem strefy waluty europejskiej. Złoto, już jako pieniądz prawdziwy, poszybuje gdzieś na wysokość 15-20 tysięcy dolarów za uncję.

Nie chcę nawet myśleć, co by było, gdybym się w tych prognozach pomylił.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan M. Fijor

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *