Machaj: Bij spekulanta

7 lipca 2008 Interwencjonizm komentarze: 0

Autor: Mateusz Machaj

Radio Olsztyn, 7.07.2008
Tu można posłuchać.

Jakiś czas temu mówiliśmy o możliwych przyczynach drożejącej ropy i żywności. Temat nie został jeszcze przez opinię publiczną wyczerpany, a cały czas przybierają na sile opowieści o niedobrych „spekulantach”, którzy rzekomo mają być odpowiedzialni za podbijanie cen tych jakże ważnych produktów. Już w Stanach Zjednoczonych po wystąpieniach przed Kongresem różnych ekspertów pojawiają się głosy o tym, aby wkroczyć na te rynki z regulacjami i powstrzymać nieposłusznych spekulantów windujących ceny ropy i żywności. O ile w jednym z poprzednich felietonów próbowaliśmy pokazać, że przyczyny wzrostu cen to między innymi efekt polityki inflacyjnej światowych banków centralnych, o tyle warto zatrzymać się na chwilę przy samych spekulantach i ich ważnej roli w mechanizmie rynkowym.

Powszechne dzisiaj, ogólnoświatowe i zyskujące popularność PRL-owskie narzekanie i zrzucanie winy za problemy na spekulantów nie stanowi niestety odpowiedzi na prosty zarzut – skoro ci niedobrzy spekulanci są w stanie tak windować dowolnie ceny i zarabiać na tym, to dlaczego akurat nagle teraz czepili się rynku ropy i żywności? Skoro to spekulacja per se staje się siłą napędową windującą ceny, to dlaczego spekulanci nie mogą tego robić na wielu innych rynkach? Czemu nie są w stanie dalej podbijać, lub chociaż powstrzymać spadku, cen za nieruchomości? Czemu ci spekulanci nie mogą podbijać cen akcji i innych papierów na światowych giełdach?

Zadać powyższe pytanie to prawie na nie odpowiedzieć. Nie są w stanie, ponieważ spekulanci wpływający na ceny nie mogą po prostu ich dowolnie kreować. W ostatecznym rozrachunku o cenach decydują zawsze tak zwane „czynniki fundamentalne”. Spekulanci, kupując i sprzedając, mogą oczywiście zakłócać poszczególne ceny i zmieniać ich wysokość. Lecz ich zyski bądź straty zależą od tego, jak dobrze są w stanie przewidzieć przyszłe ceny. Jeśli przewidują je dobrze, zgodnie z czynnikami fundamentalnymi, wtedy nagradzani są zyskami. Jeśli źle, to zostają ukarani stratami. A zatem jeśli dzisiejsze ceny ropy i żywności tak bardzo odbiegają od fundamentów, a cena za baryłkę ropy powinna wynosić 50 dolarów zamiast 140, to za niedługo zobaczymy ogromną korektę i zagranie na nosie tym spekulantom, którzy przewidywali wzrosty cen.

Co więcej, jeśli faktycznie cena ropy jest tak bardzo zawyżona, to zwolennicy tej wizji powinni szybko pokupować takie instrumenty na rynku, które dadzą im ogromne zyski. Spekulanci, którzy nie mają racji, to znakomita dojna krowa – nie ma lepszego interesu na tym świecie niż wydojenie spekulantów, którzy błędnie przewidują ceny. Każdy, kto jest tak absolutnie przekonany o słuszności tezy, że spekulanci niepoprawnie windują ceny, powinien szybko zainwestować swoje pieniądze i zaspekulować, że ceny zostaną skorygowane. Mając nawet relatywnie niewielki kapitał, mogą nakupować kontraktów, że cena ropy spadnie poniżej 100 dolarów, a potem z radością zgarnąć zyski i otworzyć za nie fabrykę komputerów pod Warszawą.

Swoją drogą przydałoby się, żeby ktoś pokazał palcem na tych wrednych spekulantów. Kim oni są? Czy chodzi o producentów i dostawców ropy, którzy chcą zawierać kontrakty na określoną cenę i przerzucić ryzyko na spekulanta? Czy chodzi o tych, którzy takich kontraktów chętnie udzielają, aby ściągając na siebie ryzyko, zarabiać na różnicy cen? Czy chodzi o fundusze inwestujące pieniądze indywidualnych inwestorów, którzy szukają największego zabezpieczenia przed inflacją produkowaną przez światowe banki centralne?

Niektórzy mówią o tym, że średni koszt produkcji baryłki to dwadzieścia kilka dolarów, więc jej cena nie będzie mogła tak dalece odbiegać od kosztu. Zapominają jednak o tym, że na kursie z podstaw ekonomii uczy się, że ważny jest nie „koszt średni” lecz tak zwany „koszt krańcowy” – czyli wiążący się ze zwiększaniem wydobycia. Mówiąc po ludzku, wraz z dalszym wydobywaniem ropy koszty mogą rosnąć radykalnie. To, że pierwsze 50 metrów przebiegłem w 10 sekund, nie oznacza, że kolejne 500 metrów przebiegnę w 100 sekund, to jest z taką samą średnią szybkością. Raczej będzie zajmie mi to więcej czasu.

Przy innej okazji usłyszałem, że liczba kontraktów na ropę i żywność radykalnie wzrosła w ostatnim czasie, co ma sugerować, że to spekulanci odpowiadają za wzrosty cen. No cóż – gdy Bono ze swoją ekipą zapowiada trasę koncertową na rzecz biednych dzieci, to liczba kontraktów na produkty muzyczne związane z zespołem U2 też rośnie, ale nikt nie będzie twierdził, że zawieranie tych kontraktów jest przyczyną rozpoczęcia trasy koncertowej. Analogicznie wzrost handlu kontraktami na żywność i ropę jest odpowiedzią na zmiany ich cen, a nie na odwrót.

Jeszcze innym razem usłyszałem, że wszystko co w tej chwili obserwujemy to handel na papierze, ponieważ fizyczny handel ropą to niewielka część rynku. Wszystko inne odbywa się na kartkach papieru i w biurach spekulantów. Fani tego marksistowskiego podejścia zapominają jednak, że w ten sposób można postrzegać każdy rynek – równie dobrze można powiedzieć, że ziemią, mieszkaniami i hipoteką nikt nigdy nie handluje, ponieważ nikt nie bierze kawałka gruntu na plecy i nie przynosi go do notariusza. Musimy pamiętać, że chociaż rynek ropy, podobnie jak wszystkie inne, opiera się na wymianie na papierze wierzytelności i zobowiązań, to na końcu każdej papierowej transakcji występuje element realny, powiązany z realną sytuacją na rynku. I jeśli ktoś zobowiąże się do kupowania baryłki za 140 dolarów, a ja mam opcję na sprzedanie mu tej baryłki, to ma ją kupić nawet jeśli cena na rynku wyniesie 1 dolar.

Wszystko, co tutaj piszemy nie ma w żadnym wypadku sugerować, że przewidujemy dalsze radykalne wzrosty cen ropy i żywności; równie dobrze może się okazać, że zobaczymy jakieś poważne spadki, choć nic na to nie wskazuje. Spekulanci to spekulanci – posiadacze kapitału, którzy inwestują go w różne dobra, obstawiając spadki albo wzrosty cen. Jeśli przewidują skutecznie, otrzymują zyski. Jeśli błędnie, zostają ukarani stratami. To działa wszędzie tak samo, na każdym rynku. Jeśli ktoś obwinia błędnie działających spekulantów za wysokie ceny, to zapraszamy na rynek do spekulacji i gry na spadki. Życząc rzecz jasna „powodzenia”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy