Machaj: Jaka polityka zagraniczna dla Polski?

24 sierpnia 2008 Komentarze komentarze: 1

Autor: Mateusz Machaj

Radio Olsztyn, 18.08.2008
Tu można posłuchać.

Sprawy ściśle gospodarcze odeszły ostatnio trochę na bok, co zupełnie zrozumiałe w kontekście niedawno nasilonego konfliktu gruzińsko-rosyjskiego. Przy okazji tej sytuacji warto zastanowić się, jaka powinna być najrozsądniejsza polityka zagraniczna Polski. Zwłaszcza w świetle niedawnej odważnej wypowiedzi prezydenta „tak zwanej Trzeciej RP”, którego brawurowe wystąpienie przypominało pomysłowością pobrudzenie wycieraczki sąsiadowi-kulturyście. Nie ma zresztą powodów do zdziwień, gdyż z jednej strony jego postępowanie jest wpisane w tradycję przymilania się opcji neokonserwatywnej i ścigania się z Radkiem Sikorskim w sprzyjaniu amerykańskiemu imperializmowi; z drugiej zaś strony w razie gdy Polska będzie bombardowana, a zwykli cywile będą ginąć, to przecież będzie jednym z pierwszych, którzy zostaną szybko ewakuowani do bezpiecznego czterogwiazdkowego schronu w Londynie.

Przejdźmy zatem do rzeczy – jaka rzeczywiście powinna być polityka zagraniczna dla Polski, która ma dosyć niefortunne położenie geograficzne. Lub też może powinniśmy zadać pytanie, jaka powinna w ogóle być polityka prowadzona w Polsce tak, aby możliwie maksymalnie zminimalizować zagrożenie atakiem ze strony zewnętrznego wroga? Wbrew pozorom nie powinny to być ani tarcza antyrakietowa, ani traktat lizboński.

Oto lista kilku kroków, które mogłyby zostać podjęte w celu zabezpieczenia Polski przed atakiem i jednocześnie presją z zewnątrz. Po pierwsze, należałoby dokonać całkowitej deregulacji sektora energetycznego. Po drugie, zlikwidować ograniczenia w napływie kapitału zagranicznego i w transferze zysków zagranicę. Po trzecie, wprowadzić z powrotem tajemnicę bankową i ukrócić urzędniczo-państwowe zapędy wszystkich polskich rządów do kontrolowania obiegu pieniądza. Po czwarte, wprowadzić dostęp do posiadania broni. Po piąte, zaprzestać emisji długu publicznego i zredukować poziom obligacji państwowych do zera. Po szóste, radykalnie obciąć wszelkie podatki; dochodowe, osobiste, pośrednie, bezpośrednie. Po siódme, znieść wszelkie cła w wymianie zagranicznej, nawet jeśli byłby to krok jednostronny (choć przyznajmy tutaj, że te niektóre propozycję mogą być problematyczne ze względu na budowane mozolnie imperium europejskie).

W jaki sposób te reformy wewnętrzne mogłyby stanowić dobrą politykę zagraniczną bez konieczności wysyłania dyplomatów specjalnymi samolotami i opancerzonymi samochodami z ochroną na tak zwane pertraktacje i rozmowy? Obniżki podatków, wprowadzenie zdrowego systemu bankowego wraz z uwolnieniem przepływów kapitałowych sprawiłyby, że potężne grupy interesu mogłyby składować i inwestować swoje pieniądze w Polsce. Mogliby to być z jednej stroni rosyjscy oligarchowie, transferujący pieniądze z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, lub przedstawiciele Sorosa, albo Rothschildów, którzy zaczęliby traktować Polskę jako raj podatkowy. Zlikwidowanie ceł dla produktów z krajów innych niż Unia, czy to Stanów, czy Chin, czy Rosji, sprawiłoby, iż w tych krajach zaistniałyby pewne grupy lobby, które korzystałyby na handlu z Polską. I w razie ewentualnej wojny z nią zaczęłyby tracić. Sporo racji jest w powiedzeniu, że „jeśli towary nie będą przekraczać granic, wtedy zaczną robić to armie”. Trzeba pamiętać, że nacjonalizm gospodarczy to bardzo zła polityka zagraniczna.
Likwidacja długu publicznego i deficytu sprawiłyby, że Polska byłaby pod znacznie mniejszą presją posiadaczy długu publicznego, finansujących polityków u władzy, złaknionych wydawania dużych ilości pieniędzy na koszt przyszłych pokoleń. Z kolegi deregulacja rynku energetycznego, z rozsądnym rozwaleniem systemów patentowych i zabójczych regulacji ekologicznych, sprawiłyby, że Polska mogłaby się zacząć uniezależniać od tak zwanego „szantażu energetycznego”. Jednym z pierwszych diamentów-symboli naszej dobrej polityki zagranicznej mogłaby być jakaś elektrownia atomowa na dobry początek.

Widzimy, że sednem naszego programu byłoby stworzenie wolnego rynku w sferze energetyki, a także utworzenie spontanicznych powiązań finansowo-handlowych z silnymi grupami w możliwie największej liczbie krajów, które bardzo by ucierpiały na ewentualnym wciągnięciu Polski w jakąkolwiek wojnę. W ostateczności zostaje wreszcie posiadanie broni przez obywateli. Posiadanie, które uczyniłoby z nich znacznie skuteczniejszą armię niż tę, która podjeżdża z czołgami pod granicę.

Wszystkie te kroki nie są niemożliwością. Podobnie jak w innych przypadkach rozważna reforma jest na wyciągnięcie ręki i Polskę można uczynić dużo bezpieczniejszym krajem niż dzisiaj. Niestety na przeszkodzie stoi obecny ustrój i klasa polityczna, która w celu przeprowadzenia powyższych reform musiałaby się wyrzec swoich zapędów do tworzenia urzędów kontrolujących życie obywateli. Urzędów, które bardzo chętnie po nich przejmie potencjalny zaborca. O właśnie, jeszcze ten element powinienem dodać do naszej listy – likwidowanie krajowych narzędzi okupacji, które są szkodliwe bez względu na to, czy korzysta z nich krajowy czy zagraniczny okupant.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Machaj: Jaka polityka zagraniczna dla Polski?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy