Korupcja to nieuchronny efekt interwencjonizmu

3 listopada 2008 Teksty komentarze: 8

Tomasz Cukiernik w rozmowie z Witoldem Falkowskim

W ostatnich dniach znowu ujawniono liczne afery zarówno w firmach państwowych, jak i publicznych. W pierwszym półroczu 2008 r. inspektorzy urzędów skarbowych w ponad 5 tys. kontroli ujawnili nieprawidłowości w firmach na prawie 600 mln zł (nasz materiał: Ujawnili oszustwa na prawie 600 mln zł). Co należałoby zrobić, by przedsiębiorcy przestali oszukiwać państwo?

 

– Jak widać, oszukiwanie państwa jest opłacalne. Jeśli państwo chciałoby leczyć przyczynę problemu, to powinno spowodować, że oszustwa podatkowe stałyby się nieopłacalne. Jak to zrobić? Należałoby znieść podatki, których podstawę wylicza się w skomplikowany i niejednoznaczny sposób. Mam tu na myśli przede wszystkim różne rodzaje podatków dochodowych (PIT, CIT). Nie istnieje przecież precyzyjna definicja dochodu, a nawet gdyby istniała, to podatek od dochodu zawsze będzie wywoływał pokusę manipulacji, produkowania fałszywych faktur kosztowych, sprzedaży niefakturowanej itd.

Jednocześnie istnienie podatku dochodowego to nieustanna pokusa dla organów państwa, żeby inwigilować podatników, wtrącać się do zawieranych między nimi kontraktów i brać łapówki za przymykanie oka, za przychylną interpretację, za zwolnienie czy umorzenie. Tych komplikacji nie wywoływałby np. podatek obrotowy (od firm) i pogłówny (od osób prywatnych).

Ponadto należałoby radykalnie obniżyć podatki do takiego poziomu, żeby oszukiwanie stało się nieopłacalne w porównaniu z ryzykiem poniesienia kary.

Oczywiście, w obecnych uwarunkowaniach (prawo unijne, tyrania status quo) wprowadzenie takich zmian wymagałoby nadludzkiej woli przywódców, no i cięcia wydatków budżetowych. Jednak z pewnością wszystkim by się to opłaciło. Nawet urzędnicy skarbowi, których trzeba by zwolnić wskutek radykalnego uproszczenia procedur i wyeliminowania konieczności licznych kontroli, cieszyliby się z wyższych zarobków uzyskiwanych w produktywnych branżach za wykonywanie ciekawszej pracy. A liczba miejsc pracy w prywatnych firmach gwałtownie by wzrosła po wprowadzeniu takich zmian w systemie podatkowym.

Potencjalnym producentom i usługodawcom, którym teraz nie opłaca się podejmować działalności ze względu na zbyt duże koszty administracyjne, zaczęłaby się opłacać działalność gospodarcza w najrozmaitszych branżach. Proszę zauważyć, jak trudno jest dziś znaleźć solidnego wykonawcę małych zleceń. Przyczyną jest właśnie obciążenie podatkowo-biurokratyczne, które uderza przede wszystkim w małe firmy.

Koniecznie też trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu mają służyć podatki: finansowaniu wydatków państwa, czy redystrybucji? Wprawdzie większość zapytanych odpowie zapewne, że i jednemu, i drugiemu, tymczasem takie powszechnie akceptowane oczywistości są często największymi błędami – wystarczy wspomnieć przekonanie o tym, że Ziemia jest płaska.

Nawet giełdowe spółki informatyczne trafiły pod lupę CBŚ za fikcyjne zlecenia dla podejrzanych firm w wyniku czego tracił budżet i te spółki (nasz materiał: Wielka afera w spółkach IT). Jaki jest powód tego, że menadżerowie oszukują nawet prywatne spółki, w których pracują?

– Powodem jest znów wysoka opłacalność i mała wykrywalność. Rozwiązanie problemu wymaga dostrzeżenia, że państwowy organ (urząd skarbowy) musi się zajmować stratami w jakiejś prywatnej spółce. Jest to oczywisty absurd. Państwa w ogóle nie powinno obchodzić, czy pracownik prywatnej firmy okradł własną firmę, czy może jej coś podarował. To jest sprawa, która powinna obchodzić wyłącznie właściciela firmy.

Jednak jeśli prywatna firma wykonuje zamówienie publiczne, to natychmiast powstają najróżniejsze pokusy, by z „państwowego” (czyli niczyjego) uszczknąć coś dla siebie. Proszę zauważyć, że do takich afer dochodzi wyłącznie tam, gdzie jedną ze stron transakcji jest rząd albo firma państwowa. Jaka jest na to rada? Wyeliminować państwo z gospodarki. Nawet jeśli są jakieś przedsięwzięcia, których nie potrafi czy nie chce realizować sektor prywatny (choć ja w to nie wierzę), to z tego nie wynika, że musi je realizować państwo na szczeblu centralnym.

Mogą to realizować samorządy, które są „bliżej” podatnika, więc można je łatwiej skontrolować. Zazwyczaj jednak ze wszystkim najlepiej radzi sobie rynek. Dopóki drogi w Wielkiej Brytanii (XVIII w.) czy koleje w USA (XIX w.) powstawały wyłącznie jako prywatne inwestycje, nie było z nimi żadnych problemów i żadnych afer. Skandale zaczęły wybuchać dopiero wtedy, kiedy do gry włączyło się państwo.

Ostatnio wyszło także na jaw, że prywatna firma rodziny prezesa PKP El-In zarabia miliony na zleceniach od państwowych kolei (nasz materiał: Nepotyzm w PKP: prezes rozdaje kontrakty firmie swego bratanka). Jak można uniknąć takich sytuacji?

– Sprawa prosta: sprywatyzować PKP. Wtedy właściciel PKP może rozdawać kontrakty komu chce. Jego sprawa, jego straty, jego bankructwo. Dodajmy od razu inne branże, w których nieustannie dochodzi do skandali, konfliktów interesów i afer korupcyjnych: szkolnictwo, tzw. służba zdrowia, lasy państwowe, publiczne telewizja i radio, sale koncertowe, orkiestry, kina i teatry.

We wszystkich tych branżach państwo świadczy formalnie tanie lub darmowe usługi o niskiej jakości, co uniemożliwia ich rozwój, a jednocześnie zmusza rząd i społeczeństwo do nieustannego zajmowania się problemami w rodzaju „dlaczego prezes państwowej spółki przelewa garściami pieniądze na konto członków rodziny”, „czy uczniowie mają przymusowo nosić mundurki?”, „czy program Iksińskiego ma znamiona misyjnej funkcji?” itd.

Oczywistym kłamstwem jest twierdzenie, że rynek nie może produkować dobrych programów telewizyjnych czy przedstawień teatralnych. Teatry prywatne stoją na dobrym poziomie i radzą sobie bardzo dobrze, a bez dotowanej konkurencji teatrów państwowych stałyby się wylęgarnią polskich Szekspirów.

Standardowe odpowiedzi na postawione pytania to: „Wzmóc kontrolę”, „Powołać komisję”, „Uszczelnić przepisy” – jednym słowem dać zatrudnienie kolejnym urzędnikom, którzy kontrolowaliby innych urzędników i mogli tworzyć kolejne ogniska korupcji. Tymczasem sprawa jest prosta i można ją ująć w jednym zdaniu, tak jak to zrobił patron naszego Instytutu Ludwig von Mises: „Korupcja to nieuchronny efekt interwencjonizmu”.

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby rozumieć, że mnożenie kontroli i przepisów to droga donikąd, leczenie pojedynczych zachorowań na dżumę epidemią dżumy. Aby to zrozumieć, potrzebna jest jednak przenikliwość choćby rudymentarna, a tej zwykłemu absolwentowi polskiej państwowej szkoły średniej często brakuje. Ważne jest, by tę świadomość upowszechniać i poszerzać. Takie zadanie stawia sobie m.in. nasz Instytut.

Rozmawiał: Tomasz Cukiernik
Wywiad ukazał się na www.wnp.pl

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Tomasz Cukiernik

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Korupcja to nieuchronny efekt interwencjonizmu

  1. Generalnie to wszystko racja… ale jeżeli komuś tu wydaje
    się, że w firmach prywatnych nie ma korupcji, to niech
    przemyśli to jeszcze raz. Zgoda, że w małej firmie
    właściciel podejmuje wszystkie istotne decyzje, ale nawet
    w nich zdarzają się (starzy, „zaufani” pracownicy),
    których skusi łatwa kasa od np. dostawcy. A w dużych
    firmach oczywiście decyzje się coraz bardziej oddalają
    od właścicieli, a w giełdowych spółkach akcyjnych
    personifikacja właściciela jest już mocno naciągana 🙂

  2. „Ponadto należałoby radykalnie obniżyć podatki do takiego poziomu, żeby oszukiwanie stało się nieopłacalne w porównaniu z ryzykiem poniesienia kary.”
    Zapachniało Szkołą Chicagowską. Ja bym wolał, aby obniżyć podatki do takiego poziomu, aby nie trzeba było ich w ogóle płacić 😉

  3. Ad Adam00: A skąd się biorą duże firmy, gdzie trudno jest
    określić, kto jest właścicielem? Czy nie ze specjalnego traktowania przez
    rząd?
    Ad Purysta: Czym innym jest odpowiedź na pytanie, a czym innym
    dążenie do ideału.
    WF

  4. ad wf: Może i tak, że ze specjalnego traktowania, z tym
    nie dyskutuję (chociaż zawsze mnie zastanawiało jak
    w „prawdziwie” wolno rynkowym systemie zapobiec tworzeniu
    się monopoli albo co gorsza karteli? Bo oczywiście
    różne „prawa czy rególacje antymonopolowe” są bardzo
    brutalną ingerencją w gospodarkę więc trudno je
    pogodzić z „wolnością działalności gospodarczej”).
    A wracając do tematu, nie zgadzam się tylko z tym, że
    o korupcji można mówić w kontekście tylko państwowych
    firm i urzędów, a firmy prywatne podawać jako przykład
    korupcyjnej „czystości”. Korupcja powinna być tak samo
    karana w każdej postaci bo w każdej jest szkodliwa i dla
    społeczeństwa i dla gospodarki.

  5. Firmy prywatne mogą być jak najbardziej „nieczyste”, tyle że prawdziwy problem zaczyna się wtedy, kiedy są „nieczyste” kosztem pieniędzy zbieranych z podatków. A to jestt
    A to jest możliwe wtedy, kiedy dzielą się kasą z rządem.
    Jeśli okradają siebie na wzajem albo siebie same, to znaczy, ze
    robią na tym dobry interes, więc np. ich produkty będą tańsze,
    a to jest dobra wiadomość dla konsumenta. Tworzeniu karteli zapobiega
    wolna konkurencja i raczej nic innego.

  6. Nie wiem gdzie jest „dobry interes” w tym, że pracownik
    (a nie firma) za łapówkę wybierze droższego dostawcę.
    Oczywiście ta łapówka nie jest żadnym kosztem dla
    dającego bo tak na prawdę to ją sobie wielokrotnie
    odbije na odbiorcy. A dlaczego wolna konkurencja miała
    by zapobiegać kartelom? Przecież często racjonalniej
    jest współpracować a nie konkurować, a jacy
    akcjonariusze będą zadowoleni, że firma nie niszcząc
    się walką cenową, jest taka rentowna 🙂

  7. Interes jest prosty: firma, której pracownik wybiera
    za łapówkę droższego dostawcę, niechybnie padnie. Na
    rynku będzie o jedną mniej źle zarządzaną firmę. A to jest
    dobra wiadomość dla konsumentów. Gdyby łapówka nie była
    „żadnym kosztem dla dającego, bo tak na prawdę to ją sobie wielokrotnie
    odbije na odbiorcy”, to by znaczyło, że dający jest w stanie sprzedawać swoje produkty za dowolną cenę. Czy Pan by kupił bochenek chleba z milion złotych?

    Na wolnym rynku nie ma monopoli, a żywot karteli jest
    krótkotrwały. Nie ma sensu, żebyśmy wdawali się w polemikę na ten temat, bo jest on dogłębnie wyeksploatowany. Wystarczy zajrzeć do „Ludzkiego działania”
    (zob. indeks – hasła monopol, konkurencja).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572